sobota, 24 grudnia 2011

Rozważanie adwentowe - Ewangelia według Jana 1,(5) 6-8 i 19-28



Tekst rozważany : Ewangelia według Jana 1,(5) 6-8 i 19-28


A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła. Wystąpił człowiek, posłany od Boga, który nazywał się Jan. Ten przyszedł na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy przezeń uwierzyli. Nie był on światłością, lecz miał zaświadczyć o światłości. 
A takie jest świadectwo Jana, gdy Żydzi z Jerozolimy wysłali do niego kapłanów i lewitów, aby go zapytali: Kim ty jesteś? I wyznał, a nie zaprzeczył, i oświadczył: Ja nie jestem Chrystusem. I zapytali go: Kim więc? Eliaszem jesteś? A on odrzekł: Nie jestem. Prorokiem jesteś? I odpowiedział: Nie. Rzekli mu więc: Kim jesteś? Musimy dać odpowiedź tym, którzy nas posłali. Cóż powiadasz sam o sobie? Rzekł: Ja jestem głosem wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pana, jak powiedział Izajasz prorok. A wysłańcy byli z faryzeuszów. (25) I pytając go, rzekli mu: Czemu więc chrzcisz, jeśli nie jesteś Mesjaszem ani Eliaszem, ani prorokiem? Odpowiedział im Jan, mówiąc: Ja chrzczę wodą, ale pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie; to Ten, który przyjdzie po mnie i któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka sandałów jego. To się działo w Betabarze za Jordanem, gdzie Jan chrzcił. 


1. Kilka uwag wstępnych, wyjaśniających: 
Bez wątpienia należy najpierw powiedzieć kilka słów o znakomitym „chwycie”, którym Ewangelista uzyskuje oczekiwany przez niego efekt. Następuje to przez użycie czasownika, który ma znaczenie bardzo precyzyjne (w różnych swoich wariantach) – „być”. 
Jan najpierw używa czasownika „być” (w odmianach) wobec tego, co jest jedyną sferą boską. Używa go w - w wersetach 1-2 - w imperfectum, dla oznaczenia tego co należy do „przeszłości”. 
Logos (Słowo) jest („było” – w imperfectum, czasie przeszłym niedokonanym, a zatem proces nie uległ zakończeniu...) należne do sfery boskości.  
Ale w tym co dotyczy „sfery” stworzenia (z którą Logos ma ścisłą relację), autor używa czasownika, który z większą precyzją oznacza: „zdarzać się”, „stawać się”. 
W wersecie 3 = wszystko stało się przez niego. 
A zatem werset 6: Sta się, zdarzył się człowiek oznacza: dzieje się to na ziemi. 
Wersety 6 i 7, jak twierdzi wielu egzegetów, przygotowują wers 14: Logos (który kiedyś „był” w sferze Bożej – cf. imperfectum) „stał” się ciałem (= opuścił „bycie”, aby „stać się”). Pozostajemy tutaj w obliczu jasnych rozważań filozoficznych: Słowo stało się faktem. 
A więc Jan Chrzciciel daje świadectwo pełnemu człowieczeństwu Logosu (Słowa), który przyszedł do nas. 
W. 5: Ciemności go nie „schwyciły”, „pochwyciły”. 
Zdanie to jest możliwą aluzją do: 
1. np. do Księgi Rodzaju (1 Mojżeszowej), gdzie Bóg - panując nad ciemnością - czyni światło (1 M/Rdz 1,3-4); 
2. bądź do tych, którzy mieli misję głoszenia Słowa Bożego, ale zostali odrzuceni*; 
3. bądź też do objawienia Bożego (za Rzymian 1,19-23), dostępnego wszystkim ludziom, ale odrzuconego przez ich własną skłonność do samouwielbienia. 
*Jan Chrzciciel, który podejmuje się interwencji, wydaje się wskazywać, że to raczej pkt. 2 należy wybrać (myśląc o prorokach Starego Testamentu). 
W.7 : Jan Chrzciciel nie jest światłem, ale świadczy o świetle. A więc - nie jest to już godzina „rozważań filozoficznych”, ale jest to czas świadectwa, aby wszyscy uwierzyli. 
W. 24: W wersecie tym należałoby raczej przetłumaczyć: byli „przede wszystkim” z faryzeuszy (por. z w.19), czyli nie wyłącznie; nawet jeśli faryzeusze byli ruchem (pomimo swojej „nieformalności”), który wydawał się być szczególnie wyczulony na oczekiwanie Mesjasza, a zatem potencjalnie najbardziej zainteresowanym nadejściem Chrystusa (lub przez wszelkiego innego  ewentualnego mesjasza – tu por. ich pytania w ww. 21-25)... 
w.: 26: „ja chrzczę”= ja zanurzam (ludzi) w wodzie. 


2. Struktura tekstu. 
Zwyczajowo odróżnia się dwie części w prologu Jana : prolog teologiczny (1,1-18) i prolog narracyjny (1,19-42). 
Wersety 6-8, które należą do pierwszej części naszej lektury biblijnej, należą do hymnu, który stanowi prolog teologiczny Ewangelii Jana. 
Należy od razu też zauważyć, że oderwany jakby od całości werset 15 dotyczy świadectwa Jana Chrzciciela. 
Wersety 19-28 należą do prologu narracyjnego, który opisuje aktywność prorocką Jana Chrzciciela. Opowiadają one pierwszy dzień jego posługi, po którym nastąpią trzy kolejne (należy zauważyć „nazajutrz” w wersetach 29, 35 i 43). 
Wybór wersetów proponowanych nam do czytania jest w tym wymiarze zrozumiały: chodzi o ukazanie Jana Chrzciciela jako prekursora, jako tego, który świadczy wcześniej o „Innym”, który ma przyjść. 
W prologu teologicznym, wersety 6-8 i 15 wydają się przerywać hymniczny ruch tekstu. Jednakże ukazanie się świadka (w wersetach 6-8) odpowiada potrzebie podkreślenia zwycięstwa światła (obwieszczonego już w wersetach 4-5): 
to Jan ukazuje się, aby świadczyć o tym zwycięstwie. 
Podobnie : werset 15 odpowiada wersetom 1-2: Jan świadczy o pre-egzystencji Słowa. 
Prolog narracyjny, który czytamy w dalszej kolejności, ukazuje nam Jana, jako prawdziwego świadka, świadczącego przed: 
· odpowiedzialnymi narodu żydowskiego (ww. 19-28), którym cytowany jest fragment Izajasza 40,3; 
· ludem izraelskim (ww. 31-34) świadcząc o boskości Syna; 
· jego własnymi – Jana - uczniami (ww. 35-37), którym prezentuje Jezusa, jako baranka Bożego. 
Po świadectwie Jana Chrzciciela, dwaj z jego uczniów pójdą za Jezusem (ww. 37-39). Andrzej, który posłuchał Jana, staje się sam świadkiem wobec swego brata, Szymona (w.40). 


3. Ważność świadectwa.
Rozdział 1 Ewangelii Jana kładzie w całym swoim rozważaniu nacisk na rolę świadka. Wydaje się więc interesującym przeczytanie, na czym polega świadectwo Chrzciciela w 4-tej Ewangelii: 
· Jezus jest większy niż Jan (3,22-36); 
· świadectwo Chrzciciela - co do Jezusa - jest prawdziwe (10,40-42). 
Kilka ścieżek do refleksji: 
· Zweryfikować, jak kwestia wyższości Jezusa nad Janem jest traktowana w Ewangeliach synoptycznych, a szczególnie w Łukasza 1-3 i Marka 6,17-29 oraz 9,11-13. 
· Czy istnieje związek między świadectwem Jana i jego męczeństwem (3,24)? 
· Dlaczego teksty opowiadające ukazania się Zmartwychwstałego, w Ewangelii Jana (Jan 20-21), kładą nacisk na rolę świadków:  - Marii z Magdali, - ucznia, którego Jezus kochał i wreszcie, na końcu - samego autora Ewangelii?


4. Świadek najważniejszy. 
W samym sercu czwartej Ewangelii wspomniany jest jeszcze inny świadek: Duch Ojca, ten, który nam pomaga. 
Przeczytajmy Jana 15,26-27: 
Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca wychodzi, złoży świadectwo o mnie; ale i wy składacie świadectwo, bo ze mną od początku jesteście. 
Zadajmy sobie pytanie: jak możemy zdefiniować nasze powołanie chrześcijańskie na podstawie tego tak ważnego tekstu? 


5. Chcąc iść dalej w rozważaniu....:
Cały tekst ewangeliczny jest jakby ujęty w ramy pomiędzy świadectwem Chrzciciela i świadectwem uczniów Jezusa, tych, którzy ujrzeli Zmartwychwstałego. 
· Dlaczego taki nacisk jast kładziony na świadectwo dawane Jezusowi? 
· Co oznacza dzisiaj, dla nas: „Prostujcie drogę Pana”? 
· Na czym, według was, polega świadectwo „w prawdzie” dawane Jezusowi Chrystusowi? 
· Czy byłoby możliwym, aby Chrystus był „pośród nas, a my nie poznalibyśmy Go”?
· Czy nasza praktyka życia (życia naszych wspólnot kościelnych) przyciąga uwagę innych ludzi, w stopniu, by zadać nam pytania o podstawy naszych życiowych wyborów, o podstawy naszych postaw życiowych? 
· Czy mamy w sobie wystarczająco odwagi (przekonania?...), by świadczyć innym o Chrystusie, będąc jednocześnie na tyle pokornymi, aby innych kierować do Chrystusa, nie koncentrować ich uwagi na nas samych, na naszych przekonaniach...; czy mamy zatem odwagę i pokorę kierować innych do Niego?...

Marcin Luter (1483-1546)... Jaki on był ?...

Luter był człowiekiem stworzonym do radości życia, ale i do trudnej, ciężkiej pracy codziennej, do niesienia na ramionach jarzma ciężaru życia każdego dnia, życia pełnego obowiązków. 
Luter był doktorem Kościoła, ale przede wszystkim prorokiem (z misją zwiastowania woli i  chwały Bożej) i pastorem. 
Mając świadomość swojego pochodzenia z ludu, do tego ludu się zwracał, znając go i troszcząc się o jego potrzeby. 
Potrafił przemawiać w sposób prosty, ale jednocześnie barwny i silnie emocjonalny. 
Był istotnie bardziej obdarzony geniuszem prorockim, niż teologiem systematycznym. 
Nigdy nie stworzył (i tego nie pragnął w takim wymiarze) dzieła będącego Sumą teologiczną (pełnym wykładem własnej teologii), jak to zrobił wcześniej np. Tomasz z Akwinu, czy później właśnie Jan Kalwin w swoim Institutio. 
Luter był przede wszystkim pochłonięty dydaktyką prawd wiary. 
Czytając jego, napisany w 1529 roku Mały katechizm, czy też później napisany Duży katechizm, nie sposób nie podziwiać jasności i prostoty wykładu prawd Ewangelii. 
Należy także podkreślić te swoistą ostrożność, swoisty dystans Lutra do systematyzowania teologii, jak również do instytucjonalizacji rodzącego się ruchu ewangelickiego. 
Ostrożność, dystans wobec „systematyzowania” teologii, u Lutra współistniały ze stałym oddawaniem swego życia przenikaniu go przez Słowo Boże i zachęcaniu jak największych audytoriów także do oddania się Słowu. 
Wyraźnie czuje się tę energię duchową Lutra - czerpaną ze spotkania ze Słowem – w jego pismach. 
„Trzeba, aby Słowo działało” – takie było stałe i główne przekonanie Lutra. 
Z tego też powodu nie chciał i odrzucał wszystkie działania, mające prowadzić do tego, aby Biblia stała się swoistą niewolnicą ludzkich systemów myślenia, ograniczona ścisłymi ramami doktrynalnymi. 
Podobne motywacje kierowały także jego decyzjami, kiedy po powrocie z Wartburga (1522 r.), jego przyjaciele naciskali nań, aby jak najszybciej zorganizować Kościół „luterański”. 
Na naciski odpowiadał wielokrotnie, że nie głosi siebie, ale Chrystusa; że nauczanie jego doń nie należy, bo to nie on został ukrzyżowany, ale Chrystus. 
Miał świadomość własnych niechęci, może i świadomość własnych ograniczeń, potrafił jednak wspierać i zachęcać innych, aby podejmowali się dzieł organizacji i systematyzowania myśli ewangelickiej; zwłaszcza tam i wtedy, gdy potrzeba takich działań zdawała się niezbędna. 
Przykładem takich sytuacji było stałe zachęcanie przez Lutra oraz wsparcie, którego udzielał swojemu przyjacielowi,  Filipowi Melanchtonowi, w jego pracy teologicznej, organizacyjnej i naukowej oraz „akademickiej” (np. w reorganizacji uniwersytetu w Wittenberdze). 
Charakter Lutra był pełen kontrowersji, przeciwności. 
Obserwując dominującą u niego radość życia, nie sposób także nie zauważyć u niego chwil głębokiego smutku. 
Można było zobaczyć go czułym, ale i gwałtownym; skrupulatnym w myśleniu i działaniu, ale także i niedbałym o niuanse; poetyckim, a mimo to w niektórych sytuacjach wręcz wulgarnym...
Trzeba przyznać mu ogromną i trudną do zaakceptowania gwałtowność, z jaką atakował nie tylko Rzym, ale i anabaptystów, a podobnie i reformowanych w Szwajcarii (tu przede wszystkim Zwingliego), nie zapomniawszy o Turkach i Żydach (tu znana, choć skomplikowana kwestia antysemityzmu Lutra). 
Mimo jednak tej tak nierzadkiej gwałtowności w wyrażaniu swoich poglądów, w pismach jego dominują czułość, uwaga i wsłuchanie w problemy innych. 
Jego korespondencja z przyjaciółmi (z ich całymi rodzinami), ukazuje zdolność do dzielenia się emocjami, szacunek i zainteresowanie ich codziennym życiem oraz trudnościami z nim związanymi. 
W jednym z listów do Melanchtona (z marca 1539 r.) refleksje Lutra na temat postępującej Reformy przeplatają się z aluzjami do życia rodzinnego, w sposób bardzo i szczerze przyjacielsko bezpośredni: 
„Otrzymałem dzisiaj twój list, Filipie, i z radością zdałem sobie sprawę, że porozumienie naszych zwolenników było solidne. 
Jeśli chodzi o nas, to modlimy się za was, aby Pan dał wam ducha rady i inteligencji. (...) Ale wydaje się jasno, że jesteśmy celem perfidnych ataków Szatana, tak wewnątrz jak zewnętrznie. 
Niemniej, to piękna i radosna nowina, którą nam przekazujesz w odniesieniu do twojej córki Anny, która wydała na świat drugą córkę, nie zdając sobie sama sprawy, że była w ciąży, aż do momentu kiedy była bliska porodu. 
Pełni radości i wdzięczności Panu, śmialiśmy się wszyscy pełnym sercem. 
Wiesz już z listu twojej drogiej Magdaleny (żony Filipa), że wszyscy twoi są dobrego zdrowia. 
Takimi dobrodziejstwami i innymi dobrodziejstwami Bóg nas pociesza wobec tylu niezasłużonych obraz i wobec tylu szaleństw ze strony diabła i ludzi. 
Bądź szczęśliwy w Chrystusie. 
Twój Marcin Luter.”
Do swojej żony, Katarzyny, każdorazowo będąc w podróży wysyłał kilka razy w tygodniu czułe listy. 
Pisał do swoich dzieci, przy czym zwłaszcza jego pisma do syna Hänschena ujmują językiem zdolnym dotknąć serce dziecka. 
W ostatnim liście do żony, pisanym tydzień przed swoją śmiercią (i będąc świadomym swojego stanu), Luter troszczy się przede wszystkim o jej zdrowie (także duchowe), daje wyraz swojej nieosłabłej miłości do niej, a jednocześnie daje świadectwo swojej wierze, radosnej, pełnej pokoju ducha i ufności: 
„Do mojej drogiej pani domu, Katarzyny Luter, doktora (itd.), mojej uroczej małżonki, do jej rąk i do jej stóp. 
Łaska i pokój w Panu!
Czytaj moja droga Katarzyno Ewangelię Jana i Mały katechizm, o którym kiedyś powiedziałaś mi: ‘wszystko w tej książce mnie dotyczy’. 
Chcesz martwić się wszystkim w miejsce twojego Boga, jakby nie był On wszechmocny, On który mógłby stworzyć dziesięciu doktorów Marcinów, gdyby ten jeden, który istnieje, stary doktor Marcin, utopił się w rzece lub w gardle pieca... 
Pozostaw mnie w pokoju z tymi troskami, do poniesienia których mam kogoś lepszego niż ty i wszystkie anioły. Spoczywał On w żłobie, zawieszony u piersi dziewicy, a mimo to siedzi po prawicy Boga, Ojca wszechmogącego. 
Zostań zatem w pokoju! Amen.” 
(Dzieła, tom VIII, Listy). 
Dlaczego warto wiedzieć o tych wszystkich tak wydawałoby się różnych cechach charakteru Lutra? 
Przede wszystkim dlatego, że przypominają nam, że dzieło Boże dostrzega się nie tylko w traktatach teologicznych mędrców, czy niezwykłych cudach i heroicznych aktach „bohaterów wiary”. 
Dzieło Boże widoczne jest - i być może w sposób szczególnie dla nas ważny - w zwykłym życiu ludzi, takich jak Luter i my sami. 
W życiu pełnym głębi, radości, ale i smutku, niedoskonałości i słabości. 
Działanie Boże widać w (a może nawet pomimo nich) niedoskonałych reakcji ludzkich na zaskakujące sytuacje życia codziennego, na problemy z nim związane...
Dokładnie ten sam model ludzkich charakterystyk kreśli przed nami Biblia, której główni bohaterowie często są tak odlegli od modelu, który wydawałby się nam doskonałym, ale właśnie poprzez takich ludzi, ludzi realnych, prawdziwych, niedoskonałych, ale kochających Boga i pomimo swojej niedoskonałości zdecydowanych pójść za Nim, nie poddanych chcianemu retuszowi, działa Bóg.  
Bóg działa w ich życiu osobistym, zawodowym, kościelnym, dla ich dobra, ale i po to, by byli dla innych żywym i oddziałującym świadectwem wiary, świadkami Boga żywego, w świecie ludzi żywych, grzeszników, ale jednocześnie usprawiedliwionych łaską (miłością) Bożą. 



Filip Melanchton (1497-1560), pochodzący z Palatynatu, otrzymał formację intelektualną w duchu humanizmu i nawiązał kontakt z Oecolampadiusem, reformatorem Bazylei. 
W 1519 roku, elektor Saksonii powierzył Melanchtonowi katedrę greki na uniwersytecie w Wittenberdze. 
Został on jednym z najbliższych współpracowników Marcina Lutra, pomimo znaczącej różnicy wieku i odmienności charakterów. 
Intelektualista raczej nieśmiały i niezbyt uzdolniony do relacji z tłumem, posiadał duży dar systematyzowania myśli i stał się doradcą księcia Jana Saksońskiego. 
Niektóre niezgodności w opinii z Lutrem (Melanchton kładł szczególny nacisk na widzialne owoce uświęcenia) nie miały negatywnego wpływu na ich przyjaźń, ale po śmierci obu tych osobistości ich uczniowie doprowadzili do powstania dwóch, nierzadko pozostających w opozycji, obozów. 


Katarzyna Bora (Katharina von Bora), ur. 29.01.1499 w Lippendorf, zm. 20.12.1552, była żoną Marcina Lutra. 
Pochodziła z rodziny drobnej szlachty saksońskiej. 
W wieku 5 lat została umieszczona przez swoich rodziców w klasztorze benedyktynek (zubożona rodzina widziała w tym akcie jedyną szansę na zabezpieczenie przyszłości córki...). 
W 1521 Marcin Luter opublikował swoje dzieło De votis monasticis (O ślubach zakonnych), dowodząc, że nic w Piśmie Świętym nie usprawiedliwia istnienia monastycyzmu, zakonności i że śluby zakonne nie mają w tej optyce żadnej wartości. 
Będąc pod wpływem tych refleksji, w Wielkanoc 1523 r., skorzystawszy z pomocy dostawcy klasztornego, Katarzyna i 11 mniszek z jej klasztoru (ukrywszy się pod dostawą ryb) uciekły z klasztoru. 
Dzięki pomocy przyjaciół (już oddanych Reformie) mogły znaleźć pomoc na zewnątrz. 
W Wittenberdze Katarzyna była goszczona przez Barbarę Brengebier, żonę malarza Lucasa Cranacha. To u Cranachów pozna Marcina Lutra, zostając z czasem jego żoną. Razem będą mieli sześcioro dzieci: trzech synów i trzy córki.

Marcin Luter i Jan Kalwin – ich charaktery i charyzmy

Luter i Kalwin obaj są postaciami, których życie w sposób głęboki naznaczyło historię Kościoła powszechnego, ale także historię cywilizacji zachodniej. 
Jeden i drugi mieli wyjątkową siłę charakteru, złożoną osobowość, dysponowali wieloma darami - talentami osobistymi. 
Znaczącym jest fakt, że Bóg pozwolił w wieku XVI ludziom tak różnym wzajemnie poprowadzić tak ważne dzieło i poprowadził ich w rozwoju Reformacji. 
Z tego też powodu wydaje się interesującym przyjrzenie się niektórym głównym cechom obu tych wielkich Reformatorów, nie tyle ich konfrontując, ale raczej stawiając niejako obok siebie.
Sposób przyjrzenia się im, proponowany w bieżącej broszurze (otwierającej krótki cykl obu tym postaciom poświęcony), nie ma charakteru w ścisłym znaczeniu teologicznego. 
Proponowane jest przyjrzenie się obu tym postaciom, jako ludziom z krwi i kości, w ich kontekście życia, rodzin, przyjaciół, kontaktów, a także niosących określony bagaż dyspozycji osobistych (intelektualnych, psychologicznych, kulturowych). 
Pomimo tego, że Luter i Kalwin wyrażali ich przekonania oraz opracowali ich teologie w często odmienny sposób, ich życie i działania prowadziły ich obu do tej samej walki o prawdę na chwałę Bożą, o reformę Kościoła i o zbawienie świata. 
Specyficzne dla każdego z nich akcenty w teologii były często wynikiem ich cech charakteru, doświadczenia osobistego, kontekstu życia. 
Każdy z nich odegrawszy znaczącą rolę w historii był podziwiany, kochany, w niektórych przypadkach nawet ponad miarę idealizowany (zresztą wbrew woli każdego z nich). 
Niezeależnie od pozytywnego odbioru, każdy z nich był również w sposób stały atakowany, obrażany, poddany kalumniom, a nawet nienawidzony czy przedstawiany w sposób diaboliczny. 
Proponujemy przyjrzeć się im obu, podkreślając to, co dla każdego z nich było szczególne, własne. 
Nie chcemy popaść jednocześnie w tony hagiograficzne (nie chcemy mówić ani o „świętym” Lutrze, ani o „świętym” Kalwinie), poddając cenzurze niektóre ich cechy, czy wystąpienia, zamazując tym samym prawdę o osobach realnych.  
Należy – rozpoczynając nasze rozważania – pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: żaden z obu teologów nie pozostał niezmieniony podczas całego swojego życia. 
Starzejący się Luter w latach 1540-ych nie będzie niezmiennie tym samym, którym był w 1521, w czasie dyskusji w Worms. 
Podobnie, już pierwsza lektura Institutio christianae religionis, czyli najistotniejszego dzieła Kalwina, pozwoli zaobserwować znaczące różnicie (nie tylko w objętości) pomiędzy jego wydaniem z 1536 roku, a ostatnimi, rozszerzonymi i przepracowanymi 20 lat później. 
Napięcia i cierpienia, które towarzyszyły każdemu z obu Reformatorów, nie pozostawiły ich nietkniętymi, niezmienionymi. 
Tak jak każdy człowiek i oni ewoluowali, a ich reakcje nieraz ich samych zaskakiwały...

niedziela, 4 grudnia 2011

Wniebowstąpienie i jego owoce dla nas

W Nowym Testamencie Wniebowstąpienie nie jest w tak silny sposób zaakcentowane, jak Zmartwychwstanie, niemniej jest tam jasno określone, np.: 
· W Ewangelii Łukasza 24,51: 
I wywiódł ich aż do Betanii, a podniósłszy ręce swoje, błogosławił ich. I stało się, gdy ich błogosławił, że rozstał się z nimi; 
· W Dziejach Apostolskich 1,9-10: 
I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął go sprzed ich oczu. I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich...


W niektórych tekstach wydaje się być ono wręcz nierozdzielnym ze Zmartwychwstaniem, np. w  Ewangelii Mateusza 28,1618: 
A jedenastu uczniów poszło do Galilei, na górę, gdzie im Jezus przykazał. I gdy go ujrzeli, oddali mu pokłon, lecz niektórzy powątpiewali. A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi.


W szeregu tekstów biblijnych Wniebowstąpienie jest jakby w założeniu, ale nie jest jest wspomniane wprost; mówi się np. o Chrystusie królującym. 


Zauważmy jednak, że Apostolski symbol wiary (Credo) kładzie na Wniebowstąpienie znaczący akcent. 
Wydaje się, że chce tym samym - w sposób bardzo czytelny - położyć nacisk na moc Bożą Zmartwychwstałego. Czyni tak zresztą zgodnie z Pismem.  
List do Filipian 2,9-11: 
Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią i aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.


Jezus Chrystus nie tylko zmartwychwstał, ale – co należy podkreślić – zmartwychwstał jako Syn Boży!
Zmartwychwstały nie tylko został wyrwany śmierci, ale wszedł/wrócił w posiadanie swojej władzy, mocy. 
Jak pisze Apostoł Paweł: 
i wszystko (Bóg) poddał pod nogi jego, a jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem jego, pełnią tego, który sam wszystko we wszystkim wypełnia 
(List do Efezjan 1,22-23). 


Drzwi zbawienia, które wcześniej były zamknięte dla nas, z powodu naszych grzechów, są teraz otwarte. 
Wniebowstąpienie objawia nam zatem ostateczną prawdę o Przymierzu z Bogiem. 
Człowiek może żyć w tym przymierzu, od którego nic nie może go już oddzielić, ponieważ moc Jego Zbawiciela jest teraz nad nim: 
Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia. Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami 
(List do Rzymian 8,33-34). 


Rozważmy teraz kwestię Wniebowstąpienia, i to za niejako zachętą i przyzwoleniem Kalwina, w sposób prawdziwie „interesowny”. „Interesowny”, tzn. przyglądając się z zainteresowaniem i nadzieją owocom, jakie Wniebowstąpienie Jezusa wnosi w nasze i innych wierzących życie. 
Nie jest to do końca źle rozumiana „interesowność” – sam Pan wielokrotnie podkreśla, że Jego życie służy zamierzeniom Ojca, realizacji Jego projektu wobec swojego stworzenia...
Np. Ewangelia Mateusza 11,27-28: 
Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. 


Pierwszym zatem owocem, czy korzyścią - jak możemy je także nazwać – Wniebowstąpienia jest ów zawarty w stwierdzeniu „Jezus zasiadł po prawicy Bożej”. 
Zwrot, który może nam się wydawać bardzo dziwny, choćby przez sam obraz, jako kreśli, jest jednak bardzo bogaty w treść. 
Pamiętajmy, że określenie: „prawica Boża” nie oznacza miejsca, ale funkcję – funkcję zarządzającego ministra władcy. Zgodnie ze starożytnym obrazem funkcji zarządzania mamy tu do czynienia z obrazem, mającym podkreślić, że Jezus Chrystus trzyma w rękach moc, władzę Bożą; ma to od Niego samego, jako Jego Syn, jako Pan i Zbawiciel. 
A zatem – Chrystus wykonuje władzę w imieniu Bożym. 
Lub, aby wzmocnić jeszcze silniej to stwierdzenie: moc/władza Boża stała się Jego, Chrystusa udziałem. 
Oświadczenie: Bóg rządzi światem, oznacza: Jezus Chrystus rządzi światem!


Władza, moc objawiona w pojednaniu Krzyża, w wybaczeniu grzechów, w akcie sprawiedliwości i miłosierdzia boskiego, jest tożsama z władzą nad całym światem, władzą Boga Wszechmogącego. 


Widzimy tutaj konkretnie jak należy rozumieć władzę Bożą. 
Jest ona nam ukazana z dużą jasnością: jest to władza Chrystusa!
Dowiadujemy się, że nie ma podziału między władzę „stwarzania” i władzę „odkupienia”; między władzę „sprawiedliwości” i władzę „miłości”. 
Nie nie jest oddzielone od władzy Bożej – taką jest władza Odkupiciela, Chrystusa. 


I ta władza Chrystusa obejmuje całość stworzeń. 
Władza Boża jest w rękach Jezusa Chrystusa. 
Jest On Głową Kościoła!


A zatem w Kościele nie  ma innej władzy, niż Jego władza....
Kiedy mówimy o zarządzaniu Kościołem, myślimy o wszystkich tych osobach, które pełnią w funkcje zarządzające, kierownicze. 
Wszyscy on i są jedynie jakby „wice-zarządzającymi”. 


Żaden rząd, żaden urząd ludzki (także ten kościelny), nie może być, nie może nawet aspirować do bycia, urzędem pełnym, ostatecznym, samowystarczalnym. 
Każdy urząd (rząd) ludzki ma świadczyć o prawdziwym rządzie, o prawdziwej mocy i nie ma prawa do jakiegokolwiek autorytetu, jak tylko w wymiarze, w jakim służy Bogu w Jezusie Chrystusie. 
Tu pokazuje się problem, jaki rodzi nauczanie Kościoła rzymsko-katolickiego o nieomylności papieskiej: czy nie stoi ono w oczywistej opozycji do jedynej nieomylności, jaką jest ta Jezusa Chrystusa?!


„Wstąpił na niebiosa....”
Na tym świecie są siły natury i siły historii. 
Królestwo Chrystusa nie ma z nimi bezpośredniego związku. 
Króluje On nie tylko nad Kościołem, ale także nad całym stworzeniem; nawet jeśli stworzenie to nie jest tego świadome... 
Każdy człowiek jest pod władzą Chrystusa; czy tego jest, czy też nie jest faktu tego świadomy. 
Chrystus jest Panem!
Różnica między Kościołem Chrystusa i światem jest taka, że w Kościele Chrystusa się rozpoznaje i wyznaje, natomiast w świecie wciąż jeszcze Go się nie zna i ma w Nim pokładanej wiary. 
Niezależnie jednak od świadomości, czy też nieświadomości, jest On Panem, który króluje nad całym światem. 


Dlaczego tak silny nacisk na Jego niezmienną pozycję panowania niezależnie od faktu świadomości Jego władzy? 
To proste, wbrew temu, co niektórzy chcieliby głosić, władza, pozycja Chrystusa nie jest elementem, który jest Mu dany, czy nadany drogą wyboru ludzkiego. 
Jest On Panem obiektywnym, z mocy Bożej, nie naszej. 
To jednak, czy Jego panowanie dotknie w sposób skuteczny życia indywidualnego, wzbudzi w nim nowe owoce – ten aspekt istotnie wymaga świadomości tego faktu, uznania Chrystusa moim Panem indywidualnym (co jednak nie zmienia, ani nie przydaje mu nowej, lepszej niż dotąd pozycji).