sobota, 26 listopada 2011

Rozwazanie Ewangelii według swietego Marka 13:33-37

Ewangelia według swietego Marka 13/33-37

Na początek pozwolę sobie zacytować krótką, ale bardzo ciekawą historię z Talmudu Babilońskiego z IV-V w.:  
Rabbi Jozue ben Levi pyta proroka Eliasza gdzie znajduje się Mesjasz. 
Ten odpowiada, że jest on przy bramach Rzymu. 
Jak go poznam? - pyta rabbi. 
Jest on pośród biedaków dotkniętych różnego rodzaju chorobami – odpowiada prorok. 
Rabbi Jozue jedzie więc do Rzymu, aby spotkać Mesjasza i pyta go: kiedy przybędziesz? 
Mesjasz odpowiada mu: Dzisiaj. 
Rabbi Jozue wraca do siebie i mówi do proroka, że Mesjasz okłamał go, ponieważ stwierdził, że miał przybyć tego samego dnia, a mimo to nie zrobił tego. 
Eliasz odpowiada mu: Mesjasz chciał powiedzieć: dzisiaj, „obyście dziś głos jego usłyszeli” (Ps 95/7). 
Mesjasz przychodzi każdego razu – mówi Talmud – kiedy człowiek słucha Tory (Prawa, przykazań Bożych) i przyjmuje je jako Słowo, które jest do niego indywidualnie i intymnie skierowane. 


Historia ta napisana przed wiekami wydaje się być znakomitym wstępem do podkreślenia znaczenia Adwentu, który jest - w tradycji Kościołów Zachodu - czasem przygotowania się nie tylko do świąt Bożego Narodzenia, ale przede wszystkim na powtórne przyjścia Jezusa Chrystusa, Mesjasza; przyjścia, które narodzenie w Betlejem już zainaugurowało...


Zgodnie z historią z Talmudu elementem fundamentalnym przygotowania wierzącego jest słuchanie Słowa...
A Słowo to w Ewangelii Marka mówi: „Baczcie, czuwajcie; nie wiecie bowiem, kiedy ten czas nastanie” (w.33). 


Jutro, przyszłość... Słowa te tak często prowokują pytania, które tak wielu sobie zadaje. 
Nikt nie zna tego, co przyniesie jutro. 
Być może będziemy żyć w pokoju, pomyślności, obfitości, a być może będziemy przeżywali momenty trudne, może dramatyczne...
Nie znamy przyszłości, choć tak bardzo chcielibyśmy ją poznać, a jednak musimy (i Słowo Ewangelii konieczność tę podkreśla) do przyszłości się przygotować! 
Takie jest znaczenie ewangelicznego: „Czuwajcie!”


Za tą zachętą do czuwania kryje się cała problematyka duchowości, duchowości chrześcijańskiej,  
ponieważ dla chrześcijanina „czuwać” oznacza złożyć swoje życie przed Bogiem. 
Taka jest też pierwsza wskazówka Słowa: złóż swoje życie przed Bogiem... 
Od razu też stwierdzenie to budzi szereg emocji...
Eugen Drewermann, niemiecki teolog i psychoanalityk, w swojej książce „Słowo i niepokój”, analizując ewangeliczne zaproszenie do czuwania, pisze, że życie będące pójściem za Chrystusem, życie „złożone przed Bogiem” jest jak dzieło sztuki, które nigdy nie przestanie budzić oporu, czy swoistego niepokoju!...
To prawda: czuwajcie, mówi Ewangelia, by zaraz po tych słowach pojawiły się naszepytania: kim, czym będziemy jutro? jak zareagujemy na sytuacje skrajne w naszym życiu? 
Ci, którzy w ich życiu zajmowali się, lub zajmują się (zawodowo, bądź w ich rodzinach) osobami ciężko chorymi (fizycznie lub psychicznie), często zadają sobie pytanie: co zostało w chorych z życia, które znali, którym żyli kiedyś?


Jedną z odpowiedzi jest ta, którą daje Ewangelia: zawsze pozostaje aktualnym fakt, ze nasze życie jest w Bogu, że niesie w sobie piękno, nawet wtedy kiedy my sami tego nie dostrzegamy, że niezależnie od tego jak w życiu moglibyśmy nisko upaść, zawsze wpadamy w ręce Boga, który jest pełen miłości do nas. 
Stwierdzenie to jest też swoistym wyznaniem wiary. Ale jest także protestem, wyrazem oporu (wynikającego z wiary, jak pisze Drewermann), że piękno życia nie zależy od naszej oceny tego życia, ale od spojrzenia Boga na nas, na nasze życie. 
W tym właśnie znaczeniu Drewermann mówi o oporze, o proteście, które wzbudza życie podążającego za Chrystusem – jest to protest przeciwko powierzchownej ocenie wartości życia. 


Taki jest fundament wiary chrześcijańskiej – oparcie życia w Bogu, ale jak tę prawdę przeżywamy my sami? 
Są prawdy, które nie wystarczy wyznać ustami, trzeba jeszcze nimi żyć; całą naszą osobą, całym naszym sercem, naszymi myślami; naszą inteligencją i naszymi czynami. 
Taka jest zasada duchowości chrześcijańskiej. 


Gąbka, którą pozostawi się, by schła podczas kilku tygodni, stanie się twarda. Kiedy położy się ją na mokrej powierzchni, jej powierzchnia zwilgotnieje, ale jej zdecydowana większość pozostanie sucha. Trzeba nacisnąć na gąbkę, aby wchłonęła więcej wody, stała się miękka i wypełniła swoją funkcję...


Człowiek jest jak ta przykładowa gąbka. 
Bez duchowości, rozwijanej i zaangażowanej, jego wiara pozostanie jak zewnętrzny, powierzchowny lakier; 
jego wiara będzie jakimś wierzeniem, czy wręcz ideologią... 


Modlitwa, czuwanie nad życiem, nabożeństwo – ten czas spędzony przed Bogiem – są sposobami na zmiękczenie naszej „wewnętrznej gąbki”. Wszystko po to, aby Ewangelia nie była powierzchowną wilgocią, która wyparuje w pierwszym momencie próby. 
Ewangelia ma wypełnić wszystkie pory historii naszego życia. 


Bruno Bettleheim, słynny psychoanalityk i pedagog amerykański pochodzenia austriackiego (twórca szeregu teorii pedagogicznych), w swojej książce „Przeżyć” dokonał bardzo ciekawej analizy zachowań ludzkich w obozach koncentracyjnych II wojny światowej (on sam zresztą był więźniem Dachau...). 
W swojej książce zaprezentował zasadę, którą nazywa zasadą protestu, kontestacji rzeczywistości - kontestacji związanej z wiarą. 
Sformalizował tę zasadę analizując życie tych, którzy w obozach koncentracyjnych wyrażali opór wobec tego, co miało ich sprowadzić do stanu bez mała zwierzęcego, zgodnego z zamierzeniami nazistów. 
Bettelheim w swojej analizie tłumaczy, że to duchowość wynikająca z wiary pozwala człowiekowi  otworzyć się na życie będące protestem, którego treścią jest twierdzenie, ze człowieka nie można zredukować do tego, jak i czym żyje, ponieważ człowiek ma w sobie piękno przekraczające to, co widzialne. 
Kiedy jest się wierzącym, duchowość staje się zasada kontestacji rzeczywistości, i to w imię Boże. 


Bettelheim daje przykład: 
w judaizmie Kadisz jest modlitwą osób będących w żałobie. Odmiennie od naszych oczekiwań nie jest on wyznaniem wiary w Boga, który dzieli ciężar bólu osób cierpiących. 
Kadisz jest hymnem uwielbienia Boga! 
Tu krótkie, wolne tłumaczenie jego części: „Błogosławione, pochwalone, sławione, czczone, wywyższone, godne podziwu i uwielbione niech będzie imię Boga najświętszego; ponad wszystkie błogosławieństwa, wszystkie pieśni i hymny chwały, które mogą być wypowiedziane na tym świecie.”
Kiedy wie się, pisze Bettelheim, że hymn ten był także recytowany w obozach śmierci, rozumie się, że jest w wierze funkcja oporu, protestu, podnosząca i twierdząca, że Boga nie można zredukować do naszej rzeczywistości, nawet do tej, która należy do tych, którzy Go uwielbiają. 
Rzeczywistość Boga przekracza naszą rzeczywistość. 
A zatem nasza rzeczywistość, to znaczy nasze życie, dzięki Bogu może nabyć nowego sensu, sensu głębszego, wypełnionego nadzieją i zaangażowaniem. 


Tę samą zasadę, opisaną przez Bettelheima, która kontestuje naszą rzeczywistość, która protestuje przeciw zredukowaniu naszej ludzkiej rzeczywistości, możemy znaleźć w naszych nabożeństwach. 
Zasada ta, widoczna w naszym nabożeństwie, jest postępowaniem po drodze rozwoju duchowego i ma charakter obiektywny, zewnętrzny wobec naszych uczuć. 
W naszym nabożeństwie głosimy 
· chwale Bogu nawet wtedy, kiedy jesteśmy smutni; 
· żal za grzechy, nawet wtedy, kiedy zapomnieliśmy o Bogu; 
· wybaczenie, nawet wtedy, kiedy zamknęliśmy się w naszych urazach; 
· wiarę, nawet wtedy, kiedy nasza jest w głębokim kryzysie; 
· modlimy się za innych nawet wtedy, gdy skupiamy się wciąż na nas samych, pogrążeni w naszym egoizmie...


To postępowanie po ścieżce duchowości stawia w naszej pamięci Boga, którego znajdujemy w Ewangelii. 
Prawdą jest zatem, że chaos, zagubienie, a wręcz kataklizmy grożą nam przez całe nasze życie i nikt nie może być przed nimi zabezpieczony w pełni. 
Ale do nas należy czuwanie w modlitwie, w wyznawaniu naszej wiary, we wzajemnym zachęcaniu się, we wzmacnianiu braterskim, w nabożeństwie...
Wszystko to po to, aby Ewangelia wypełniła nas jak wilgoć gąbkę, i abyśmy mieli siłę wytrwać w momentach próby... 


Na zakończenie jeszcze jedna krótka historia z mądrości narodu wybranego, która przekłada wiarę protestu, kontestacji w czyn: 
Pewien mędrzec zapytał swoich uczniów: Jeżeli mielibyście pewność, że jeszcze dzisiejszego wieczoru musielibyście umrzeć, co zrobilibyście? 
Pierwszy z uczniów odpowiada: Poszedłbym uścisnąć moich najbliższych.
Drugi: Posadziłbym drzewo.
Trzeci: Poszedłbym pojednać się z moimi nieprzyjaciółmi. 
Czwarty: Kupiłbym ogromny bukiet kwiatów.
Piaty: Spędziłbym popołudnie na modlitwie. 
Mędrzec zakończył ich wyznania mówiąc: To, co mielibyście uczynić w momencie przewidywanej śmierci, zróbcie tu i teraz, natychmiast i róbcie zawsze... 

Rozwazanie Księgi proroka Izajasza, rozdziału 58, wersetow 7-12

Księga proroka Izajasza rozdział 58, wersety 7-12


...podzielisz twój chleb z głodnym i biednych bezdomnych przyjmiesz do domu, gdy zobaczysz nagiego, przyodziejesz go, a od swojego współbrata się nie odwrócisz. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i twoje uzdrowienie rychło nastąpi; twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała Pańska będzie twoją tylną strażą. Gdy potem będziesz wołał, Pan cię wysłucha, a gdy będziesz krzyczał o pomoc, odpowie: Oto jestem! Gdy usuniesz spośród siebie jarzmo, szydercze pokazywanie palcem i bezecne mówienie, gdy głodnemu podasz swój chleb i zaspokoisz pragnienie strapionego, wtedy twoje światło wzejdzie w ciemności, a twój zmierzch będzie jak południe, Pan będzie ciebie stale prowadził i nasyci twoją duszę nawet na pustkowiach, i sprawi, że twoje członki odzyskają swoją siłę, i będziesz jak ogród nawodniony i jak źródło, którego wody nie wysychają. Twoi ludzie odbudują prastare gruzy, podźwigniesz fundamenty poprzednich pokoleń i nazwą cię naprawiaczem wyłomów, odnowicielem, aby w nich można było mieszkać.


Księga proroka Izajasza jest księgą pasjonująca, którą można porównać do biblioteki prorockiej par excellence - tzn. zawierającej bez mała wszystko to, co Bóg, przez proroka (osobę szczególną, wybraną i naznaczoną przez Boga), chce powiedzieć swojemu ludowi. 


Jak uczy nas Słowo Boże: Kościół (ci, zawierzyli ich życie Synowi Bożemu, Jezusowi Chrystusowi), Kościół jest kontynuatorem tego, co Bóg dał i misji jaką przeznaczył Izraelowi. 
Dlatego też, mając świadomość przesłania, które jest aktualne także dla nas, dzisiaj, jest bardzo ważnym przyjrzeć się historii Izraela, której echo oddaje przeczytany przez nas fragment księgi proroka Izajasza. 
Z nauczania prorockiego Izajasza, będącego osadzonym w konkrentych realiach życia ludzkiego, mamy szansę, ale i zadanie czerpać to, jest nam niezbędne do naszego życia chrześcijańskiego, życia codziennego w XXI wieku.  


Kilka słów mogących nam ułatwić zrozumienie tekstu 58 rozdziału Izajasza. 
Księga Izajasza, jak twierdzi znacząca część specjalistów biblijnych, opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce podczas dwóch wieków, pomiędzy VIII a VI wiekiem przed Jezusem Chrystusem. 
Były to wieki szczególnie dramatyczne dla historii ludu wybranego, Izraela. 
Były to wieki, podczas których lud Izraela cierpiał coraz silniejszą, a wreszcie definitywną utratę poprzedniej świetności.
Był to czas upadku politycznego (wewnętrzne konflikty i niezdrowe gry polityczne), zwewnętrzne manipulacje ze strony potężniejszych odeń sąsiadów (potęg politycznych i militarnych). 
W 722  nastąpił upadek królestwa północnego, z jego stolicą w Samarii, podbitego przez potężne podówczas imperium asyryjskie.  
W 586 z kolei upadła Jerozolima, stolica królestwa południowego, zajęta i zniszczona przez babilończyków, tych, którzy na arenie politycznej środkowego Wschodu zajęli miejsce asyryjczyków. 


Za każdym razem, w wyniku wszystkich tych konfliktów, rywalizacji politycznych i niezmiennie z nimi związanych kryzysów ekonomicznych, pierwszą ofiarą cierpień była populacja lokalna, zwykli, szarzy ludzie. 
Aby jeszcze bardziej pogłębić ich dramat, każdy z najazdów kończył się wymuszonym przesiedleniem, wygnaniem znaczących i licznych grup mieszkańców Izraela w głąb zwycięskich imperiów. 
Mówimy i czujemy, czytając księgę Izajasza, o dwóch wiekach cierpień, o dwóch wiekach zagubienia, nie tylko polityczno-ekonomicznego, jak wspomnieliśmy wyżej, ale – i przede wszystkim – zagubienia duchowego, zagubienia w wierze w jedynego Boga, zagubienia narodu wybranego. 


Prorok Izajasz wielokrotnie zabierał głos, podkreślając, że wiele, że wręcz większość problemów, które cierpi populacja narodu wybranego, były związane z ich zanikającą wiarą, z ich niewiernością Bogu, a w konsekwencji z niewiernością i nieuczciwością wobec siebie – ludzi -  wzajemnie. 
Izajasz podkreślał, jak wielu proroków, że związek człowieka z Bogiem ma charakter witalny. 
To nie kwestia tylko praktyki religijnej, tradycji i przyzwyczajeń religijnych, ale to przede wszystkim kwestia zwykłych, codziennych wyborów, w których człowiek - jeśli nie jest oddany stale Bogu - żyjąc w oddaleniu od swego Pana, błądzi i niszczy siebie, niszczy rzeczywistość wokół siebie, nieszczy innych ludzi, którzy wokół niego się znajdują. 


Wróćmy jeszcze do historii Izraela. 
Któregoś roku przyszedł czas, że w wyniku kolejnej zmiany koniunktury sił na Środkowym Wschodzie, począwszy od roku 538 przed Chrystusem, wielu wygnanych Izraelitów mogło wrócić do swojej ojczyzny. 
Nastąpił dla nich, i dla tych którzy tam zamieszkiwali bez zmian, czas rekonstrukcji, czas budowy, odbudowy dawnych struktur, odbudowy życia dla tych, którzy wrócili i dla tych, którzy pozostali. 


W tym właśnie okresie, wydawałoby się pełnym nadziei pojawiły się ogromne konflikty. 
Pojawiły się konflikty pomimo tego, że wreszcie można było wrócić do siebie, wreszcie można było konstruować (choć oczywiście zniszczenia były wielkie); pomimo tego, że wreszcie można było uwielbiać Boga w miejscu, które było uświęcone. 


Jakie były to konflitky?:
- przede wszystkim kryzys braku nadziei, spowodowany długim oczekiwaniem na pomoc Bożą w czasach dramatu, 
- zagubienie w wierze, spowodowane brakiem należytego zaangażowania w wierze lub daniem się przeniknąć przez obce praktyki religijne, 
- nienawiść wzajemna pomiędzy tymi, którzy w kraju pozostali, a tymi którzy musieli poddać się wygnaniu (konflikt interesów ekonomicznych pomiędzy tymi dwoma grupami był bazą wzajemnych animozji), 
- niechęć do obcych, obcokrajowców, naznaczony przeszłością (najazdy, zniszczenia) jak i teraźniejszością (konkurencja ekonomiczna na terytorium osłabionym wojnami i wygnaniami). 


Jaka zatem w tym okresie była rola proroka? Jakie słowo miał skierować do narodu gnębionego tyloma napięciami? napięciami wiary, codzienności, ekonomii, polityki...
Prorok Izajasz ukazuje w sposób konsekwentny Boga, który jest najwyższy; który jest najwyższym Panem i Królem, ale jest jednocześnie obecny w życiu i historii swoich dzieci.  
Jest obecny w życiu tych, których sobie wybrał, z którymi zawarł przymierze, zgodnie ze swoim zamiarem, zgodnie ze swoją do nich miłością. 


Prorok, zabierając głos w imieniu Tego, który go posyła, podkreśla potrzebę walki z niesprawiedliwością, która się szerzy w narodzie, potrzebę zbliżenia do Boga, do Tego, który jest wrogiem przemocy, przymusu, prześladowania, wzajemnej nienawiści, czy nawet wzajemnej niechęci...
Ten, którego głosi prorok Izajasz, Bóg najwyższy, Bóg sprawiedliwy i mocny, jest Stworzycielem wszystkiego i wszystkich, jest Bogiem wszystkiego i wszystkich!


Między Bogiem, a Jego dziećmi istnieje ścisła, witalna więź. 
Nie mogą być oni prawdziwie szczęśliwi, zarówno w wymiarze indywidualnym (każdy z osobna), jak i wspólnotowym, czyli jako naród; jako mieszkańcy jednego miejsca, kraju, wsi czy miasta, nawet ci pochodzący z różnych narodów. 
Nie mogą być prawdziwie szczęśliwi, jeśli nie pozostają z Bogiem w ścisłej więzi, jeśli ich życie w sposób świadomy i konsekwentny nie jest z Nim związane. 


Wobec Boga, wiernego w miłości do swoich dzieci, mocnego w mocy zbawienia, ale i nie popełniającego błędu w swoim sądzie, ludzie muszą zająć jasne stanowisko: za lub przeciw NIemu. 
Jeśli nie zajmą tej jasnej pozycji - ryzykują brak szczęścia. 
Ryzykują wręcz nieszczęście, jeśli odrzucą oferowaną im miłość, ale i nie przyjmą oczekiwanych od nich warunków postępowania, niezbędnych do wypełnienia każdego, konkretnego dnia. 


Zająć pozycję wobec Boga, uczy prorok Izajasz, to przyjąć także odpowiednią postawę wobec drugiego człowieka, wobec tego, który wraz ze mną żyje w świecie danym nam przez Pana. 


A zatem, zajęcie właściwej pozycji wobec Boga musi znaleźć swoje potwierdzenie w postawie wobec grugiego człowieka, wobec świata w którym żyję...


Każda wspólnota ludzka jest w stałym procesie konstrukcji, w budowaniu siebie (jako ludzi samych), jaki i świata wokół nich. 
Taką charakterystykę, także w sposób prorocki (tzn. mający być znakiem dla innych), ma prezentować wspólnota chrześcijańska, wspólnota tych, którzy wierzą i oddają ich życie Bogu, który dał się poznać w pełni w miłości Swego Syna, Jezusa Chrystusa. 
Człowiek, a chrześcijanin w sposób szczególny, jest w procesie budowy siebie, jest odpowiedzialności za wzrastanie innych wokół siebie, świata - rzeczywistości wokół siebie. 


Izajasz przekazuje jasne przesłanie, jako ten, któremu nakazał to Bóg sam: prawdziwe potwierdzenie prawdziwego oddania życia Bogu, prawdziwej wiary, znajduje swój dowód w relacji do drugiego człowieka. 
Stosunek do drugiego nie tylko w kościele, nie tylko w czasie nabożeństwa, w czasie różnego rodzaju aktywności kościelnych, ale także - a może przede wszystkim - wtedy, kiedy nie czujemy szczególnej motywacji do zaangażowania, okazania szacunku, otwartości wobec tych, których spotykamy na codzień. 


Tak jak naród wybrany, Izrael, który musiał przebrnąć przez tyle napięć, niepokojów, niechęci wzajemnych, wzajemnego zablokowania, Kościół Jezusa Chrystusa, który jest nowym Izraelem, musi być świadom swojego zobowiązania przed Panem. 
Bóg oczekuje od swojego Kościoła tego samego zaangażowania w wierze wobec Niego. Zaangażowania radykalnego, które znajduje swoje potwierdzenie w codzienności, w życiu konkretym. 


Pan daje siłę, daje pokój, daje radość życia, ale daje też obowiązek wzajemnej odpowiedzialności, wzajemnej troski; nawet tam, gdzie jest ona tak trudna do okazania. 


Takie jest też zadanie prorockie Kościoła dzisiaj. 
W tym świecie, w którym tak łatwo o uproszczenia mechanizmów więzi międzyludzkich. 
W tym świecie, w którym drugi człowiek jest postrzegany przede wszystkim jako potencjalny konkurent..., czy wręcz zagrożenie. 
W tym świecie Kościół ma – przyznajmy to – trudną misję prorocką świadczenia o miłości Tego, który jest Ojcem, Ojcem stworzenia i stworzeń; Ojcem, do którego wszystkie Jego dzieci – razem - mogą zwracać się „Ojcze nasz”. 


Na zakończenie przeczytajmy fragment z 5 rodziału Listu Pawła Apostoła do Galatów, wersety 19 – 26. 


Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą. Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Przeciwko takim nie ma zakonu. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami. Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy. Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich drażniąc, jedni drugim zazdroszcząc.


Pan Bóg działa w nas w swoim Duchu, w sposób konkretny. 
Owoce Ducha są klarowne, dostrzegalne w jasny sposób w naszym życiu. 
Takich też owoców, nam, którzy oddajemy się Bogu, życzę nie tylko tu obecnym, ale i wszystkim, których wiara opiera się na Słowie Bożym, które jest mocne i skuteczne.  

Urzędy/posługi kościelne według Jana Kalwina

Kiedy Kalwin wróci po trzech latach swej  nieobecności do Genewy (w której pozostanie już do śmierci), wróci tam ubogacony doświadczeniami alzackimi,  szczególnie w kwestii posług kościelnych (ministeriów) i ich zróżnicowania. 


To za przykładem reformatora Alzacji – Bucera – Kalwin nada kształt funkcjonowania czterech posług kościelnych: 1.nauczycieli (doktorów), 2. pastorów, 3. starszych, 4.diakonów. 


Najważniejszymi dla Kalwina będą dwa urzędy/posługi kościelne, bez których - jak twierdził - Kościół nie może się obejść. 
Będą to nauczyciele i pastorzy. 


Posługa pierwszych nie będzie związana z dyscypliną kościelną, ani też posługą sakramentów, ani też z zachęcaniem czy też upominaniem wspólnoty kościelnej. Wymieniony tutaj zakres obowiązków będzie przypisany posłudze pastorów. 
Nauczyciele będą zajmowali się nauczaniem Pisma Świętego (dla zagwarantowania czystości nauczania biblijnego) oraz formacją teologiczną pastorów. 
Do nich także będzie należało nauczanie w szkołach pozostających pod opieką Kościoła. 


Dla Kalwina posługa pastorska (urząd pastorski) ma charakter kluczowy. 
Napisze: „Pastorzy mają urząd podobny do tego, który mieli Apostołowie, wyjąwszy, że 
każdy z nich jest w nim ograniczony do swojego Kościoła. 
Wreszcie, to co Apostołowie uczynili dla wszystkich, każdy pastor jest obowiązany czynić w swoim Kościele, do którego jest 




wysłany... 
Oto prawo nienaruszalne, które obowiązuje wszystkich tych, którzy określają się następcami Apostołów, i które muszą zachowywać na zawsze: głosić Ewangelię i udzielać sakramentów” (Institutio IV,III, 4b i nast.). 


Co do diakonów, to Kalwin podkreśli, że właściwie to wszystkie urzędy, posługi w Kościele są diakonijne, tzn. związane ze służbą innym, niemniej specyficzna posługa diakonów, jako urzędu, będzie związana z 
konkretną działalnością: pomocą materialną wewnątrz i poza wspólnotą Kościoła. 


W kwestii starszych, reakcja Kalwina jest naturalna w związku z odrzuceniem przez reformowanych hierarchii kościelnej. 
Koncepcja ta jest logicznym następstwem tak silnie sformułowanego przez Marcina Lutra (w ścisłym oparciu o Słowo Boże) nauczania o kapłaństwie powszechnym wiernych. 


Kapłaństwo powszechne wierzących: to przekonanie, że każdy człowiek, dzięki dziełu Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego, ma bezpośredni, osobisty dostęp do Boga, bez konieczności pośrednictwa kleru i instytucji kościelnej. 


Zgodnie z tą nauką wszyscy wierzący są sobie równi przed Bogiem, niemniej istnieją pewne funkcje związane z konkretną odpowiedzialnością w pracy kościelnej, w pewnych sektorach aktywności kościelnej. Władza w Kościele zgodnie z tą koncepcją będzie wykonywana przez konsystorz, składający się pastorów i starszych („świeckich”). 


To starsi przede wszystkim zapewnią i zagwarantują kolegialny i świecki urząd przewodniczenia Kościołowi. 
Będą oni podejmowali decyzje wspólnie z pastorami w konsystorzu, każdy zaś ze starszych, indywidualnie, będzie miał za zadanie czuwać nad członkami wspólnoty w kwestii czystości wiary, obyczajów, moralności, zaangażowania w życie wspólnoty (tak religijne jak i społeczne) i edukację katechetyczną dzieci. 
Niezwykle ważne było wspieranie, jakiego starsi udzielali członkom Kościoła, w kwestii troski o obyczaje, o moralność postępowania, które było traktowane jako pierwszy rozpoznawalny owoc wyznawanej wiary. 

Kwestia urzędów/posług/ministeriów kościelnych

Celem tego krótkiego rozważania nie jest przedstawienie oczywiście całości teologii związanej ze wszystkimi posługami w Kościele (Kościołach). 
Ze względów praktycznych (tzn. uważając, że mają one największy wpływ na myślenie w Kościele), ale także z przekonania, że są one podstawową różnicą w dialogu instytucjonalnym między Kościołami, proponujemy przez moment zatrzymać się nad urzędem kapłańskim w Kościele Katolickim i nad urzędem/posługą kościelną głoszenia Słowa w Kościołach Reformacji. 




1. Koncepcja rzymsko-katolicka.


W Kościele katolickim posługa kapłańska (urząd kapłański) ma znaczenie kluczowe dla funkcjonowania Kościoła, przede wszystkim z racji teologii podkreślającej, że podstawowym „narzędziem” łaski jest sakrament, którego udzielać mogą wyłącznie (poza małżeństwem) księża (kapłani) Kościoła katolickiego. 
Kapłaństwo ma swoje trzy stopnie: diakona, prezbitera i biskupa, przy czym to biskkup dysponuje „pełnią kapłaństwa” i może wyświęcać (ordynować) innych kapłanów. 


Zacytujmy dwa istotne teksty dla doktryny katolickiej. 


Pierwszy, to tzw. Katechizm Rzymski zwany także Katechizmem Soboru Trydenckiego (Catechismus ex decreto Concilii Tridentini ad parochos Pii V jussu editus, Romae, 1566 r.). 
Dokument ten jest niezwykle ciekawy z punktu widzenia protestantów, ponieważ był ścisłym następstwem i reakcją na rozwijającą się w XVI wieku Reformację. 
Jego sformułowania są bardzo klarowne, nie pozostawiające wątpliwości co do ich treści; przekazują treść w sposób prosty, a nawet surowy... 
Tu w kwestii kapłaństwa katolickiego: 








„Jeżeli ktoś powiedziałby, że w Nowym Testamencie nie ma kapłaństwa widzialnego 
i zewnętrznego, lub że nie istnieje władza konsekrowania i ofiarowania prawdziwego ciała i krwi Pańskiego, i odpuszczania i zatrzymywania grzechów, ale że istnieje tylko jeden urząd i jedna prosta posługa głoszenia Ewangelii; lub że ci, którzy głoszą (kazania) nie muszą być koniecznie kapłanami: ten niech będzie wyklęty.” (Sess. XXIII, Can. 1, Denz. 961).


Dwa kolejne cytaty pochodzą ze współczesnego Katechizmu Kościoła Katolickiego z 1992 (tekst cytowany za wyd. Pallotinum 1994):
„1547 Kapłaństwo urzędowe (...) przyczynia się ono do rozwoju łaski chrztu wszystkich chrześcijan. Jest ono jednym ze środków, przez które Chrystus nieustannie buduje i prowadzi swój Kościół. Dlatego przekazuje się je przez osobny sakrament, a mianowicie sakrament święceń.”
„1548 W służbie eklezjalnej wyświęconego kapłana jest obecny w swoim Kościele sam Chrystus jako Głowa swojego Ciała, jako Pasterz swojej trzody, Arcykapłan odkupieńczej ofiary, Nauczyciel Prawdy. To właśnie wyraża Kościół, mówiąc, że kapłan na mocy sakramentu święceń działa "w osobie Chrystusa-Głowy" (in persona Christi Capitis):
Jest więc jeden i ten sam Kapłan, Chrystus Jezus, którego najświętszą Osobę zastępuje kapłan. Ten ostatni bowiem dzięki konsekracji kapłańskiej upodabnia się do Najwyższego Kapłana i posiada władzę działania mocą i w osobie samego Chrystusa (virtute ac persona ipsius Christi).
Chrystus jest źródłem wszelkiego kapłaństwa: kapłan Starego Prawa był figurą Chrystusa, a kapłan Nowego Prawa działa mocą i w imieniu samego Chrystusa.”


Niezależnie od różnic w języku, wynikających przede wszystkim z kontekstu historycznego i towarzyszących temu faktowi emocji, należy wyróżnić w nauce katolickiej o urzędzie kapłańskim dwa podstawowe stwierdzenia. 
Pierwszym jest, że urząd, posługa kapłańska jest oddana sakramentom. 
Ordynacja kapłańska zresztą już sama z siebie w nauce katolickiej jest sakramentem. Ma ona za cel pozwolić na udzielanie sakramentów (przede wszystkim tzw. sakramentu ołtarza, czyli Mszy), niezbędnych do otrzymania łaski. 
Drugi element to ten, że posługa (urząd) ta jest w swojej istocie kapłaństwem, taka zresztą jest jej nazwa. 
Księża są „kapłanami”, a papież w logice tej jest najwyższym kapłanem (w tradycji katolickiej w ciągu wieków nosząc właśnie tytuł „Pontifex Maximus”). 


Z mocy ich ordynacji kapłańskiej („święceń”), ci którzy zostali w ten sposób w sposób jasny wyłączeni ze wspólnoty wiernych (nie przeczy temu zresztą nauka o powszechnym kapłaństwie wiernych w wersji nauczanej w Katechizmie z 1994...). 
Art. 1538 Katechizmu z 1994 r. mówi o szczególnym darze Ducha Świętego, który to jest udzielony wraz z sakramentem kapłaństwa. Tak rozumiana nauka o urzędzie kapłaństwa prowadzi do sformułowania koncepcji Kościoła hierarchicznego, Kościoła jakby dwóch dynamik...: księża stanowią „Kościół nauczający”, zaś wierni (tzw. świeccy) stanowią - również z samego faktu takiej koncepcji – „Kościół nauczany”...


Zgodnie z art. 1582 „Sakrament święceń wyciska również niezatarty charakter duchowy i nie może być powtarzany ani udzielany tylko na pewien czas”. 
W sposób powszechny naucza się zresztą w Kościele Katolickim szacunku i czci, jaki wierni (świeccy) winni okazywać ich kapłanom, jako tym, którzy działają w „osobie Chrystusa” (w działaniach sakramentalnych). 
Kodeks Prawa Kanonicznego nazywa „świętokradztwem” czynny atak wiernego, którego ten dokona przeciw kapłanowi katolickiemu (z intencją ataku na jego kapłaństwo).


Dla świeckich jest elementem niezwykle ważnym poddanie się nauczaniu biskupów i księży... 
Konstytucja „Lumen Gentium” Soboru Watykańskiego II mówi (w punkcie 22): „Biskupi przestrzegając wiernie prymatu i przodownictwa Głowy swojej, sprawują własną władzę dla dobra swoich wiernych, a także dla dobra całego Kościoła, Duch Święty zaś ustawicznie umacnia jego organiczną strukturę i zgodę (...) Ta sama władza kolegialna może być sprawowana wespół z papieżem przez rozproszonych po świecie biskupów, byle tylko Głowa Kolegium wezwała ich do kolegialnego działania albo przynajmniej zatwierdziła jednakową działalność przebywających w rozproszeniu biskupów lub dobrowolnie ją przyjęła, tak żeby  stała się ona prawdziwym aktem kolegialnym.”


Można zatem podkreślić, że sakrament kapłaństwa w swoich trzech formach formach (podając zstępnie): episkopatu (pełni kapłaństwa), prezbiteratu i diakonatu stanowi wręcz konstytuwną część Kościoła. 


2. Kościoły Reformacji. 


Dla zrozumienia całości teologii ministeriów/posług w protestantyzmie, należy przede wszystkim zauważyć, że Reformatorzy rozważając kwestię środków, jakimi łaska Boża „dociera” do wierzącego, przyjęli jeden podstawowy – Słowo. 


Słowo to (w znaczeniu - Słowo Boże) może docierać przez głoszenie kazań, ale także w indywidualnej pracy duszpasterskiej. 


To Słowo daje moc i sens sakramentom. 
A zatem podstawową funkcją, podstawową posługą, jaką Kościół może powierzyć niektórym ze swoich członków jest posługa Słowa, urząd głoszenia Słowa. 
Jest ona podstawowym ministerium/posługą, która ma ogromną ważność dla Kościoła. 


Posługa Słowa


Luter w głoszeniu Słowa podkreślał aspekt potrzeby głębi świadectwa - świadectwa pełnego przekonania, „zarażającego” innych swoim pochwyceniem łaską i byciem żywionym przez Boże przesłanie Ewangelii. 


Dla Melanchtona posługa Słowa była urzędem nauczania. Miała ona polegać na solidnym wykładzie nauczania biblijnego. 


To Zwinglemu przypisuje się zazwyczaj pojęcie „pastorstwa”. Pastor w dziełach Zwinglego jawi się jako ktoś walczący, kto odważnie atakuje (zgodnie z Jn 10,11-18) wilka, który zagraża jego owcom. 
Także Zwingli przedstawia nauczanie, jako normalną aktywność pastorską. 
Kaznodzieja musi przede wszystkim jasno i w sposób zrozumiały wyjaśniać prawdy zawarte w Ewangelii, ma podkreślać pokój jaki one ze sobą niosą oraz zobowiązania do jakich wzywają. 


Bucer, którego niektórzy nazywają „pietystą” wśród Reformatorów, twierdzi, że kazanie ma przede wszystkim mieć za cel uczynienie słuchaczy lepszymi, działając na ich sumienia i serca. 
Ma ono budować (w podstawowym sensie) przekonanie i świadomość chrześcijańską w duszy każdego słuchacza i budować braterską wspólnotę. 


Głoszenie, jakie proponował Kalwin, wyróżnia się przede wszystkim przez pełen intelektualnej mądrości wykład Słowa, a jednocześnie bardzo mocne i praktyczne osadzenie go w życiu codziennym wiernych. 
Kalwin, który był bez wątpienie największym egzegetą (czyli specjalistą interpretacji Biblii) swojego wieku, wykazywał jednocześnie głębię przejęcia duszpasterskiego. 


Duszpasterstwo indywidualne


Jeśli chodzi o duszpasterstwo indywidualne, to jest ono związane w tradycji historycznych Kościołów Reformacji z posługą Słowa. 


Przez Lutra, było ono podtrzymane w formie spowiedzi indywidualnej, do której Luter zachęcał i której pozytywne efekty zawsze podkreślał (tu uwaga: dla Lutra nie ma „obowiązku” spowiedzi, podobnej jak w Kościele katolickim, ani też nie ma obowiązku wyznania „wszystkich” grzechów). 


Oecolampadius jako pierwszy opracował projekt opieki duszpasterskiej, którą miałoby sprawować ciało tzw. cenzorów w służbie wspólnoty religijnej. 


Bucer, w sposób zbliżony do Lutra, kładł nacisk na służbę wzajemnego zachęcania się, upominania się, a także umacniania się przez wierzących. 
Inspirowany myślą Oecolampadiusa starał się zorganizować opiekę duszpasterską, sprawowaną przez starszych zborów. 
Była to zresztą jedna z jego największych trosk. 
Kalwin zachęcał pastorów do wizyt domowych, które on sam praktykował podczas swojego pobytu w Strasburgu, kiedy szukał swoich współobywateli, a także kiedy przyprowadzał do Kościoła grupy „sekciarskie”. 


Także w Genewie funkcja duszpasterska była związana z urzędem pastorskim. 
Kalwin wykonywał pracę duszpasterską i przewodnictwo duchowe także poprzez bardzo rozbudowaną korespondencję ze swoimi dawnymi uczniami oraz osobami (znanymi mu i nieznanymi), a które odwoływały się do jego rozsądku, mądrości i kompetencji. 

Ewangelia wg św. Marka 10,17-22 Spotkanie z bogatym młodzieńcem

W czasach Jezusa
Wielu ludzi podąża za Jezusem. Niektórzy z nich opuścili wszystko, aby być z Nim. 
Piotr, Andrzej i Jan pozostawili ich ojca i ich pracę, ich małe przedsiębiorstwo zajmujące się połowem ryb. 
Levi (nazywany także Mateuszem) porzucił swoją pracę w biurze celnym. 
Inni oddalili się od ich domów, rodzin, ich wiosek. 
Niektórzy są biedni. Nie posiadają ani dóbr, ani pracy, ani rodziny. Są tym samym jakby bardziej wolni, aby podążać za Jezusem... 


Jezus głosi Królestwo. Jest to nowe życie. Rozpoczyna się ono już tu i teraz. A trwać będzie na zawsze. Trwać będzie ono poza i ponad śmierć fizyczną. 


A oto nowo-przybyły. Zbliża się do Jezusa. 
Jest pełen dobrych intencji: „Co trzeba 
uczynić, żeby mieć życie wieczne?” 
Zachowuje już przecież wszystkie przykazania. 
Jezus proponuje mu dokonać więcej : „Sprzedaj wszystkie twoje dobra i daj pieniądze biednym!” Na co on opuszcza głowę i odchodzi smutny. 
Jest zbyt bogaty, brak mu odwagi pozbycia się, oddalenia się od swoich dóbr. 
Jezus nie zatrzymuje go, nie zmusza nikogo, aby ten szedł za nim...


W czasach Ewangelii. 
Marek opowiada tę scenę chrześcijanom ze swojej wspólnoty. 
Pomiędzy nimi są biedni i bogaci. To przede wszystkim do tych ostatnich adresuje swoje opowiadanie. 
Co takiego chce powiedzieć?
- Że Jezus kocha ich także, tak jak kochał tego człowieka, który przyszedł do niego. 
- Że Jezus nakazuje im zachowywanie przykazań. Ale - jeżeli dobrze, z otwartą wyobraźnią  wsłuchamy się w całość tego opowiadania – możemy zauważyć, że Marek zdaje się dodać jeszcze jedno przykazanie do całej ich listy: „Nie będziesz pozbawiał nikogo tego, co jest mu należne”. Oznacza to, że wszyscy ci, którzy mieli sługi domowe, niewolników i robotników, mają usłyszeć: „Będziesz każdemu z nich płacił na czas”. 
Jakub w swoim liście będzie nauczał podobnie, choć bardziej jednoznacznie: Oto zapłata, zatrzymana przez was robotnikom, którzy zżęli pola wasze, krzyczy, a wołania żeńców dotarły do uszu Pana Zastępów (Jk 5,4). 
- Że Jezus proponuje im (bogatym) pójść jeszcze dalej. Niektórzy chrześcijanie już sprzedali ich dobra i rozdali pieniądze ubogim (jak widzimy to np. w Dziejach Apostolskich 2,44-45). Dlaczego nie mielibyście uczynić podobnie? Radość dzielenia się z potrzebującym jest lepsza niż smutek osoby skupionej wyłącznie na sobie samym....


Tekst Ewangelii: 
A gdy się wybierał w drogę, przybiegł ktoś, upadł przed nim na kolana i zapytał go: Nauczycielu dobry! Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny? A Jezus odrzekł: Czemu mię nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcij ojca swego i matkę. A on mu odpowiedział: Nauczycielu, tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej. Wtedy Jezus spojrzał nań z miłością i rzekł mu: Jednego ci brak; idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj mnie. A ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majętności. 


Aby lepiej zrozumieć ten tekst
Proponuję wam małą i drobną pracę. Poszukajcie:


1. Co robił, jak działał wspomniany w tekście bogaty człowiek aż do chwili spotkania z Jezusem?
Co - ponad to, co już robił - nakazuje mu robić Jezus?


2. Pośród działań lub zachowań Jezusa, które wydają się wam najważniejsze?


3. Porównajcie wersety 17 i 22. 
Jakie z podanych poniżej słów charakteryzują najlepiej jeden lub drugi z obu wersetów?:
- przybycie, wyruszenie; 
- smutek, radość; 
- otwartość, zamknięcie; 
- przeszłość, przyszłość; 
- spotkanie, rozstanie. 


4. W słowniku encyklopedycznym poszukajcie znaczenia słowo „bogaty”, „bogaci”.


Żyć Słowem dzisiaj


Bogaty
Jest się bogatym, kiedy posiada się dobra w obfitości, kiedy można nabyć to, czego się pragnie, bez uprzedniej nerwowej kalkulacji tego, co się posiada (wystarczy, czy nie?...); kiedy nie ma potrzeby liczenia, kiedy można wydawać szerokim gestem bez potrzeby oszczędzania na przyszłość. 


Jest się bogatym także wtedy, kiedy nabyło się wiele wiedzy, kiedy można cieszyć się i rozwijać swoją inteligencję; kiedy ma się dużo czasu na liczne rozrywki, kiedy można liczyć na wielu przyjaciół, kiedy ma się liczne umiejętności i zalety; kiedy dostaje się wiele miłości... 


Można być bogatym na wiele sposobów. Być bogatym nie jest grzechem samym w sobie. 
Ale jest to największa odpowiedzialność.  


Rozwińmy…
Jezus nie potępia bogaczy. Zresztą, On z zasady nie potępia nikogo bez dania mu szansy na zmianę postępowania. 
Jezus natomiast zwraca uwagę osobom bogatym - chce je szczególnie uczulić na niebezpieczeństwo, na jakie są wystawieni: ryzykują oni bowiem stanie się niewolnikami tego, co posiadają!
Jeżeli nie będą uważni, zostaną zdominowani przez ich bogactwo, nie będą widzieli niczego poza nim. 
Całe ich życie będzie kręciło się wokół tego, co posiadają (lub chcieliby posiadać). 
Nic innego nie będzie ich interesowało: ani inny człowiek (nawet ten najbliższy), ani Bóg, ani miłość, ani dawanie, ani dawanie siebie...
Będą chcieli wszystko mieć i wszystko zatrzymać dla siebie. 
Nie będą mieli żadnej innej radości, jak tylko posiadanie. 
Będą robić wszystko, aby „mieć”, a nie aby „żyć”, w znaczeniu „żyć w relacji z innymi”...


Podążać za Jezusem
Jest niemożliwym iść z Nim, rozwijać się z Nim, jeżeli jest się zbyt obciążonym i jeżeli patrzy się ciągle w tył, aby żałować tego, co pozostawiło się za sobą!
Jest niemożliwym kochać z Jezusem, jeżeli pozostaje się „zafiksowanym” na własnym stanie posiadania, ponieważ (właśnie, aby móc kochać) musi się dzielić tym, co się ma i czym się jest. 
Z Jezusem Chrystusem, jeżeli się tego pragnie, można pójść daleko. 
Z Jezusem Chrystusem nie zadowala się już tym, co „należałoby” zrobić, ale robi się wszystko to, co tylko można zrobić; nie daje się ledwie „jakiejś” części, ale daje się wszystko!
Jak On, Jezus, robił to przez całe swoje życie.
A zatem, z Nim, im więcej się posiada, tym bardziej jest się wezwanym do dzielenia z innym(-i)!


Być wolnym
Można zaakceptować, przyjąć, bądź odrzucić pójście jeszcze dalej niż dotąd, za Jezusem; tak, jak On to proponuje. 
Każdy jest wolny w swoim życiu, pośród swoich wyborów. 
Jakakolwiek byłaby nasza późniejsza decyzja, pamiętajmy, że miłość Jezusa jest nam ofiarowana!
To, co liczy się naprawdę w życiu, to wyruszenie w drogę z Jezusem, z całą konsekwencją. Nie połowicznie, nie wyłącznie intelektem, pozostając na pozycjach wygodnych dywagacji filozoficznych. Tak łatwo jest się ukryć w „filozofii o..., na temat...”. 
I wielu korzysta z tego wygodnego ukrycia, na jakie pozwala im ich sprawość intelektualna... 
Tak liczni, sami (często z całą świadomością) wprowadzają samych siebie w błąd, że łechczące ich intelekt „rozważanie o wierze (lub niewierze)”, „o Jezusie”, „o teologii”, jest już wiarą, życiem z Jezusem, a nawet teologią...


Być może apel Jezusa już dotknął naszych serc, być może dotknie On naszych serc któregoś dnia i pozwoli nam tym samym zrozumieć i przyjąć, i przełożyć na praktykę życia pewność, że z Nim i dzięki Niemu możemy pójść w życiu naprawdę daleko. 
Dużo dalej, niż wyobrażaliśmy sobie to dotąd.
Dużo dalej, niż nasze najbardziej rozbudowane bogactwa (i najszerzej rozumiane) na to nam pozwoliłyby... 

Zmartwychwstanie i jego owoce dla nas

Rozpocznijmy nasze rozważanie od korzyści/owoców, jakie Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa przynosi naszemu życiu. 
1. Nasza sprawiedliwość została nam nabyta. To znaczy, że nasza sprawiedliwość przed Bogiem nie jest rzeczą, która przysługiwałaby nam z mocy prawa wiecznego. 
Nie, została ona nabyta dla nas. To nie my ją zdobyliśmy, czy nabyli. To Jezus Chrystus zdobył, nabył ją dla nas. 
To Zmartwychwstanie pozwala, aby stan nasz był zgodny z wolą Bożą. 


2. Zmartwychwstanie jest dla nas gwarancją, pewnością, że kiedyś i my sami także zmartwychwstaniemy do chwalebnego zmartwychwstania. Niezwykłe słowa, prawda? 
Oznaczają one jednak to, że życie, które się kończy, nie jest próżne, a kończąc się nie wpada i nie znika w nicości. Życie wzywa do zmartwychwstania. 
Ale dzieje się to w sposób podobny jak z naszą sprawiedliwością. Nie posiadamy sami z siebie naszej nieśmiertelności, podobnie jak nie jesteśmy panami naszej sprawiedliwości. 
Jedna i druga są nam nabyte przez Zmartwychwstanie Chrystusa, które jest jedyną ich gwarancją (On sam jest tego gwarantem!), ale gwarancją jakże wystarczającą. 
Wszystkie ludzkie pretensje do nieśmiertelności byłyby iluzją, gdyby nie było gwarancji jaką Bóg dał nam przez Zmartwychwstanie Chrystusa. 


3. Już teraz także Zmartwychwstanie zapewnia nam nowe życie, które również (jak to już wspomnieliśmy; co do sprawiedliwości i ostatecznego zmartwychwstania w przyszłości) nie należy do nas, nie jest tworem z nas samych. 
Życie przeżywane w służbie Bogu, w sposób święty i zgodnie z Jego zamiarem jest naszym szczęściem, naszym prawdziwym życiem, życiem prawdziwej realizacji nas, ludzi, w naszym pełnym człowieczeństwie. 
Życie z Bogiem i dla Boga jest życiem pełnym radości, ponieważ jest życiem w służbie Mu...
Jest to już życie teraz i tutaj, ponieważ Chrystus już zmartwychwstał i to w Nim jest już teraz nowe życie. 


Aby dobrze zrozumieć tłumaczenie Kalwina, wierne Apostolskiemu wyznaniu wiary i Nowemu Testamentowi, należy przede wszystkim potrafić zinterpretować następujące wyrażenia: 
- sprawiedliwość jest dla nas nabyta, oraz że
- zmartwychwstajemy już, teraz. 


Należy zinterpretować te słowa w sposób jak najbardziej realistyczny. 
Owocami Zmartwychwstania nie są jakieś pragnienia, jakieś wewnętrzne uczucia. 
Owocami Zmartwychwstania są fakty! 
W ten sposób lepiej możemy zrozumieć ważność Zmartwychwstania Chrystusa, który jest ich źródłem i gwarantem. 
Paweł Apostoł w I Liście do Korytian, w rozdziale 15 pisze: 
w.13 – Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie został wzbudzony; 
oraz werset 16 – Jeśli bowiem umarli nie bywają wzbudzeni, to i Chrystus nie został wzbudzony. 
Inaczej mówiąc: ktokolwiek nie zrozumie rzeczywistości sprawiedliwości, zmartwychwstania i życia nowego, które są dlań nabyte przez Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, ten nie potrzebuje Zmartwychwstania Chrystusa. 
Chrystus jest krzewem winnym, a my jesteśmy weń wszczepieni, aby żyć!...


Zauważmy, że owoce Zmartwychwstania Chrystusa są takie same, jak owoce Jego śmierci. 
Zmartwychwstanie nie jest zatem niczym innym, jak objawieniem tego, co przynosi nam śmierć Chrystusa. 
Wyniesienie Chrystusa objawia nam sens, cel i znaczenie Jego upokorzenia. 


Zatrzymajmy się nieco jeszcze nad faktem fundamentalności Zmartwychwstania Chrystusa dla naszego zmartwychwstania i dla naszego nowego życia. 
Po raz kolejny należy podkreślić, że nie są to słowa puste, nie jest to jakaś forma duchowej egzaltacji. 
Jeśli jest powiedziane, że Chrystus zwyciężył śmierć, że zwyciężył demona, diabła i zniszczył jego moc; tak jest to w istocie - jest to wypełnione. 


Po Zmartwychwstaniu Chrystusa nie ma już śmierci, nie ma już królowania grzechu. 
Oczywiście, śmierć, grzech, diabeł nadal istnieją, ale już jako rzeczy zwyciężone. 
Ich sytuacja jest porównywalna z sytuacją grającego w szachy, który już przegrał, ale jeszcze tego nie zauważył, jeszcze tego nie rozpoznał. 
Patrzy on na grę i mówi: czy to naprawdę już skończone? A może jeszcze mógłbym ruszać tymi lub tamtymi figurami. Próbuje. Próbuje, pomimo, że już nie jest w stanie wygrać, że już naprawdę przegrał...
Taką jest sytuacja śmierci, grzechu i diabła: gra jest skończona, choć gracze jeszcze tego nie rozpoznali. Wierzą jeszcze (śmierć, grzech, diabeł...), że gra jeszcze może się toczyć. Ale jest ona skończona. Stary czas śmierci i grzechu przeminął i stara się jeszcze utrzymać pozory kontynuacji gry. 
Paweł Apostoł pisze: Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe (2 Koryntian 5,17). 


Takie jest światło Zmartwychwstania!
Można byłoby powiedzieć: w istocie nic się nie zmieniło od czasu Zmartwychwstania: ludzie umierają, biją się między sobą, grzeszą, diabeł działa jak poprzednio. 
Ale w świetle Zmartwychwstania, w świetle poranka paschalnego, taka idea okazuje się tylko strasznie smutną iluzją, najbardziej dramatyczną iluzją ludzką. 
Prawda jest inna: więzi demona (którymi wiązał świat) są zerwane. Taka jest oto prawda!
I jeśli nie przyjmiemy tego, przyznajmy przynajmniej, że jest to błędem naszych oczu, które widzą źle, naszych uszu, które źle słyszą, i naszej wyobraźni, która chce zastąpić rzeczywistość Bożą swoimi smutnymi iluzjami. 
Zdarza się ludziom, że wyobrażają sobie, że deklaracje Apostolskiego wyznania wiary, wszystko to, co jest zapisane w Biblii, to tylko produkt duchowego entuzjazmu, podczas gdy to oni - odrzucając rzeczywistość Bożą - są prawdziwymi realistami, którzy znają życie, zło, a nawet śmierć. 


Nie, wszystko to jest odwrotnie!
Poranek paschalny, Zmartwychwstanie, inauguruje nowy czas. 
Wraz z nim jest to całkowity nowy początek dla świata całego, ale rozpoznany jeszcze w sposób całkowity tylko w Kościele. 
Czas, który inauguruje Zmartwychwstanie, jest zatem czasem Kościoła: to czas, który Bóg nam pozostawia, w swojej wielkiej cierpliwości, abyśmy rozważali te prawdy wiary, abyśmy je rozumieli i wierzyli; to czas, który Bóg dał ludziom, aby rozpoznać i przyjąć Jego zwycięstwo. 


Jezus Chrystus jest podmiotem Zmartwychwstania. To On okazał się zwycięzcą i Jego zwycięstwo jest fundamentem naszej wiary. 
To nie nasza wiara jest bazą Jego zwycięstwa. 
Należy unikać tej idei „wiary triumfującej nad śmiercią”. 
Można naturalnie powiedzieć: „nasza wiara zwycięża świat”. Ale jest tak tylko dlatego, że nasza wiara jest z Niego i w Nim. 
Nie znaleźlibyśmy nigdy w sobie samych tej siły, ani też „wiary”, aby stwierdzić zmartwychwstanie. 
A gdyby nawet tak było, to byłoby to właśnie przykładem naszego „entuzjazmu” i naszej pełnej niemocy „iluzji”. 
Pamiętajmy prawdę najważniejszą: wiara nie nie jest jakąś ideą, myślą o Bogu. Wiara jest konsekwencją działania Boga w człowieku. 


Nowy Testament wyraża Zmartwychwstanie w dwóch twierdzeniach:
1. niewiasty i uczniowie znaleźli grób pusty; 
2. następnie spotkali Chrystusa zmartwychwstałego, działającego pośród nich w sposób ludzko bardzo dziwny i bardzo nowy, a pomimo to rzeczywisty. 


Wspomnienie pustego grobu w Ewangeliach zaznacza koniecznie zmartwychwstanie cielesne. 
Jesteśmy tym samym pouczeni o człowieku i jego życiu: jest on ciałem i duchem. Kiedy żyje, żyje ciałem i duchem. 
Zmartwychwstanie człowieka jest także zatem koniecznie cielesne. 
Można byłoby powiedzieć: to niemożliwe. Człowiek zmarły nie powraca do życia. 
Zmarły oznacza: jego życie jest skończone, nie może ono powtórnie rozpocząć się. 
A zatem stajemy przed dylematem: albo Chrystus zmarł i nie zmartwychwstał, albo zmartwychwstał, ale nie zmarł naprawdę. 
Wszystko to jednak nie ma nic wspólnego ze Zmartwychwstaniem Chrystusa, które opisuje nam Słowo Boże w Nowym Testamencie. 
Nowy Testament mówi nam z całą prostotą: czy chcesz wierzyć w Chrystusa żyjącego? 
I pokazuje nam, że możemy w Niego wierzyć jedynie wtedy, jeśli wierzymy w zmartwychwstanie cielesne. Ponieważ życie bez ciała nie jest życiem ludzkim. 


Taka jest zawartość Nowego Testamentu. 
Jesteśmy oczywiście zawsze wolni, aby go odrzucić, ale nie możemy go modyfikować i uważać, że mówi on coś innego. 
Można przyjąć, lub odrzucić jakieś przesłanie, ale nie można go zmieniać. 
A zatem, jeśli znajdziemy się w sytuacji trudności w wierzeniu w podaną prawdę o Zmartwychwstaniu, zamiast zatem modyfikować przesłanie paschalne, prośmy Boga, aby dał nam tę wiarę, przez swojego Ducha Świętego.