sobota, 26 listopada 2011

Ewangelia wg św. Marka 10,17-22 Spotkanie z bogatym młodzieńcem

W czasach Jezusa
Wielu ludzi podąża za Jezusem. Niektórzy z nich opuścili wszystko, aby być z Nim. 
Piotr, Andrzej i Jan pozostawili ich ojca i ich pracę, ich małe przedsiębiorstwo zajmujące się połowem ryb. 
Levi (nazywany także Mateuszem) porzucił swoją pracę w biurze celnym. 
Inni oddalili się od ich domów, rodzin, ich wiosek. 
Niektórzy są biedni. Nie posiadają ani dóbr, ani pracy, ani rodziny. Są tym samym jakby bardziej wolni, aby podążać za Jezusem... 


Jezus głosi Królestwo. Jest to nowe życie. Rozpoczyna się ono już tu i teraz. A trwać będzie na zawsze. Trwać będzie ono poza i ponad śmierć fizyczną. 


A oto nowo-przybyły. Zbliża się do Jezusa. 
Jest pełen dobrych intencji: „Co trzeba 
uczynić, żeby mieć życie wieczne?” 
Zachowuje już przecież wszystkie przykazania. 
Jezus proponuje mu dokonać więcej : „Sprzedaj wszystkie twoje dobra i daj pieniądze biednym!” Na co on opuszcza głowę i odchodzi smutny. 
Jest zbyt bogaty, brak mu odwagi pozbycia się, oddalenia się od swoich dóbr. 
Jezus nie zatrzymuje go, nie zmusza nikogo, aby ten szedł za nim...


W czasach Ewangelii. 
Marek opowiada tę scenę chrześcijanom ze swojej wspólnoty. 
Pomiędzy nimi są biedni i bogaci. To przede wszystkim do tych ostatnich adresuje swoje opowiadanie. 
Co takiego chce powiedzieć?
- Że Jezus kocha ich także, tak jak kochał tego człowieka, który przyszedł do niego. 
- Że Jezus nakazuje im zachowywanie przykazań. Ale - jeżeli dobrze, z otwartą wyobraźnią  wsłuchamy się w całość tego opowiadania – możemy zauważyć, że Marek zdaje się dodać jeszcze jedno przykazanie do całej ich listy: „Nie będziesz pozbawiał nikogo tego, co jest mu należne”. Oznacza to, że wszyscy ci, którzy mieli sługi domowe, niewolników i robotników, mają usłyszeć: „Będziesz każdemu z nich płacił na czas”. 
Jakub w swoim liście będzie nauczał podobnie, choć bardziej jednoznacznie: Oto zapłata, zatrzymana przez was robotnikom, którzy zżęli pola wasze, krzyczy, a wołania żeńców dotarły do uszu Pana Zastępów (Jk 5,4). 
- Że Jezus proponuje im (bogatym) pójść jeszcze dalej. Niektórzy chrześcijanie już sprzedali ich dobra i rozdali pieniądze ubogim (jak widzimy to np. w Dziejach Apostolskich 2,44-45). Dlaczego nie mielibyście uczynić podobnie? Radość dzielenia się z potrzebującym jest lepsza niż smutek osoby skupionej wyłącznie na sobie samym....


Tekst Ewangelii: 
A gdy się wybierał w drogę, przybiegł ktoś, upadł przed nim na kolana i zapytał go: Nauczycielu dobry! Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny? A Jezus odrzekł: Czemu mię nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcij ojca swego i matkę. A on mu odpowiedział: Nauczycielu, tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej. Wtedy Jezus spojrzał nań z miłością i rzekł mu: Jednego ci brak; idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj mnie. A ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majętności. 


Aby lepiej zrozumieć ten tekst
Proponuję wam małą i drobną pracę. Poszukajcie:


1. Co robił, jak działał wspomniany w tekście bogaty człowiek aż do chwili spotkania z Jezusem?
Co - ponad to, co już robił - nakazuje mu robić Jezus?


2. Pośród działań lub zachowań Jezusa, które wydają się wam najważniejsze?


3. Porównajcie wersety 17 i 22. 
Jakie z podanych poniżej słów charakteryzują najlepiej jeden lub drugi z obu wersetów?:
- przybycie, wyruszenie; 
- smutek, radość; 
- otwartość, zamknięcie; 
- przeszłość, przyszłość; 
- spotkanie, rozstanie. 


4. W słowniku encyklopedycznym poszukajcie znaczenia słowo „bogaty”, „bogaci”.


Żyć Słowem dzisiaj


Bogaty
Jest się bogatym, kiedy posiada się dobra w obfitości, kiedy można nabyć to, czego się pragnie, bez uprzedniej nerwowej kalkulacji tego, co się posiada (wystarczy, czy nie?...); kiedy nie ma potrzeby liczenia, kiedy można wydawać szerokim gestem bez potrzeby oszczędzania na przyszłość. 


Jest się bogatym także wtedy, kiedy nabyło się wiele wiedzy, kiedy można cieszyć się i rozwijać swoją inteligencję; kiedy ma się dużo czasu na liczne rozrywki, kiedy można liczyć na wielu przyjaciół, kiedy ma się liczne umiejętności i zalety; kiedy dostaje się wiele miłości... 


Można być bogatym na wiele sposobów. Być bogatym nie jest grzechem samym w sobie. 
Ale jest to największa odpowiedzialność.  


Rozwińmy…
Jezus nie potępia bogaczy. Zresztą, On z zasady nie potępia nikogo bez dania mu szansy na zmianę postępowania. 
Jezus natomiast zwraca uwagę osobom bogatym - chce je szczególnie uczulić na niebezpieczeństwo, na jakie są wystawieni: ryzykują oni bowiem stanie się niewolnikami tego, co posiadają!
Jeżeli nie będą uważni, zostaną zdominowani przez ich bogactwo, nie będą widzieli niczego poza nim. 
Całe ich życie będzie kręciło się wokół tego, co posiadają (lub chcieliby posiadać). 
Nic innego nie będzie ich interesowało: ani inny człowiek (nawet ten najbliższy), ani Bóg, ani miłość, ani dawanie, ani dawanie siebie...
Będą chcieli wszystko mieć i wszystko zatrzymać dla siebie. 
Nie będą mieli żadnej innej radości, jak tylko posiadanie. 
Będą robić wszystko, aby „mieć”, a nie aby „żyć”, w znaczeniu „żyć w relacji z innymi”...


Podążać za Jezusem
Jest niemożliwym iść z Nim, rozwijać się z Nim, jeżeli jest się zbyt obciążonym i jeżeli patrzy się ciągle w tył, aby żałować tego, co pozostawiło się za sobą!
Jest niemożliwym kochać z Jezusem, jeżeli pozostaje się „zafiksowanym” na własnym stanie posiadania, ponieważ (właśnie, aby móc kochać) musi się dzielić tym, co się ma i czym się jest. 
Z Jezusem Chrystusem, jeżeli się tego pragnie, można pójść daleko. 
Z Jezusem Chrystusem nie zadowala się już tym, co „należałoby” zrobić, ale robi się wszystko to, co tylko można zrobić; nie daje się ledwie „jakiejś” części, ale daje się wszystko!
Jak On, Jezus, robił to przez całe swoje życie.
A zatem, z Nim, im więcej się posiada, tym bardziej jest się wezwanym do dzielenia z innym(-i)!


Być wolnym
Można zaakceptować, przyjąć, bądź odrzucić pójście jeszcze dalej niż dotąd, za Jezusem; tak, jak On to proponuje. 
Każdy jest wolny w swoim życiu, pośród swoich wyborów. 
Jakakolwiek byłaby nasza późniejsza decyzja, pamiętajmy, że miłość Jezusa jest nam ofiarowana!
To, co liczy się naprawdę w życiu, to wyruszenie w drogę z Jezusem, z całą konsekwencją. Nie połowicznie, nie wyłącznie intelektem, pozostając na pozycjach wygodnych dywagacji filozoficznych. Tak łatwo jest się ukryć w „filozofii o..., na temat...”. 
I wielu korzysta z tego wygodnego ukrycia, na jakie pozwala im ich sprawość intelektualna... 
Tak liczni, sami (często z całą świadomością) wprowadzają samych siebie w błąd, że łechczące ich intelekt „rozważanie o wierze (lub niewierze)”, „o Jezusie”, „o teologii”, jest już wiarą, życiem z Jezusem, a nawet teologią...


Być może apel Jezusa już dotknął naszych serc, być może dotknie On naszych serc któregoś dnia i pozwoli nam tym samym zrozumieć i przyjąć, i przełożyć na praktykę życia pewność, że z Nim i dzięki Niemu możemy pójść w życiu naprawdę daleko. 
Dużo dalej, niż wyobrażaliśmy sobie to dotąd.
Dużo dalej, niż nasze najbardziej rozbudowane bogactwa (i najszerzej rozumiane) na to nam pozwoliłyby... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz