poniedziałek, 12 września 2011

Jedyny Syn Boży …

Stwierdzenie « Jezus Chrystus jest jedynym Synem Bożym » to nie tylko podkreślenie wagi imienia samego Chrystusa. Stwierdzenie « Jedyny Syn Boży » służy wytłumaczeniu tajemnicy i prawdy chrześcijańskiej, uczącej o tej społeczności ludzi, uczestniczących – przez łaskę – w naturze Boga.
Chrześcijanie nie uczestniczą, co trzeba z całą mocą podkreślić,  jedynie w « czymś » boskim lub w czymś, co w wymiarze ludzkim byłoby odniesieniem do jakiejś wielkości, wzniosłości, do jakiejś wyższej jakości.
Chrześcijanie uczestniczą w samej naturze Boga (por. 2 Piotra 1,4).
I – co ważne – uczestniczą oni w niej przez łaskę. Przez łaskę/z łaski Boga samego, ponieważ nie jesteśmy (my, ludzie) Jego dziećmi z samej naszej natury. Jest to bardzo ważne, aby fakt ten podkreślić, aby było to dla wszystkich istotnie jasne. Aby nie popaść w błąd obfitujący w niebezpieczne skutki błędu...
Ponieważ chodzi tu o pewną rzeczywistość: rzeczywistość Boga w Jezusie Chrystusie.
Ta właśnie rzeczywistość jest nam ofiarowana. Gdyby nie była to rzeczywistość (słowa tego używamy tu dla podkreślenia konkretności, realności; czegoś czym i w czym się żyje), pozostawałaby tylko „religia” chrześcijańska, czyli zespół praktyk, przekonań, gestów rytualnych, czyli jakiś rodzaj pobożnej iluzji, być może szczerej, zaangażowanej, ale pozostającej niezależnie od wszystkiego iluzją...

Kwestia Syna, Jedynego Syna Bożego, nie jest kwestią o charakterze teoretycznym.
Syn Boży – to, kim jest Jezus Chrystus, Jego rzeczywistość i dzięki niemu także nasza rzeczywistość (nasze życie, nasza codzienność i nasza przyszłość) są zagadnieniami ogromnie praktycznymi, obfitującymi w skutki.
Praktycznymi, ponieważ to Bóg sam, On sam - wielki i nie pozostawiający nic nietkniętym - działa w tym Królu, Kapłanie, Proroku – w swoim Synu.
I to, co w Nim i przez Niego uczynił, wszystko to nie jest jakąś niezwykłą próbą, próbnym działaniem, jakimś wysiłkiem w kierunku realizacji pewnego ideału.
To, co Bóg czyni w i dzięki swojemu Synowi jest prawdziwą, najprawdziwszą rzeczywistością.
Jest działaniem, którego efekty obejmują cały nasz świat realny, całość istnienia stworzenia.

Jezus Chrystus nie jest „tylko” tym, który pozwala na właściwą interpretację zamierzeń Bożych.
Chrystus nie jest tylko tym, który pozwala na ich swoiste zobrazowanie. Nie jest jedynie znakiem działania Bożego.
Jezus Chrystus, będąc – używając tu terminologii biblijnej, związanej z kulturą Biblii – rodzajem reprezentanta, powiedzmy nawet - ambasadorem Króla Zastępów, On sam, Chrystus, był osobą Tego, którego reprezentował (Króla, Władcy najwyższego, suwerena).

Aby zrozumieć termin „Syn Jedyny” należałoby wspomnieć jego znaczenie w Biblii.
Termin ten oznacza istotę, która należy do kogoś lub czegoś, która całe swoje pochodzenie czerpie z osoby tego (także z miejsca), od którego pochodzi.
„Syn” w takim znaczeniu nie może być inaczej rozumiany, jak tylko przez znaczenie tego, jak rozumiany jest Jego Ojciec, i przez to, co Ojciec reprezentuje.
W tym znaczeniu dziecko jest równe swojemu ojcu.
Jeżeli do samego tytułu „Syn” dodane jest jeszcze – a tak jest w przypadku Chrystusa - określenie „Jedyny”, to ma to na celu podkreślenie faktu, że jest on szczególnym dziełem Bożym.
Jest bowiem wiele dzieł Bożych, ale to dzieło, którym jest Syn Jedyny, jest dziełem ponad wszystkimi innymi dziełami.
Nie ma żadnej zasady związanej ze stworzeniem, nie ma innej zasady istnienia ludzkości, rzeczywistości ludzkości, jej teraźniejszości i przyszłości, które pozostawałyby poza Chrystusem, nie byłyby z Nim związane...

Jezus Chrystus pozostaje tym Kim jest, stając się człowiekiem. Nie zatem traci nic ze swojej boskości.
Wcielenie nie oznacza w żaden sposób pomniejszenia boskości.
Bóg nie przestaje być Bogiem, kiedy staje się miłosierny, kiedy ukazuje swoje miłosierdzie.
Bóg „jest tym, kim jest” - Bogiem niezmiennym, ale jest przede wszystkim żywy i miłosierny!
Nie wolno zatem stawiać w opozycji uniżenia Boga (w swoim Synu) Jego majestatowi, Jego wielkości. Nie są to dwa przeciwieństwa!
A zatem, pozostawić na boku, zanegować wręcz boskość Jezusa Chrystusa, to jakby odrzucić samego Boga w Jego boskości.

Taki był sens wszystkich walk, dyskusji, niepokojów w nauczaniu antycznego Kościoła (przede wszystkim wieku czwartego), gdy ten pracował nad przedstawieniem w sposób uporządkowany formuł swojego nauczania wiary.
Podstawowym przedmiotem dyskusji czwartego wieku, wieku wytężonej pracy dogmatycznej, była potrzeba wyrażenia, że Chrystus - jako jedyny - ma swoje pochodzenie w Bogu i że jest przez Niego zradzany bez przerwy (w przeciwieństwie do świata, który jest stworzony i który jest przez fakt swego stworzenia - dokonanego jeden raz, w sposób ostateczny - oddzielony od Boga).

Jeżeli Bóg się objawia, nie objawia nam nic innego, jak siebie samego.
Bóg sam - i jedynie On – może mówić właściwie/dobrze o sobie.
Jego Syn jest zatem treścią objawienia. Nie ma zatem żadnego zastępstwa w tym objawieniu: Bóg sam jest treścią, formą, środkiem tego objawienia.

Chrystus jest zatem, jak mówi Kalwin, pośrednikiem („mediatorem”) obdarzonym szczególną jakością, ponieważ nie był kimś, kto brał swój początek, swoje pochodzenie od nas, ludzi, aby później pójść na poszukiwanie Boga.
Chrystus został ustanowiony tym, Kim był przez Boga samego.
Bóg sam ustanowił siebie samego naszym adwokatem, obrońcą, naszym wspomożycielem. To Bóg sam „przemówił” za nami, wstawił się za nami...

Oznacza to konkretnie, że przez akt objawienia, odkupienia, usprawiedliwienia i uwielbienia, i w wyniku wszystkich dzieł Bożych w Jezusie Chrystusie, w wyniku tego, co można powiedzieć w wierze i ufności o dziełach Boga, my sami także jesteśmy zaproszeni do czynnego udziału w tym dziele Bożym, razem z Nim samym.
Jesteśmy dzięki Bogu, działającemu w swoim Synu zaproszeni do bycia z Nim, do bycia w sposób aktywny.

Bóg w swoim Synu otworzył swoje ramiona szeroko, aby nas objąć z miłością!

I ostatnia uwaga: to właśnie boskość Chrystusa – i ona sama – objawia nam istotę grzechu.
Trzeba jasno podkreślić, że grzech, który dotknął ludzkość, był czymś tak wielkim, tak głębokim, że żadna inna (mniejsza) rzecz, a jedynie i dopiero przyjście samego Boga w Synu mogło naprawić jego skutki.
Grzech zatem miał swoją istotę w odrzuceniu łaski Bożej, jak uczy tego historia Adama, i w to odrzucenie, w jego dramatyczne, tragiczne skutki Bóg sam wszedł z uzdrowieniem w swoim Synu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz