sobota, 24 grudnia 2011

Rozważanie adwentowe - Ewangelia według Jana 1,(5) 6-8 i 19-28



Tekst rozważany : Ewangelia według Jana 1,(5) 6-8 i 19-28


A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła. Wystąpił człowiek, posłany od Boga, który nazywał się Jan. Ten przyszedł na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy przezeń uwierzyli. Nie był on światłością, lecz miał zaświadczyć o światłości. 
A takie jest świadectwo Jana, gdy Żydzi z Jerozolimy wysłali do niego kapłanów i lewitów, aby go zapytali: Kim ty jesteś? I wyznał, a nie zaprzeczył, i oświadczył: Ja nie jestem Chrystusem. I zapytali go: Kim więc? Eliaszem jesteś? A on odrzekł: Nie jestem. Prorokiem jesteś? I odpowiedział: Nie. Rzekli mu więc: Kim jesteś? Musimy dać odpowiedź tym, którzy nas posłali. Cóż powiadasz sam o sobie? Rzekł: Ja jestem głosem wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pana, jak powiedział Izajasz prorok. A wysłańcy byli z faryzeuszów. (25) I pytając go, rzekli mu: Czemu więc chrzcisz, jeśli nie jesteś Mesjaszem ani Eliaszem, ani prorokiem? Odpowiedział im Jan, mówiąc: Ja chrzczę wodą, ale pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie; to Ten, który przyjdzie po mnie i któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka sandałów jego. To się działo w Betabarze za Jordanem, gdzie Jan chrzcił. 


1. Kilka uwag wstępnych, wyjaśniających: 
Bez wątpienia należy najpierw powiedzieć kilka słów o znakomitym „chwycie”, którym Ewangelista uzyskuje oczekiwany przez niego efekt. Następuje to przez użycie czasownika, który ma znaczenie bardzo precyzyjne (w różnych swoich wariantach) – „być”. 
Jan najpierw używa czasownika „być” (w odmianach) wobec tego, co jest jedyną sferą boską. Używa go w - w wersetach 1-2 - w imperfectum, dla oznaczenia tego co należy do „przeszłości”. 
Logos (Słowo) jest („było” – w imperfectum, czasie przeszłym niedokonanym, a zatem proces nie uległ zakończeniu...) należne do sfery boskości.  
Ale w tym co dotyczy „sfery” stworzenia (z którą Logos ma ścisłą relację), autor używa czasownika, który z większą precyzją oznacza: „zdarzać się”, „stawać się”. 
W wersecie 3 = wszystko stało się przez niego. 
A zatem werset 6: Sta się, zdarzył się człowiek oznacza: dzieje się to na ziemi. 
Wersety 6 i 7, jak twierdzi wielu egzegetów, przygotowują wers 14: Logos (który kiedyś „był” w sferze Bożej – cf. imperfectum) „stał” się ciałem (= opuścił „bycie”, aby „stać się”). Pozostajemy tutaj w obliczu jasnych rozważań filozoficznych: Słowo stało się faktem. 
A więc Jan Chrzciciel daje świadectwo pełnemu człowieczeństwu Logosu (Słowa), który przyszedł do nas. 
W. 5: Ciemności go nie „schwyciły”, „pochwyciły”. 
Zdanie to jest możliwą aluzją do: 
1. np. do Księgi Rodzaju (1 Mojżeszowej), gdzie Bóg - panując nad ciemnością - czyni światło (1 M/Rdz 1,3-4); 
2. bądź do tych, którzy mieli misję głoszenia Słowa Bożego, ale zostali odrzuceni*; 
3. bądź też do objawienia Bożego (za Rzymian 1,19-23), dostępnego wszystkim ludziom, ale odrzuconego przez ich własną skłonność do samouwielbienia. 
*Jan Chrzciciel, który podejmuje się interwencji, wydaje się wskazywać, że to raczej pkt. 2 należy wybrać (myśląc o prorokach Starego Testamentu). 
W.7 : Jan Chrzciciel nie jest światłem, ale świadczy o świetle. A więc - nie jest to już godzina „rozważań filozoficznych”, ale jest to czas świadectwa, aby wszyscy uwierzyli. 
W. 24: W wersecie tym należałoby raczej przetłumaczyć: byli „przede wszystkim” z faryzeuszy (por. z w.19), czyli nie wyłącznie; nawet jeśli faryzeusze byli ruchem (pomimo swojej „nieformalności”), który wydawał się być szczególnie wyczulony na oczekiwanie Mesjasza, a zatem potencjalnie najbardziej zainteresowanym nadejściem Chrystusa (lub przez wszelkiego innego  ewentualnego mesjasza – tu por. ich pytania w ww. 21-25)... 
w.: 26: „ja chrzczę”= ja zanurzam (ludzi) w wodzie. 


2. Struktura tekstu. 
Zwyczajowo odróżnia się dwie części w prologu Jana : prolog teologiczny (1,1-18) i prolog narracyjny (1,19-42). 
Wersety 6-8, które należą do pierwszej części naszej lektury biblijnej, należą do hymnu, który stanowi prolog teologiczny Ewangelii Jana. 
Należy od razu też zauważyć, że oderwany jakby od całości werset 15 dotyczy świadectwa Jana Chrzciciela. 
Wersety 19-28 należą do prologu narracyjnego, który opisuje aktywność prorocką Jana Chrzciciela. Opowiadają one pierwszy dzień jego posługi, po którym nastąpią trzy kolejne (należy zauważyć „nazajutrz” w wersetach 29, 35 i 43). 
Wybór wersetów proponowanych nam do czytania jest w tym wymiarze zrozumiały: chodzi o ukazanie Jana Chrzciciela jako prekursora, jako tego, który świadczy wcześniej o „Innym”, który ma przyjść. 
W prologu teologicznym, wersety 6-8 i 15 wydają się przerywać hymniczny ruch tekstu. Jednakże ukazanie się świadka (w wersetach 6-8) odpowiada potrzebie podkreślenia zwycięstwa światła (obwieszczonego już w wersetach 4-5): 
to Jan ukazuje się, aby świadczyć o tym zwycięstwie. 
Podobnie : werset 15 odpowiada wersetom 1-2: Jan świadczy o pre-egzystencji Słowa. 
Prolog narracyjny, który czytamy w dalszej kolejności, ukazuje nam Jana, jako prawdziwego świadka, świadczącego przed: 
· odpowiedzialnymi narodu żydowskiego (ww. 19-28), którym cytowany jest fragment Izajasza 40,3; 
· ludem izraelskim (ww. 31-34) świadcząc o boskości Syna; 
· jego własnymi – Jana - uczniami (ww. 35-37), którym prezentuje Jezusa, jako baranka Bożego. 
Po świadectwie Jana Chrzciciela, dwaj z jego uczniów pójdą za Jezusem (ww. 37-39). Andrzej, który posłuchał Jana, staje się sam świadkiem wobec swego brata, Szymona (w.40). 


3. Ważność świadectwa.
Rozdział 1 Ewangelii Jana kładzie w całym swoim rozważaniu nacisk na rolę świadka. Wydaje się więc interesującym przeczytanie, na czym polega świadectwo Chrzciciela w 4-tej Ewangelii: 
· Jezus jest większy niż Jan (3,22-36); 
· świadectwo Chrzciciela - co do Jezusa - jest prawdziwe (10,40-42). 
Kilka ścieżek do refleksji: 
· Zweryfikować, jak kwestia wyższości Jezusa nad Janem jest traktowana w Ewangeliach synoptycznych, a szczególnie w Łukasza 1-3 i Marka 6,17-29 oraz 9,11-13. 
· Czy istnieje związek między świadectwem Jana i jego męczeństwem (3,24)? 
· Dlaczego teksty opowiadające ukazania się Zmartwychwstałego, w Ewangelii Jana (Jan 20-21), kładą nacisk na rolę świadków:  - Marii z Magdali, - ucznia, którego Jezus kochał i wreszcie, na końcu - samego autora Ewangelii?


4. Świadek najważniejszy. 
W samym sercu czwartej Ewangelii wspomniany jest jeszcze inny świadek: Duch Ojca, ten, który nam pomaga. 
Przeczytajmy Jana 15,26-27: 
Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca wychodzi, złoży świadectwo o mnie; ale i wy składacie świadectwo, bo ze mną od początku jesteście. 
Zadajmy sobie pytanie: jak możemy zdefiniować nasze powołanie chrześcijańskie na podstawie tego tak ważnego tekstu? 


5. Chcąc iść dalej w rozważaniu....:
Cały tekst ewangeliczny jest jakby ujęty w ramy pomiędzy świadectwem Chrzciciela i świadectwem uczniów Jezusa, tych, którzy ujrzeli Zmartwychwstałego. 
· Dlaczego taki nacisk jast kładziony na świadectwo dawane Jezusowi? 
· Co oznacza dzisiaj, dla nas: „Prostujcie drogę Pana”? 
· Na czym, według was, polega świadectwo „w prawdzie” dawane Jezusowi Chrystusowi? 
· Czy byłoby możliwym, aby Chrystus był „pośród nas, a my nie poznalibyśmy Go”?
· Czy nasza praktyka życia (życia naszych wspólnot kościelnych) przyciąga uwagę innych ludzi, w stopniu, by zadać nam pytania o podstawy naszych życiowych wyborów, o podstawy naszych postaw życiowych? 
· Czy mamy w sobie wystarczająco odwagi (przekonania?...), by świadczyć innym o Chrystusie, będąc jednocześnie na tyle pokornymi, aby innych kierować do Chrystusa, nie koncentrować ich uwagi na nas samych, na naszych przekonaniach...; czy mamy zatem odwagę i pokorę kierować innych do Niego?...

Marcin Luter (1483-1546)... Jaki on był ?...

Luter był człowiekiem stworzonym do radości życia, ale i do trudnej, ciężkiej pracy codziennej, do niesienia na ramionach jarzma ciężaru życia każdego dnia, życia pełnego obowiązków. 
Luter był doktorem Kościoła, ale przede wszystkim prorokiem (z misją zwiastowania woli i  chwały Bożej) i pastorem. 
Mając świadomość swojego pochodzenia z ludu, do tego ludu się zwracał, znając go i troszcząc się o jego potrzeby. 
Potrafił przemawiać w sposób prosty, ale jednocześnie barwny i silnie emocjonalny. 
Był istotnie bardziej obdarzony geniuszem prorockim, niż teologiem systematycznym. 
Nigdy nie stworzył (i tego nie pragnął w takim wymiarze) dzieła będącego Sumą teologiczną (pełnym wykładem własnej teologii), jak to zrobił wcześniej np. Tomasz z Akwinu, czy później właśnie Jan Kalwin w swoim Institutio. 
Luter był przede wszystkim pochłonięty dydaktyką prawd wiary. 
Czytając jego, napisany w 1529 roku Mały katechizm, czy też później napisany Duży katechizm, nie sposób nie podziwiać jasności i prostoty wykładu prawd Ewangelii. 
Należy także podkreślić te swoistą ostrożność, swoisty dystans Lutra do systematyzowania teologii, jak również do instytucjonalizacji rodzącego się ruchu ewangelickiego. 
Ostrożność, dystans wobec „systematyzowania” teologii, u Lutra współistniały ze stałym oddawaniem swego życia przenikaniu go przez Słowo Boże i zachęcaniu jak największych audytoriów także do oddania się Słowu. 
Wyraźnie czuje się tę energię duchową Lutra - czerpaną ze spotkania ze Słowem – w jego pismach. 
„Trzeba, aby Słowo działało” – takie było stałe i główne przekonanie Lutra. 
Z tego też powodu nie chciał i odrzucał wszystkie działania, mające prowadzić do tego, aby Biblia stała się swoistą niewolnicą ludzkich systemów myślenia, ograniczona ścisłymi ramami doktrynalnymi. 
Podobne motywacje kierowały także jego decyzjami, kiedy po powrocie z Wartburga (1522 r.), jego przyjaciele naciskali nań, aby jak najszybciej zorganizować Kościół „luterański”. 
Na naciski odpowiadał wielokrotnie, że nie głosi siebie, ale Chrystusa; że nauczanie jego doń nie należy, bo to nie on został ukrzyżowany, ale Chrystus. 
Miał świadomość własnych niechęci, może i świadomość własnych ograniczeń, potrafił jednak wspierać i zachęcać innych, aby podejmowali się dzieł organizacji i systematyzowania myśli ewangelickiej; zwłaszcza tam i wtedy, gdy potrzeba takich działań zdawała się niezbędna. 
Przykładem takich sytuacji było stałe zachęcanie przez Lutra oraz wsparcie, którego udzielał swojemu przyjacielowi,  Filipowi Melanchtonowi, w jego pracy teologicznej, organizacyjnej i naukowej oraz „akademickiej” (np. w reorganizacji uniwersytetu w Wittenberdze). 
Charakter Lutra był pełen kontrowersji, przeciwności. 
Obserwując dominującą u niego radość życia, nie sposób także nie zauważyć u niego chwil głębokiego smutku. 
Można było zobaczyć go czułym, ale i gwałtownym; skrupulatnym w myśleniu i działaniu, ale także i niedbałym o niuanse; poetyckim, a mimo to w niektórych sytuacjach wręcz wulgarnym...
Trzeba przyznać mu ogromną i trudną do zaakceptowania gwałtowność, z jaką atakował nie tylko Rzym, ale i anabaptystów, a podobnie i reformowanych w Szwajcarii (tu przede wszystkim Zwingliego), nie zapomniawszy o Turkach i Żydach (tu znana, choć skomplikowana kwestia antysemityzmu Lutra). 
Mimo jednak tej tak nierzadkiej gwałtowności w wyrażaniu swoich poglądów, w pismach jego dominują czułość, uwaga i wsłuchanie w problemy innych. 
Jego korespondencja z przyjaciółmi (z ich całymi rodzinami), ukazuje zdolność do dzielenia się emocjami, szacunek i zainteresowanie ich codziennym życiem oraz trudnościami z nim związanymi. 
W jednym z listów do Melanchtona (z marca 1539 r.) refleksje Lutra na temat postępującej Reformy przeplatają się z aluzjami do życia rodzinnego, w sposób bardzo i szczerze przyjacielsko bezpośredni: 
„Otrzymałem dzisiaj twój list, Filipie, i z radością zdałem sobie sprawę, że porozumienie naszych zwolenników było solidne. 
Jeśli chodzi o nas, to modlimy się za was, aby Pan dał wam ducha rady i inteligencji. (...) Ale wydaje się jasno, że jesteśmy celem perfidnych ataków Szatana, tak wewnątrz jak zewnętrznie. 
Niemniej, to piękna i radosna nowina, którą nam przekazujesz w odniesieniu do twojej córki Anny, która wydała na świat drugą córkę, nie zdając sobie sama sprawy, że była w ciąży, aż do momentu kiedy była bliska porodu. 
Pełni radości i wdzięczności Panu, śmialiśmy się wszyscy pełnym sercem. 
Wiesz już z listu twojej drogiej Magdaleny (żony Filipa), że wszyscy twoi są dobrego zdrowia. 
Takimi dobrodziejstwami i innymi dobrodziejstwami Bóg nas pociesza wobec tylu niezasłużonych obraz i wobec tylu szaleństw ze strony diabła i ludzi. 
Bądź szczęśliwy w Chrystusie. 
Twój Marcin Luter.”
Do swojej żony, Katarzyny, każdorazowo będąc w podróży wysyłał kilka razy w tygodniu czułe listy. 
Pisał do swoich dzieci, przy czym zwłaszcza jego pisma do syna Hänschena ujmują językiem zdolnym dotknąć serce dziecka. 
W ostatnim liście do żony, pisanym tydzień przed swoją śmiercią (i będąc świadomym swojego stanu), Luter troszczy się przede wszystkim o jej zdrowie (także duchowe), daje wyraz swojej nieosłabłej miłości do niej, a jednocześnie daje świadectwo swojej wierze, radosnej, pełnej pokoju ducha i ufności: 
„Do mojej drogiej pani domu, Katarzyny Luter, doktora (itd.), mojej uroczej małżonki, do jej rąk i do jej stóp. 
Łaska i pokój w Panu!
Czytaj moja droga Katarzyno Ewangelię Jana i Mały katechizm, o którym kiedyś powiedziałaś mi: ‘wszystko w tej książce mnie dotyczy’. 
Chcesz martwić się wszystkim w miejsce twojego Boga, jakby nie był On wszechmocny, On który mógłby stworzyć dziesięciu doktorów Marcinów, gdyby ten jeden, który istnieje, stary doktor Marcin, utopił się w rzece lub w gardle pieca... 
Pozostaw mnie w pokoju z tymi troskami, do poniesienia których mam kogoś lepszego niż ty i wszystkie anioły. Spoczywał On w żłobie, zawieszony u piersi dziewicy, a mimo to siedzi po prawicy Boga, Ojca wszechmogącego. 
Zostań zatem w pokoju! Amen.” 
(Dzieła, tom VIII, Listy). 
Dlaczego warto wiedzieć o tych wszystkich tak wydawałoby się różnych cechach charakteru Lutra? 
Przede wszystkim dlatego, że przypominają nam, że dzieło Boże dostrzega się nie tylko w traktatach teologicznych mędrców, czy niezwykłych cudach i heroicznych aktach „bohaterów wiary”. 
Dzieło Boże widoczne jest - i być może w sposób szczególnie dla nas ważny - w zwykłym życiu ludzi, takich jak Luter i my sami. 
W życiu pełnym głębi, radości, ale i smutku, niedoskonałości i słabości. 
Działanie Boże widać w (a może nawet pomimo nich) niedoskonałych reakcji ludzkich na zaskakujące sytuacje życia codziennego, na problemy z nim związane...
Dokładnie ten sam model ludzkich charakterystyk kreśli przed nami Biblia, której główni bohaterowie często są tak odlegli od modelu, który wydawałby się nam doskonałym, ale właśnie poprzez takich ludzi, ludzi realnych, prawdziwych, niedoskonałych, ale kochających Boga i pomimo swojej niedoskonałości zdecydowanych pójść za Nim, nie poddanych chcianemu retuszowi, działa Bóg.  
Bóg działa w ich życiu osobistym, zawodowym, kościelnym, dla ich dobra, ale i po to, by byli dla innych żywym i oddziałującym świadectwem wiary, świadkami Boga żywego, w świecie ludzi żywych, grzeszników, ale jednocześnie usprawiedliwionych łaską (miłością) Bożą. 



Filip Melanchton (1497-1560), pochodzący z Palatynatu, otrzymał formację intelektualną w duchu humanizmu i nawiązał kontakt z Oecolampadiusem, reformatorem Bazylei. 
W 1519 roku, elektor Saksonii powierzył Melanchtonowi katedrę greki na uniwersytecie w Wittenberdze. 
Został on jednym z najbliższych współpracowników Marcina Lutra, pomimo znaczącej różnicy wieku i odmienności charakterów. 
Intelektualista raczej nieśmiały i niezbyt uzdolniony do relacji z tłumem, posiadał duży dar systematyzowania myśli i stał się doradcą księcia Jana Saksońskiego. 
Niektóre niezgodności w opinii z Lutrem (Melanchton kładł szczególny nacisk na widzialne owoce uświęcenia) nie miały negatywnego wpływu na ich przyjaźń, ale po śmierci obu tych osobistości ich uczniowie doprowadzili do powstania dwóch, nierzadko pozostających w opozycji, obozów. 


Katarzyna Bora (Katharina von Bora), ur. 29.01.1499 w Lippendorf, zm. 20.12.1552, była żoną Marcina Lutra. 
Pochodziła z rodziny drobnej szlachty saksońskiej. 
W wieku 5 lat została umieszczona przez swoich rodziców w klasztorze benedyktynek (zubożona rodzina widziała w tym akcie jedyną szansę na zabezpieczenie przyszłości córki...). 
W 1521 Marcin Luter opublikował swoje dzieło De votis monasticis (O ślubach zakonnych), dowodząc, że nic w Piśmie Świętym nie usprawiedliwia istnienia monastycyzmu, zakonności i że śluby zakonne nie mają w tej optyce żadnej wartości. 
Będąc pod wpływem tych refleksji, w Wielkanoc 1523 r., skorzystawszy z pomocy dostawcy klasztornego, Katarzyna i 11 mniszek z jej klasztoru (ukrywszy się pod dostawą ryb) uciekły z klasztoru. 
Dzięki pomocy przyjaciół (już oddanych Reformie) mogły znaleźć pomoc na zewnątrz. 
W Wittenberdze Katarzyna była goszczona przez Barbarę Brengebier, żonę malarza Lucasa Cranacha. To u Cranachów pozna Marcina Lutra, zostając z czasem jego żoną. Razem będą mieli sześcioro dzieci: trzech synów i trzy córki.

Marcin Luter i Jan Kalwin – ich charaktery i charyzmy

Luter i Kalwin obaj są postaciami, których życie w sposób głęboki naznaczyło historię Kościoła powszechnego, ale także historię cywilizacji zachodniej. 
Jeden i drugi mieli wyjątkową siłę charakteru, złożoną osobowość, dysponowali wieloma darami - talentami osobistymi. 
Znaczącym jest fakt, że Bóg pozwolił w wieku XVI ludziom tak różnym wzajemnie poprowadzić tak ważne dzieło i poprowadził ich w rozwoju Reformacji. 
Z tego też powodu wydaje się interesującym przyjrzenie się niektórym głównym cechom obu tych wielkich Reformatorów, nie tyle ich konfrontując, ale raczej stawiając niejako obok siebie.
Sposób przyjrzenia się im, proponowany w bieżącej broszurze (otwierającej krótki cykl obu tym postaciom poświęcony), nie ma charakteru w ścisłym znaczeniu teologicznego. 
Proponowane jest przyjrzenie się obu tym postaciom, jako ludziom z krwi i kości, w ich kontekście życia, rodzin, przyjaciół, kontaktów, a także niosących określony bagaż dyspozycji osobistych (intelektualnych, psychologicznych, kulturowych). 
Pomimo tego, że Luter i Kalwin wyrażali ich przekonania oraz opracowali ich teologie w często odmienny sposób, ich życie i działania prowadziły ich obu do tej samej walki o prawdę na chwałę Bożą, o reformę Kościoła i o zbawienie świata. 
Specyficzne dla każdego z nich akcenty w teologii były często wynikiem ich cech charakteru, doświadczenia osobistego, kontekstu życia. 
Każdy z nich odegrawszy znaczącą rolę w historii był podziwiany, kochany, w niektórych przypadkach nawet ponad miarę idealizowany (zresztą wbrew woli każdego z nich). 
Niezeależnie od pozytywnego odbioru, każdy z nich był również w sposób stały atakowany, obrażany, poddany kalumniom, a nawet nienawidzony czy przedstawiany w sposób diaboliczny. 
Proponujemy przyjrzeć się im obu, podkreślając to, co dla każdego z nich było szczególne, własne. 
Nie chcemy popaść jednocześnie w tony hagiograficzne (nie chcemy mówić ani o „świętym” Lutrze, ani o „świętym” Kalwinie), poddając cenzurze niektóre ich cechy, czy wystąpienia, zamazując tym samym prawdę o osobach realnych.  
Należy – rozpoczynając nasze rozważania – pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: żaden z obu teologów nie pozostał niezmieniony podczas całego swojego życia. 
Starzejący się Luter w latach 1540-ych nie będzie niezmiennie tym samym, którym był w 1521, w czasie dyskusji w Worms. 
Podobnie, już pierwsza lektura Institutio christianae religionis, czyli najistotniejszego dzieła Kalwina, pozwoli zaobserwować znaczące różnicie (nie tylko w objętości) pomiędzy jego wydaniem z 1536 roku, a ostatnimi, rozszerzonymi i przepracowanymi 20 lat później. 
Napięcia i cierpienia, które towarzyszyły każdemu z obu Reformatorów, nie pozostawiły ich nietkniętymi, niezmienionymi. 
Tak jak każdy człowiek i oni ewoluowali, a ich reakcje nieraz ich samych zaskakiwały...

niedziela, 4 grudnia 2011

Wniebowstąpienie i jego owoce dla nas

W Nowym Testamencie Wniebowstąpienie nie jest w tak silny sposób zaakcentowane, jak Zmartwychwstanie, niemniej jest tam jasno określone, np.: 
· W Ewangelii Łukasza 24,51: 
I wywiódł ich aż do Betanii, a podniósłszy ręce swoje, błogosławił ich. I stało się, gdy ich błogosławił, że rozstał się z nimi; 
· W Dziejach Apostolskich 1,9-10: 
I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął go sprzed ich oczu. I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich...


W niektórych tekstach wydaje się być ono wręcz nierozdzielnym ze Zmartwychwstaniem, np. w  Ewangelii Mateusza 28,1618: 
A jedenastu uczniów poszło do Galilei, na górę, gdzie im Jezus przykazał. I gdy go ujrzeli, oddali mu pokłon, lecz niektórzy powątpiewali. A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi.


W szeregu tekstów biblijnych Wniebowstąpienie jest jakby w założeniu, ale nie jest jest wspomniane wprost; mówi się np. o Chrystusie królującym. 


Zauważmy jednak, że Apostolski symbol wiary (Credo) kładzie na Wniebowstąpienie znaczący akcent. 
Wydaje się, że chce tym samym - w sposób bardzo czytelny - położyć nacisk na moc Bożą Zmartwychwstałego. Czyni tak zresztą zgodnie z Pismem.  
List do Filipian 2,9-11: 
Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią i aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.


Jezus Chrystus nie tylko zmartwychwstał, ale – co należy podkreślić – zmartwychwstał jako Syn Boży!
Zmartwychwstały nie tylko został wyrwany śmierci, ale wszedł/wrócił w posiadanie swojej władzy, mocy. 
Jak pisze Apostoł Paweł: 
i wszystko (Bóg) poddał pod nogi jego, a jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem jego, pełnią tego, który sam wszystko we wszystkim wypełnia 
(List do Efezjan 1,22-23). 


Drzwi zbawienia, które wcześniej były zamknięte dla nas, z powodu naszych grzechów, są teraz otwarte. 
Wniebowstąpienie objawia nam zatem ostateczną prawdę o Przymierzu z Bogiem. 
Człowiek może żyć w tym przymierzu, od którego nic nie może go już oddzielić, ponieważ moc Jego Zbawiciela jest teraz nad nim: 
Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia. Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami 
(List do Rzymian 8,33-34). 


Rozważmy teraz kwestię Wniebowstąpienia, i to za niejako zachętą i przyzwoleniem Kalwina, w sposób prawdziwie „interesowny”. „Interesowny”, tzn. przyglądając się z zainteresowaniem i nadzieją owocom, jakie Wniebowstąpienie Jezusa wnosi w nasze i innych wierzących życie. 
Nie jest to do końca źle rozumiana „interesowność” – sam Pan wielokrotnie podkreśla, że Jego życie służy zamierzeniom Ojca, realizacji Jego projektu wobec swojego stworzenia...
Np. Ewangelia Mateusza 11,27-28: 
Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. 


Pierwszym zatem owocem, czy korzyścią - jak możemy je także nazwać – Wniebowstąpienia jest ów zawarty w stwierdzeniu „Jezus zasiadł po prawicy Bożej”. 
Zwrot, który może nam się wydawać bardzo dziwny, choćby przez sam obraz, jako kreśli, jest jednak bardzo bogaty w treść. 
Pamiętajmy, że określenie: „prawica Boża” nie oznacza miejsca, ale funkcję – funkcję zarządzającego ministra władcy. Zgodnie ze starożytnym obrazem funkcji zarządzania mamy tu do czynienia z obrazem, mającym podkreślić, że Jezus Chrystus trzyma w rękach moc, władzę Bożą; ma to od Niego samego, jako Jego Syn, jako Pan i Zbawiciel. 
A zatem – Chrystus wykonuje władzę w imieniu Bożym. 
Lub, aby wzmocnić jeszcze silniej to stwierdzenie: moc/władza Boża stała się Jego, Chrystusa udziałem. 
Oświadczenie: Bóg rządzi światem, oznacza: Jezus Chrystus rządzi światem!


Władza, moc objawiona w pojednaniu Krzyża, w wybaczeniu grzechów, w akcie sprawiedliwości i miłosierdzia boskiego, jest tożsama z władzą nad całym światem, władzą Boga Wszechmogącego. 


Widzimy tutaj konkretnie jak należy rozumieć władzę Bożą. 
Jest ona nam ukazana z dużą jasnością: jest to władza Chrystusa!
Dowiadujemy się, że nie ma podziału między władzę „stwarzania” i władzę „odkupienia”; między władzę „sprawiedliwości” i władzę „miłości”. 
Nie nie jest oddzielone od władzy Bożej – taką jest władza Odkupiciela, Chrystusa. 


I ta władza Chrystusa obejmuje całość stworzeń. 
Władza Boża jest w rękach Jezusa Chrystusa. 
Jest On Głową Kościoła!


A zatem w Kościele nie  ma innej władzy, niż Jego władza....
Kiedy mówimy o zarządzaniu Kościołem, myślimy o wszystkich tych osobach, które pełnią w funkcje zarządzające, kierownicze. 
Wszyscy on i są jedynie jakby „wice-zarządzającymi”. 


Żaden rząd, żaden urząd ludzki (także ten kościelny), nie może być, nie może nawet aspirować do bycia, urzędem pełnym, ostatecznym, samowystarczalnym. 
Każdy urząd (rząd) ludzki ma świadczyć o prawdziwym rządzie, o prawdziwej mocy i nie ma prawa do jakiegokolwiek autorytetu, jak tylko w wymiarze, w jakim służy Bogu w Jezusie Chrystusie. 
Tu pokazuje się problem, jaki rodzi nauczanie Kościoła rzymsko-katolickiego o nieomylności papieskiej: czy nie stoi ono w oczywistej opozycji do jedynej nieomylności, jaką jest ta Jezusa Chrystusa?!


„Wstąpił na niebiosa....”
Na tym świecie są siły natury i siły historii. 
Królestwo Chrystusa nie ma z nimi bezpośredniego związku. 
Króluje On nie tylko nad Kościołem, ale także nad całym stworzeniem; nawet jeśli stworzenie to nie jest tego świadome... 
Każdy człowiek jest pod władzą Chrystusa; czy tego jest, czy też nie jest faktu tego świadomy. 
Chrystus jest Panem!
Różnica między Kościołem Chrystusa i światem jest taka, że w Kościele Chrystusa się rozpoznaje i wyznaje, natomiast w świecie wciąż jeszcze Go się nie zna i ma w Nim pokładanej wiary. 
Niezależnie jednak od świadomości, czy też nieświadomości, jest On Panem, który króluje nad całym światem. 


Dlaczego tak silny nacisk na Jego niezmienną pozycję panowania niezależnie od faktu świadomości Jego władzy? 
To proste, wbrew temu, co niektórzy chcieliby głosić, władza, pozycja Chrystusa nie jest elementem, który jest Mu dany, czy nadany drogą wyboru ludzkiego. 
Jest On Panem obiektywnym, z mocy Bożej, nie naszej. 
To jednak, czy Jego panowanie dotknie w sposób skuteczny życia indywidualnego, wzbudzi w nim nowe owoce – ten aspekt istotnie wymaga świadomości tego faktu, uznania Chrystusa moim Panem indywidualnym (co jednak nie zmienia, ani nie przydaje mu nowej, lepszej niż dotąd pozycji). 

sobota, 26 listopada 2011

Rozwazanie Ewangelii według swietego Marka 13:33-37

Ewangelia według swietego Marka 13/33-37

Na początek pozwolę sobie zacytować krótką, ale bardzo ciekawą historię z Talmudu Babilońskiego z IV-V w.:  
Rabbi Jozue ben Levi pyta proroka Eliasza gdzie znajduje się Mesjasz. 
Ten odpowiada, że jest on przy bramach Rzymu. 
Jak go poznam? - pyta rabbi. 
Jest on pośród biedaków dotkniętych różnego rodzaju chorobami – odpowiada prorok. 
Rabbi Jozue jedzie więc do Rzymu, aby spotkać Mesjasza i pyta go: kiedy przybędziesz? 
Mesjasz odpowiada mu: Dzisiaj. 
Rabbi Jozue wraca do siebie i mówi do proroka, że Mesjasz okłamał go, ponieważ stwierdził, że miał przybyć tego samego dnia, a mimo to nie zrobił tego. 
Eliasz odpowiada mu: Mesjasz chciał powiedzieć: dzisiaj, „obyście dziś głos jego usłyszeli” (Ps 95/7). 
Mesjasz przychodzi każdego razu – mówi Talmud – kiedy człowiek słucha Tory (Prawa, przykazań Bożych) i przyjmuje je jako Słowo, które jest do niego indywidualnie i intymnie skierowane. 


Historia ta napisana przed wiekami wydaje się być znakomitym wstępem do podkreślenia znaczenia Adwentu, który jest - w tradycji Kościołów Zachodu - czasem przygotowania się nie tylko do świąt Bożego Narodzenia, ale przede wszystkim na powtórne przyjścia Jezusa Chrystusa, Mesjasza; przyjścia, które narodzenie w Betlejem już zainaugurowało...


Zgodnie z historią z Talmudu elementem fundamentalnym przygotowania wierzącego jest słuchanie Słowa...
A Słowo to w Ewangelii Marka mówi: „Baczcie, czuwajcie; nie wiecie bowiem, kiedy ten czas nastanie” (w.33). 


Jutro, przyszłość... Słowa te tak często prowokują pytania, które tak wielu sobie zadaje. 
Nikt nie zna tego, co przyniesie jutro. 
Być może będziemy żyć w pokoju, pomyślności, obfitości, a być może będziemy przeżywali momenty trudne, może dramatyczne...
Nie znamy przyszłości, choć tak bardzo chcielibyśmy ją poznać, a jednak musimy (i Słowo Ewangelii konieczność tę podkreśla) do przyszłości się przygotować! 
Takie jest znaczenie ewangelicznego: „Czuwajcie!”


Za tą zachętą do czuwania kryje się cała problematyka duchowości, duchowości chrześcijańskiej,  
ponieważ dla chrześcijanina „czuwać” oznacza złożyć swoje życie przed Bogiem. 
Taka jest też pierwsza wskazówka Słowa: złóż swoje życie przed Bogiem... 
Od razu też stwierdzenie to budzi szereg emocji...
Eugen Drewermann, niemiecki teolog i psychoanalityk, w swojej książce „Słowo i niepokój”, analizując ewangeliczne zaproszenie do czuwania, pisze, że życie będące pójściem za Chrystusem, życie „złożone przed Bogiem” jest jak dzieło sztuki, które nigdy nie przestanie budzić oporu, czy swoistego niepokoju!...
To prawda: czuwajcie, mówi Ewangelia, by zaraz po tych słowach pojawiły się naszepytania: kim, czym będziemy jutro? jak zareagujemy na sytuacje skrajne w naszym życiu? 
Ci, którzy w ich życiu zajmowali się, lub zajmują się (zawodowo, bądź w ich rodzinach) osobami ciężko chorymi (fizycznie lub psychicznie), często zadają sobie pytanie: co zostało w chorych z życia, które znali, którym żyli kiedyś?


Jedną z odpowiedzi jest ta, którą daje Ewangelia: zawsze pozostaje aktualnym fakt, ze nasze życie jest w Bogu, że niesie w sobie piękno, nawet wtedy kiedy my sami tego nie dostrzegamy, że niezależnie od tego jak w życiu moglibyśmy nisko upaść, zawsze wpadamy w ręce Boga, który jest pełen miłości do nas. 
Stwierdzenie to jest też swoistym wyznaniem wiary. Ale jest także protestem, wyrazem oporu (wynikającego z wiary, jak pisze Drewermann), że piękno życia nie zależy od naszej oceny tego życia, ale od spojrzenia Boga na nas, na nasze życie. 
W tym właśnie znaczeniu Drewermann mówi o oporze, o proteście, które wzbudza życie podążającego za Chrystusem – jest to protest przeciwko powierzchownej ocenie wartości życia. 


Taki jest fundament wiary chrześcijańskiej – oparcie życia w Bogu, ale jak tę prawdę przeżywamy my sami? 
Są prawdy, które nie wystarczy wyznać ustami, trzeba jeszcze nimi żyć; całą naszą osobą, całym naszym sercem, naszymi myślami; naszą inteligencją i naszymi czynami. 
Taka jest zasada duchowości chrześcijańskiej. 


Gąbka, którą pozostawi się, by schła podczas kilku tygodni, stanie się twarda. Kiedy położy się ją na mokrej powierzchni, jej powierzchnia zwilgotnieje, ale jej zdecydowana większość pozostanie sucha. Trzeba nacisnąć na gąbkę, aby wchłonęła więcej wody, stała się miękka i wypełniła swoją funkcję...


Człowiek jest jak ta przykładowa gąbka. 
Bez duchowości, rozwijanej i zaangażowanej, jego wiara pozostanie jak zewnętrzny, powierzchowny lakier; 
jego wiara będzie jakimś wierzeniem, czy wręcz ideologią... 


Modlitwa, czuwanie nad życiem, nabożeństwo – ten czas spędzony przed Bogiem – są sposobami na zmiękczenie naszej „wewnętrznej gąbki”. Wszystko po to, aby Ewangelia nie była powierzchowną wilgocią, która wyparuje w pierwszym momencie próby. 
Ewangelia ma wypełnić wszystkie pory historii naszego życia. 


Bruno Bettleheim, słynny psychoanalityk i pedagog amerykański pochodzenia austriackiego (twórca szeregu teorii pedagogicznych), w swojej książce „Przeżyć” dokonał bardzo ciekawej analizy zachowań ludzkich w obozach koncentracyjnych II wojny światowej (on sam zresztą był więźniem Dachau...). 
W swojej książce zaprezentował zasadę, którą nazywa zasadą protestu, kontestacji rzeczywistości - kontestacji związanej z wiarą. 
Sformalizował tę zasadę analizując życie tych, którzy w obozach koncentracyjnych wyrażali opór wobec tego, co miało ich sprowadzić do stanu bez mała zwierzęcego, zgodnego z zamierzeniami nazistów. 
Bettelheim w swojej analizie tłumaczy, że to duchowość wynikająca z wiary pozwala człowiekowi  otworzyć się na życie będące protestem, którego treścią jest twierdzenie, ze człowieka nie można zredukować do tego, jak i czym żyje, ponieważ człowiek ma w sobie piękno przekraczające to, co widzialne. 
Kiedy jest się wierzącym, duchowość staje się zasada kontestacji rzeczywistości, i to w imię Boże. 


Bettelheim daje przykład: 
w judaizmie Kadisz jest modlitwą osób będących w żałobie. Odmiennie od naszych oczekiwań nie jest on wyznaniem wiary w Boga, który dzieli ciężar bólu osób cierpiących. 
Kadisz jest hymnem uwielbienia Boga! 
Tu krótkie, wolne tłumaczenie jego części: „Błogosławione, pochwalone, sławione, czczone, wywyższone, godne podziwu i uwielbione niech będzie imię Boga najświętszego; ponad wszystkie błogosławieństwa, wszystkie pieśni i hymny chwały, które mogą być wypowiedziane na tym świecie.”
Kiedy wie się, pisze Bettelheim, że hymn ten był także recytowany w obozach śmierci, rozumie się, że jest w wierze funkcja oporu, protestu, podnosząca i twierdząca, że Boga nie można zredukować do naszej rzeczywistości, nawet do tej, która należy do tych, którzy Go uwielbiają. 
Rzeczywistość Boga przekracza naszą rzeczywistość. 
A zatem nasza rzeczywistość, to znaczy nasze życie, dzięki Bogu może nabyć nowego sensu, sensu głębszego, wypełnionego nadzieją i zaangażowaniem. 


Tę samą zasadę, opisaną przez Bettelheima, która kontestuje naszą rzeczywistość, która protestuje przeciw zredukowaniu naszej ludzkiej rzeczywistości, możemy znaleźć w naszych nabożeństwach. 
Zasada ta, widoczna w naszym nabożeństwie, jest postępowaniem po drodze rozwoju duchowego i ma charakter obiektywny, zewnętrzny wobec naszych uczuć. 
W naszym nabożeństwie głosimy 
· chwale Bogu nawet wtedy, kiedy jesteśmy smutni; 
· żal za grzechy, nawet wtedy, kiedy zapomnieliśmy o Bogu; 
· wybaczenie, nawet wtedy, kiedy zamknęliśmy się w naszych urazach; 
· wiarę, nawet wtedy, kiedy nasza jest w głębokim kryzysie; 
· modlimy się za innych nawet wtedy, gdy skupiamy się wciąż na nas samych, pogrążeni w naszym egoizmie...


To postępowanie po ścieżce duchowości stawia w naszej pamięci Boga, którego znajdujemy w Ewangelii. 
Prawdą jest zatem, że chaos, zagubienie, a wręcz kataklizmy grożą nam przez całe nasze życie i nikt nie może być przed nimi zabezpieczony w pełni. 
Ale do nas należy czuwanie w modlitwie, w wyznawaniu naszej wiary, we wzajemnym zachęcaniu się, we wzmacnianiu braterskim, w nabożeństwie...
Wszystko to po to, aby Ewangelia wypełniła nas jak wilgoć gąbkę, i abyśmy mieli siłę wytrwać w momentach próby... 


Na zakończenie jeszcze jedna krótka historia z mądrości narodu wybranego, która przekłada wiarę protestu, kontestacji w czyn: 
Pewien mędrzec zapytał swoich uczniów: Jeżeli mielibyście pewność, że jeszcze dzisiejszego wieczoru musielibyście umrzeć, co zrobilibyście? 
Pierwszy z uczniów odpowiada: Poszedłbym uścisnąć moich najbliższych.
Drugi: Posadziłbym drzewo.
Trzeci: Poszedłbym pojednać się z moimi nieprzyjaciółmi. 
Czwarty: Kupiłbym ogromny bukiet kwiatów.
Piaty: Spędziłbym popołudnie na modlitwie. 
Mędrzec zakończył ich wyznania mówiąc: To, co mielibyście uczynić w momencie przewidywanej śmierci, zróbcie tu i teraz, natychmiast i róbcie zawsze... 

Rozwazanie Księgi proroka Izajasza, rozdziału 58, wersetow 7-12

Księga proroka Izajasza rozdział 58, wersety 7-12


...podzielisz twój chleb z głodnym i biednych bezdomnych przyjmiesz do domu, gdy zobaczysz nagiego, przyodziejesz go, a od swojego współbrata się nie odwrócisz. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i twoje uzdrowienie rychło nastąpi; twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała Pańska będzie twoją tylną strażą. Gdy potem będziesz wołał, Pan cię wysłucha, a gdy będziesz krzyczał o pomoc, odpowie: Oto jestem! Gdy usuniesz spośród siebie jarzmo, szydercze pokazywanie palcem i bezecne mówienie, gdy głodnemu podasz swój chleb i zaspokoisz pragnienie strapionego, wtedy twoje światło wzejdzie w ciemności, a twój zmierzch będzie jak południe, Pan będzie ciebie stale prowadził i nasyci twoją duszę nawet na pustkowiach, i sprawi, że twoje członki odzyskają swoją siłę, i będziesz jak ogród nawodniony i jak źródło, którego wody nie wysychają. Twoi ludzie odbudują prastare gruzy, podźwigniesz fundamenty poprzednich pokoleń i nazwą cię naprawiaczem wyłomów, odnowicielem, aby w nich można było mieszkać.


Księga proroka Izajasza jest księgą pasjonująca, którą można porównać do biblioteki prorockiej par excellence - tzn. zawierającej bez mała wszystko to, co Bóg, przez proroka (osobę szczególną, wybraną i naznaczoną przez Boga), chce powiedzieć swojemu ludowi. 


Jak uczy nas Słowo Boże: Kościół (ci, zawierzyli ich życie Synowi Bożemu, Jezusowi Chrystusowi), Kościół jest kontynuatorem tego, co Bóg dał i misji jaką przeznaczył Izraelowi. 
Dlatego też, mając świadomość przesłania, które jest aktualne także dla nas, dzisiaj, jest bardzo ważnym przyjrzeć się historii Izraela, której echo oddaje przeczytany przez nas fragment księgi proroka Izajasza. 
Z nauczania prorockiego Izajasza, będącego osadzonym w konkrentych realiach życia ludzkiego, mamy szansę, ale i zadanie czerpać to, jest nam niezbędne do naszego życia chrześcijańskiego, życia codziennego w XXI wieku.  


Kilka słów mogących nam ułatwić zrozumienie tekstu 58 rozdziału Izajasza. 
Księga Izajasza, jak twierdzi znacząca część specjalistów biblijnych, opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce podczas dwóch wieków, pomiędzy VIII a VI wiekiem przed Jezusem Chrystusem. 
Były to wieki szczególnie dramatyczne dla historii ludu wybranego, Izraela. 
Były to wieki, podczas których lud Izraela cierpiał coraz silniejszą, a wreszcie definitywną utratę poprzedniej świetności.
Był to czas upadku politycznego (wewnętrzne konflikty i niezdrowe gry polityczne), zwewnętrzne manipulacje ze strony potężniejszych odeń sąsiadów (potęg politycznych i militarnych). 
W 722  nastąpił upadek królestwa północnego, z jego stolicą w Samarii, podbitego przez potężne podówczas imperium asyryjskie.  
W 586 z kolei upadła Jerozolima, stolica królestwa południowego, zajęta i zniszczona przez babilończyków, tych, którzy na arenie politycznej środkowego Wschodu zajęli miejsce asyryjczyków. 


Za każdym razem, w wyniku wszystkich tych konfliktów, rywalizacji politycznych i niezmiennie z nimi związanych kryzysów ekonomicznych, pierwszą ofiarą cierpień była populacja lokalna, zwykli, szarzy ludzie. 
Aby jeszcze bardziej pogłębić ich dramat, każdy z najazdów kończył się wymuszonym przesiedleniem, wygnaniem znaczących i licznych grup mieszkańców Izraela w głąb zwycięskich imperiów. 
Mówimy i czujemy, czytając księgę Izajasza, o dwóch wiekach cierpień, o dwóch wiekach zagubienia, nie tylko polityczno-ekonomicznego, jak wspomnieliśmy wyżej, ale – i przede wszystkim – zagubienia duchowego, zagubienia w wierze w jedynego Boga, zagubienia narodu wybranego. 


Prorok Izajasz wielokrotnie zabierał głos, podkreślając, że wiele, że wręcz większość problemów, które cierpi populacja narodu wybranego, były związane z ich zanikającą wiarą, z ich niewiernością Bogu, a w konsekwencji z niewiernością i nieuczciwością wobec siebie – ludzi -  wzajemnie. 
Izajasz podkreślał, jak wielu proroków, że związek człowieka z Bogiem ma charakter witalny. 
To nie kwestia tylko praktyki religijnej, tradycji i przyzwyczajeń religijnych, ale to przede wszystkim kwestia zwykłych, codziennych wyborów, w których człowiek - jeśli nie jest oddany stale Bogu - żyjąc w oddaleniu od swego Pana, błądzi i niszczy siebie, niszczy rzeczywistość wokół siebie, nieszczy innych ludzi, którzy wokół niego się znajdują. 


Wróćmy jeszcze do historii Izraela. 
Któregoś roku przyszedł czas, że w wyniku kolejnej zmiany koniunktury sił na Środkowym Wschodzie, począwszy od roku 538 przed Chrystusem, wielu wygnanych Izraelitów mogło wrócić do swojej ojczyzny. 
Nastąpił dla nich, i dla tych którzy tam zamieszkiwali bez zmian, czas rekonstrukcji, czas budowy, odbudowy dawnych struktur, odbudowy życia dla tych, którzy wrócili i dla tych, którzy pozostali. 


W tym właśnie okresie, wydawałoby się pełnym nadziei pojawiły się ogromne konflikty. 
Pojawiły się konflikty pomimo tego, że wreszcie można było wrócić do siebie, wreszcie można było konstruować (choć oczywiście zniszczenia były wielkie); pomimo tego, że wreszcie można było uwielbiać Boga w miejscu, które było uświęcone. 


Jakie były to konflitky?:
- przede wszystkim kryzys braku nadziei, spowodowany długim oczekiwaniem na pomoc Bożą w czasach dramatu, 
- zagubienie w wierze, spowodowane brakiem należytego zaangażowania w wierze lub daniem się przeniknąć przez obce praktyki religijne, 
- nienawiść wzajemna pomiędzy tymi, którzy w kraju pozostali, a tymi którzy musieli poddać się wygnaniu (konflikt interesów ekonomicznych pomiędzy tymi dwoma grupami był bazą wzajemnych animozji), 
- niechęć do obcych, obcokrajowców, naznaczony przeszłością (najazdy, zniszczenia) jak i teraźniejszością (konkurencja ekonomiczna na terytorium osłabionym wojnami i wygnaniami). 


Jaka zatem w tym okresie była rola proroka? Jakie słowo miał skierować do narodu gnębionego tyloma napięciami? napięciami wiary, codzienności, ekonomii, polityki...
Prorok Izajasz ukazuje w sposób konsekwentny Boga, który jest najwyższy; który jest najwyższym Panem i Królem, ale jest jednocześnie obecny w życiu i historii swoich dzieci.  
Jest obecny w życiu tych, których sobie wybrał, z którymi zawarł przymierze, zgodnie ze swoim zamiarem, zgodnie ze swoją do nich miłością. 


Prorok, zabierając głos w imieniu Tego, który go posyła, podkreśla potrzebę walki z niesprawiedliwością, która się szerzy w narodzie, potrzebę zbliżenia do Boga, do Tego, który jest wrogiem przemocy, przymusu, prześladowania, wzajemnej nienawiści, czy nawet wzajemnej niechęci...
Ten, którego głosi prorok Izajasz, Bóg najwyższy, Bóg sprawiedliwy i mocny, jest Stworzycielem wszystkiego i wszystkich, jest Bogiem wszystkiego i wszystkich!


Między Bogiem, a Jego dziećmi istnieje ścisła, witalna więź. 
Nie mogą być oni prawdziwie szczęśliwi, zarówno w wymiarze indywidualnym (każdy z osobna), jak i wspólnotowym, czyli jako naród; jako mieszkańcy jednego miejsca, kraju, wsi czy miasta, nawet ci pochodzący z różnych narodów. 
Nie mogą być prawdziwie szczęśliwi, jeśli nie pozostają z Bogiem w ścisłej więzi, jeśli ich życie w sposób świadomy i konsekwentny nie jest z Nim związane. 


Wobec Boga, wiernego w miłości do swoich dzieci, mocnego w mocy zbawienia, ale i nie popełniającego błędu w swoim sądzie, ludzie muszą zająć jasne stanowisko: za lub przeciw NIemu. 
Jeśli nie zajmą tej jasnej pozycji - ryzykują brak szczęścia. 
Ryzykują wręcz nieszczęście, jeśli odrzucą oferowaną im miłość, ale i nie przyjmą oczekiwanych od nich warunków postępowania, niezbędnych do wypełnienia każdego, konkretnego dnia. 


Zająć pozycję wobec Boga, uczy prorok Izajasz, to przyjąć także odpowiednią postawę wobec drugiego człowieka, wobec tego, który wraz ze mną żyje w świecie danym nam przez Pana. 


A zatem, zajęcie właściwej pozycji wobec Boga musi znaleźć swoje potwierdzenie w postawie wobec grugiego człowieka, wobec świata w którym żyję...


Każda wspólnota ludzka jest w stałym procesie konstrukcji, w budowaniu siebie (jako ludzi samych), jaki i świata wokół nich. 
Taką charakterystykę, także w sposób prorocki (tzn. mający być znakiem dla innych), ma prezentować wspólnota chrześcijańska, wspólnota tych, którzy wierzą i oddają ich życie Bogu, który dał się poznać w pełni w miłości Swego Syna, Jezusa Chrystusa. 
Człowiek, a chrześcijanin w sposób szczególny, jest w procesie budowy siebie, jest odpowiedzialności za wzrastanie innych wokół siebie, świata - rzeczywistości wokół siebie. 


Izajasz przekazuje jasne przesłanie, jako ten, któremu nakazał to Bóg sam: prawdziwe potwierdzenie prawdziwego oddania życia Bogu, prawdziwej wiary, znajduje swój dowód w relacji do drugiego człowieka. 
Stosunek do drugiego nie tylko w kościele, nie tylko w czasie nabożeństwa, w czasie różnego rodzaju aktywności kościelnych, ale także - a może przede wszystkim - wtedy, kiedy nie czujemy szczególnej motywacji do zaangażowania, okazania szacunku, otwartości wobec tych, których spotykamy na codzień. 


Tak jak naród wybrany, Izrael, który musiał przebrnąć przez tyle napięć, niepokojów, niechęci wzajemnych, wzajemnego zablokowania, Kościół Jezusa Chrystusa, który jest nowym Izraelem, musi być świadom swojego zobowiązania przed Panem. 
Bóg oczekuje od swojego Kościoła tego samego zaangażowania w wierze wobec Niego. Zaangażowania radykalnego, które znajduje swoje potwierdzenie w codzienności, w życiu konkretym. 


Pan daje siłę, daje pokój, daje radość życia, ale daje też obowiązek wzajemnej odpowiedzialności, wzajemnej troski; nawet tam, gdzie jest ona tak trudna do okazania. 


Takie jest też zadanie prorockie Kościoła dzisiaj. 
W tym świecie, w którym tak łatwo o uproszczenia mechanizmów więzi międzyludzkich. 
W tym świecie, w którym drugi człowiek jest postrzegany przede wszystkim jako potencjalny konkurent..., czy wręcz zagrożenie. 
W tym świecie Kościół ma – przyznajmy to – trudną misję prorocką świadczenia o miłości Tego, który jest Ojcem, Ojcem stworzenia i stworzeń; Ojcem, do którego wszystkie Jego dzieci – razem - mogą zwracać się „Ojcze nasz”. 


Na zakończenie przeczytajmy fragment z 5 rodziału Listu Pawła Apostoła do Galatów, wersety 19 – 26. 


Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą. Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Przeciwko takim nie ma zakonu. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami. Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy. Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich drażniąc, jedni drugim zazdroszcząc.


Pan Bóg działa w nas w swoim Duchu, w sposób konkretny. 
Owoce Ducha są klarowne, dostrzegalne w jasny sposób w naszym życiu. 
Takich też owoców, nam, którzy oddajemy się Bogu, życzę nie tylko tu obecnym, ale i wszystkim, których wiara opiera się na Słowie Bożym, które jest mocne i skuteczne.  

Urzędy/posługi kościelne według Jana Kalwina

Kiedy Kalwin wróci po trzech latach swej  nieobecności do Genewy (w której pozostanie już do śmierci), wróci tam ubogacony doświadczeniami alzackimi,  szczególnie w kwestii posług kościelnych (ministeriów) i ich zróżnicowania. 


To za przykładem reformatora Alzacji – Bucera – Kalwin nada kształt funkcjonowania czterech posług kościelnych: 1.nauczycieli (doktorów), 2. pastorów, 3. starszych, 4.diakonów. 


Najważniejszymi dla Kalwina będą dwa urzędy/posługi kościelne, bez których - jak twierdził - Kościół nie może się obejść. 
Będą to nauczyciele i pastorzy. 


Posługa pierwszych nie będzie związana z dyscypliną kościelną, ani też posługą sakramentów, ani też z zachęcaniem czy też upominaniem wspólnoty kościelnej. Wymieniony tutaj zakres obowiązków będzie przypisany posłudze pastorów. 
Nauczyciele będą zajmowali się nauczaniem Pisma Świętego (dla zagwarantowania czystości nauczania biblijnego) oraz formacją teologiczną pastorów. 
Do nich także będzie należało nauczanie w szkołach pozostających pod opieką Kościoła. 


Dla Kalwina posługa pastorska (urząd pastorski) ma charakter kluczowy. 
Napisze: „Pastorzy mają urząd podobny do tego, który mieli Apostołowie, wyjąwszy, że 
każdy z nich jest w nim ograniczony do swojego Kościoła. 
Wreszcie, to co Apostołowie uczynili dla wszystkich, każdy pastor jest obowiązany czynić w swoim Kościele, do którego jest 




wysłany... 
Oto prawo nienaruszalne, które obowiązuje wszystkich tych, którzy określają się następcami Apostołów, i które muszą zachowywać na zawsze: głosić Ewangelię i udzielać sakramentów” (Institutio IV,III, 4b i nast.). 


Co do diakonów, to Kalwin podkreśli, że właściwie to wszystkie urzędy, posługi w Kościele są diakonijne, tzn. związane ze służbą innym, niemniej specyficzna posługa diakonów, jako urzędu, będzie związana z 
konkretną działalnością: pomocą materialną wewnątrz i poza wspólnotą Kościoła. 


W kwestii starszych, reakcja Kalwina jest naturalna w związku z odrzuceniem przez reformowanych hierarchii kościelnej. 
Koncepcja ta jest logicznym następstwem tak silnie sformułowanego przez Marcina Lutra (w ścisłym oparciu o Słowo Boże) nauczania o kapłaństwie powszechnym wiernych. 


Kapłaństwo powszechne wierzących: to przekonanie, że każdy człowiek, dzięki dziełu Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego, ma bezpośredni, osobisty dostęp do Boga, bez konieczności pośrednictwa kleru i instytucji kościelnej. 


Zgodnie z tą nauką wszyscy wierzący są sobie równi przed Bogiem, niemniej istnieją pewne funkcje związane z konkretną odpowiedzialnością w pracy kościelnej, w pewnych sektorach aktywności kościelnej. Władza w Kościele zgodnie z tą koncepcją będzie wykonywana przez konsystorz, składający się pastorów i starszych („świeckich”). 


To starsi przede wszystkim zapewnią i zagwarantują kolegialny i świecki urząd przewodniczenia Kościołowi. 
Będą oni podejmowali decyzje wspólnie z pastorami w konsystorzu, każdy zaś ze starszych, indywidualnie, będzie miał za zadanie czuwać nad członkami wspólnoty w kwestii czystości wiary, obyczajów, moralności, zaangażowania w życie wspólnoty (tak religijne jak i społeczne) i edukację katechetyczną dzieci. 
Niezwykle ważne było wspieranie, jakiego starsi udzielali członkom Kościoła, w kwestii troski o obyczaje, o moralność postępowania, które było traktowane jako pierwszy rozpoznawalny owoc wyznawanej wiary. 

Kwestia urzędów/posług/ministeriów kościelnych

Celem tego krótkiego rozważania nie jest przedstawienie oczywiście całości teologii związanej ze wszystkimi posługami w Kościele (Kościołach). 
Ze względów praktycznych (tzn. uważając, że mają one największy wpływ na myślenie w Kościele), ale także z przekonania, że są one podstawową różnicą w dialogu instytucjonalnym między Kościołami, proponujemy przez moment zatrzymać się nad urzędem kapłańskim w Kościele Katolickim i nad urzędem/posługą kościelną głoszenia Słowa w Kościołach Reformacji. 




1. Koncepcja rzymsko-katolicka.


W Kościele katolickim posługa kapłańska (urząd kapłański) ma znaczenie kluczowe dla funkcjonowania Kościoła, przede wszystkim z racji teologii podkreślającej, że podstawowym „narzędziem” łaski jest sakrament, którego udzielać mogą wyłącznie (poza małżeństwem) księża (kapłani) Kościoła katolickiego. 
Kapłaństwo ma swoje trzy stopnie: diakona, prezbitera i biskupa, przy czym to biskkup dysponuje „pełnią kapłaństwa” i może wyświęcać (ordynować) innych kapłanów. 


Zacytujmy dwa istotne teksty dla doktryny katolickiej. 


Pierwszy, to tzw. Katechizm Rzymski zwany także Katechizmem Soboru Trydenckiego (Catechismus ex decreto Concilii Tridentini ad parochos Pii V jussu editus, Romae, 1566 r.). 
Dokument ten jest niezwykle ciekawy z punktu widzenia protestantów, ponieważ był ścisłym następstwem i reakcją na rozwijającą się w XVI wieku Reformację. 
Jego sformułowania są bardzo klarowne, nie pozostawiające wątpliwości co do ich treści; przekazują treść w sposób prosty, a nawet surowy... 
Tu w kwestii kapłaństwa katolickiego: 








„Jeżeli ktoś powiedziałby, że w Nowym Testamencie nie ma kapłaństwa widzialnego 
i zewnętrznego, lub że nie istnieje władza konsekrowania i ofiarowania prawdziwego ciała i krwi Pańskiego, i odpuszczania i zatrzymywania grzechów, ale że istnieje tylko jeden urząd i jedna prosta posługa głoszenia Ewangelii; lub że ci, którzy głoszą (kazania) nie muszą być koniecznie kapłanami: ten niech będzie wyklęty.” (Sess. XXIII, Can. 1, Denz. 961).


Dwa kolejne cytaty pochodzą ze współczesnego Katechizmu Kościoła Katolickiego z 1992 (tekst cytowany za wyd. Pallotinum 1994):
„1547 Kapłaństwo urzędowe (...) przyczynia się ono do rozwoju łaski chrztu wszystkich chrześcijan. Jest ono jednym ze środków, przez które Chrystus nieustannie buduje i prowadzi swój Kościół. Dlatego przekazuje się je przez osobny sakrament, a mianowicie sakrament święceń.”
„1548 W służbie eklezjalnej wyświęconego kapłana jest obecny w swoim Kościele sam Chrystus jako Głowa swojego Ciała, jako Pasterz swojej trzody, Arcykapłan odkupieńczej ofiary, Nauczyciel Prawdy. To właśnie wyraża Kościół, mówiąc, że kapłan na mocy sakramentu święceń działa "w osobie Chrystusa-Głowy" (in persona Christi Capitis):
Jest więc jeden i ten sam Kapłan, Chrystus Jezus, którego najświętszą Osobę zastępuje kapłan. Ten ostatni bowiem dzięki konsekracji kapłańskiej upodabnia się do Najwyższego Kapłana i posiada władzę działania mocą i w osobie samego Chrystusa (virtute ac persona ipsius Christi).
Chrystus jest źródłem wszelkiego kapłaństwa: kapłan Starego Prawa był figurą Chrystusa, a kapłan Nowego Prawa działa mocą i w imieniu samego Chrystusa.”


Niezależnie od różnic w języku, wynikających przede wszystkim z kontekstu historycznego i towarzyszących temu faktowi emocji, należy wyróżnić w nauce katolickiej o urzędzie kapłańskim dwa podstawowe stwierdzenia. 
Pierwszym jest, że urząd, posługa kapłańska jest oddana sakramentom. 
Ordynacja kapłańska zresztą już sama z siebie w nauce katolickiej jest sakramentem. Ma ona za cel pozwolić na udzielanie sakramentów (przede wszystkim tzw. sakramentu ołtarza, czyli Mszy), niezbędnych do otrzymania łaski. 
Drugi element to ten, że posługa (urząd) ta jest w swojej istocie kapłaństwem, taka zresztą jest jej nazwa. 
Księża są „kapłanami”, a papież w logice tej jest najwyższym kapłanem (w tradycji katolickiej w ciągu wieków nosząc właśnie tytuł „Pontifex Maximus”). 


Z mocy ich ordynacji kapłańskiej („święceń”), ci którzy zostali w ten sposób w sposób jasny wyłączeni ze wspólnoty wiernych (nie przeczy temu zresztą nauka o powszechnym kapłaństwie wiernych w wersji nauczanej w Katechizmie z 1994...). 
Art. 1538 Katechizmu z 1994 r. mówi o szczególnym darze Ducha Świętego, który to jest udzielony wraz z sakramentem kapłaństwa. Tak rozumiana nauka o urzędzie kapłaństwa prowadzi do sformułowania koncepcji Kościoła hierarchicznego, Kościoła jakby dwóch dynamik...: księża stanowią „Kościół nauczający”, zaś wierni (tzw. świeccy) stanowią - również z samego faktu takiej koncepcji – „Kościół nauczany”...


Zgodnie z art. 1582 „Sakrament święceń wyciska również niezatarty charakter duchowy i nie może być powtarzany ani udzielany tylko na pewien czas”. 
W sposób powszechny naucza się zresztą w Kościele Katolickim szacunku i czci, jaki wierni (świeccy) winni okazywać ich kapłanom, jako tym, którzy działają w „osobie Chrystusa” (w działaniach sakramentalnych). 
Kodeks Prawa Kanonicznego nazywa „świętokradztwem” czynny atak wiernego, którego ten dokona przeciw kapłanowi katolickiemu (z intencją ataku na jego kapłaństwo).


Dla świeckich jest elementem niezwykle ważnym poddanie się nauczaniu biskupów i księży... 
Konstytucja „Lumen Gentium” Soboru Watykańskiego II mówi (w punkcie 22): „Biskupi przestrzegając wiernie prymatu i przodownictwa Głowy swojej, sprawują własną władzę dla dobra swoich wiernych, a także dla dobra całego Kościoła, Duch Święty zaś ustawicznie umacnia jego organiczną strukturę i zgodę (...) Ta sama władza kolegialna może być sprawowana wespół z papieżem przez rozproszonych po świecie biskupów, byle tylko Głowa Kolegium wezwała ich do kolegialnego działania albo przynajmniej zatwierdziła jednakową działalność przebywających w rozproszeniu biskupów lub dobrowolnie ją przyjęła, tak żeby  stała się ona prawdziwym aktem kolegialnym.”


Można zatem podkreślić, że sakrament kapłaństwa w swoich trzech formach formach (podając zstępnie): episkopatu (pełni kapłaństwa), prezbiteratu i diakonatu stanowi wręcz konstytuwną część Kościoła. 


2. Kościoły Reformacji. 


Dla zrozumienia całości teologii ministeriów/posług w protestantyzmie, należy przede wszystkim zauważyć, że Reformatorzy rozważając kwestię środków, jakimi łaska Boża „dociera” do wierzącego, przyjęli jeden podstawowy – Słowo. 


Słowo to (w znaczeniu - Słowo Boże) może docierać przez głoszenie kazań, ale także w indywidualnej pracy duszpasterskiej. 


To Słowo daje moc i sens sakramentom. 
A zatem podstawową funkcją, podstawową posługą, jaką Kościół może powierzyć niektórym ze swoich członków jest posługa Słowa, urząd głoszenia Słowa. 
Jest ona podstawowym ministerium/posługą, która ma ogromną ważność dla Kościoła. 


Posługa Słowa


Luter w głoszeniu Słowa podkreślał aspekt potrzeby głębi świadectwa - świadectwa pełnego przekonania, „zarażającego” innych swoim pochwyceniem łaską i byciem żywionym przez Boże przesłanie Ewangelii. 


Dla Melanchtona posługa Słowa była urzędem nauczania. Miała ona polegać na solidnym wykładzie nauczania biblijnego. 


To Zwinglemu przypisuje się zazwyczaj pojęcie „pastorstwa”. Pastor w dziełach Zwinglego jawi się jako ktoś walczący, kto odważnie atakuje (zgodnie z Jn 10,11-18) wilka, który zagraża jego owcom. 
Także Zwingli przedstawia nauczanie, jako normalną aktywność pastorską. 
Kaznodzieja musi przede wszystkim jasno i w sposób zrozumiały wyjaśniać prawdy zawarte w Ewangelii, ma podkreślać pokój jaki one ze sobą niosą oraz zobowiązania do jakich wzywają. 


Bucer, którego niektórzy nazywają „pietystą” wśród Reformatorów, twierdzi, że kazanie ma przede wszystkim mieć za cel uczynienie słuchaczy lepszymi, działając na ich sumienia i serca. 
Ma ono budować (w podstawowym sensie) przekonanie i świadomość chrześcijańską w duszy każdego słuchacza i budować braterską wspólnotę. 


Głoszenie, jakie proponował Kalwin, wyróżnia się przede wszystkim przez pełen intelektualnej mądrości wykład Słowa, a jednocześnie bardzo mocne i praktyczne osadzenie go w życiu codziennym wiernych. 
Kalwin, który był bez wątpienie największym egzegetą (czyli specjalistą interpretacji Biblii) swojego wieku, wykazywał jednocześnie głębię przejęcia duszpasterskiego. 


Duszpasterstwo indywidualne


Jeśli chodzi o duszpasterstwo indywidualne, to jest ono związane w tradycji historycznych Kościołów Reformacji z posługą Słowa. 


Przez Lutra, było ono podtrzymane w formie spowiedzi indywidualnej, do której Luter zachęcał i której pozytywne efekty zawsze podkreślał (tu uwaga: dla Lutra nie ma „obowiązku” spowiedzi, podobnej jak w Kościele katolickim, ani też nie ma obowiązku wyznania „wszystkich” grzechów). 


Oecolampadius jako pierwszy opracował projekt opieki duszpasterskiej, którą miałoby sprawować ciało tzw. cenzorów w służbie wspólnoty religijnej. 


Bucer, w sposób zbliżony do Lutra, kładł nacisk na służbę wzajemnego zachęcania się, upominania się, a także umacniania się przez wierzących. 
Inspirowany myślą Oecolampadiusa starał się zorganizować opiekę duszpasterską, sprawowaną przez starszych zborów. 
Była to zresztą jedna z jego największych trosk. 
Kalwin zachęcał pastorów do wizyt domowych, które on sam praktykował podczas swojego pobytu w Strasburgu, kiedy szukał swoich współobywateli, a także kiedy przyprowadzał do Kościoła grupy „sekciarskie”. 


Także w Genewie funkcja duszpasterska była związana z urzędem pastorskim. 
Kalwin wykonywał pracę duszpasterską i przewodnictwo duchowe także poprzez bardzo rozbudowaną korespondencję ze swoimi dawnymi uczniami oraz osobami (znanymi mu i nieznanymi), a które odwoływały się do jego rozsądku, mądrości i kompetencji.