poniedziałek, 12 września 2011

Ewangelia według świętego Marka, rozdział 7, wersety 31 do 37 – elementy do refleksji.

A gdy znowu wyszedł z okolic Tyru, przyszedł przez Sydon nad Morze Galilejskie środkiem ziemi Dziesięciogrodzia. I przywiedli do niego głuchoniemego, i prosili go, aby położył nań rękę. A wziąwszy go na bok od ludu, osobno, włożył palce swoje w uszy jego, splunął i dotknął się jego języka, i spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effata, to znaczy: Otwórz się! I otworzyły się uszy jego, i zaraz rozwiązały się więzy języka jego, i mówił poprawnie. I przykazał im, aby nikomu o tym nie mówili, ale im więcej im przykazywał, tym więcej oni to rozgłaszali. I niezmiernie się zdumiewali, mówiąc: Dobrze wszystko uczynił, bo sprawia, że głusi słyszą i niemi mówią.Obraz głuchoniemego z w.32, będąc w Ewangelii Marka obrazem osób współczesnych Jezusowi, jest także obrazem każdego z nas.
Jesteśmy tak często niezdolni usłyszeć sami z siebie Słowo Jezusa. Nasze uszy nie są na to tak często gotowe.
Często Słowa Jezusa są słowami, które nie dotarły do naszych serc, lub też serca nasze były niezdolne je przyjąć (por. 1 List do Koryntian 2,9, który odsyła do Starego Testamentu).
Tym samym nasze usta nie są zdolne do prawdziwego głoszenia tego Słowa, Słowa które zbawia. Nasze usta tak często źle je wypowiadają, bełkocą... (por. Ew. Mateusza 6,7).

Ale oto Jezus przychodzi i - dając swoje życie – otwiera uszy głuchych i rozwiązuje języki bełkocących, czy niemów od urodzenia.
Należy zauważyć, że Jezus usiłuje „ukryć” niejako swój cud (por. w.33), jakby cud ów nie był dla Niego łatwy: wykonując go „wzdycha” lub „wydaje jęk”.
Jeśli chodzi o czasownik tutaj użyty, to przywołuje on ku pamięci uwolnienia, które nadawały kierunek istnieniu Izraela, ludu któremu Bóg bez ustanku „otwierał” drzwi do przyszłości i nadziei (taki jest zresztą sens słowa „phâtah” – otworzyć się).

Należy jeszcze podkreślić nieporozumienie, które wyrażają wersety 36-37, pozwalające Jezusowi na łatwiejsze zrozumienie faktu, że Jego cuda w istotnie rzeczy oddalają prawdziwy obraz Tego, którym jest (Jezusa – Mesjasza), od tego obrazu, który ludzie wytworzyli sobie co do Niego i oczekują, aby to On weń się wpisał; dopiero na podstawie ich obrazu są gotowi zaakceptować Go i pójść za Nim...

Tymczasem: od ciszy do Słowa – taka jest droga, którą rysuje nam tekst Ewangelii Marka.
Pojawia się jak wyłom, jak szczelina, która otwiera się w „poukładanym” wydawałoby się dotąd świecie; taka jest nadzieją rodząca się z naszego spotkania z Panem.
Ze świata ciszy (jego ciszy) człowiek przechodzi do świata Słowa (świata, który jest dziełem Pana).

Komentując ten tekst Marka, zauważmy w całej tej scenie zadziwiający porządek rozwoju:
- Na początku – brak słowa. Człowiek jest jakby zamurowany w swojej ciszy.
- W centrum sceny pojawia się słowo, jedyne, należące do Jezusa.
- Na końcu Słowo zaczyna krążyć, rozszerza się wszędzie, nie ma dla niego granic.

Słowo to komentuje, interpretuje, daje klucz lektury rzeczywistości Bożej: „Dobrze wszytko uczynił”.
Jest to powtórzenie słowo w słowo zwrotu z 1 Księgi Mojżeszowiej/Księgi Rodzaju rozdz. 1 - wieczora szóstego dnia; i narodzenia wtedy istoty ludzkiej, jako mężczyzn i kobiet...

Akt Jezusa jest rozumiany jako nowa Genesis, jako powtórzenie dzisiaj i teraz tamtego wydarzenia stworzenia.
Na wspomnienie Genesis, okrzyk tłumu rozbrzmiewa echem: „sprawia, że głusi słyszą i niemi mówią”.
Jest to aluzja do jednego z największych proroctw z historii Izraela: opowieści z Księgi Izajasza 35 o powrocie z niewoli, opowieści nadziei, kiedy to na ruinach Izraela Izajasz dodaje ludowi odwagi i głosi mu ostateczną nadzieję, nadzieję uwolnienia całego życia.
Opowieść Marka łączy zatem te dwa odniesienia: a. do początków historii ludzkości i b. do ostatniej, najwyższej nadziei nowego życia; łaczy Genesis 1 i Izajasza 35, dając nam tym samym klucz do lektury przesłania Ewangelii.

1. Wszystko zatem się otwiera, wszystko się rozświetla. Na początku niezwykle ważna uwaga: stworzenie (proces stwarzania) nie jest gdzieś „z tyłu”, ukryte w głębinach historii ludzkości. „Stwarzanie” jest przed nami, jest towarzyszącą historii ludzkości obietnicą; ale jest także zadaniem dla ludzkości.
Stworzenie („stwarzanie”) jest wciąż obecne w samym sercu naszej istoty.
Co jest jego figurą, zapowiedzią? Jest nim istota ludzka zbudzona/wzbudzona do słowa.

Na początku wszystko podkreśla nieobecność człowieka dla siebie samego, w nim samym -  to charakterystyczne zamknięcie na siebie, pozostawanie w tej wieczności ciszy...
Czy można  lepiej wyobrazić sobie człowieka nieobecnego w sobie, pozbawionego więzi z innymi, jako właśnie tego, który nie jest zdolny do głębszego, szerszego komunikowania z otaczającym go światem istot żywych?
Człowiek jest obcy dla siebie samego, dla innych, ponieważ jest „zamurowany” w sobie samym.
Niesie on w sobie słowo, ale słowo to jest niezdolne do wydobycia się na zewnątrz, do przyniesienia oczekiwanego skutku.
Dlatego człowiek w historii biblijnej, w Ewangeliach, jest na początku obiektem, jest obiektem współczucia którego inni „przyniosą” do Jezusa, jak choćby przyjaciele w historii z paralitykiem w Kafarnaum.
Człowiek „zamurowany” w sobie nie jest w pełni podmiotem, jest obiektem istniejącym w sposób pasywny, zależnym od szeregu elementów.

Tak rozumiany, tak przedstawiony człowiek, jest obrazem naszej wspólnej ludzkości.
Nie jest to jakiś wyjątek, ale jest to jakby przypowieść odnosząca się do całości ludzkości.
Jest to jakby przypowieść odnosząca się do świata, któremu brakuje słowa.
W tym kontekście możemy śmiało powiedzieć, że odnosi się do braku Słowa przez duże „S”.
Jeszcze raz zatem podkreślmy: nasza historia Marka jest przypowieścią obrazującą nasze życie, zamknięte, odcięte od Słowa, które to otwiera na pełnię życia.

Słowo jednak daje się poznać samo z siebie...
Co dzieje się na skutek spotkania z Jezusem – Słowem Boga Jedynego?
Dochodzi do niezwykłej przemiany: człowiek z obiektu staje się podmiotem.
Ten, który był bez głosu, budzi się do słowa, to znaczy do wolności, do życia w pełni swoją historią, do pełni swoich zdolności komunikacji.
Oczywiście, nie dzieje się to bez wysiłku, ani też - w niektórych sytuacjach - bez cierpienia.
Dość naiwny język opowieści Marka nosi na sobie ślady tej trudnej pracy zradzania istoty ludzkiej do pełni istnienia.
Opowieść Marka niesie na sobie ślady tego trudnego procesu przejścia z ciała do słowa, do komunikacji, do spotkania ze sobą, z innymi, ze światem...

Dzięki Jezusowi, Słowu wcielonemu cały ten proces jest możliwy.
Stworzenie było początkiem ludzkości.
Był to proces, w którym człowiek usłyszał i otrzymał zdolność wypowiadania słowa.
Był to czas, w którym Słowo po raz pierwszy otworzyło człowieka na nową rzeczywistość, na rzeczywistość tworzoną przez Boże Słowo: na komunikację, na relację ze światem, ze sobą, z innymi...
W takim wymiarze stworzenie/stwarzanie jest wciąż przed nami, czyli jest wciąż nowe, wciąż na nowo obecne i do przeżywania na nowo.
Cud Jezusa pozwala temu faktowi zaistnieć; Słowo pozwala wejść w prawdziwą rzeczywistość życia...

2. Należy dodać, podkreślić, pewien niezwykle ważny fakt: stworzenie/stwarzanie nie powiela jakiegoś modelu. Stworzenie przez Boga pozwala zaistnieć czemuć niezwykłemu, nigdy wcześniej nie będącemu obecnym. Bóg stwarza całkowitą nowość.
Bóg nie powtarza czegoś istniejącego wcześniej, on odnawia od podstaw, tworzy to, co nowe i pełne.

Przyjrzyjmy się bliżej naszemu tekstowi Ewangelii:
- Gesty Jezusa są liczne, natomiast Jego Słowo jest szczególne, jedyne.
- Słowo Jego jest jedno, jest to czasownik, czyli zawiera czyn, jest aktywne.
- Gesty ograniczają się do bliskości ciała, do bliskości dotyku, do ułatwienia poczucia/odczucia wdzięczności.
- Słowo natomiast jest centralne, jest to Słowo, które rodzi i odradza.
Tekst podkreśla zresztą ten fakt: „rzekł do niego: Effata, to znaczy: Otwórz się! I otworzyły się uszy jego, i zaraz rozwiązały się więzy języka jego, i mówił poprawnie”.

Życie otrzymuje się Słowem, które rodzi/zradza nas w nas samych.
Słowo Jezusa wzywa każdego do życia, wzywa życie każdego do podniesienia się z ciszy, z „nie-istnienia”.
Jego Słowo dotyka nas w naszej najbardziej ukrytej głębi, dotyka najbardziej mrocznych stref naszego istnienia, aby wezwać i wyprowadzić nas do ukazania się, do przyjścia, do nawiązania nowej - pełnej prawdy i życia - relacji ze sobą samymi, światem, innymi...
Słowo Jezusa ma moc, ponieważ jest ono, a właściwiej On sam - darem życia.
Jezus daje życie, ponieważ On sam jest życiem bez granic.
Życie dane przez Niego jest życiem danym z miłości; jest życiem, aby ci, którzy je otrzymają, mogli żyć prawdziwie.

Życie otrzymuje się - zgodnie z Ewangelią Marka - przez Słowo, które daje nas nam samym.
Ale musimy od razu sprecyzować: Słowo to nie mówi wszystkiego za nas, przejmując w pełni nasze miejsce.
Słowo to wzbudza w nas nasze własne słowo. Słowo, które nas odradza, daje nam nasze życie, nasze słowo, naszą odpowiedzialność.
Tekst biblijny jest w tej kwestii jasny: człowiek, który otrzymał Słowo, zaczyna sam mówić. Ale zaczyna mówić, aby powiedzieć co?...
Jest to dla niego słowo nowe, nieznane jeszcze; słowo nowe, którego nigdy jeszcze nie wypowiedział...
Ale jest to teraz jego słowo.
Dzisiaj, tak wielu ludzi nie istnieje, jak tylko przez i dzięki słowu innych.
Słowo Jezusa Chrystusa wzbudza w nas słowo, które stanie się naszym.
Słowo przezeń wzbudzone stanie się naszym z całą tego konsekwencją - odpowiedzialnością, ale i kreatywnością.

Słowo Jezusa nie odbiera nic z tego, co jest nasze.
Słowo Jezusa czyni nas jeszcze bardziej sobą.
Słowo Jezusa pozwala nam w pełni wziąć nasze życie w nasze ręce.

Paradoksalnie zatem: Słowo Jezusa będąc w pełni darem, odsyła nas ku naszej własnej, ale od tego momentu przemienionej, zrodzonej, pełnej kreatywności życia miłości, miłości prawdziwej - miłości ku nam samym, ku innym, ku światu...
3. Słowo Jezusa wzbudza zatem słowo. Nie tylko my, ale i inni zaczynają mówić.
Jezus, Jego Słowo, pozwala, że świat zaczyna mówić. Słowo Jezusa pozwala, że świat zaczyna ze sobą istnieć, komunikować, interesować się sobą...
Słowo Jezusa tworzy zatem nową wspólnotę tych, którzy usłyszawszy Słowo, dzielą się nim, żyją dzięki niemu; stają się oni sami aktywnymi uczestnikami relacji, której Słowo jest źródłem.

Nie zapomnijmy, że wszystko to dzieje się poza Izraelem.
On, Pan, jest wolnym wypowiadać swoje Słowo także wśród pogan.
Pan wypowiada swoje Słowo tam, gdzie nie powinno byłoby być wypowiedziane zgodnie ze „zwykłymi” kryteriami (na podstawie tradycji, przyzwyczajeń, „słusznych idei”), tak częstymi w naszym ludzkim środowisku.
Dla Słowa Pana nie ma granic, które my, ludzie, tak często bylibyśmy skłonni mu narzucać.
Tak, jak silnie podkreśla to w swojej refleksji teologicznej Jan Kalwin: Bóg jest suwerenny, jest wolny, a Jego wolność nie ma granic.
Tak i tutaj daje temu dowód: to w miejscu „pogan” Jego Słowo wypowiedziane zradza/odradza, tworzy i otwiera jednostkę i całe społeczności, świat cały...

Komentarz do Ewangelii według świętego Mateusza, rozdz. 5, wersety 13-16:

Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana.
Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze.
Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu.
Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.



Ach, ta „sól ziemi”, ileż to razy chciano ją „doprawić”...!
Tradycyjnie, symbolika soli jest związana z obrazem Kościoła (podobnie zresztą jak pozostałe następujące po niej obrazy) i w takiej optyce jest czytana i komentowania.
Wydaje się zadowalającym pozostać przy tym tradycyjnym i trafnym spostrzeżeniu.
Niemniej, przyznajmy, że obraz ten umyka nam w znaczącej części. Choćby dlatego, że jest tak znany, tak często komentowany i ... nadużywany.
Jest to po części zrozumiałe, bo już sam tekst, w tłumaczeniu dosłownym, staje się dla nas sporym wyzwaniem.
Kiedy czytamy go (tłumacząc dosłownie), jedno ze znaczeń pozwala na lekturę: „jeżeli sól uczyni szalonym, ogłupi”... Zaskakujące....
Jezus stosuje tutaj zatem wyrażenie o niezwykle szerokim znaczeniu, istotnie nie odnoszące się tylko do rzeczy-obrazu, ale mogące już u samego początku odnieść się do ludzi, do Jego uczniów...
Oczywiście można sobie zadać pytanie, czy istotnie Jego uczniowie mogli popaść w aż taaakie problemy? Choć, jeśli przeczytamy np. 1 Koryntian, możemy znacząco stracić pewność siebie w tej kwestii...
Wróćmy jednak do soli, która jest nośnikiem tak wielu treści:
a. Wszyscy to wiedzą - dodaje ona smaku. Bez niej potrawa nie jest tak smaczna (spróbujmy odnieść to do świata? Kościoła? kręgu uczniów?), dla niektórych może stać się wręcz niejadalna;
b. Pozostając w tym samym rejestrze – wystarczy jej raczej niewielka ilość, aby osiągnąć pożądany efekt. Można tutaj także odnieść się do treści zawartych w 1 i 2 Listach do Koryntian Apostoła Pawła. Wystarczy jej zatem niewiele, aby potrawa mogła być zdatna do spróbowania;
c. Sól jest elementem konserwującym w pełnym tego słowa znaczeniu (choć może nasza epoka lodówek pozwoliła nam o tym zapomnieć...);
d. W tradycji biblijnej sól była znakiem Przymierza (por. np. Księga Liczb /4 Mojżeszowa 18,19 i Księga Kapłańska/3 Mojżeszowa 2,13 oraz List do Efezjan 2,13-19);
e. Ale sól może być także znakiem sterylności/niepłodności (np. Księga Sędziów 9,45) ;
Można zatem powiedzieć, że w swoim nauczaniu Jezus w sposób nieco ironiczny łączy znaczenia:
- że bez soli nawet najdroższa potrawa byłaby niejadalna (tu: funkcja przyprawy), ale jednocześnie sól nie ma w sobie samej wielkiej wartości (tu: znaczenie niepłodności).
Sól zatem nie może być solą, jak tylko wtedy, kiedy spełnia swoją rolę przyprawy (lub konserwanta). Nie jest przeznaczona w żadnym stopniu do pozostawania w solniczce...
Oczywiście, można nieco dalej posunąć to wybrażenie, dodając, że jeśli sól zbytnio chciałoby się rozpuścić - by o jej obecności prawie zapomnieć -, przestaje ona wtedy odgrywać rolę przyprawy, konserwanta, staje się zbędna...
Kiedy to jednak sól może „oszaleć”, lub uczynić szalonym (chodzi o opisane wyżej jedno z możliwych znaczeń dosłownych)?
Choćby np. wtedy, kiedy wydaje jej się, że jest sama w sobie i dla siebie samodzielnym daniem, samodzielnym posiłkiem...
Wtedy wyraźnie traci swoją wartość, nie jest już do niczego potrzebna; może - albo wręcz powinna - być podeptana przez ludzi, jako symbol bezpłodności, sterylności.
Częściowo, niektóre ze znaczeń związanych z obrazem soli można odnaleźć w obrazie światła i z tym, co jest z nim związane (por. w.14a). Warto w tym miejscu przypomnieć sobie i odnieść się do tekstu Ewangelii według Jana 8,12 i 9,5.
Rzeczywistość światła jest wręcz niedotykalna, ale pozwala docenić piękno rzeczy. Diament np. gdy nie ma światła – które pozwoliłoby oddać całą paletę blasku jego piękna - sprawia wrażenie zwykłego kamienia...
Trzeci obraz można niejako odizolować. Chodzi tu o miasto umieszczone na szczycie góry (Syjonu? Por. Psalmy, np. 87).
Tym razem Jezus odrzuca obraz Kościoła introwertycznego, Kościoła-getta, który żyłby tylko dla siebie samego (nie można jednak oddzielić znaczenia i trzeba przeczytać Mt 6,1.3.5.16...).
Kościół nie może bać się bycia poznanym i rozprzestrzenić szeroko, ogarniać szeroką przestrzeń światłem, które płynie dla niego z Ewangelii.
Jeśli chodzi zaś o dobre dzieła, które ludzie mieliby zauważyć (nie po to oczywście, aby chwalić Kościół, ale Tego, który mu je dał, pozwolił dokonac), można je porównać i ukonkretnić z tym, co mówi Apostoł Paweł w Liście do Filipian 4,5 oraz 4,8.
Chodzi tu zatem bardziej o dobroć, wyrozumiałość, otwartość... Czy są to cechy naszych Kościołów, ich członków?...
Jeśli chodzi o obraz świecznika (w.15), to stanowi on przedłużenie poprzednich wątków: Kościół nie jest przeznaczony dla świecenia, oświetlania samego siebie lub kilku „wybranych”.
Oczywiście, nie można wyobrażenia tego zredukować do skrajności, która kazałaby twierdzić, że nie ma Kościoła tam, gdzie nie „świeci on na zewnątrz”, tzn. gdzie cały wysiłek jest skupiony na tworzeniu jego zewnętrznego wizerunku, na aktywności zewnętrznej, przy zaniedbaniu wnętrza, duchowości, głębi osobistego przeżywania Ewangelii przez jego członków.
A zatem, Jezus mówi : Wy jesteście solą ziemi... Wy jesteście światłością świata.
Nie jesteście solą dla waszej grupy (dużej lub mniejszej ilości członków zboru...), nie jesteście światłem dla pewnej wybranej grupy znajomych.
Jesteście solą całej ziemi, jesteście światłem dla świata całego.
To ogromny i ambitny program Jezusa, Boga samego, który jest nam dany.
Jezus widzi dalej, niż nasz bliski (i mogący być nieco egoistycznym) horyzont naszych zborów, rodzin, grup przyjaciół.
Smak soli, światło niosące ze sobą blask piękna, są dla całego świata.
To niezwykłe, być powołanym, być wręcz „skazanym” na bycie solą i światłem dla chrześcijan i nie-chrześcijan, dla wierzących i dla niewierzących; dla tych, którzy mają jakąś religię i dla tych, którzy myślą, że nie mają żadnej...
Jezus celuje w całą ludzkość – poprzez nas Bóg chce dać coś całej ludzkości.
To słowo pełne ambicji, ale jednocześnie pozwalające na bycie ambitnymi.
To słowo wyzwalające niejako zdrową energię kreatywności, pozwalające wyjść, wyzwolić się z naszych – jeśli takie istnieją – partykularyzmów.
Istotnie, Jezus powiedział, wypowiedział to słowo w malutkim kraju, w środowisku o nieznaczącej kulturze (np. w konfrontacji z kwitnącą kulturą rzymską, czy wcześniej  - hellenistyczną). A jednak ci właśnie uczniowie, z tak nieznaczącego środowiska, stali się solą i światłem, których następstwa działań są widzialne, odczuwalne do dzisiaj...
Naszą zatem rolą, jest dać poznać ludziom wolę Boga wobec człowieka. A wolą tą jest, aby on odczuwał dobry smak życia i podziwiał piękno świata. 
To nie zaproszenie do swoistych „zawodów” o zdobywanie nowych członków do naszych Kościołów.
Jak wyżej zostało zaznaczone, zarówno sól jak i światło pozwalają odkryć prawdziwy smak rzeczy. Sól podkreśla wartość potrawy, czyniąc ją jadalną z przyjemnością, a światło wyprowadza z mroku prawdziwe piękno natury. Ten sam pejzaż oglądany nocą, w blasku światła zyska ogromnie i uderzy niespodzianym pięknem...
A zatem to poważna misja wobec tego świata. To nie misja głoszenia „religii chrześcijańskiej”, „czynienia chrześcijanami” całego świata, ale to misja, która ma pomóc światu żyć w pięknie, w radości, w poczuciu prawdziwego spełnienia.
Nie jest rzeczą banalną, nawet w wymiarze symbolicznym, że gros rzeczy złych, zachowań budzących wątpliwości, explicite – grzechów, mają miejsce, dzieją się w ciemności.
Światło nie pozwala niczemu się ukryć...
Światło wymaga prawdy, konsekwencji, przejrzystości... odwagi.
To wszystko nie są banalne słowa, pobożne życzenia.
Zastanówmy się, jak inaczej wyglądałoby wiele spraw z historii Kościoła, gdyby istotnie był zawsze przekonany o niesieniu szczęścia innym, o Bożej woli szczęścia dla całego świata.
A szczęścia nie da się z pewnością nieść w sposób egoistyczny (sól i światło tylko dla mnie...), ani też chorobliwie nieśmiały (ach, co też inni powiedzą!...), a z pewnością nie da się narzucić szczęścia siłą. Można tego wszystkiego dokonać jedynie z dobrocią, pokojem, zrozumieniem, dobrotliwą wyrozumiałością.
Kościół ma być zatem miejscem, w którym wierzący znajdą pokój, akceptację i wyrozumiałość, ale jest także ziarnem szczęścia, ziarnem miłości Boga dla całej ludzkości.
Nie w słowach tylko, ale i w aktach...

Komentarz do Ewangelii według Świętego Łukasza, rozdział 15, wersety 1-32.

Proponuję skoncentrować przez chwile uwagę na wersetach 6, 9 i 32:
Weselcie się ze mną, gdyż odnalazłem moją zgubioną owcę!
Weselcie się ze mną, gdyż znalazłam drachmę, którą zgubiłam.
Należało zaś weselić się i radować, że ten brat twój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się.


1. Spróbujmy podzielić się czymś, co wydaje się pewnym odkryciem w lekturze tych 3 przypowieści. 

A. Od zawsze niejako, uważa się i naucza się, że mają one ten sam temat.
a. Od dawna nadawało się im tytuły: zagubionej owcy, zagubionej drachmy, czy syna marnotrawnego.
b. Od kilkudziesięciu lat stara się nadać im tytuły o charakterze bardziej pozytywnym: odnalezionej owcy, odnalezionej drachmy, odnalezionego syna...
I podkreśla się łączność pomiędzy trzema opowiadaniami, którą jest radość ze zmiany, z odwrócenia negatywnych skutków tego, co miało miejsce w przeszłości. 

B. To, co wydaje się nowym (co oczywiście może być dla jednych nowym, a dla innych oczywistym), to świadomość, że w tych trzech przypadkach powinno się raczej mówić nie o czymś, co dzieje się poza Kościołem, ale pośród ludzi w Kościele.
a. Owca jest 1 ze 100, które stanowiły stado owego pasterza;
b. Moneta utracona stanowi 10% sumy posiadanej przez tę niewiastę;
c. Syn marnotrawny nie jest kimś obcym, ale dzieckiem tamtej rodziny.

C. Te trzy przypowieści mówią o ludziach, którzy stanowili część Kościoła, ale którzy z niego wyszli, odeszli...

Potraktujmy zatem to rozważanie, jako kazanie w kierunku pustych ławek, które być może mamy w naszych kościołach. Oczywiście, tekst głosimy tym, którzy są w albo przed ławkami; tym, którzy są wierni ich wyborom i wierze... 

Ale jednocześnie zastanawiamy się i zachęcamy do zastanowienia: gdzie podziali się ci chrześcijanie z pustych ławek? I dlaczego? I jak ich do nich przyprowadzić ?

Tekst ten nie mówi o misji ewangelizacji niewierzących (przynajmniej w sensie najściślej rozumianym), ale wobec tych, których możemy nazwać „chrześcijanami socjologicznymi” (cokolwiek termin ten miałby oznaczać...).


2. I pierwsze pytanie : dlaczego ich już tam nie ma? Przyjrzyjmy się tym trzem wydarzeniom.

A. Nie mówimy oczywiście o tych, którzy zmarli, ani też o osobach, którym wiek, choroba fizyczna lub psychiczna bezradność nie pozwalają już znaleźć się w ławkach kościelnych. 
Nie mówimy także o tych, którzy są w sposób jasny i uświadomiony niewierzącymi, czy o ludziach (jak niektórzy z nich twierdzą!), którzy „stracili wiarę”.
Mówimy o tych, którzy powinni być w tych pustych ławkach, aby szukać każdego tygodnia wzmocnienia, pożywienia duchowego na kolejny tydzień ciężkiego, codziennego życia.
a. Owca być może poszła szukać bardziej smakowitego (według jej opinii) pożywienia, niż to, które jest proponowane reszcie stada. I to jest prawdziwym dramatem, bo odeszła od tych, którzy mogli być jej wsparciem i ochroną, odeszła w samotność...
Odeszła… i jest zbyt słaba, aby sama mogła wrócić do stada, trzeba ją wesprzeć, pomóc wrócić do społeczności, wspólnoty...
b. Moneta zgubiona (pamiętajmy – 10% całości pieniędzy w domu) niesie na sobie cechę tych rzeczy, z których straty zbyt łatwo rozgrzeszamy się, przypisując stratę nie naszej bezpośredniej odpowiedzialności, ale niechcianemu nieporządkowi, czy nieuwadze...
Została ona zapomniana, zagubiona, zlekceważona?
Lub – wręcz odwrotnie – ukryta, zachowana „na wszelki wypadek”.
Taki rodzaj skarbu oszczędności, ale jednocześnie będąc nieużyteczna, jak ten jeden zakopany talent w innej przypowieści biblijnej (por. Mateusza 25)?
A może jej zagubienie jest efektem naszych zwyczajów, tradycji, ciasnoty (moralnej lub duchowej)?  


c. A syn? Dlaczego odszedł? Może dlatego (słuszne to lub nie) ponieważ odnalazł dom nie do życia?
Jak owca – znalazł jeszcze gorsze gdzie indziej...
Niemniej, odmiennie od owcy, sam wrócił, z własnej decyzji.
Oczywiście, nie wiemy nic o tym, co działo się z utraconą monetą, może po prostu czekała na odkurzenie Domu Bożego?...

B. Być może zatem, w tym miejscu, gdzie gromadzimy się zwyczajowo na nasze spotkania, należałoby nas samych nieco odkurzyć, żeby zrobić miejsce tym, którzy opuścili ich ławki?
Nie, przecież to ich wina!
A jednak zaangażowanie niewiasty w porządki, szukającej swojej drachmy, czy bardzo nie-braterskie zachowanie starszego brata, czy oba te elementy nie sugerują nam, że nie wszystko dzieje się najlepiej w tym domu, w tej rodzinie, którą jest przecież Kościół?
 


3. Zauważyliśmy już, że Łukasz 15 zwraca się do ludzi w Kościele. Następnie zadaliśmy sobie pytanie dlaczego ławki są puste i nawet zdobyliśmy się na odwagę rozważenia, że być może stało się to w jakimś stopniu za naszym udziałem (aktywnym lub pasywnym).
Teraz, warto sobie uświadomić zaskakującą matematykę tekstu Łukasza, który wskazuje na rosnące poczucie straty, wraz z postępowaniem opowiadania.

A. Dla owcy (stada) – ryzyko straty wynosi 1%.
Dla monety (wobec reszty pieniędzy) – ryzyko straty wyniesie 10%.
Natomiast dla syna utraconego – wynosi ono już 50%! 

B. Jakie jednak ryzyko podejmie zatem odpowiedzialny za całość przedstawianej sytuacji, jakie działania będą odpowiadały zwiększonemu poczuciu straty?
a. Jeśli chodzi o owcę, to pasterz będzie szukał utraconej owcy, wystawiając na ryzyko 99% stada, pozostawiając je bez opieki na pustyni. To ważne dla podkreślenia miłości wobec tych, którzy pozostawili puste ławki, ale jednocześnie wielkie zaufanie (czy aby nie nadmierne?) wobec tych, którzy w ławkach tych pozostają.
b. Jeśli chodzi o monetę, to jest to wielkie sprzątanie. Nie można sobie pozwolić na utratę 10% stanu posiadania. Tekst Ewangelii nie mówi, co niewiasta zrobi z pozostałą 90-procentową częścią swojego majątku, na czas swojego poszukiwania i porządków. Możemy tylko mieć nadzieję, że zadba o to, by i ta część nie uległa zagubieniu, zapomnieniu, pokryciu kurzem.
Oczywiście, jest rzeczą jasną, że podczas zamiatania pozostałe pieniądze nie są potrzebne, chyba że posłużyły (ich niewielka oczywiście część) do zakupu miotły, czy jakichś innych przedmiotów, mających posłużyć do porządkowania, poszukiwania.
c. Syn marnotrawny natomiast?
To, co może najbardziej zadziwiać, to fakt, że jego ojciec nie robi nic, tylko oczekuje go.
Nie wyrusza na jego poszukiwanie, jak miało to np. miejsce w przypadku pasterza.
Nie organizuje też wielkich porządków, jak owa niewiasta.
On po prostu czeka. Jakby rolą ojca było po prostu mieć nadzieję i być gotowym na przyjęcie zagubionego syna.
To, co robi starszy syn, to pozostawanie w domu bez żadnej troski o swojego zagubionego brata. Tak, jak czasem dzieje się w naszych Kościołach, kiedy nie mamy ochoty troszczyć się o tych, których miejsca są (stały się) puste.
Ten syn, nie ma nadziei na nic już, a wręcz jego pierwszą reakcją będzie chęć odrzucenia brata, który powraca, chęć potraktowania go jak intruza, jak obcego, jak nieczystego, który żył z kobietami złych obyczajów, ze świniami, jak ducha kogoś dawno umarłego.
Dla starszego brata ryzyko jest jedno – że jego zagubiony brat powróci!...

C. A zatem, nie, to nie prawda: tekst, który rozważamy, 3 przypowieści Łukasza, nie jest kazaniem do nieobecnych, kazaniem do pustych ławek.
Jest to rozważanie à propos pustych ławek, skierowane do tych, którzy zapełniają ławki, są w Kościele.
Taka jest zresztą zaznaczona przez samego Jezusa intencja opowiadania...


4. Co zatem robić ? 

A. Zawsze - w historii rodzaju ludzkiego - było wielu takich, którzy podejmowali różne (i często obiektywnie naganne) wybory życiowe. Nie można nawet niejednokrotnie zanalizować istoty, motywacji podejmowanych przez nich wyborów.
Niewiele podobnie i tekst 15 rozdziału Łukasza powie nam o najgłębszych „motywacjach” owcy, monety, czy syna.
Oni po prostu zaginęli lub ktoś doprowadził do ich zaginięcia.
Wszystko, czy najistotniejsze co chce nam powiedzieć Jezus, to to, że ci, którzy zaginęli (czy zostali zagubieni) chcą (mają prawo? powinni?) spotkać i usłyszeć Jezusa.
Tekst mówi także kolejną rzecz niezwykle istotną, że niektórzy „porządni” wierzący będą szemrać przeciwko temu przyjęciu, które zaginionym gotuje Jezus.
Dlatego też tym ostatnim Jezus podpowiada, podkreśla radość z odzyskania utraconego.
Nie chodzi tu o aprobatę jakiegoś nagannego zachowania; nagannego zachowania tego, który zaginął, ale także zachowania tego, który mógł przyczynić się z różnych powodów do zaginięcia.
Nie, chodzi tu o podkreślenie ważności radości w sytuacji, w której trzeba zakrzyknąć za Jezusem: to co było zagubione – odnalazło się! Radujcie się.
I trzeba, jak powie to ojciec syna marnotrawnego swojemu drugiemu synowi: ten brat twój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się. 

B. Co zatem możemy robić bracia ? To to samo pytanie, jakie stawia sobie Kościół w Dziejach Apostolskich 2,37.

a. Są w naszych wspólnotach ci, którzy ruszają na poszukiwanie „oddalonych”. Są pośród nich ci, którzy robią to w sposób delikatny, dyskretny, ale odważny, nie bacząc na miejsce, czasem bardzo trudne, w jakim trzeba szukać zagubionych. I niejednokrotnie doprowadzają oni, równie dyskretnie, tych którzy gdzieś się oddalili. Trzeba wzmacniać tych, którzy podejmują takie wysiłki, pomagać im szukać rozwiązań, metod, ale przede wszystkim zachęcać – nie przestawajcie!
b. Są także pośród nas tacy, którzy chcą robić porządki (jak owa niewiasta w swoim domu) w Kościele. Niektórzy chcą je robić, wręcz ryzykując rozbicie tego, co jeszcze istnieje, czy nawet rozbicie wszystkiego - w imię „porządków”.
Są jednak fortunnie i tacy, którzy robią to z miłością, miłując z delikatnością. Zobaczcie jak się miłują – mówiono o pierwszych chrześcijanach... A zatem porządki są niezbędne, są konieczne, ale z miłością, która obroni przed zniszczeniem, niezdrowym i niepotrzebnym napięciem, skutkującym jeszcze większym niż poprzednio „zagubieniem”.
c. A wreszcie trzecia kwestia – radość Ojca , który przyjmuje i wybacza. To przecież Bóg sam!
A smutek, czasem zazdrość (jak u starszego syna) wobec powracającego – to być może my sami?

Zadajmy zatem sobie samym pytanie: co zatem zrobimy, aby ławki nie były puste, ale żeby Ojciec dzielił swoją radość z odzyskanym?
Zadawajmy sobie samym i naszym wspólnotom ciągle to istotne pytanie: co zrobimy, jak pomożemy tym, których życia są zagubione, a którzy także są oczekiwani przez Ojca, Ojca radości i miłości?





Komentarz do tekstu z Księgi proroka Izajasza 6,1-13

1. Pierwsze reakcje.

*Wizja Izajasza wydaje się najpierw tak znaną, że wręcz niektóre jej wyrażenia (np. serafini...) nie wydają się nam obce. Osobę przyzwyczajoną do znajdowania w Biblii „wizji”, opowiadanych przez tych, którzy ich doświadczyli, być może niewiele zaskoczy w analizowanym tekście...

*Koniec tekstu jest bardzo surowy. Co z nim uczynić? Czy chcąc uniknąć trudności należałoby zatrzymać się w lekturze na „Oto ja, poślij mnie?” (por. w.8). Niemniej, zakończenia, nawet trudne, są niezbędne dla właściwego zrozumienia całości...

* Wersety 9-10 są cytowane w Ewangelii Marka 4,12 i w tekstach mu odpowiadających. Jednakże, Jezus jest świadkiem Boga kochającego, przyjmującego swoje dzieci, a nie Boga powodującego zatwardziałość ludzi, by ich tym łatwiej zniszczyć... Dlaczego zatem Ewangelie cytują fragment tak przeciwny przesłaniu Jezusa?

2. Lektura tekstu.

2.1. Wskazówki dla lektury.

Tekst Izajasza daje szerokie miejsce słownictwu związanemu z dworem królewskim, np. w w.1:

- ‘âdon, Pan; termin odmienny od YHWH, imienia własnego Boga - u początków, ‘âdon był jednym z tytułów bóstwa El, króla bogów w mitologii kananejskiej;

- kkissé’ râm wenissâ’ , tron wysoko wzniesiony;

- shoulâyw – tren płaszcza królewskiego;

- héykâl, pałac królewski, ale także świątynia (sala wewnętrzna światyni...).

Takie użycie słownictwa w wizji Izajasza wskazuje na Boga, jako Króla. Co miałoby to oznaczać?


YHWH, Bóg plemion nomadów Izraela (Bóg „pod namiotem” z 2 Samuela 7,6-7) nie był nigdy wzywany przez nich, jako „król” ludu osiadłego, z tronem, dworem, pałacem.
A zatem, atrybuty królewskie, które w religii kananejskiej były także należącymi do Boga El, króla niebios i suwerennego nad innymi bogami, powoli zintegrowały się, zostały przyjęte w religii izraelskiej, aby oznaczyć królewskość, wyłączność Boga wobec wszystkiego, wyłączność YHWH - Boga wyzwoliciela dwunastu plemion izraelskich. 

To w Jerozolimie, ostatnim ze zdobytych miast kananejskich, królewska tradycja YHWH najlepiej się rozwinęła.
Księga Izajasza i liczne Psalmy (2, 24, 47, 93, 96, 97, ...) są tego najlepszym świadectwem.
W religijnym języku epoki, wyobrażenia Boga, jako króla, często służyły podkreśleniu autorytetu króla ziemskiego, często „spokrewnionego” z bóstwem (np. faraonowie).
Niemniej w licznych tekstach prorockich Biblii, wyznać YHWH jako króla oznaczało, że Jego królestwo rzuca cień, rozciąga się ponad wszystkimi królestwami ludzkimi, choć pozornie tak potężnymi, włączywszy w to także królestwo dawidowe Izraela.

To, co jest także ważne w podkreśleniu specyfiki ujęcia królewskości Boga Izraela, to fakt, że ów potężny Król jest wyzwolicielem niewolników, nie przestając być przy tym Królem wszechświata.
Daleko później, w tej samej tradycji, Ukrzyżowany zostanie rozpoznany jako Mesjasz, Król z prawa Bożego...

2.2. Tekst w jego kontekście.

a) Kontekst bezpośredni.
 To, co poprzedza bezpośrednio rozdział 6, nie może być determinującym dla jego zrozumienia. Wskazówka daty w wersecie 1 (śmierć króla Ozjasza) oznacza przede wszystkim początek nowej sekwencji literackiej, oddzielonej od poprzednich przepowiedni. Podobnie data podana w 7,1 (czasy króla Achaza) stwierdza, że oto nasz fragment kończy się na 6,13 (dane czasowe mają zatem funkcję raczej „redakcyjną”).

b) Rodzaj literacki.

Pokusa rozdzielania w tym tekście wizji i misji  Izajasza (bez wątpienia szokującej) nie jest uzasadniona. Tekst stanowi jedność nierozdzielną i jako nierozdzielny winien być traktowany w całości.
Wizja opowiadana przez tego, który ją przeżył, nie dąży do ubarwienia, ulżenia niejako otrzymanej misji, a wręcz służy do podkreślenia powagi, surowości tego, co ma się dokonać. Strach, obawy, które opowiadanie zawiera, nie mają charakteru retorycznego, a podkreślają to, co porusza, bulwersuje, poraża w kształcie otrzymanej wizji i misji z tej wynikając.
Bóg ma być zawsze przyjęty w drżeniu i obawie (por. m-y innymi Księga Sędziów 13,22-23; Rodzaju/1 Mojżeszowa 32,31). 

c) Kontekst poszerzony.

Miejsce tego tekstu w Księdze Izajasza bardzo przejmował o komentujących. Dlaczego wizja ta jest opowiedziana w rozdziale 6, a nie na początku księgi, tak jak opowiadania o powołaniu innych proroków? Wskazuje raczej nie na powołanie samego Izajasza, ale na obdarzenie go przez Boga misją już w trakcie jego posługi.
Umieszczone w rozdziale 6 opowiadanie  służy wprowadzeniu księgi proroctw w odniesieniu do wojny syro-efraimskiej (Izajasza 6-9); proroctw, które odbiły się o obojętność króla Achaza.

Tekst wizji został być może napisany w tamtej epoce, tzn. po śmierci króla Ozjasza, jednakże nie można widzieć misji w 6,9-10, jako streszczenia a posteriori nauczania Izajasza i jego wezwań, które pozostały bez efektu. Trzeba je widzieć jako rozkaz otrzymany uprzednio!

Rozdział 6 przypomina zatem czytelnikom rozdziałów następnych, że Izajasz, pomimo że niezaakceptowany przez Achaza, został posłany przez Boga.

3. Kwestie teologiczne.
Pomimo, że kwestia zatwardziałości w Starym Testamencie jest czytelna również przed Izajaszem 6, to jednak fragment ten, jako jedyny w takim wymiarze stwierdza, że Bóg sprawia zatwardziałość serca swojego ludu, aby ten się nie nawrócił i aby mógł go On ukarać. 

Pomimo, że jest jasnym u Izajasza, że Bóg działa w ten sposób z nienawiści do zła, a nie z kaprysu, to ów twardy Bóg przejmuje strachem i zgorszeniem.

Dlaczego zatem, i – czy? - od jakiego stopnia grzeszności Bóg rezygnuje ze swego miłosierdzia?
Izajasz 6 (bliski w tym prorokom Ozjaszowi i Amosowi) wypowiada się przeciw „przyzwyczajeniu do miłosierdzia”, jakie nabył Izrael: „Bóg jest po to, aby wybaczać”! Izajasz odpowiada na taką tezę, że oto przyszedł moment, że pokuta nie jest już możliwa!...
Bóg powoduje zatwardziałość. Czy oznaczałoby to, że może On „predestynować” istoty ludzkie do potępienia, zgodnie z nauczaniem kalwinizmu?
Tutaj ostrożnie, aby nie pomylić obu tych pojęć, a przede wszystkim nie pomylić kontekstów! Jest prawdą, że Kalwin dla swojego nauczania podnosi fragment z Ewangelii Marka 4, cytujący Izajasza 6, 9-10, ale kalwińska perspektywa jest daleko odmienna: oddając Bogu pierwsze i ostatnie słowo co do losu każdego z nas, co do zbawienia jak i co do potępienia, Kalwin chce zredukować do zera wszelką ludzką pretensją do współkreowania swojego zbawienia. Wręcz jeszcze bardziej precyzyjnie: Kalwin chce wyeliminować wszelki niepokój co do naszego zbawienia („zostawmy ten problem Bogu....”).
Problem ten nie jest problemem Izajasza. Wręcz przeciwnie: Izajasz atakuje „pewność”, że Bóg nigdy nie ukarze, że ciągle oczekuje pokuty/nawrócenia, i że zło może zatem obfitować, ponieważ miłosierdzie Boże przewyższa wszystko.

Nie, mówi z mocą  Izajasz: kiedy zło obfituje, może być już za późno na wszystko!
Jaki jest cel takiego stwierdzenia?
Odpowiedzią jest paradoks:
Bóg pozostaje Bogiem, zawsze.
Nie, to nie jest powtórzenie łatwego (zbyt łatwego) stwierdzenia związanego z lekko traktowanym miłosierdziem Bożym.
To nie jest  tanie pocieszenie, ani też konkluzja dla „zachowania moralności”.
Nie jest to także pretensja do jakiegoś dogmatycznego ujęcia teorii Boga.
Jest to coś, jak błysk potężnej lampy, jak mocny flesz aparatu fotograficznego, który błyskiem swoim oślepia, ale jest błyskiem pośród nocy!...
Kiedy wszystko jest stracone, kiedy zbawienie może wydać się stracone i kiedy wydaje się, że Bóg tak chciał, nie pozostaje nikt inny, jak tylko On – Bóg.
Być Jego świadkiem, to wszystko, co jest jeszcze możliwym do zrealizowania, oczekując końca.
Później, w późniejszym czasie, być może inni skorzystają z tego dramatycznego świadectwa... i będą mogli żyć!

Komentarz do Ewangelii wg św. Mateusza 21,12-17

Dlaczego Jezus wyrzucił kupców ze świątyni?

W podanym
tekście Mateusza Jezus określa:

a. swoją tożsamość i powołanie mesjańskie,

b. cechy charakterystyczne wspólnoty wiary, gromadzącej się w Jego imię.

 

1. Kto jest największy – kontekst ogólny.

W roz
działach, które poprzedzają rozdział 21, tożsamość i powołanie mesjańskie Jezusa są kilkakrotnie precyzowane:

Jezus jest ogłoszony Mesjaszem, Synem Bożym, przez Piotra, w jego słynnym wyznaniu w 16,13nn.

Tytuł Syna Bożego jest podkreślony przez Boga samego na Górze Przemienienia (17,5nn.).
Wreszcie, triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy jest naznaczony okrzykami tłumu, który gotuje Mu królewskie przyjęcie, nazywając Go Synem Dawida (21,9).

Dla uczniów, powołanie mesjańskie Jezusa pozostaje jednak enigmatyczne, ponieważ nie mogli zaakceptować idei śmierci Mistrza z rąk Jego nieprzyjaciół. Ofiarniczy charakter powołania Mesjasza był dla nich niezrozumiały.

Niezrozumienie misji Jezusa doprowadziło wśród uczniów do nieporozumień dotyczących życia wspólnoty mesjańskiej. Istotnie, mieli duże problemy ze zrozumieniem, że Królestwo Chrystusa charakteryzowałoby się praktyką służby pełnej ofiarności.


Mateusz przyciąga uwagę na fakt
niezrozumienia Mesjasza przez Jego uczniów, w rodziałach 18 do 20. W tych rozdziałach Jezus karci wciąż uczniów, że nie zrozumieli, że życie w Królestwie mesjańskim nie jest takim, gdzie „wielcy" mogliby czerpać ich osobiste korzyści. Jezus naucza, że – przeciwnie – w Królestwie osoby mające sytuacją uprzywilejowaną (uważani za „wielkich”) są wezwani do wyrzeczenia się korzyści osobistych, mają służyć tym, którzy mieliby czegoś mniej (uważani za „małych").


Zatem Jezus koryguje uczniów, gdyż:
troszczą się o wiedzę, kto będzie największym w Królestwie (18,1-11; 20,20-28), zamiast przejąć się potrzebami „małych” (18,10-14);
usiłują poznać granice przebaczenia, kiedy brat wciąż wyrządza im szkodę (18,15-35);
nie rozumieją sensu wiernego oddania męża swojej żonie (19,1-11);
nie przydają wiele uwagi dzieciom (nazwanym także „małymi”: 19,13-15; por. 18,6-10);
nie rozumieją dlaczego jest tak trudno bogatemu, przy wszystkich jego korzyściach, wejść do Królestwa (19,16-30).

W swojej ostatniej przypowieści przed wjazdem do Jerozolimy, o robotnikach zatrudnionych w różnych godzinach (20,1-16), Jezus kieruje ostatnią wymówkę do tych, którzy mieliby idee, że „ostatni przybyły” do Królestwa (i który nie miał czasu na stanie się jednym z „wielkich”) nie miałby takiej samej wartośc
i osobistej, jak ci, którzy znajdowali się już tam długo.


 

2. Wielkość Jezusa: bezpośredni kontekst wjazdu Jezusa do Jerozolimy
.

To kwestia Jego władzy i Jego autorytetu, i uznania tego autorytetu przez Żydów jest jednym z tematów centralnych tego fragmentu. Mateusz prezentuje Chrystusa, który ma władzę uzdrawiania niewidomych, i to pomimo obojętności tłumu (20,29-34). Następnie, Jezus - wjeżdżając do Jerozolimy - pozwala się ogłosić „Synem Dawida” (21,1-11; por. 20,30). Tytuł ten, który tłum mu przypisuje, sugeruje oczekiwanie na króla, który miałby władzę wyzwolenia Jerozolimy od nieprzyjaciół, jak Dawid zrobił to podczas swego królowania.

Po wygnaniu kupców ze świątyni, Jezus opuszcza miasto Jerozolimę (21,17). Powraca tam nazajutrz, aby potępić figowiec nie przynoszący owoców (21,18-22). Ponownie wchodząc do świątyni, odrzuca wyjawienie kapłanom pochodzenia swojego autorytetu (21,23-33).

Dwie przypowieści, które następują, podkreślają przegraną religijnej tradycji żydowskiej (21,28-32), szczególnie przez odrzucenie przez jej przełożonych prawdziwej tożsamości i autorytetu Jezusa (21,33-46).

Konkluzja, którą Jezus wyprowadza jest jasna:
„ ... Królestwo Boże zostanie wam zabrane, a dane narodowi, który będzie wydawał jego owoce”... (21,43).

D
ziałalność Jezusa w świątyni precyzuje wielkość Jego powołania mesjańskiego i jakość życia w łonie nowej wspólnoty wiary zbudowanej przez Niego.


 

3. Jezus w świątyni
-

I wszedł Jezus do świątyni, i wyrzucił wszystkich, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni, a stoły wekslarzy i stragany handlarzy gołębiami powywracał
(21,12).

Jak należy rozumieć sens tych gwałtownych gestów Jezusa?

Jezus odsłania ich sens w odniesieniu do trzech tekstów Starego Testamentu i przez aluzję do życia swojego poprzednika
- króla Dawida.

Wydarzenia w świątyni toczą się w czterech scenach:
a. Jezu
s wyrzuca kupców ze świątyni, cytując proroka Izajasza i Jeremiasza (w.12-13);
b. Uzdrawia ślepych i chromych (w.14);
c. Arcyk
apłani oburzają się z powodu cudów i hałaśliwej obecności dzieci (w.15);
d. Jezus odpowiada im cytując Psalm 8 (w.16).

Mój dom będzie nazwany domem modlitwy
...:

Dlaczego Jezus dokonuje tego gestu wobec pielgrzymów, którzy przybywszy z daleka aby święcić święto Paschy, kupują ofiarę od kupców według zasad prawa mojżeszowego?

Jezus sam podaje wytłumaczenie
, cytując Izajasza 56,7: „Napisano: Dom mój będzie nazwany domem modlitwy"...

Jezus zaprasza swoich rozmówców żydowskich do przypomnie
nia sobie tematyki rozdziału 56 proroka Izajasza. Troska proroka Izajasza ukazuje się jasno w wersetach, które poprzedzają i następują po w.7 cytowanym przez Jezusa. Chodzi tu o kwestię włączenia obcych do ludu Bożego:

w.3: Niech więc nie mówi cudzoziemiec, który przystał do Pana: Pan na pewno wykluczy mnie ze swojego ludu.

w.6-7: Cudzoziemców zaś, którzy przystali do Pana, aby mu służyć i aby miłować imię Pana, być jego sługami, wszystkich, którzy przestrzegają sabatu, nie bezczeszcząc go, i trzymają się mojego przymierza, wprowadzę na moją świętą górę i sprawię im radość w moim domu modlitwy. Ich całopalenia i ich rzeźne ofiary będą mi miłe na moim ołtarzu, gdyż mój dom będzie zwany domem modlitwy dla wszystkich ludów.

w.8: Tak mówi Wszechmocny, Pan, który zgromadza rozproszonych Izraela: Jeszcze zgromadzę do niego innych poza tymi, którzy są już zgromadzeni.


Jezus wygnał kupców z miejsca w świątyni nazywanego „dziedzińcem zewnętrznym”; „dziedzińcem pogan”, zarezerwowanego do adoracji dla prozelitów
-obcokrajowców, którzy nie mieli prawa wchodzić na dziedziniec wewnętrzny. Swoim gwałtownym gestem Jezus zaprotestował przeciwko bezprawnemu zwyczajowi, praktykowanemu na dziedzińcu zewnętrznym, miejscu modlitwy dla obcych, zamienionemu na targ zwierząt ofiarnych .

Oskarża On arcykapłanów o lekceważenie prawdziwego powołania świątyniu: bycia miejscem przyjęcia i adoracji dla wszystkich, także dla obcokrajowców, którzy przychodzą
do Przedwiecznego.

Intencja Jezusa uczynienia ze świątyni miejsca modlitwy dla wszystkich narodów przypomina modlitwę
Salomona, podczas poświęcenia pierwszej świątyni, podkreślającej międzynarodowe powołanie Domu Bożego:

... Gdy przyjdzie cudzoziemiec (...)
i będą się modlić w tym przybytku,  Ty racz wysłuchać z niebios, z miejsca, gdzie mieszkasz, i spełnić to wszystko, o co woła do ciebie ten cudzoziemiec...
 (2 Kronik 6,32-33).


Wreszcie, przez cytat z Izajasza 56, Jezus łączy się z intencją proroka Izajasza, który zwiastuje zbudowanie innego Domu Bożego, prawdziwego miejsca wspólnoty wszystkich narodów.

Jezus podaje także jeszcze jeden element dla interpretacji swojego gestu przez odniesienie do Jeremiasza 7,11: Czy jaskinią zbójców stał się w oczach waszych ten dom, który jest nazwany moim imieniem?
 

Cytując Jeremiasza, Jezus odnosi się do proroka, którego Izrael w swoim czasie odrzucił. Jeremiasz mówi o swoim odrzuceniu w wersetach, które poprzedzają werset cytowany przez Jezusa: Postawiłem też nad wami stróżów,
(...) Lecz oni odpowiedzieli: Nie będziemy uważali. Dlatego (...) sprowadzę na ten lud nieszczęście (...); bo na moje słowa nie zważali (...) Wasze całopalenia nie podobają mi się, a wasze krwawe ofiary nie są mi miłe. Dlatego tak mówi Pan: Oto Ja kładę przed tym ludem przeszkody, o które się potkną. Zginą ojcowie razem z synami, sąsiad ze swoim bliźnim (6,17-21).

Jezus podniesie już
wobec siebie samego temat odrzuconego proroka w przypowieści o dzierżawcach winnicy (21,33 nn.) i w obrazie kamienia, o który można się roztrzaskać (21,44).

Przez odniesienia do proroków Izajasza i Jeremiasza, Jezus ukazuje do jakiego stopnia Jego gest jest oskar
życielski wobec Izraela, ponieważ lud Boży stracił z oczu misję jaką Bóg mu naznaczył wobec innych ludów. Jak kiedyś w czasach Jeremiasza, i to pomimo rychłego zniszczenia stolicy, Izrael odrzuca zbliżenie się do Boga i skupienie uwagi na Jego posłańcach.

W sposób pozytywny
, przez swoje działania i słowa, Jezus wskazuje poszukiwane zalety Domu Bożego, by on stał się miejscem przyjęcia/spotkania dla wszystkich ludów, miejscem zgromadzenia dla ludu oddanego praktykowaniu sprawiedliwości, i miejscem, gdzie modlący się dawaliby większą wagę Słowu Bożemu.


Ślepi i chromi zbliżyli się do Jezusa w świątyni
...:

Jezus dokonuje oczyszczenia dziedzińca świątynnego z tych, którzy go zajmowali.

Co dzieje się dalej? Jaki gest wyjaśni powołanie nowej wspólnoty wiary ogłaszanej przez Jezusa?

I przystąpili do niego ślepi i chromi w świątyni, a On ich uzdrowił
.


Podobnie, jak dwóch ślepych, którzy prosili Jezusa - o pomoc (20,29-34), ślepi i chromi mają śmiałość zbliżyć się do świątyni i zająć dziedziniec zewnętrzny. Jezus przyjmuje ich z całą otwartością i uzdrawia ich.

Taki gest, jako kolejny po calym szeregu poprzednich cudów (por. np. Mt 15,31) może wydawać się bez szczególnego znaczenia. Ewangelista zwiększa jednak ciekawość swojego czytelnika poprzez następujący komentarz: Arcykapłani zaś i uczeni w Piśmie, widząc cuda, które czynił (...) oburzyli się (21,15).

Dlaczego arcykapłani są niezadowoleni tak pięknym gestem?

Słowo greckie, tłumaczone przez „oburzeni” ma dużą intensywność i mogłoby być oddane przez zwrot: „zdenerwowali się silnie”,
a wręcz - „wściekli się”.

Można byłoby
teoretycznie zrozumieć oburzenie arcykapłanów z powodu wyrzucenia kupców. Mateusz jednak skupia uwagę czytelnika na oburzeniu przełożonych, spowodowanym cudami, które Jezus dokonał. Czy byli oni jednak tak ograniczeni w ich oporze wobec Jezusa, że żałowali przywrócenia zdrowia tym nieszczęsnym chromym i ślepym?

Zdenerwowanie
arcykapłanów jest sprowokowane miejscem uzdrowienia. Wcześniej, przełożeni religijni protestowali, kiedy Jezus praktykował uzdrowienia w dzień szabatu (12,9). Tutaj jednak chodzi o przekroczenie regulaminu nie dotyczącego dni, ale miejsca.

Regulamin, pochodzący z epoki króla Dawida, ograniczał chromym i ślepym wejście do świątyni. Kiedy Dawid oblegał Jeruzalem w swojej walce przeciwko Jebuzejczykom, ci ostatni, z wysokości murów wyśmiewali się z niego: Nie wejdziesz tutaj, lecz ślepi i kulawi cię przepędzą!
(2 Samuela 5,8). Te słowa tak obraziły Dawida, że już jako król nabrał szczególnej awersji do chromych i ślepych. W uszanowaniu dla króla, narodziła się tradycja: Ślepy i kulawy nie wejdzie do świątyni (2 Samuela 5,8).

Jezus pozwala się nazwać „Synem Dawida” (21,9), nie wydaje się jednak demonstrować wielkiego szacunku do swojego szacownego przodka i tradycji świątynnej.
Wzburzenie arcykapłanów zdradza ich wrażenie, że Jezus uważa się za większego od króla Dawida...

Przez swój gest, Jezus naucza,
że w kontraście z tradycją praktykowaną przez arcykapłanów, że Dom Boży powinien stać się: nie miejscem zarezerwowanym dla tych, którzy mieliby prawo do niego wejść w związku z ich stanem życia lub zdrowia, ale raczej miejscem przyjęcia i odnowienia danego tym, którzy tego potrzebują. Istotnie, swoim gestem Jezus okazuje swoją wyższość nad Dawidem...


Arcykapłani byli o
burzeni także na widok dzieci, które wołały...:

Oczyszczenie świątyni stworzył
o nowe otwarcie nie tylko dla chromych i ślepych, ale także dla dzieci. Te ostatnie, przybiegły z ulic Jerozolimy (21,9), sprowadzone widokiem chromych, którzy szli poprawnie i ślepych, którzy ujrzeli. Radosny chaos nie mógł uspokoić irytacji arcykapłanów, dodatkowo wręcz zszokowanych okrzykami, która brzmiały bez mała jak: „Niech żyje następca dawida!”. Jezus na tę irytację odpowiada przez odniesienie się do Psalmu 8.


Czy nigdy nie czytaliście, (...) Dawid?...

Jezus odpowiada nie bez ironii na oskarżenie arcykapłanów i znawców Pism: Z ust dzieci i niemowląt ugruntowałeś moc na przekór nieprzyjaciołom swoim, Aby poskromić wroga i mściciela
(Psalm 8,3). Cytat Psalmu 8 potwierdza w sposób oczywisty mesjańską tożsamość Jezusa. Z tej samej okazji, Jezus precyzuje istotny aspekt mesjańskiej wspólnoty chrześcijańskiej. Potwierdza, że reputacja i chwała Jego Królestwa będzie ustalona nie przez „wielkich”, ale przez „małych”; nie przez tych, którzy mieliby wszelkie korzyści życiowe, ale przez tych, którzy charakteryzowaliby się słabością i zależnością. Wielki Król postanowił objawić swoją siłę w słabości...

Dlatego też chrześcijanin dzisiaj, podobnie jak chromi i ślepi podówczas, może zbliżyć się z ufnością do „tronu łaski”. I jak dzi
eci może także wezwać z całego serca swojego Króla. Powołanie Chrystusa wyjaśnia sposób, w jaki my sami, Jego lud, powinniśmy zajmować się dzisiaj Domem Bożym, jakim jest Kościół.

Aby odpowiedzieć temu powołaniu, jesteśmy
- jak pierwsi uczniowie - wezwani przez wielkiego Króla i przez Jego Ducha, który w nas mieszka, do pozostania małymi.

Pokora chrześcijańska jest
realizowalna na różne sposoby: i. gdy poddajemy się autorytetowi Pisma Świętego, ii. kiedy prosimy Chrystusa po raz kolejny o wybaczenie za nasze grzechy i prosimy o odnowę dla naszego życia, iii. a także kiedy działamy w sposób konkretny, przychodzimy z pomocą tym, którzy są „mali”, w sposób bardzo konkretny, np. psychologiczny, ekonomiczny, społeczny...

Komentarz do Ewangelii wg św. Łukasza 9,51-6

Cytowane poniżej teksty biblijne pochodzą z Biblii tzw. warszawskiej (wyd. przez Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1994).

Kontekst wybranego fragmentu.
W proponowanym tekście Ewangelii według św. Łukasza, będącym ostatnim etapem podążania Jezusa w kierunku Jerozolimy, mamy do czynienia z rodzajem „dziennika podróży”, napisanym przez Łukasza.
Jest on swoistą odwrotnością schematu Dziejów Apostolskich, których także Łukasz jest autorem.

Schemat w tekście Ewangelii Łukasza:
Samaria => Jerozolima 

Schemat porównywalny w Dziejach Apostolskich:
Jerozolima => Samaria


Samaria współcześnie (terytorium między Cisjordanią a Izraelem; na północ od Tel-Avivu, aż do granic z Libanem)
Punktem dojścia dla tego ostatniego etapu Ewangelii jest Kalwaria. W Dziejach, Jerozolima będzie, przede wszystkim począwszy od zmartwychwstania, punktem wyjścia dla misji uczniów Jezusa Chrystusa.

Dwie uwagi kompozycyjne:
A. Wersety 51-56 i w.61 są własne dla Łukasza, bez punktów wspólnych z innymi Ewangeliami.
B. Wersety 57-60 mają punkt wspólny wyłącznie z Ewangelią według św. Mateusza 8,18-22.
Kwestie tekstualne.
Tekst całości cytowanego fragmentu Łukasza, zgodnie z opiniami biblistów, opierających się  na analizie znanych i poważnych manuskryptów, doznał szeregu zmian i dodatków (w większości zaraz u początków). Zmiany te nie zawsze są brane pod uwagę w większości współczesnych tłumaczeń,  bądź też są podawanę w nawiasach, czy odnośnikach do tekstu głównego.
Niemniej, są to tylko dodatki, nie zaś warianty tłumaczenia (i to o znaczeniu drugorzędnym, czyli nie prowadzące do zmiany treści przesłania).
Choć, dla przykładu w tłumaczeniu Towarzystwa Biblijnego, dodatki te zostały włączone w tekst :
w. 54 : jak to i Eliasz uczynił – jest glossą (przypisem wyjaśniającem) nie najlepiej poświadczonym przez szereg manuskryptów.
w. 55: zwroty ...nie wiecie, jakiego ducha jesteście i w. 56:  albowiem Syn Człowieczy... brakują w licznych dobrych manuskryptach (w. 56 najwyraźniej pochodzi z 19,10), niemniej są utrzymywane przez niektórych tłumaczy, w niektórych językach i takim śladem poszli najwyraźniej tłumacze polskiej Biblii Towarzystwa Biblijnego.
w.59: Pan.

Słownictwo.
w. 51a – Słowo „podniesienie”, wzięcie do nieba, jest bez wątpienia niejednoznaczne.
Może być rozumiane jako uniesienie, wyjęcie ze świata, podniesienie i jest aluzją do Krzyża. W tym przypadku „droga do Jerozolimy” plasuje się w perspektywie Wielkiego Piątku. Może też być uniesieniem, wyniesieniem (do nieba - jak to miało miejsce w przypadku Eliasza) i jest aluzją do Wniebowstąpienia Jezusa.
Podróż do Jerozolimy jest zatem ostatecznym etapem przed „czasem” Ducha Świętego. Zauważmy, że Ewangelia według św. Jana utrzymuje tę samą niejednoznaczność i było to najprawdopodobniej intencją głoszącego, autora:
- śmierć Chrystusa, Jego uniesienie/podniesienie ze świata i Jego zmartwychwstanie/wniebowstąpienie otwiera nas na epokę działania Jego Ducha.

w.51b – Postanowił pójść..... Zwrot podkreśla bardzo silną determinację Jezusa, aby pójść z Galilei do Judei i podjąć wędrówkę z punktu początku Jego misji. To dla podkreślenie, że to On jest zatem Panem sytuacji, to On wybiera kierunek swojej wędrówki, jej „trasę”. 
w. 52 – Wysłał przed sobą posłańców....   („posłańców” - słowo „aniołowie” ma ten sam źródłosłów ! Sic !). Jest to wyrażenie ceremonialne (jak np. w 7,27), które wprowadza w tekście kwestię apostolatu: apostołowie są posłani (są „aniołami”, w znaczeniu takim, w jakim aniołowie byli posłańcami Bożymi), apostołowie są posłani przez Boga samego!
w.54 – Panie, czy chcesz... zawiera w sobie przekonanie, że uczniowie są przekonani, że Jezus chciałby aby oni działali w pewien określony sposób; upomnienie, jakie otrzymają będzie zatem całkowicie dla nich nieoczekiwane.
w.55 – ...zgromił ich... Zwrot bardzo mocny, stanowiący najprawdopodobniej puentę wersetów 51-55.
„Zgromić”, ma w języku biblijnym znaczenie „zawiesić kogoś w wykonywaniu jego mandatu”, a przynajmniej poddać cenzurze. Uczniowie są poddani krytyce w ich myśleniu i jakby zawieszeni w ich posłudze podczas tego etapu skoncentrowanego na osobie Jezusa. Odnajdą na powrót ich powołanie apostolskie dopiero po Pięćdziesiątnicy.

w. 60 – Niech umarli grzebią umarłych swoich – są bardzo twardym zwrotem, trudnym do zaakceptowania, który jednak podkreśla dla powołania ucznia Jezusa konieczność radykalnego zerwania ze wszystkim, co stanowi dla niego przeszkodę, bądź wydłuża czas oczekiwania na jego zaangażowanie. Misją ucznia jest głoszenie Królestwa Bożego - dla tego też celu ma on być wciąż i całym sobą skierowany ku przyszłości!
Aluzja (której tutaj można także się doszukać) do grobu Chrystusa jest możliwa do przyjęcia. Jest ona swoistą tamą postawioną wszelkiej pokusie konstruowania chrześcijaństwa na innych podstawach, niż zmartwychwstanie Chrystusa. On powstał ze śmierci!

w. 61 – Sens tłumaczenia proponowanego w Biblii Towarzystwa Biblijnego pierwej jednak pozwól mi pożegnać się z tymi, którzy są w domu moim może być z powodzeniem rozumiany: „pójdę za tobą, ale najpierw pozwól mi zadbać o odpowiednie zabezpieczenie dóbr dla mojej rodziny”, tzn. chęć najpierw zadbania o zabezpieczenie własnych interesów domowych.

Propozycja planu rozważania:
Można wyraźnie oddzielić dwie części – ww. 51-55 i ww. 57-61, a każda z nich zasługuje na osobne kazanie.
Niemniej, co wydaje się szczególnie interesujące, część druga ilustruje co oznacza „pójść za Jezusem”. W częsci pierwszej to Jezus sam wyrusza w swoją drogę, zgodnie z własnym wyborem...
„Pójść za”, „iść za” powraca kilkakrotnie. Być chrześcijaninem oznacza „pójście za Chrystusem”. Co w istocie oznacza owo „pójście”?
A. Jezus w sposób zdecydowany wstępuje do Jerozolimy:
• Chwilowe odrzucenie Jezusa przez Samarytan jest zapowiedzią odrzucenia Go w Jerozolimie (przez tych, którzy nie uznają w nim Chrystusa).
• Chęć „ukarania niedobrych” jest stałą pokusą uczniów.
- surowa nagana reakcją Jezusa: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście.
• Zapowiedź przyszłego przyjęcia Chrystusa w Samarii (którą zobaczymy w Dziejach Apostolskich) figurą przyszłego szerokiego odzewu na głoszenie Słowa przez Kościół czasów apostolskich.
B. Co znaczy „pójść za Jezusem”:
• Surowa krytyka „komformizmu chrześcijańskiego”.
• W. 60 „pójście za Jezusem” tłumaczy się przez idź i głoś Królestwo Boże.
- zwiastowanie Królestwa jest ciągle aktualną formą wierności Chrystusowi,
- oznacza ono zwrócenie się w sposób trwały w kierunku przyszłości, której nie my sami jesteśmy panami,
- oznacza także nauczenie się mówienia wciąż - sobie i innym  - o nadziei Królestwa Bożego.


Uwaga końcowa: na miarę czasu, jakim się dysponuje i okoliczności, w jakich się przyjdzie znajdować kaznodziei (lub w odczuciu potrzeb wspólnoty dla jakiej się głosi) można w kazaniu użyć całego tekstu proponowanego tutaj, bądź rozbić go na dwie części, by poddać je głębszej analizie i komentarzowi.

Komentarz do tekstu Ewangelii wg św. Jana 6,51-59

Cytowane poniżej teksty biblijne pochodzą z Biblii tzw. warszawskiej (wyd. przez Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1994).

Tekst, do którego lektury chcemy wprowadzić i zachęcić, stanowi część większej całości logicznej, którą otwiera na początku rozdziału szóstego opowiadanie o „cudzie rozmnożenia chleba” i o chodzeniu po morzu (ww. 1-21).
W następstwie tych wydarzeń Jezus jest przedstawiony jako „Chleb życia (żywota)” (ww. 22-51), po czym następuje „nasz” tekst, a zamykają tę serię nauk praktyczne konsekwencje nauczania Jezusa wśród Jego słuchaczy: wiara wielu z uczniów zostanie wstrząśnięta na tyle silnie, że już nie będą chodzić z Nim i za Nim, porzucą Go (por. w.66). Jest to zatem sytuacja, moment nauczania dla wielu z nich decyzyjny.

Przyjrzyjmy się zatem uważniej wersetom tekstu proponowanego do rozważania:
w. 51 - Ja jestem przypomina tutaj słowa z Księgi Wyjścia 3,14.
Chlebem żywym : W języku greckim występuje tu rodzajnik, który podkreśla wagę stwierdzenia – nie ma żadnego innego, który byłby chlebem żywym.
Zstapił z nieba: podkreśla pochodzenie – Jezus pochodzi „z nieba”, co oznacza pochodzenie „z Boga”.
Żyć będzie na wieki: Jesteśmy włączeni w życie Boże. Bóg sam włączył się w nasze życie, wziął na siebie nasze życie, nasze problemy i bóle, aż do cierpienia za nas i śmierci (por. Filipian 2).
Obietnica ta uczyniona jest nam w sposób pełny, na zawsze, na wieki.
Życie, chciane dla nas przez Boga, jest życiem pełnym, począwszy od uzdrowienia relacji pomiędzy nami a Bogiem.

Jeśli kto spożywać będzie ten chleb...a chleb, który ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata: Tutaj, jak i w reszcie tekstu, uwaga na zwroty, które
mogą zmylić –nie ma tu oczywiście mowy o nawet przenośnym „kanibalizmie”!

Należałoby przetłumaczyć występujące tutaj słowo ciało przez zwrot, wyrażający rzeczywistość wcielenia w prawdziwe ciało oraz jednoczesną rzeczywistość społeczności, która w większości religii świata jest wyrażana w symbolice posiłku.
Rytuał przymierza Boga z Izraelem także zawiera te elementy, gdy jego finałem rytualnym jest posiłek paschalny.
W takim to kontekście należy rozumieć słowo ciało – nie jest to zwykły anatomiczny związek mięśni i kości...
Jeszcze jedna uwaga, wydająca się istotną: w wielu religiach istnieje rytuał, w którym jedzenie jest procesem złączenia się, zintegrowania z bóstwem, w imię którego dany rytuał jest praktykowany. Sens, który nadaje mu Jezus jest inny: nie stajemy się Bogiem w wyniku spożycia tego chleba-ciała. Nie chodzi tu także o pozostawanie Boga w nas, ale przesłaniem jest tutaj, że to my pozostajemy w Nim. Nie jest to rodzaj asymilacji Boga wraz ze zjedzonym posiłkiem, w sposób taki w jaki nasz organizm przyjmuje i przetwarza jedzenie, ale chodzi tu o bycie z Bogiem, przy Bogu, ponieważ to On przyszedł nas odnaleźć, w sytuacji naszego zatracenia.

w. 52 - Wtedy sprzeczali się Żydzi między sobą, mówiąc: Jakże Ten może dać nam swoje ciało do jedzenia? Te spory istnieją także dzisiaj i dokładnie w tej samej kwestii... !
Musimy przyznać, że są one obecne począwszy od tekstów konfesyjnych różnych wyznań chrześcijańskich, dających często bardzo różne znaczenie Wieczerzy (Komunii, Eucharystii) Pańskiej. Spory te istnieją nie tylko – klasycznie - pomiędzy protestantami a katolikami (fakt, że tu spór ten jest najbardziej znany i ewidentny), ale także w samym świecie protestanckim, pomiędzy jego różnymi nurtami...
W naszym tekście godne jest zauważenia, że ze sporu rodzi się niezrozumienie; tutaj także podkreślone jest, że literalne rozumienie słów Jezusa nie pozwala słuchaczom dostrzec prawdziwy sens obrazu. W naszym tekście wyrażenia jak ciało i krew przede wszystkim przywołują stan, w jakim znajduje się ludzkość, którą Syn Boży przyjął, kiedy zstąpił z nieba, aby ją potem „podnieść” ze sobą.
Warto także postawić sobie pytanie: ileż to konfliktów codziennych rodzi się z niewłaściwego zrozumienia szeregu komunikatów, sporów wynikających z braku wsłuchania się i poszukiwania ich głębszego sensu, znaczenia często ukrytego przed uproszczonym i powierzchownym rozumieniem...

w. 53 - Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wersety 53-56 wydają się kłaść silny nacisk na „jedzenie” ciała, poprzedzone uroczystym amen, amen (tłumaczonym w języku polskim przez „zaprawdę”...).
Jeśli nie będziecie jedli: W tym fragmencie (wersetach 53-58), polski czasownik jeść jest
tłumaczeniem dwóch różnych słów greckich – potocznego czasownika phagô („jeść”) oraz trôgô („żuć, przeżuwać”), który bardziej kładzie nacisk na wysiłek związany z zaopatrzeniem w żywność, i który jest użyty tylko 6 razy w Nowym Testamencie, z czego 4 razy w naszym tekście; dwa inne to Ewangelia Jana 13,8 i Mateusza 24,38.

w. 54 – Kto spożywa ciało moje...
w. 55 – Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a moja krew jest prawdziwym napojem.
w. 56 – Kto spożywa ciało moje i pije moją krew.
Nie ma żadnego powodu, aby słowu spożywać nie przydać także metaforycznego rozumienia go przez „wierzyć”, tak jak to miało miejsce w poprzednich przemowach Jezusa (np. 6,49; 50; 51a).

We mnie mieszka, a Ja w nim: Wzajemność, ale nie pomiędzy dwoma równymi sobie; podobnie jak w Starym Testamencie przymierze z Bogiem nie jest aktem dwóch partnerów równych sobie.
Niezwykły to dar Boży, darmowy, ale... trudny do zaakceptowania, ponieważ ciągle (zwłaszcza ze względu na jego darmowość) doszukujemy się w nim pułapki...
Prawdą jest, że nasze życie, wręcz cały znany nam świat uczy nas i przestrzega, że za „darmowością” kryje się zazwyczaj jakaś niebezpieczna pułapka...
Istotnie, dla człowieka „nauczonego” doświadczenie świata słowa i życie Jezusa, będące ich potwierdzeniem, są niezwykle trudne do zaakceptowania.
Dar Boży, który życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa wyrażają i nas nim obdarzają, jest tak trudny do przyjęcie, bo jest...zbyt prosty, zbyt darmowy...
W takim szeregu ludzkich niepokojów znajdujemy także zachętę do głoszenia centralnego tematu myśli Pawła Apostoła, którą wyraża w swoich listach do Rzymian i Galatów, będącego także tematem, który Reformacja podjęła z całą mocą – darmowości zbawienia.

w. 57 – Jak mię posłał Ojciec, który żyje: Bóg Abrahama, Izaaka, Jakuba jest Bogiem żywych, nie Bogiem umarłych (por. Ewangelia Mateusza 22,32).
w. 58 – Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki.
Tekst odnosi się w tym punkcie do faktu biblijnego, gdy co do manny, cudu przypisywanego Mojżeszowi, Pan wypowiedział się (Pwt 8,3):
człowiek nie samym chlebem żyje, lecz że człowiek żyć będzie wszystkim, co wychodzi z ust Pana.
Warto podkreślić bliskość tematyczną słów usta, słowo, jeść...
Co jest zatem naprawdę tym ciałem, które daje nam do jedzenia Jezus? Czy nie jest to Słowo, które trzeba „przeżuwać” w sposób stały, ciągle i bez ustanku? Tu także warto przypomnieć obraz księgi, którą Bóg daje do zjedzenia Ezechielowi (2,8 i nast.).

Istotnie, ciałem, które Jezus każe nam spożywać (a do której to symboliki odnosi się także Wieczerza Pańska) jest w pierwszym rzędzie Słowo.
Czytać Słowo Boże, to czytać także o życiu Jezusa; to starać się, aby Słowo było naszym pokarmem duchowym, medytować je bez ustanku, bez osłabiania jego mocy, ponieważ to w nim znajdujemy życie prawdziwe, życie w pełni...
Ludzkość Jezusa Chrystusa ma wartość kapitalną, ponieważ to w niej ukazuje się Boża wola, wola Tego, który chce być widzialny w słowach i dziełach poprzez tego, którego posłał.

A zatem, tekst Ewangelii Jana zachęca nas do stanięcia w postawie tego, który czeka i słucha.
Czekać, słuchać, nasłuchiwać, przygotowywać się na przyjęcie tego chleba, który prawdziwie żywi – oto do czego prowadzi rozumienie tekstu Janowego.


To przygotowanie się na przyjęcie obecności Tego, który daje odpoczynek, który czyni lekkim nasze jarzmo, który odnawia naszą nadzieję.
To także przyjęcie postawy tego, który wie, że jest niezdolny sam z siebie zasłużyć się czymkolwiek przed Bogiem, ale który wie, że Bóg sam zaprasza go do siebie, do bliskości z Nim, aby tam znaleźć wybaczenie, łaskę i życie w pełni.
Mniej nerwowości, ale więcej sensu, oto co nam obiecuje Ojciec przez swojego Syna, Jezusa.

Jezus sam deklaruje pozostanie przy nas, abyśmy mogli przebywać z Nim i odnaleźć prawdziwy wypoczynek, prawdziwe źródło wzmocnienia, prawdziwe pożywienie, które daje siłę na dzisiaj i na jutro.