poniedziałek, 12 września 2011

Komentarz do Ewangelii według świętego Mateusza, rozdz. 5, wersety 13-16:

Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana.
Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze.
Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu.
Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.



Ach, ta „sól ziemi”, ileż to razy chciano ją „doprawić”...!
Tradycyjnie, symbolika soli jest związana z obrazem Kościoła (podobnie zresztą jak pozostałe następujące po niej obrazy) i w takiej optyce jest czytana i komentowania.
Wydaje się zadowalającym pozostać przy tym tradycyjnym i trafnym spostrzeżeniu.
Niemniej, przyznajmy, że obraz ten umyka nam w znaczącej części. Choćby dlatego, że jest tak znany, tak często komentowany i ... nadużywany.
Jest to po części zrozumiałe, bo już sam tekst, w tłumaczeniu dosłownym, staje się dla nas sporym wyzwaniem.
Kiedy czytamy go (tłumacząc dosłownie), jedno ze znaczeń pozwala na lekturę: „jeżeli sól uczyni szalonym, ogłupi”... Zaskakujące....
Jezus stosuje tutaj zatem wyrażenie o niezwykle szerokim znaczeniu, istotnie nie odnoszące się tylko do rzeczy-obrazu, ale mogące już u samego początku odnieść się do ludzi, do Jego uczniów...
Oczywiście można sobie zadać pytanie, czy istotnie Jego uczniowie mogli popaść w aż taaakie problemy? Choć, jeśli przeczytamy np. 1 Koryntian, możemy znacząco stracić pewność siebie w tej kwestii...
Wróćmy jednak do soli, która jest nośnikiem tak wielu treści:
a. Wszyscy to wiedzą - dodaje ona smaku. Bez niej potrawa nie jest tak smaczna (spróbujmy odnieść to do świata? Kościoła? kręgu uczniów?), dla niektórych może stać się wręcz niejadalna;
b. Pozostając w tym samym rejestrze – wystarczy jej raczej niewielka ilość, aby osiągnąć pożądany efekt. Można tutaj także odnieść się do treści zawartych w 1 i 2 Listach do Koryntian Apostoła Pawła. Wystarczy jej zatem niewiele, aby potrawa mogła być zdatna do spróbowania;
c. Sól jest elementem konserwującym w pełnym tego słowa znaczeniu (choć może nasza epoka lodówek pozwoliła nam o tym zapomnieć...);
d. W tradycji biblijnej sól była znakiem Przymierza (por. np. Księga Liczb /4 Mojżeszowa 18,19 i Księga Kapłańska/3 Mojżeszowa 2,13 oraz List do Efezjan 2,13-19);
e. Ale sól może być także znakiem sterylności/niepłodności (np. Księga Sędziów 9,45) ;
Można zatem powiedzieć, że w swoim nauczaniu Jezus w sposób nieco ironiczny łączy znaczenia:
- że bez soli nawet najdroższa potrawa byłaby niejadalna (tu: funkcja przyprawy), ale jednocześnie sól nie ma w sobie samej wielkiej wartości (tu: znaczenie niepłodności).
Sól zatem nie może być solą, jak tylko wtedy, kiedy spełnia swoją rolę przyprawy (lub konserwanta). Nie jest przeznaczona w żadnym stopniu do pozostawania w solniczce...
Oczywiście, można nieco dalej posunąć to wybrażenie, dodając, że jeśli sól zbytnio chciałoby się rozpuścić - by o jej obecności prawie zapomnieć -, przestaje ona wtedy odgrywać rolę przyprawy, konserwanta, staje się zbędna...
Kiedy to jednak sól może „oszaleć”, lub uczynić szalonym (chodzi o opisane wyżej jedno z możliwych znaczeń dosłownych)?
Choćby np. wtedy, kiedy wydaje jej się, że jest sama w sobie i dla siebie samodzielnym daniem, samodzielnym posiłkiem...
Wtedy wyraźnie traci swoją wartość, nie jest już do niczego potrzebna; może - albo wręcz powinna - być podeptana przez ludzi, jako symbol bezpłodności, sterylności.
Częściowo, niektóre ze znaczeń związanych z obrazem soli można odnaleźć w obrazie światła i z tym, co jest z nim związane (por. w.14a). Warto w tym miejscu przypomnieć sobie i odnieść się do tekstu Ewangelii według Jana 8,12 i 9,5.
Rzeczywistość światła jest wręcz niedotykalna, ale pozwala docenić piękno rzeczy. Diament np. gdy nie ma światła – które pozwoliłoby oddać całą paletę blasku jego piękna - sprawia wrażenie zwykłego kamienia...
Trzeci obraz można niejako odizolować. Chodzi tu o miasto umieszczone na szczycie góry (Syjonu? Por. Psalmy, np. 87).
Tym razem Jezus odrzuca obraz Kościoła introwertycznego, Kościoła-getta, który żyłby tylko dla siebie samego (nie można jednak oddzielić znaczenia i trzeba przeczytać Mt 6,1.3.5.16...).
Kościół nie może bać się bycia poznanym i rozprzestrzenić szeroko, ogarniać szeroką przestrzeń światłem, które płynie dla niego z Ewangelii.
Jeśli chodzi zaś o dobre dzieła, które ludzie mieliby zauważyć (nie po to oczywście, aby chwalić Kościół, ale Tego, który mu je dał, pozwolił dokonac), można je porównać i ukonkretnić z tym, co mówi Apostoł Paweł w Liście do Filipian 4,5 oraz 4,8.
Chodzi tu zatem bardziej o dobroć, wyrozumiałość, otwartość... Czy są to cechy naszych Kościołów, ich członków?...
Jeśli chodzi o obraz świecznika (w.15), to stanowi on przedłużenie poprzednich wątków: Kościół nie jest przeznaczony dla świecenia, oświetlania samego siebie lub kilku „wybranych”.
Oczywiście, nie można wyobrażenia tego zredukować do skrajności, która kazałaby twierdzić, że nie ma Kościoła tam, gdzie nie „świeci on na zewnątrz”, tzn. gdzie cały wysiłek jest skupiony na tworzeniu jego zewnętrznego wizerunku, na aktywności zewnętrznej, przy zaniedbaniu wnętrza, duchowości, głębi osobistego przeżywania Ewangelii przez jego członków.
A zatem, Jezus mówi : Wy jesteście solą ziemi... Wy jesteście światłością świata.
Nie jesteście solą dla waszej grupy (dużej lub mniejszej ilości członków zboru...), nie jesteście światłem dla pewnej wybranej grupy znajomych.
Jesteście solą całej ziemi, jesteście światłem dla świata całego.
To ogromny i ambitny program Jezusa, Boga samego, który jest nam dany.
Jezus widzi dalej, niż nasz bliski (i mogący być nieco egoistycznym) horyzont naszych zborów, rodzin, grup przyjaciół.
Smak soli, światło niosące ze sobą blask piękna, są dla całego świata.
To niezwykłe, być powołanym, być wręcz „skazanym” na bycie solą i światłem dla chrześcijan i nie-chrześcijan, dla wierzących i dla niewierzących; dla tych, którzy mają jakąś religię i dla tych, którzy myślą, że nie mają żadnej...
Jezus celuje w całą ludzkość – poprzez nas Bóg chce dać coś całej ludzkości.
To słowo pełne ambicji, ale jednocześnie pozwalające na bycie ambitnymi.
To słowo wyzwalające niejako zdrową energię kreatywności, pozwalające wyjść, wyzwolić się z naszych – jeśli takie istnieją – partykularyzmów.
Istotnie, Jezus powiedział, wypowiedział to słowo w malutkim kraju, w środowisku o nieznaczącej kulturze (np. w konfrontacji z kwitnącą kulturą rzymską, czy wcześniej  - hellenistyczną). A jednak ci właśnie uczniowie, z tak nieznaczącego środowiska, stali się solą i światłem, których następstwa działań są widzialne, odczuwalne do dzisiaj...
Naszą zatem rolą, jest dać poznać ludziom wolę Boga wobec człowieka. A wolą tą jest, aby on odczuwał dobry smak życia i podziwiał piękno świata. 
To nie zaproszenie do swoistych „zawodów” o zdobywanie nowych członków do naszych Kościołów.
Jak wyżej zostało zaznaczone, zarówno sól jak i światło pozwalają odkryć prawdziwy smak rzeczy. Sól podkreśla wartość potrawy, czyniąc ją jadalną z przyjemnością, a światło wyprowadza z mroku prawdziwe piękno natury. Ten sam pejzaż oglądany nocą, w blasku światła zyska ogromnie i uderzy niespodzianym pięknem...
A zatem to poważna misja wobec tego świata. To nie misja głoszenia „religii chrześcijańskiej”, „czynienia chrześcijanami” całego świata, ale to misja, która ma pomóc światu żyć w pięknie, w radości, w poczuciu prawdziwego spełnienia.
Nie jest rzeczą banalną, nawet w wymiarze symbolicznym, że gros rzeczy złych, zachowań budzących wątpliwości, explicite – grzechów, mają miejsce, dzieją się w ciemności.
Światło nie pozwala niczemu się ukryć...
Światło wymaga prawdy, konsekwencji, przejrzystości... odwagi.
To wszystko nie są banalne słowa, pobożne życzenia.
Zastanówmy się, jak inaczej wyglądałoby wiele spraw z historii Kościoła, gdyby istotnie był zawsze przekonany o niesieniu szczęścia innym, o Bożej woli szczęścia dla całego świata.
A szczęścia nie da się z pewnością nieść w sposób egoistyczny (sól i światło tylko dla mnie...), ani też chorobliwie nieśmiały (ach, co też inni powiedzą!...), a z pewnością nie da się narzucić szczęścia siłą. Można tego wszystkiego dokonać jedynie z dobrocią, pokojem, zrozumieniem, dobrotliwą wyrozumiałością.
Kościół ma być zatem miejscem, w którym wierzący znajdą pokój, akceptację i wyrozumiałość, ale jest także ziarnem szczęścia, ziarnem miłości Boga dla całej ludzkości.
Nie w słowach tylko, ale i w aktach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz