poniedziałek, 12 września 2011

Zaufać Bogu

Znaczenie słowa „zaufanie" pochodzi z języka łacińskiego, w którym „fiducia” była terminem prawnym. Oznaczał ona akt, przez który jedna osoba przekazuje innej własność, bez otrzymania od tamtej pisemnego potwierdzenia efektywnego przejęcia własności. Widać zatem, że akt ten zakładać miał, że druga osoba jest godna wiary i zwróci własność (jeśli była efektywnie przekazana) w sytuacji żądania zwrotu przez jej poprzedniego właściciela, pomimo, że nie ma on żadnego materialnego dowodu takiego zobowiązania.

Termin « fiuducia » był używany w prawie rzymskim w przypadku np. sprzedaży fikcyjnej, tzn. ten, który sprzedaje fikcyjnie, musi mieć zaufanie do tego, który akceptuje bycie fikcyjnym nabywcą. Zaufaniem miał być obarczony ten drugi, który mógłby - działając w złej wierze - zatrzymać własność, którą otrzymał (lub przejąć efektywnie na stałe własność fikcyjnie otrzymaną).

A zatem, zaufać całkowicie Bogu oznacza: poddać dobro, którym jest nasze życie
, władzy i dobrej woli Boga, bez materialnego potwierdzenia (bez obustronnie podpisanego kontraktu) zaangażowania z Jego strony.

Mamy „tylko"
Jego słowo, „jedynie" zaufanie temu słowu, które nam dał.

Nie mamy żadnej władzy w rękach, która przymusiłaby Go do dania nam czegokolwiek..., ale mamy wiarę w Niego; wierzymy, że On nie „nadużyje” naszego zaufania.

Tak, tylko Bóg jeden może być obiektem na
szego zaufania w takim wymiarze - zaufania totalnego, absolutnego, całkowitego.

W świecie nas otaczającym istnieje szereg innych form zaufania wzajemnego np. pomiędzy ludźmi, czy pomiędzy człowiekiem i wyznawanymi przez niego ideami, ale nikt i nigdy nie zasługuje na zaufanie takie, jakim można obdarzyć jedynie Boga i tylko Niego.

Zaufanie jest istotą wiary.

Katechizm Heidelberski (
inny znaczący katechizm okresu Reformacji, który komentujemy regularnie w naszej drukowanej broszurze „Augustinus”) zaraz na początku naucza, że naszą jedyną i najważniejszą pociechą - w życiu i śmierci, dla ciała i duszy – jest to, że tak w życiu, jak i w śmierci należę nie do siebie, ale do Jezusa Chrystusa, mojego wiernego Zbawiciela.

Szczęście, siła i stała pewność wiary opierają się na tym właśnie stwierdzeniu: jestem w rękach Bożych
. To dobrze, że nie jestem w moich własnych rękach, ale w Jego rękach.

Ufam, że Bóg zadysponuje mną samym lepiej, niż ja sam mógłbym to zrobić.

Kalwin podkreśla jednak, że nie jest rzeczą naturalna, niejako automatyczną, zrodzoną samą z siebie, pokładanie przez nas tego rodzaju zaufania w Bogu.

Dwie rzeczy są niezwykle istotne: abyśmy znali Boga wszechmogącego i wszechdobrego.

To znaczy, należy wiedzieć, że jest On wszechmocny, to znaczy że może wszystko, ale także że Jego wszechmoc jest wypełniona Jego dobrocią, co prowadzi do wniosku, że oddając się Mu, oddajemy się w ręce lepsze, niż nasze l
udzkie.

Potrzebny jest jeszcze kolejny element dla możliwości oddania się w takim zaufaniu.

Jest nim „poczucie własnej niegodności”. Oznacza to, że musimy uznać, że nie posiadamy Jego wszechmocy i Jego wszechdobroci. Pomiędzy Nim a nami istnieje niesłyc
hana różnica.

Ale nawet
i świadomość tego faktu nie wystarczy. Dla Kalwina, relacja między Bogiem, a człowiekiem, to nie tylko relacja między istotą wszechmocną (Bogiem) i maleńką (człowiekiem).

Relacja ta ma charakter osobowy, indywidualny. W tej relacji to On, Bóg
jest zawsze stroną, od której w tej relacji wszystko zależy, który jest wielki, wszechmocny, ale też jest tym, który się daje na podstawie własnej decyzji; daje się tej maleńkiej (i niegodnej tego w niczym, i niczym nie mogącej sobie na Jego dar zasłużyć) osobie – człowiekowi, nam samym.

Odpowiedzią na ludzką niegodność, na ludzkie ograniczenia jest przeogromna miłość Boża.

Miłość Boża jest podstawą Jego działania. Bóg kocha, a więc działa
On w taki, a nie inny sposób.

Kalwin podkreśla bardzo mocno: wola działania Boga jest ściśle związana z Jego miłością, nieoddzielnie.

Jak jednak poznać miłość Bożą? Dla Kalwina nie jest to jakieś abstrakcyjne, ogóln
o-filozoficzne poznanie. Kalwin nie pisze jakiegoś traktatu o miłości Bożej w ogólności. Kalwin podkreśla, że Ewangelia mówi nam o rzeczywistości, o życiu realnym, tu i teraz, i na wieki.

Dla niego także zadanie dla tych, którzy głoszą Ewangelię jest bardzo konkretne: mówić o działaniu Bożym tu i teraz...

Miłość Boża nie jest więc jakąś abstrakcyjną cechą Bożą, to konkretne działanie: Bóg przejmuje się w sposób poważny naszą ludzką nędzą, słabością.

I to w
Jezusie Chrystusie daje nam dowód swojego miłosierdzia. Nie ma innego dowodu, ale i działania miłosierdzia Bożego z konkretnym skutkiem jak w Jezusie Chrytusie.

Pojawiają się pytania, niektórzy zadają je sobie: dlaczego miłość, miłosierdzie Boże
, nie dały się poznać inaczej niż w Chrystusie?

Ponieważ dla Kalwina Jezus Chrystus nie proponuje jakiegoś ogólnego poznania Boga, jakiejś ogólnej idei miłości Boga.

Dla Kalwina Jezus ma miejsce centralne w objawieniu. Jezus Chrystus jest tym, co objawia i przynosi. Nie jest jakimś ogólno-informującym posłańcem Bożym. On sam jest już miłosiedziem Bożym. Jest tym, co robi i co daje poznać.

Jezus Chrystus jest miłością Bożą, jest otwartym sercem Boga.

To właśnie poznając Jezusa Chrystusa możmy mieć to pełne, niezmienne i ogromne zaufanie do Boga.

To dzięki Jezusowi Chrystusowi nasze zaufanie nie jest jakąś mglistą możliwością, ale jest rzeczywistością, dla naszego konkretnego życia, tu i teraz, i na wieki.

Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa
pisze Apostoł Paweł (Rzymian 5:1).

Stając twarzą twarz z Jezuse
m Chrystusem, nie ma innego wyboru – zaufanie jest nam dane, możemy je przyjąć i oddać Mu się z całą stanowczością i konsekwencją.

Należy dodać jeszcze jedną, ważną uwagę.

Pomimo nieco prowokacyjnego stwierdzenia wyżej, że nasze pełne zaufanie bazujemy
„tylko" na słowie Boga, to nie zapomnijmy, że każde słowo wypowiedziane przez Boga jest słowem przez duże „S”.

Słowo Jego, to coś co nie tylko oznajmia, ale także sprawia efekt, daje i tworzy nową rzeczywistość. Nie tylko objawia, ale przynosi skutek, jest działaniem.

Owszem, zaufanie Jego Słowu jest swoistym skokiem w zaufanie, ale nie jest to skok w ciemność. Ta „ciemność” jest rozjaśniona Jego blaskiem, bo Jego Słowo jest światłem.

Apostoł Jan, w swojej Ewangelii (1:1-4) pisze co następuje: Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi.

Słowo jest działaniem, skutkiem, zbawieniem, najwyższym aktem miłości.

Zaufanie temu Słowu nie jest skokiem w ciemność, ale daniem się objąć światłu, które niesie ze sobą
- światłu miłości, którą jest Bóg sam.

Zaufanie temu Słowu jest najwyższym aktem naszej ludzkiej mądrości.

Na zakończenie
drugiej niedzieli Katechizmu genewskiego Kalwin mówi: chcesz poznać najważniejsze treści tego, co jest związane z i jest następstwem twojego zaufania Bogu?

Nic prostszego -
weź w rękę tekst tzw. Apostolskiego wyznania wiary. Tam znajdziesz najważniejsze punkty tego, co stanowi treść wiary chrześcijańskiej.

W dalszym punktach swego katechizmu ten właśnie tekst Reformator będzie tłumaczył, podda go analizie.

Ale to już w następnych numerach naszego biuletynu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz