sobota, 26 listopada 2011

Rozwazanie Ewangelii według swietego Marka 13:33-37

Ewangelia według swietego Marka 13/33-37

Na początek pozwolę sobie zacytować krótką, ale bardzo ciekawą historię z Talmudu Babilońskiego z IV-V w.:  
Rabbi Jozue ben Levi pyta proroka Eliasza gdzie znajduje się Mesjasz. 
Ten odpowiada, że jest on przy bramach Rzymu. 
Jak go poznam? - pyta rabbi. 
Jest on pośród biedaków dotkniętych różnego rodzaju chorobami – odpowiada prorok. 
Rabbi Jozue jedzie więc do Rzymu, aby spotkać Mesjasza i pyta go: kiedy przybędziesz? 
Mesjasz odpowiada mu: Dzisiaj. 
Rabbi Jozue wraca do siebie i mówi do proroka, że Mesjasz okłamał go, ponieważ stwierdził, że miał przybyć tego samego dnia, a mimo to nie zrobił tego. 
Eliasz odpowiada mu: Mesjasz chciał powiedzieć: dzisiaj, „obyście dziś głos jego usłyszeli” (Ps 95/7). 
Mesjasz przychodzi każdego razu – mówi Talmud – kiedy człowiek słucha Tory (Prawa, przykazań Bożych) i przyjmuje je jako Słowo, które jest do niego indywidualnie i intymnie skierowane. 


Historia ta napisana przed wiekami wydaje się być znakomitym wstępem do podkreślenia znaczenia Adwentu, który jest - w tradycji Kościołów Zachodu - czasem przygotowania się nie tylko do świąt Bożego Narodzenia, ale przede wszystkim na powtórne przyjścia Jezusa Chrystusa, Mesjasza; przyjścia, które narodzenie w Betlejem już zainaugurowało...


Zgodnie z historią z Talmudu elementem fundamentalnym przygotowania wierzącego jest słuchanie Słowa...
A Słowo to w Ewangelii Marka mówi: „Baczcie, czuwajcie; nie wiecie bowiem, kiedy ten czas nastanie” (w.33). 


Jutro, przyszłość... Słowa te tak często prowokują pytania, które tak wielu sobie zadaje. 
Nikt nie zna tego, co przyniesie jutro. 
Być może będziemy żyć w pokoju, pomyślności, obfitości, a być może będziemy przeżywali momenty trudne, może dramatyczne...
Nie znamy przyszłości, choć tak bardzo chcielibyśmy ją poznać, a jednak musimy (i Słowo Ewangelii konieczność tę podkreśla) do przyszłości się przygotować! 
Takie jest znaczenie ewangelicznego: „Czuwajcie!”


Za tą zachętą do czuwania kryje się cała problematyka duchowości, duchowości chrześcijańskiej,  
ponieważ dla chrześcijanina „czuwać” oznacza złożyć swoje życie przed Bogiem. 
Taka jest też pierwsza wskazówka Słowa: złóż swoje życie przed Bogiem... 
Od razu też stwierdzenie to budzi szereg emocji...
Eugen Drewermann, niemiecki teolog i psychoanalityk, w swojej książce „Słowo i niepokój”, analizując ewangeliczne zaproszenie do czuwania, pisze, że życie będące pójściem za Chrystusem, życie „złożone przed Bogiem” jest jak dzieło sztuki, które nigdy nie przestanie budzić oporu, czy swoistego niepokoju!...
To prawda: czuwajcie, mówi Ewangelia, by zaraz po tych słowach pojawiły się naszepytania: kim, czym będziemy jutro? jak zareagujemy na sytuacje skrajne w naszym życiu? 
Ci, którzy w ich życiu zajmowali się, lub zajmują się (zawodowo, bądź w ich rodzinach) osobami ciężko chorymi (fizycznie lub psychicznie), często zadają sobie pytanie: co zostało w chorych z życia, które znali, którym żyli kiedyś?


Jedną z odpowiedzi jest ta, którą daje Ewangelia: zawsze pozostaje aktualnym fakt, ze nasze życie jest w Bogu, że niesie w sobie piękno, nawet wtedy kiedy my sami tego nie dostrzegamy, że niezależnie od tego jak w życiu moglibyśmy nisko upaść, zawsze wpadamy w ręce Boga, który jest pełen miłości do nas. 
Stwierdzenie to jest też swoistym wyznaniem wiary. Ale jest także protestem, wyrazem oporu (wynikającego z wiary, jak pisze Drewermann), że piękno życia nie zależy od naszej oceny tego życia, ale od spojrzenia Boga na nas, na nasze życie. 
W tym właśnie znaczeniu Drewermann mówi o oporze, o proteście, które wzbudza życie podążającego za Chrystusem – jest to protest przeciwko powierzchownej ocenie wartości życia. 


Taki jest fundament wiary chrześcijańskiej – oparcie życia w Bogu, ale jak tę prawdę przeżywamy my sami? 
Są prawdy, które nie wystarczy wyznać ustami, trzeba jeszcze nimi żyć; całą naszą osobą, całym naszym sercem, naszymi myślami; naszą inteligencją i naszymi czynami. 
Taka jest zasada duchowości chrześcijańskiej. 


Gąbka, którą pozostawi się, by schła podczas kilku tygodni, stanie się twarda. Kiedy położy się ją na mokrej powierzchni, jej powierzchnia zwilgotnieje, ale jej zdecydowana większość pozostanie sucha. Trzeba nacisnąć na gąbkę, aby wchłonęła więcej wody, stała się miękka i wypełniła swoją funkcję...


Człowiek jest jak ta przykładowa gąbka. 
Bez duchowości, rozwijanej i zaangażowanej, jego wiara pozostanie jak zewnętrzny, powierzchowny lakier; 
jego wiara będzie jakimś wierzeniem, czy wręcz ideologią... 


Modlitwa, czuwanie nad życiem, nabożeństwo – ten czas spędzony przed Bogiem – są sposobami na zmiękczenie naszej „wewnętrznej gąbki”. Wszystko po to, aby Ewangelia nie była powierzchowną wilgocią, która wyparuje w pierwszym momencie próby. 
Ewangelia ma wypełnić wszystkie pory historii naszego życia. 


Bruno Bettleheim, słynny psychoanalityk i pedagog amerykański pochodzenia austriackiego (twórca szeregu teorii pedagogicznych), w swojej książce „Przeżyć” dokonał bardzo ciekawej analizy zachowań ludzkich w obozach koncentracyjnych II wojny światowej (on sam zresztą był więźniem Dachau...). 
W swojej książce zaprezentował zasadę, którą nazywa zasadą protestu, kontestacji rzeczywistości - kontestacji związanej z wiarą. 
Sformalizował tę zasadę analizując życie tych, którzy w obozach koncentracyjnych wyrażali opór wobec tego, co miało ich sprowadzić do stanu bez mała zwierzęcego, zgodnego z zamierzeniami nazistów. 
Bettelheim w swojej analizie tłumaczy, że to duchowość wynikająca z wiary pozwala człowiekowi  otworzyć się na życie będące protestem, którego treścią jest twierdzenie, ze człowieka nie można zredukować do tego, jak i czym żyje, ponieważ człowiek ma w sobie piękno przekraczające to, co widzialne. 
Kiedy jest się wierzącym, duchowość staje się zasada kontestacji rzeczywistości, i to w imię Boże. 


Bettelheim daje przykład: 
w judaizmie Kadisz jest modlitwą osób będących w żałobie. Odmiennie od naszych oczekiwań nie jest on wyznaniem wiary w Boga, który dzieli ciężar bólu osób cierpiących. 
Kadisz jest hymnem uwielbienia Boga! 
Tu krótkie, wolne tłumaczenie jego części: „Błogosławione, pochwalone, sławione, czczone, wywyższone, godne podziwu i uwielbione niech będzie imię Boga najświętszego; ponad wszystkie błogosławieństwa, wszystkie pieśni i hymny chwały, które mogą być wypowiedziane na tym świecie.”
Kiedy wie się, pisze Bettelheim, że hymn ten był także recytowany w obozach śmierci, rozumie się, że jest w wierze funkcja oporu, protestu, podnosząca i twierdząca, że Boga nie można zredukować do naszej rzeczywistości, nawet do tej, która należy do tych, którzy Go uwielbiają. 
Rzeczywistość Boga przekracza naszą rzeczywistość. 
A zatem nasza rzeczywistość, to znaczy nasze życie, dzięki Bogu może nabyć nowego sensu, sensu głębszego, wypełnionego nadzieją i zaangażowaniem. 


Tę samą zasadę, opisaną przez Bettelheima, która kontestuje naszą rzeczywistość, która protestuje przeciw zredukowaniu naszej ludzkiej rzeczywistości, możemy znaleźć w naszych nabożeństwach. 
Zasada ta, widoczna w naszym nabożeństwie, jest postępowaniem po drodze rozwoju duchowego i ma charakter obiektywny, zewnętrzny wobec naszych uczuć. 
W naszym nabożeństwie głosimy 
· chwale Bogu nawet wtedy, kiedy jesteśmy smutni; 
· żal za grzechy, nawet wtedy, kiedy zapomnieliśmy o Bogu; 
· wybaczenie, nawet wtedy, kiedy zamknęliśmy się w naszych urazach; 
· wiarę, nawet wtedy, kiedy nasza jest w głębokim kryzysie; 
· modlimy się za innych nawet wtedy, gdy skupiamy się wciąż na nas samych, pogrążeni w naszym egoizmie...


To postępowanie po ścieżce duchowości stawia w naszej pamięci Boga, którego znajdujemy w Ewangelii. 
Prawdą jest zatem, że chaos, zagubienie, a wręcz kataklizmy grożą nam przez całe nasze życie i nikt nie może być przed nimi zabezpieczony w pełni. 
Ale do nas należy czuwanie w modlitwie, w wyznawaniu naszej wiary, we wzajemnym zachęcaniu się, we wzmacnianiu braterskim, w nabożeństwie...
Wszystko to po to, aby Ewangelia wypełniła nas jak wilgoć gąbkę, i abyśmy mieli siłę wytrwać w momentach próby... 


Na zakończenie jeszcze jedna krótka historia z mądrości narodu wybranego, która przekłada wiarę protestu, kontestacji w czyn: 
Pewien mędrzec zapytał swoich uczniów: Jeżeli mielibyście pewność, że jeszcze dzisiejszego wieczoru musielibyście umrzeć, co zrobilibyście? 
Pierwszy z uczniów odpowiada: Poszedłbym uścisnąć moich najbliższych.
Drugi: Posadziłbym drzewo.
Trzeci: Poszedłbym pojednać się z moimi nieprzyjaciółmi. 
Czwarty: Kupiłbym ogromny bukiet kwiatów.
Piaty: Spędziłbym popołudnie na modlitwie. 
Mędrzec zakończył ich wyznania mówiąc: To, co mielibyście uczynić w momencie przewidywanej śmierci, zróbcie tu i teraz, natychmiast i róbcie zawsze... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz