poniedziałek, 12 września 2011

Komentarz do Ewangelii według Łukasza rozdział 10 wersety 38-42

Uwagi wstępne :

w. 38: To Marta jest tą, która przyjmuje u siebie.

w. 39: Maria... usiadłszy – jest to hapax (czyli słowo występujące raz, bądź bardzo rzadko, trudne do przetłumaczenia), który służy podkreśleniu nowości, a także charakteru nieco niejasnego (w oczach obserwatorów) zachowania Marii podczas mowy Nauczyciela. Chodzi tutaj o słuchanie Słowa, które jest Pańskim (ww. 40-41).

w. 40: Krzątanie się Marty, to przyszła diakonia; posługa Marty jest tym samym uwierzytelniona.

w. 41: troska o wiele rzeczy" – oznacza literalnie o „zbyt wiele rzeczy".

Pamiętajmy, że od 9,51 weszliśmy w decydującą fazę ministerium Chrystusa: zdążanie ku Golgocie. Zgodnie z 9,51 Jezus decyduje (tu za Łukaszem) w sposób ostateczny wypełnić swoje powołanie Sługi Pańskiego (por. Iz 40 i następne) by podążać do Jerozolimy, aby tam

Zbyt często i zbyt długo - w historii Kościoła - opowiadanie o przyjęciu Mistrza w domu Marty i Marii było tłumaczone, jako dw
a możliwe sposoby służenia Jezusowi. Byłyby to: posługa „kontemplatywna”, której typem miałaby być Maria i posługa „aktywna” (sic!), której z kolei typologie kreśliłaby Marta.

Niemniej, zachowanie „kontemplatywne" (w pó
źniejszym, czyli monastycznym znaczeniu) zdaje się nie być obecne w ścisłych początkach chrześcijaństwa (problem monastycyzmu pojawia nieco później). Nawet, gdyby – jak chcą tego niektórzy bibliści - określić datę powstania Ewangelii Łukasza na około rok 90 (co jest wysoce wątpliwe), nie wydaje się, abyśmy w tym czasie mogli znaleźć istotne ślady „życia kontemplacyjnego” w Kościele.

Z pewnością ślady „kontemplacyjne” nie były na tyle silne, by Łukasz miał
poświęcić opowiadaniu je uzasadniającemu, tyle szczególnej uwagi. Zainteresowanym kwestią można przypomnieć 1 Kor 7,5.

Gdziekolwiek by byli, pierwsi chrześcijanie, w sytuacji ich stałego oczekiwania na rychłe powtórne przyjście Pana (jak powszechnie wierzyli), zdecydowanie zanim jeszcze „oddaliby się kontemplacji" skupiali się przede wszystkim na głoszeniu Dobrej Nowiny; czy to Żydom, czy poganom, czy obu naraz. Modlitwa dla nich samych była integralnym elementem misji (por. Dz 2,42-47).

To natomiast, co jest elementem bezspornym, to fakt, że tekst mówi o
nowym miejscu kobiety (czy szerzej – każdego człowieka, niezależnie od tego kim jest) w życiu wspólnoty Kościoła.

Kobiety
/człowieka, który – każdy - ma swoje miejsce istotne w życiu Kościoła, pełne prawo w uczestniczeniu w życiu tegoż Kościoła; słuchając Słowa, ale i angażując się w sposób aktywny.

Łukasz otwiera swoim tekstem nową erę w praktycznym życiu wiary. Sensu tego nie można spychać, jako archaicznego wyłącznie, dotyczącego Kościoła pierwotnego, ale jest to znakomita okazja do postawienia sobie pytań o miejsce kobiet/czy wszystkich, którzy tworzą Kościół, w naszych wspólnotach kościelnych, dzisiaj...

Kobieta
(i każdy człowiek), dzięki Jezusowi, znajduje się teraz blisko miejsca Świętego, w Nowej Świątyni (Jezus pokazał, że jest nowym najwyższym kapłanem i nową Świątynią – por. Łk 7,48 i 5,20). Pamiętajmy, że w Świątyni Jerozolimskiej kobiety mogły przebywać wyłącznie na dziedzińcu kobiet (por. Łk 2,36-38). Maria opuściła miejsce dla kobiet, wchodząc tam, gdzie ich przebywanie było im dotąd zabronione...

Wróćmy jednak przez moment do początku naszej historii.

Jezus jest w drodze ze swoimi uczniami i jest to grupa jeszcze bardzo liczna (por. 10,17). Nawet, jeśli przyjąć, że przez grzeczność
i szacunek cała tak liczna rzesza nie chciała komplikować nadmiernie życia domu Marty (co jest zresztą tylko naszym przypuszczeniem), pozostało ich jednak (u końcu dnia) z pewnością wielu przy Nauczycielu. Marta musiała zatem zająć się grupą przynajmniej kilkunastu (jeśli nie liczniejszą) osób. Musiała znaleźć im miejsce w domu i ugościć ich, zapewnić im posiłek.

Dwie rzeczy są przy tym godne odnotowania:
a) Marta i Maria są dwoma kobietami posażnymi, co świadczy o możliwości ugoszczenia tak licznej grupy osób i ich mocy zapewnienia im pożywienia;
b) Swoboda w zachowan
iu ze strony Jezusa: tekst nie wspomina o żadnych Jego zahamowaniach w zachowaniu. Rozmawiał niedawno z Samarytaninem, a teraz spotkał się na drodze z dwoma kobietami, które zaoferowały Mu wikt i opierunek. Zatem Jezus wchodzi do domu kobiet bez zbędnych ceremonii, bez zbędnych zahamowań. Łukasz w tym przypadku nie mówi nam nic o ich bracie, Łazarzu, tak jakby jego obecność, czy nieobecność, nie miała tu większego znaczenia. Wszystko to podkreśla swobodę zachowania i działania Jezusa.

Jezus wchodzi do domu,
gdzie jest Mu zaofiarowana gościna. Jest to także nie wprost rada ewangeliczna dla chrześcijan w podróży: Gdziekolwiek wejdziecie, tam zostańcie" (por. Łk 10,7-8).

Jezus wie, że to często przy stole wiele spraw wychodzi na jaw; pada wiele słów, które nie padłyby w innych okolicznościach. Serce otwiera się niejako wraz ustami...

Warto teraz wreszcie przyjrzeć się reakcjom obu sióstr.

Jedna z nich robi to, to wi
ększość kobiet jej epoki zrobiłoby w przypadku przyjęcia u siebie kilkunastu (tylu? więcej?) osób zmęczonych z pewnością całodziennym marszem. Oczywiście, posiłki podówczas były dużo mnie skomplikowane w porównaniu z dniem dzisiejszym, niemniej, przygotowanie czegoś pożywnego dla tak dużej grupy osób (pomimo pewnych przyzwyczajeń i całej gamy technik oraz materiału zaadoptowanych dla tego typu okazji, obserwowalnych także dzisiaj na Bliskim Wschodzie) każdorazowo jest niemałym wysiłkiem.

Trzeba zatem
podziwiać Martę, która od początku, bez kwaśnej miny, stara się zrobić wszystko, aby nakarmić wszystkich obecnych. Jest to jej sposób współpracy z posługą Chrystusa i sposób ten nic nie stracił na wartości od początku istnienia Kościoła. Przeczytajmy Dz 6, 2-7, pomimo, że „posługa stołu” opisana w tym fragmencie jest dość odmienna od tej, opisanej w naszym tekście. Pozostanie ona jednak „posługą”, czyli daniem jeść – w Kościele – tym, którzy są głodni (por. Mt 14,16; Mk 6,37; Łk 9,13).

Niemniej, Marta wyd
aje się popełniać dwa błędy.

Pierwszy z nich, to wiara, że jej „posługa” stołu jest jedyną dla niej możliwą posługą „kobiecą”.

Drugim błędem niejako jest jej krytyka tego, co robi (lub nie robi) jej siostra Maria.

Marta robi wszystko i reaguje, jak kobi
eta Starego Przymierza, w którym nie miałaby ona żadnej innej roli, jak tylko posługiwać Mistrzowi, Nauczycielowi (Rabbiemu).

Maria natomiast, z powodów których głębiej nie znamy (choć kontekst historii wskazywałby, że miałaby ona już wcześniej okazję słuchać Jezusa; w innym miejscu i okolicznościach), całą swoją postawą wskazuje, że zrozumiała Kim jest ten nowy Rabbi Jezus.

Wskazuje także, że
i kobieta ma pełne prawo słuchać Go wraz z innymi na równi i dzielić to nowe Prawo, tę nową Tora ( pamiętajmy, że tłumaczenie Tora przez Prawo nie jest do końca poprawne; należałoby raczej mówić o Objawieniu, Nauczaniu).

Dodajmy do tego fakt, że niemało Rabbich w wiekach poprzednich, ale także w czasach Jezusa uważało, że kobiety są niegodne słuchać Tory...

Maria w
ięc usadza się pośród Dwunastu i „słucha Słowa”.

Reakcja Marty, wyżej nieco skrytykowana, jest najprawdopodobniej zwykłą reakcją kobiety przemęczonej obowiązkami, które na nią spadły i poirytowanej „lenistwem” własnej siostry. Ale jest też reakcją związaną z religijnymi przekonaniami jej ludu: miejsce kobiety jest gdzie indziej, prosi więc Nauczyciela, aby o tym Marii przypomniał. Marta prosi Jezusa, aby odesłał Marię na miejsce jej przysługujące według tradycji, przekonań religijnych panujących
powszechnie. Maria nie powinna zajmować się Słowem, które jest zarezerwowane dla mężczyzn (tu można tytułem ironii przypomnieć, że zgodnie z Dz 6, to mężczyźni zostaną przeznaczeni do tej posługi stołów, tak „kobiecej”).

W.40: „Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi”? Marta nie widzi żadnej innej posługi kobiecej, jak tylko właśnie „posługiwanie”, myśląc, że Jezus - zszokowany zachowaniem Marii - odeśle ją niechybnie do kuchni, gdzie powinno być jej miejsce.

Według Marty, Jezus powinien potwierdzić i utwierdzić dawny porządek, w którym przede wszystkim mężczyźni mieli ich pełne miejsce w słuchaniu Słowa.

To właśnie w tym kontekście odpowiedź Jezusa, po raz kolejny (i nie ostatni) burzy wieki przyzwyczajeń i podziałów: „Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy” (w.41).

Jezus wydaje się w swojej reakcji twardy wobec Marty, która przecież dwoi się i troi, aby ugościć godnie Jego samego i Jego towarzyszy. Ale kiedy przyjrzymy się bliżej, wcale nie podważa On jej wysiłków, jako kucharki, czy pani domu. Przywołuje ją, nawet z pewnym humorem, do spokoju (por. Mt 6,25 nn.), do nie drżenia o wszystko, do zaprzestania zgiełku, który przeszkadza wszystkim słuchaczom.

Niepokój i drżenie nigdy nie pozwolą, aby rzeczy przybrały właściwy im porządek, aby nastąpił właściwy rozwój w życiu ludzkim, w ludzkich relacjach... Niepokój i drżenie przynoszą skutek zdecydowanie odwrotny. Zwłaszcza w tym, co dotyczy Królestwa Bożego.

Jeżeli rzeczywiście, w czymkolwiek, Jezus krytykuje Martę, to za jej oskarżenie wobec Marii: „ona nie jest na swoim miejscu, zwłaszcza ze swoim lenistwem".

Robi to także, aby szczególnie mocno podkreślić, że oto nowe czasy nadeszły razem z Nim,
Chrystusem. Czasy, w których także dla kobiet priorytetem jest słuchanie Słów o Królestwie. Kiedy Jezus mówi, najważniejszą rzeczą jest słuchanie, także przez kobiety. Kuchnia i obowiązki domowe są ważne, ale na nie także przyjdzie czas.

Później, kiedy Mistrz zmartwychwstanie, przyjdzie czas na głoszenie tego, czego nauczał; tego, co słuchający Go otrzymali (por. Łk 24,5-10).

Oczywiście, rzeczą nieodmiennie ważną jest różność posług/form zaangażowania w Kościele (ale i w życiu codziennym: rodzinnym, zawodowym). Zadaniem każdego jest odkryć tę, która będzie jego, którą będzie mógł najlepiej wypełnić. W tym wymiarze, historycznie tradycyjna egzegeza (Maria- kontemplatywna; Marta- aktywna) nie jest całkowicie błędna – trzeba znaleźć miejsce, które jest „moje”.

Ale przede wszystkim jest czas na wszystko: czas na
słuchanie (na formację, otrzymanie tego, co potrzebne do wyboru, przemyślenie, zatrzymanie) i czas, aby przekazać innym Słowo, kompetencję, zaangażowanie.

A zatem wszystko winno dziać się z otwarciem, spokojem, bez niepokoju.

Oczywiście, „posługa” każdego jest inna, niesie ze sobą cały bagaż indywidualności przypisanej jednostce (por. Rz 12; 6-13).

Konkludując, tekst Ł
ukasza jest przede wszystkim zaproszeniem do wsłuchania w Słowo, do zbudowania podstaw pod dalsze, pełne zaangażowania wybory, ale jednocześnie do stałego spoglądania na naszą codzienną rzeczywistość (społeczną, ale także kościelną) czy umożliwia ona każdemu w pełni takie „wsłuchanie” oraz wynikające z niego konsekwentne, witalnie ważne wybory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz