poniedziałek, 12 września 2011

Ewangelia według świętego Marka, rozdział 7, wersety 31 do 37 – elementy do refleksji.

A gdy znowu wyszedł z okolic Tyru, przyszedł przez Sydon nad Morze Galilejskie środkiem ziemi Dziesięciogrodzia. I przywiedli do niego głuchoniemego, i prosili go, aby położył nań rękę. A wziąwszy go na bok od ludu, osobno, włożył palce swoje w uszy jego, splunął i dotknął się jego języka, i spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effata, to znaczy: Otwórz się! I otworzyły się uszy jego, i zaraz rozwiązały się więzy języka jego, i mówił poprawnie. I przykazał im, aby nikomu o tym nie mówili, ale im więcej im przykazywał, tym więcej oni to rozgłaszali. I niezmiernie się zdumiewali, mówiąc: Dobrze wszystko uczynił, bo sprawia, że głusi słyszą i niemi mówią.Obraz głuchoniemego z w.32, będąc w Ewangelii Marka obrazem osób współczesnych Jezusowi, jest także obrazem każdego z nas.
Jesteśmy tak często niezdolni usłyszeć sami z siebie Słowo Jezusa. Nasze uszy nie są na to tak często gotowe.
Często Słowa Jezusa są słowami, które nie dotarły do naszych serc, lub też serca nasze były niezdolne je przyjąć (por. 1 List do Koryntian 2,9, który odsyła do Starego Testamentu).
Tym samym nasze usta nie są zdolne do prawdziwego głoszenia tego Słowa, Słowa które zbawia. Nasze usta tak często źle je wypowiadają, bełkocą... (por. Ew. Mateusza 6,7).

Ale oto Jezus przychodzi i - dając swoje życie – otwiera uszy głuchych i rozwiązuje języki bełkocących, czy niemów od urodzenia.
Należy zauważyć, że Jezus usiłuje „ukryć” niejako swój cud (por. w.33), jakby cud ów nie był dla Niego łatwy: wykonując go „wzdycha” lub „wydaje jęk”.
Jeśli chodzi o czasownik tutaj użyty, to przywołuje on ku pamięci uwolnienia, które nadawały kierunek istnieniu Izraela, ludu któremu Bóg bez ustanku „otwierał” drzwi do przyszłości i nadziei (taki jest zresztą sens słowa „phâtah” – otworzyć się).

Należy jeszcze podkreślić nieporozumienie, które wyrażają wersety 36-37, pozwalające Jezusowi na łatwiejsze zrozumienie faktu, że Jego cuda w istotnie rzeczy oddalają prawdziwy obraz Tego, którym jest (Jezusa – Mesjasza), od tego obrazu, który ludzie wytworzyli sobie co do Niego i oczekują, aby to On weń się wpisał; dopiero na podstawie ich obrazu są gotowi zaakceptować Go i pójść za Nim...

Tymczasem: od ciszy do Słowa – taka jest droga, którą rysuje nam tekst Ewangelii Marka.
Pojawia się jak wyłom, jak szczelina, która otwiera się w „poukładanym” wydawałoby się dotąd świecie; taka jest nadzieją rodząca się z naszego spotkania z Panem.
Ze świata ciszy (jego ciszy) człowiek przechodzi do świata Słowa (świata, który jest dziełem Pana).

Komentując ten tekst Marka, zauważmy w całej tej scenie zadziwiający porządek rozwoju:
- Na początku – brak słowa. Człowiek jest jakby zamurowany w swojej ciszy.
- W centrum sceny pojawia się słowo, jedyne, należące do Jezusa.
- Na końcu Słowo zaczyna krążyć, rozszerza się wszędzie, nie ma dla niego granic.

Słowo to komentuje, interpretuje, daje klucz lektury rzeczywistości Bożej: „Dobrze wszytko uczynił”.
Jest to powtórzenie słowo w słowo zwrotu z 1 Księgi Mojżeszowiej/Księgi Rodzaju rozdz. 1 - wieczora szóstego dnia; i narodzenia wtedy istoty ludzkiej, jako mężczyzn i kobiet...

Akt Jezusa jest rozumiany jako nowa Genesis, jako powtórzenie dzisiaj i teraz tamtego wydarzenia stworzenia.
Na wspomnienie Genesis, okrzyk tłumu rozbrzmiewa echem: „sprawia, że głusi słyszą i niemi mówią”.
Jest to aluzja do jednego z największych proroctw z historii Izraela: opowieści z Księgi Izajasza 35 o powrocie z niewoli, opowieści nadziei, kiedy to na ruinach Izraela Izajasz dodaje ludowi odwagi i głosi mu ostateczną nadzieję, nadzieję uwolnienia całego życia.
Opowieść Marka łączy zatem te dwa odniesienia: a. do początków historii ludzkości i b. do ostatniej, najwyższej nadziei nowego życia; łaczy Genesis 1 i Izajasza 35, dając nam tym samym klucz do lektury przesłania Ewangelii.

1. Wszystko zatem się otwiera, wszystko się rozświetla. Na początku niezwykle ważna uwaga: stworzenie (proces stwarzania) nie jest gdzieś „z tyłu”, ukryte w głębinach historii ludzkości. „Stwarzanie” jest przed nami, jest towarzyszącą historii ludzkości obietnicą; ale jest także zadaniem dla ludzkości.
Stworzenie („stwarzanie”) jest wciąż obecne w samym sercu naszej istoty.
Co jest jego figurą, zapowiedzią? Jest nim istota ludzka zbudzona/wzbudzona do słowa.

Na początku wszystko podkreśla nieobecność człowieka dla siebie samego, w nim samym -  to charakterystyczne zamknięcie na siebie, pozostawanie w tej wieczności ciszy...
Czy można  lepiej wyobrazić sobie człowieka nieobecnego w sobie, pozbawionego więzi z innymi, jako właśnie tego, który nie jest zdolny do głębszego, szerszego komunikowania z otaczającym go światem istot żywych?
Człowiek jest obcy dla siebie samego, dla innych, ponieważ jest „zamurowany” w sobie samym.
Niesie on w sobie słowo, ale słowo to jest niezdolne do wydobycia się na zewnątrz, do przyniesienia oczekiwanego skutku.
Dlatego człowiek w historii biblijnej, w Ewangeliach, jest na początku obiektem, jest obiektem współczucia którego inni „przyniosą” do Jezusa, jak choćby przyjaciele w historii z paralitykiem w Kafarnaum.
Człowiek „zamurowany” w sobie nie jest w pełni podmiotem, jest obiektem istniejącym w sposób pasywny, zależnym od szeregu elementów.

Tak rozumiany, tak przedstawiony człowiek, jest obrazem naszej wspólnej ludzkości.
Nie jest to jakiś wyjątek, ale jest to jakby przypowieść odnosząca się do całości ludzkości.
Jest to jakby przypowieść odnosząca się do świata, któremu brakuje słowa.
W tym kontekście możemy śmiało powiedzieć, że odnosi się do braku Słowa przez duże „S”.
Jeszcze raz zatem podkreślmy: nasza historia Marka jest przypowieścią obrazującą nasze życie, zamknięte, odcięte od Słowa, które to otwiera na pełnię życia.

Słowo jednak daje się poznać samo z siebie...
Co dzieje się na skutek spotkania z Jezusem – Słowem Boga Jedynego?
Dochodzi do niezwykłej przemiany: człowiek z obiektu staje się podmiotem.
Ten, który był bez głosu, budzi się do słowa, to znaczy do wolności, do życia w pełni swoją historią, do pełni swoich zdolności komunikacji.
Oczywiście, nie dzieje się to bez wysiłku, ani też - w niektórych sytuacjach - bez cierpienia.
Dość naiwny język opowieści Marka nosi na sobie ślady tej trudnej pracy zradzania istoty ludzkiej do pełni istnienia.
Opowieść Marka niesie na sobie ślady tego trudnego procesu przejścia z ciała do słowa, do komunikacji, do spotkania ze sobą, z innymi, ze światem...

Dzięki Jezusowi, Słowu wcielonemu cały ten proces jest możliwy.
Stworzenie było początkiem ludzkości.
Był to proces, w którym człowiek usłyszał i otrzymał zdolność wypowiadania słowa.
Był to czas, w którym Słowo po raz pierwszy otworzyło człowieka na nową rzeczywistość, na rzeczywistość tworzoną przez Boże Słowo: na komunikację, na relację ze światem, ze sobą, z innymi...
W takim wymiarze stworzenie/stwarzanie jest wciąż przed nami, czyli jest wciąż nowe, wciąż na nowo obecne i do przeżywania na nowo.
Cud Jezusa pozwala temu faktowi zaistnieć; Słowo pozwala wejść w prawdziwą rzeczywistość życia...

2. Należy dodać, podkreślić, pewien niezwykle ważny fakt: stworzenie/stwarzanie nie powiela jakiegoś modelu. Stworzenie przez Boga pozwala zaistnieć czemuć niezwykłemu, nigdy wcześniej nie będącemu obecnym. Bóg stwarza całkowitą nowość.
Bóg nie powtarza czegoś istniejącego wcześniej, on odnawia od podstaw, tworzy to, co nowe i pełne.

Przyjrzyjmy się bliżej naszemu tekstowi Ewangelii:
- Gesty Jezusa są liczne, natomiast Jego Słowo jest szczególne, jedyne.
- Słowo Jego jest jedno, jest to czasownik, czyli zawiera czyn, jest aktywne.
- Gesty ograniczają się do bliskości ciała, do bliskości dotyku, do ułatwienia poczucia/odczucia wdzięczności.
- Słowo natomiast jest centralne, jest to Słowo, które rodzi i odradza.
Tekst podkreśla zresztą ten fakt: „rzekł do niego: Effata, to znaczy: Otwórz się! I otworzyły się uszy jego, i zaraz rozwiązały się więzy języka jego, i mówił poprawnie”.

Życie otrzymuje się Słowem, które rodzi/zradza nas w nas samych.
Słowo Jezusa wzywa każdego do życia, wzywa życie każdego do podniesienia się z ciszy, z „nie-istnienia”.
Jego Słowo dotyka nas w naszej najbardziej ukrytej głębi, dotyka najbardziej mrocznych stref naszego istnienia, aby wezwać i wyprowadzić nas do ukazania się, do przyjścia, do nawiązania nowej - pełnej prawdy i życia - relacji ze sobą samymi, światem, innymi...
Słowo Jezusa ma moc, ponieważ jest ono, a właściwiej On sam - darem życia.
Jezus daje życie, ponieważ On sam jest życiem bez granic.
Życie dane przez Niego jest życiem danym z miłości; jest życiem, aby ci, którzy je otrzymają, mogli żyć prawdziwie.

Życie otrzymuje się - zgodnie z Ewangelią Marka - przez Słowo, które daje nas nam samym.
Ale musimy od razu sprecyzować: Słowo to nie mówi wszystkiego za nas, przejmując w pełni nasze miejsce.
Słowo to wzbudza w nas nasze własne słowo. Słowo, które nas odradza, daje nam nasze życie, nasze słowo, naszą odpowiedzialność.
Tekst biblijny jest w tej kwestii jasny: człowiek, który otrzymał Słowo, zaczyna sam mówić. Ale zaczyna mówić, aby powiedzieć co?...
Jest to dla niego słowo nowe, nieznane jeszcze; słowo nowe, którego nigdy jeszcze nie wypowiedział...
Ale jest to teraz jego słowo.
Dzisiaj, tak wielu ludzi nie istnieje, jak tylko przez i dzięki słowu innych.
Słowo Jezusa Chrystusa wzbudza w nas słowo, które stanie się naszym.
Słowo przezeń wzbudzone stanie się naszym z całą tego konsekwencją - odpowiedzialnością, ale i kreatywnością.

Słowo Jezusa nie odbiera nic z tego, co jest nasze.
Słowo Jezusa czyni nas jeszcze bardziej sobą.
Słowo Jezusa pozwala nam w pełni wziąć nasze życie w nasze ręce.

Paradoksalnie zatem: Słowo Jezusa będąc w pełni darem, odsyła nas ku naszej własnej, ale od tego momentu przemienionej, zrodzonej, pełnej kreatywności życia miłości, miłości prawdziwej - miłości ku nam samym, ku innym, ku światu...
3. Słowo Jezusa wzbudza zatem słowo. Nie tylko my, ale i inni zaczynają mówić.
Jezus, Jego Słowo, pozwala, że świat zaczyna mówić. Słowo Jezusa pozwala, że świat zaczyna ze sobą istnieć, komunikować, interesować się sobą...
Słowo Jezusa tworzy zatem nową wspólnotę tych, którzy usłyszawszy Słowo, dzielą się nim, żyją dzięki niemu; stają się oni sami aktywnymi uczestnikami relacji, której Słowo jest źródłem.

Nie zapomnijmy, że wszystko to dzieje się poza Izraelem.
On, Pan, jest wolnym wypowiadać swoje Słowo także wśród pogan.
Pan wypowiada swoje Słowo tam, gdzie nie powinno byłoby być wypowiedziane zgodnie ze „zwykłymi” kryteriami (na podstawie tradycji, przyzwyczajeń, „słusznych idei”), tak częstymi w naszym ludzkim środowisku.
Dla Słowa Pana nie ma granic, które my, ludzie, tak często bylibyśmy skłonni mu narzucać.
Tak, jak silnie podkreśla to w swojej refleksji teologicznej Jan Kalwin: Bóg jest suwerenny, jest wolny, a Jego wolność nie ma granic.
Tak i tutaj daje temu dowód: to w miejscu „pogan” Jego Słowo wypowiedziane zradza/odradza, tworzy i otwiera jednostkę i całe społeczności, świat cały...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz