sobota, 11 lutego 2017

Rozważanie tekstu Ewangelii wg św. Łukasza 17,7-10 (tekst na trzecią niedzielę przed Postem).




1.       Służba wynikająca z samego faktu powołania do niej

(7) Kto zaś z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie do niego, gdy powróci z pola: Chodź zaraz i zasiądź do stołu? (8) Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż się najem i napiję, a potem i ty będziesz jadł i pił? (9) Czy dziękuje słudze, że uczynił to, co mu polecono? (w. 7-9).

Pan Jezus przedstawia przypowieść w formie pytającej, co czyni ją pełniejszą wyrazu. Stawia tym samym uczniów w sytuacji, która ich zobowiązuje do odpowiedzenia sobie na postawione pytania.
Musieli postawić się na miejscu człowieka, który ma niewolnika.

Cały czas i praca niewolnika należą do pana. A zatem, kiedy niewolnik powraca z pól, po wykonaniu tam prac lub po wypasie zwierząt, nie może jeszcze oczekiwać dla siebie czasu wypoczynku. Najpierw musi pospieszyć się z przygotowaniem wieczornego posiłku dla swojego pana i usłużyć mu przy stole. Czy ciężka praca niewolnika na polach i służba w domu były uważane jako coś szczególnego lub nadzwyczajnego? Nie, stanowiły one zwykłą pracę niewolnika. Być może nie otrzymywał on nawet podziękowań za to, co zrobił. Pan nie był zobligowany dziękować niewolnikowi za to co mu zlecił do wykonania, mówi Jezus.

Dokonując aplikacji przypowieści zarówno do apostołów, jak i do nas samych, należy zwrócić uwagę na typy aktywności niewolnika pracującego na polach: on orał i pasł. Pan Jezus nie wybrał tych prac bez jakiejś głębszej intencji.
Wy rolą Bożą, budowlą Bożą jesteście napisze apostoł Paweł do Koryntian, posługując się obrazem prac (i ich stanu) na polach (1 Koryntian 3,9). Apostoł „zasadził” Apollosa, a Apollos „podlewał” (w.6). Te dwie aktywności były poprzedzone orką, „złamaniem” i przygotowaniem ziemi, gruntu serc. Była to istotnie ciężka praca!

Czy dzisiaj jest to prostsze i mniej ważne niż wtedy?
Wypełniajmy tę pracę, jeśli Pan nas do niej powołał. I przypominajmy sobie w takich chwilach, że jedynie lemiesz pługa Słowa Bożego może powodować rezultaty pożądane w sercach i sumieniach ludzkich. Wszystkie zasoby ludzkie są w tej kwestii bez efektu, jedynie On sprawia efekt.

Pan mówi także dzisiaj o tym, by paść.  Przypomina nam to służbę powierzoną Apostołowi Piotrowi (Jana 21,15-17). Paść i czuwać nad stadem owiec Chrystusa jest wartością nieocenioną, ale jest także służbą trudną, która nie może być wypełniona dobrze, jak tylko spoglądając na Pana i w mocy Ducha Świętego.
A zatem, przez te dwie aktywności niewolnika Pan Jezus czyni aluzję do dwóch podstawowych posług  chrześcijańskich: przygotowania serc do otrzymania Słowa Bożego i do troski o tych, którzy do Niego należą.

2.       Element niepokojący - słudzy nieużyteczni…

Służba niewolnika jest czymś, co wynika samo z siebie i nie musi w sposób konieczny budzić podziękowań. Pan Jezus zatem tę właśnie przypowieść odnosi do swoich sług: Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: Sługami nieużytecznymi jesteśmy, bo co winniśmy byli uczynić, uczyniliśmy (w. 10).

Zauważmy najpierw to, co Pan powiedział do swoich uczniów, a następnie skupmy naszą uwagę na tym, czego im nie powiedział. Klucz tej przypowieści znajduje się właśnie w tym, co Pan Jezus powiedział o naszej postawie wobec Niego, a nie o Jego postawie wobec nas.
Nawet jeżeli nasza wiara byłaby znacząco wzmocniona i nawet jeżeli zostalibyśmy uczynieni zdolnymi wypełnić dzieło Boże, to fakt ten nie uprawnia nas w żaden sposób do roszczenia sobie czegokolwiek dla nas samych. Nawet jeżeli uczynilibyśmy wszystko, co było nam nakazane, musimy mieć to głębokie przekonanie, że jesteśmy tylko „nieużytecznymi niewolnikami”.

Ale uwaga: nieużyteczny nie oznacza kogoś, bez którego można się obejść, ponieważ przypowieść ukazuje, że Pan Jezus chce używać swoich niewolników i nie może obejść się bez nich.
Musimy uważać się za niewolników nieużytecznych, ponieważ to nie my sami dokonaliśmy tego, do uczynienia czego zostaliśmy zobowiązani i w konsekwencji nie możemy rościć sobie wyjątkowych praw, czy przywilejów przed Panem Bogiem.
Nie nabyliśmy szczególnych praw u Pana Boga, poprzez nasze szczególne posługi. Jest to prawdą obiektywną także dla najbardziej szanowanych i wiernych sług Pańskich.
Postawmy sobie po cichu pytanie: czy nie dręczy nas czasem pytanie (bądź przekonanie wręcz): oto Pan powinien być nam coś dłużny z powodu naszej służby?
W optyce przypowieści Jezusa myślenie takie jest całkowicie bezzasadne!
Więcej jeszcze – czy miłość wobec Pana Boga nie powinna przekraczać naszego czystego poczucia zobowiązania wobec Niego?

Jest jasnym, że Pan Jezus nie mówi tutaj o jakimś leniwym niewolniku, o kimś, kto byłby zaniedbującym i nonszalanckim w służbie Pańskiej. Jeżeli nie zrobiłby ów niewolnik tego, co było mu nakazane, to nie byłby niewolnikiem nieużytecznym, ale niewolnikiem leniwym (i bezużytecznym).

Nie mamy także możliwości rozważania kwestii: a co byłoby, gdyby zdarzył się taki sługa Pański, który wypełniłby wszystkie zlecone mu zadania ze skutkiem 100-procentowym, skutecznie i bez wyjątku. Takiego kogoś bowiem po prostu nie ma, nie istnieje. Nawet sługa tak wierny i oddany Panu Bogu, jakim był Apostoł Paweł, był przekonany, że nie mógł czuć się usprawiedliwiony przez sam fakt czystego sumienia (1 Koryntian 4,4).

Racje, dla których zostaliśmy umieszczeni na pozycjach niewolników Pana Boga i mamy w konsekwencji obowiązek uczynienia wszystkiego, co było nam nakazane, nie są ukazane w tej przypowieści, ale można je znaleźć gdzie indziej w Nowym Testamencie. Dla przykładu: Drogoście bowiem kupieni. Wysławiajcie tedy Boga w ciele waszym (1Koryntian 6,20) i … umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją, już nie dla siebie samych żyli, lecz dla tego, który za nich umarł i został wzbudzony (2 Koryntian 5,15).  

3.       Czy nie ma zatem żadnej nagrody?

Do tej chwili podejmowaliśmy rozważanie problemu od naszej strony – tego, co my musimy powiedzieć/zrobić: …mówcie: Sługami nieużytecznymi jesteśmy, bo co winniśmy byli uczynić…
Jest to nasz sposób mówienia i reagowania, do którego jesteśmy zobowiązani. Nie jest natomiast powiedziane, że Pan zwraca w ten sam sposób do nas, kiedy dokonaliśmy rzeczy, które były naszym obowiązkiem …
Możemy tak twierdzić dlatego także, że Pan Jezus nie rozpoczął przypowieści mówiąc: „Pewien człowiek miał niewolnika”…

Przez pytanie „kim jest ten spośród was, kto mając niewolnika” ukazuje nam przede wszystkim jakiego sposobu reakcji  oczekuje się od tych, którzy pracują dla Królestwa Bożego.
Jednakże On sam, nasz Pan, nasz Bóg, będzie reagował odmiennie. Jeżeli czytamy inne przypowieści, napotykamy jednoznacznie wyrażoną naukę, że Pan nasz nagradza wierność w służbie i pracę dla Niego.
To są te elementy, które znajdujemy w przypowieści o pracownikach najętych do pracy w winnicy, podobnie jak w przypowieści o talentach (Mateusza 20,1-16; 25,14-30; Łukasza 19,11-27).
Jednakże – i podkreślmy to mocno – nagroda Pańska będzie wyłącznie łaską; nie mamy prawa jej wymuszać, ani oczekiwać, że na nią zasłużyliśmy, bądź na nią zapracowaliśmy. Pan nasz działa w określony sposób, ponieważ jest On wierny samemu sobie i Jego nieskończonej dobroci. Dlatego też, z naszej strony, miłość do naszego Pana jest jedyną prawdziwą motywacją naszej służby dla Niego. Nie jest tym i nie może być pragnienie bycia wynagrodzonym.

4.       Zakończenie

Odnosząc się do wspomnianych wyżej - tytułem przykładu – przypowieści z Mateusza i Łukasza, można dojść do dodatkowego wniosku: nadejdzie czas odpoczynku od wszelkiej pracy, którą dokonaliśmy dla Pana tutaj, na tej ziemi. Pewnego dnia niewolnik, sługa, powróci ze swej pracy na polach. Będzie miał jeszcze coś do zrobienia w domu (bo pewnie nie będziemy nie-aktywni w niebie), ale będzie to już najbardziej radosna z możliwych prac, napełniająca największym poczuciem satysfakcji: służba wieczna Panu (Objawienia 22,3).
Jedno jest pewne – praca na polach, z właściwymi sobie wysiłkiem, niepokojem, bólem, zniknie na zawsze. Jest to nasza błogosławiona pewność.
Gdyby jednak ta obietnica szczęścia nie wystarczyła nam, możemy jeszcze dokonać innego porównania. W naszej przypowieści głównej, Pan Jezus każe powiedzieć panu niewolnika: przepasz się i usługuj mi, aż się najem i napij.
Ale cóż możemy powiedzieć, kiedy słyszymy Pana Jezusa mówiącego o tych niewolnikach, którzy służyli Mu wiernie i którzy Go oczekiwali:  Błogosławieni owi słudzy, których pan, gdy przyjdzie, zastanie czuwających. Zaprawdę, powiadam wam, iż się przepasze i posadzi ich przy stole, i przystąpiwszy, będzie im usługiwał (Łukasza 12,37).
Kiedy praca na polach będzie ukończona dla niewolników i kiedy Pan powróci do domu, wtedy objawi się w sposób pełny Jego miłość i Jego łaskawość, nieporównywalne: kiedy sam opasze się i będzie posługiwał tym, którzy Jemu służyli. I pozwoli nam cieszyć się chwałą w domu swego Ojca.
Jakaż to łaska, która przekracza wszystko to, co możemy zrozumieć!

czwartek, 2 lutego 2017

Czwarte przykazanie

Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę, ale siódmego dnia jest sabat Pana, Boga twego…

Przypomnijmy, że tekst czwartego przykazania znajdujemy w dwóch księgach biblijnych. Chodzi tutaj o treści zawarte w Księdze Wyjścia 20,8-11 i Księdze Powtórzonego Prawa 5,12-15. Księgi te, jak pamiętamy, w Biblii tzw. Warszawskiej (jak dotąd jednej z najpopularniejszych edycji w środowiskach protestanckich) noszą tytuły Drugiej i Piątej Księgi Mojżeszowej. Ponieważ jednak większość (nie tylko w innych językach, ale także tych polskich, dotąd istniejących oraz nowych pojawiających się) tłumaczeń Biblii używa nazw Wyjścia i Powtórzonego Prawa, w artykule tym używać będziemy takich właśnie tytułów.

Życie - we wszystkich krajach - staje się coraz bardziej nerwowe, niespokojne poprzez szaloną dynamikę, która jest nam narzucana. Stajemy coraz bardziej przed niebezpieczeństwem życia w społeczeństwach technicznych, w których głównym celem życia staje się zaspokajanie wciąż nowych potrzeb, potrzeb coraz intensywniej kreowanych.
Poddając się jednak takiej szalonej dynamice traci się nieuniknienie prostotę szczęścia. Szczęście – w takim kontekście - jest coraz trudniejsze do zrealizowania z powodu przyśpieszania produkcji, koncentrowania się na potrzebach tych odnawianych, ale i nowych i różnych, które stają się tym mocniej intensywne, im te bazowe są coraz lepiej zapewniane.
Podana wyżej opinia nie ma służyć całkowicie negatywnej ocenie wszelkiej techniki pojawiającej się w naszych społeczeństwach, ale ma podkreślić, że często to posiadanie zdobyczy techniki wyznacza poczucie szczęścia i powoduje, że zapomina się o tym co jest centralne i najważniejsze w życiu ludzkim.

Musimy mieć świadomość, że czwarte przykazanie jest jednym z najtrudniej realizowalnych we współczesnym świecie.
Pierwsze racje tych trudności są porządku socjologicznego: przyjmowanie pozbawionego hamulców, w ciągłym biegu, trybu życia wydaje się dzisiaj czymś absolutnie normalnym. Środki komunikacji i transportu pozwalają i zachęcają do stałej i nieprzerwanej bez mała aktywności zawodowej.  Dominuje przekonanie, że to, co jest możliwym, trzeba natychmiast zrobić lub osiągnąć. 
Inne racje wynikają ze zmiany kierunków nauczania wiary, a także z rozmycia szeregu tradycyjnych racji o charakterze teologicznym. Bardzo często nie wydaje się już interesującym (czytaj ważnym) biblijne nauczanie o sabacie. Zadaje się pytanie: kiedy (i czy?) właściwie został on ustanowiony? I czy chrześcijanie są jeszcze – jak Żydzi – zobligowani do zachowywania go? Czy nabożeństwo niedzielne jest ważne (obowiązkowe)?

Poświęćmy teraz kilka chwil przybliżeniu sensu dnia sabatu.
Czwarte przykazanie istnieje w dwóch wersjach, które nie różnią się jedna od drugiej jak tylko w kwestii argumentacji określającej zachowywanie szabatu.
W wersji Wyjścia pamiętanie o sabacie i święcenie go wynika z porządku stworzenia i błogosławieństwa dnia siódmego, ustanowionego przez samego Stworzyciela: Gdyż w sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest, a siódmego dnia odpoczął. Dlatego Pan pobłogosławił dzień sabatu i poświęcił go (Wyjścia 20,11).
W wersji Powtórzonego Prawa zachowywanie szabatu odnosi się do uwolnienia ludu Izraela: Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i że Pan, twój Bóg, wyprowadził cię stamtąd ręką możną i ramieniem wyciągniętym. Dlatego rozkazał ci Pan, twój Bóg, abyś obchodził dzień sabatu (Powtórzonego Prawa 5,15).
Różnica tkwi w kontekście, w jakim oba teksty Dekalogu zostały podane.
Wydaje się, że to w Księdze Wyjścia Przedwieczny, za pośrednictwem Mojżesza, reguluje po raz pierwszy praktykę dnia świętego. Lud znał historię stworzenia świata z sekwencją sześć dni/dzień siódmy. Ale teraz zostało mu nakazane zachowywać dyscyplinę postępowania nie tylko za przykładem Stwórcy, ale przede wszystkim dla błogosławieństwa Bożego dzieła Jego rąk.

Dobrodziejstwa, które wypełniają świat, mają za źródło pokój Boży, ten doskonały odpoczynek Boga, który kontempluje swoje stworzenie, osądziwszy najpierw, że wszystko było „bardzo dobre” (Rodzaju 1,31, por. 2,3).
To właśnie tą dobrą ziemią człowiek może się cieszyć pod dobrotliwym spojrzeniem Bożym. Przykazanie podkreśla, że nawet po Upadku w grzech (wtedy, gdy praca stała się trudną koniecznością, a ziemia zaczęła rodzić osty i chaszcze) odpoczynek sabatu powinien być zachowywany.
W wersji z Księgi Wyjścia przykazanie plasuje człowieka naprzeciw znaczącego piękna tego dnia, to znaczy w perspektywie wielkiego dnia odpoczynku w Bogu (Hebrajczyków 4,10; Objawienia 14,13).
W Księdze Powtórzonego Prawa chodzi o przypomnienie, a nie o coś nowego. Mojżesz nie miał nic do dodania do tego, co lud już wiedział. Podkreślił za to element bardziej osobisty, bardziej subiektywny. Czyni aluzję do historii Izraela bardziej współczesnej i do jego cierpienia, aby lepiej wyartykułować radość wyzwolenia.

Sabat, widziany w ten sposób, jest zaproszeniem do przypomnienia sobie jakości naszej ziemi, pomimo ciążących na niej konsekwencji Upadku. Czasowy odpoczynek sabatu jest także przypomnieniem najwyższego powołania człowieka – społeczności z Bogiem. Jest on zachętą do wiary w jednego Boga, który prowadzi do wieczności.
Sabat Starego Testamentu, mając za cel to wspomnienie, wymagał odpoczynku całego domu, całego gospodarstwa domowego, w najszerszym sensie, włączywszy w to także zwierzęta (Wyjścia 23,12).
Należało także zgromadzić się, aby adorować Pana (Psalm 92), aby złożyć ofiary na Jego cześć (Liczb 28,9-10) i aby „uszanować Jego sanktuarium” (Kapłańska 19,30).

Surowość sankcji w związku ze złamaniem sabatu tłumaczy się po części koniecznością uniknięcia tragicznego błędu umieszczenia pracy, zwłaszcza w rozumieniu korzyści materialnych z niej płynących, ponad tę celebrację Boga jedynego.
Nie uszanowanie sabatu było naruszeniem samej tożsamości ludu Izraela (Izajasza 58,13-14; Amosa 8,5; Nehemiasza 13,15-22). W efekcie Izrael nie powinien przypominać żadnego innego ludu, a sabat jest rodzajem próby jego woli, chęci bycia odmiennym od innych.
Lata sabatowe i wielki jubileusz (pięćdziesiąty rok po siedem razy po siedem lat) był nośnikiem tego samego sensu.
Wolność ludu wybranego spoczywa na społeczności z Przedwiecznym, a nie na wytwarzaniu dóbr i osiągnięciach materialnych.

Warto teraz, już na zakończenie tego pierwszego z dwu proponowanych rozważań, zadać jeszcze jedno pytanie: czy istotnie w życiu chrześcijańskim istnieje jakiś moment bardziej uprzywilejowany niż inne? I już tutaj, od razu, chciałoby się skupić przez moment na zasadności (lub nie, jak twierdzą niektórzy) święcenia tego dnia nabożeństwem: czy warto i czy jest racja święcenia w tej formie tego jednego dnia na siedem innych? Przecież chcemy pamiętać, że całe życie osób wierzących powinno być naznaczone troską oddawania chwały Bogu, ponieważ wszystkie dzieła życia powinny być spełniane ku Jego chwale (1 Koryntian 10,31).

Autor Listu do Hebrajczyków ustala w 12-tym rozdziale ujmujące porównanie pomiędzy nabożeństwem/kultem ziemskim i niebiańskim. Najpierw podaje dla kontrastu kult prowizoryczny, który miał miejsce na górze Synaj, tej górze pełnej ognia, ciemności i burz i kult prawdziwy, ten kult należący do Nowego Przymierza, na górze Syjon, mieście Boga żywego, w Jeruzalem niebieskim (Hebrajczyków12,18-24). Następnie tłumaczy, że ta społeczność z Bogiem, w jedności z całym stworzeniem, była przypieczętowana przez krew Jezusa Chrystusa, który jest nowym pośrednikiem.
Wreszcie autor ukazuje, że kult w Nowym Przymierzu stoi w logice całej historii odkupienia: Królestwo jest dla nas i to z tej racji należy oddać cześć Bogu tak, jak mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią (w.28).
Zgromadzenie wierzących zapowiada, prefiguruje, nasze uczestnictwo w ostatecznej rzeczywistości „Kościoła triumfującego” (por. 1 Koryntian 10.11).
Bóg ma być czczony we wszystkich sferach życia, ale przede wszystkim podczas nabożeństwa niedzielnego, oczekując chwili, kiedy kult ziemski zleje się z kultem niebieskim (Hebrajczyków 10,25). W tym kontekście wszystkie dni tygodnia jednak nie przypominają się wzajemnie…


Czy chrześcijanin powinien zachowywać szabat?

Czy chrześcijanin powinien zachowywać szabat?

Z listów Nowego Testamentu wynika, że szabat nie zajmuje głównego miejsca w nauczaniu chrześcijańskim. Zdarza się jednak, i to nierzadko, że wierzący chrześcijanie, zwłaszcza ci, którzy mają pragnienie żyć zgodnie ze Słowem Bożym, zadają sobie pytanie: czy powinni zachowywać IV przykazanie w wymiarze szabatu. Innymi słowy: czy zachowywanie szabatu (soboty, jak chce tradycja Izraela) jest także obowiązkiem chrześcijańskim?
Niektórzy nie zachowując szabatu/soboty mają wręcz poczucie nie zachowywania woli Bożej.
Spróbujmy zatem przyjrzeć się temu problemowi.

Najpierw przypomnijmy autorytet i cel Prawa, które zawiera Słowo Boże, zanim podejmiemy tłumaczenie pozycji chrześcijańskiej wobec szabatu. Nie chcemy przy tym w najmniejszym stopniu zlekceważyć Słowa Bożego.

Autorytet i ważność Prawa i szabatu.
Prawo zostało dane Izraelowi na Synaju w sposób bardzo osobisty:   (Księga Wyjścia 19,16.18).
Cały Stary Testament potwierdza autorytet Prawa, ponieważ jest on związany z chwałą Przedwiecznego, który je dał. Prorocy kładli nacisk na stronę moralną Prawa, jak i na szabat wyrażony w IV przykazaniu.
Nowy Testament jest także jasny w kwestii autorytetu Prawa:  Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie (Mateusza 5,18). Autorytet ten będzie także w pełni uznany, kiedy Bóg będzie sądził sekrety serc ludzkich: Bo ci, którzy bez zakonu zgrzeszyli, bez zakonu też poginą; a ci, którzy w zakonie zgrzeszyli, przez zakon sądzeni będą (Rzymian 2,12).

Można zrozumieć, że chrześcijanie zadają sobie pytanie co do Prawa i szabatu. Jednak nie chodzi o to, aby im powiedzieć, że Prawo postarzało się lub że zostało anulowane. Dla kogoś, kto szanuje Słowo Boże, takie wytłumaczenie byłoby nieakceptowalne. Bo czy to nie Bóg dał Prawo?
Przyjrzyjmy się jaki jest cel, który został Prawu dany  i do czego się odnosi, tzn. kto i jak obowiązany jest je zachowywać.

Jaka jest rola Prawa?
Prawo zostało dane Izraelowi i życie było obiecane temu, który Prawo wypełni. Tylko, że żaden człowiek nie był w stanie zachowywać je w sposób doskonały, za wyjątkiem Pana Jezusa. Bóg jednak pozwolił na takie doświadczenie, aby nam dowieźć, że człowiek nie może otrzymać sam z siebie życia realizując Prawo. Prawo pozwala nam poznać grzech (Galacjan 3,24; Rzymian 3,20; 7,7).
Więcej - Pismo Święte mówi nam, że Prawo jest mocą grzechu (1 Koryntian 15,56). Grzech znajduje całą swoją moc w człowieku, kiedy istnieje jakieś przykazanie legalne, które człowiek łamie. Dlatego też Prawo staje się posługą przekleństwa i śmierci (2 Koryntian 3,7.9; Galacjan 3,13): umieśćcie człowieka pod Prawem, a stanie się ono dla niego przekleństwem, ponieważ nie jest on zdolny do wypełnienia go.

Jak jednak można umknąć temu przekleństwu Prawa, uznając jednocześnie jego boskie pochodzenie i jego niezmienny autorytet?

Pozycja chrześcijańska w kwestii Prawa.
Chrześcijanin nie jest już związany Prawem, ponieważ jest martwy dla Prawa (Galacjan 2,19), choć Prawo zostaje samo w sobie nadal ważnym.
Spójrzmy jaka jest prawdziwa postawa wierzącego. Nowy Testament naucza, że człowiek jest nieodwracalnie zły (Rzymian 3,9.20) i stracony. Nie ma innego wyjścia z tej strasznej sytuacji jak tylko śmierć. To właśnie dzieje się dla wierzącego: umiera on, ale umiera z Chrystusem (Rzymian 6,5-11) i w konsekwencji umarły dla grzechu (Rzymian 6,11) jest umarły dla Prawa (Rzymian 7,4 i Galacjan 2,19).
Nie istnieje już on w swoim wcześniejszym stanie, ani jako dziecko Adama, odpowiedzialny według swego sumienia, ani też jako dziecko Izraela, legalnie zobligowany do poddania się Prawu. Jego życie, jedyne jakie uznaje jako swoje, jest życiem zmartwychwstania. Z jednej strony jest ono ukryte z Chrystusem w Bogu (Kolosan 3,3), a zdrugiej jest życiem Chrystusa w nim. „Nie żyję już ja, ale Chrystus żyje we mnie” (Galacjan 2,20).
Stając się chrześcijaninem człowiek umiera w tym, co dotyczy jego pierwszej pozycji i jego zobowiązanie wobec Prawa jest na zawsze anulowane (Rzymian 7,1-4). Jest teraz zjednoczony z Chrystusem: jego jedyną regułą postępowania jest pójście za Bogiem, za Bogiem w człowieku, tzn. Jezusem Chrystusem (Efezjan 5,1-2). Reguła ta wyraża się nie tyle przez precyzyjne nakazy, ale raczej przez zasady: podążać w miłości, w świetle, przez Ducha Świętego.

Takie podążanie jest moralnie wyższe niż to, które nakazywało Prawo. Dla przykładu, Prawo mówi: Nie kradnij (Wyjścia 20,15), podczas gdy apostoł namawia: Kto kradnie, niech kraść przestanie, a niech raczej żmudną pracą własnych rąk zdobywa dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu (Efezjan 4,28). Łaska nie tylko potępia kradzież, ale dodaje odwagi dawaniu zgodnie z porywem serca, które zostało uczynione zdolnym do kochania, i przez moc Ducha Świętego. „Ten kto kocha innych wypełnia Prawo” (Rzymian 13,8.10).
W tych warunkach, ponieważ chrześcijanin ma naturę i energię, które sytuują się ponad tym, czego wymaga Prawo, dlaczego nie zachowuje on spontanicznie szabatu, który zajmuje szczególne w Prawie?

Miejsce szabatu w Prawie.
Szabat ma bardzo ważne miejsce w Prawie. Jeżeli patrzy się na nakazy Mojżeszowe, zauważa się, że szabat łączy się z każdym z nich. Jeżeli patrzy się na proroków, stwierdza się wręcz, że wszyscy oni kładą nacisk na szabat (np. Jeremiasz 17,19-27). Wreszcie, pośród Dziesięciu Przykazań danych na Synaju szabat ma miejsce szczególne, ponieważ wraz z obowiązkiem szanowania rodziców zawiera stronę pozytywną – przypomnienie o odpoczynku Boga podczas stwarzania, podczas gdy inne przykazania są zbudowane w oparciu o zakazy.
Szabat ma pewną charakterystykę, która różni go od innych przykazań: łączy się on wyłącznie z autorytetem Boga. Dlaczego należy zachowywać szabat? Ponieważ Przedwieczny tak powiedział.

Prawo ma dwie strony niejako:
- Stronę moralną, która odpowiada naturalnemu sumieniu każdego człowieka. A zatem poganin, kierujący się samym sumieniem mógłby próbować zachowywać większość przykazań Prawa (Rzymian 2,14-15).
- Stronę relacyjną, która dotyczy wyłącznie ludu Izraela, ludu Bożego, któremu Prawo zostało dane jako przymierze. Widziany pod tym aspektem szabat  jest przykazaniem podstawowym Prawa. Jest on sam w sobie przymierzem, znakiem pomiędzy Przedwiecznym i Jego ziemskim ludem: Sześć dni będzie się pracować, ale w dniu siódmym będzie sabat, dzień całkowitego odpoczynku, poświęcony Panu. Każdy, kto w dniu sabatu wykona jakąkolwiek pracę, poniesie śmierć. Synowie izraelscy będą przestrzegać sabatu, zachowując sabat w pokoleniach swoich jako przymierze wieczne. Między mną a synami izraelskimi będzie on znakiem na wieki, bo w sześciu dniach stworzył Pan niebo i ziemię, a dnia siódmego odpoczął i wytchnął (Wyjścia 31,15-17 i Ezechiela 20,12).
Ten znak odpowiada pragnieniu Bożemu przyłączenia Jego ludu do bożego odpoczynku po stwarzaniu.
W tym sensie szabat jest wręcz wcześniejszy niż Prawo (Wyjścia 16,22-30), choć włączony w nie w Czwartym Przykazaniu.
Jeśli obrzezanie było znakiem wybrania Abrahama (Rodzaju 17,11), to szabat był znakiem przymierza z Przedwiecznym, który dał go ludowi, aby ten cieszył się odpoczynkiem pierwszego stworzenia (Wyjścia 33,14).

Chrześcijanin i szabat.
Prawo mojżeszowe, i w konsekwencji szabat, pozostają zawsze ubrane w autorytet boski. Chrześcijanin, rozpoznając i uznając  te elementy, nie jest jednak im w pełni im poddany. Jest wyzwolony z przekleństwa tego Prawa, ponieważ umarł w Chrystusie i w szczególności umarł Prawu, i jest zmartwychwstały z Chrystusem, dla którego teraz ma żyć przez moc Ducha Świętego.
To życie zmartwychwstania wypełnia spontanicznie stronę moralną Prawa, w harmonii z sumieniem naturalnym. A jednak nie ma ono nic wspólnego ze stroną relacyjną Prawa, która dotyczyła ludu Izraela. Szabat, znak przymierza i społeczności pomiędzy Przedwiecznym i Jego ziemskim ludem, bez związku z sumieniem, przynależy jedynie co tej drugiej strony Prawa. Chrześcijanin jest zatem wolny w stosunku do szabatu.

Sobota i Czas Prawa.
Można podkreślić różne elementy specyficzne co do soboty:
a.       Jest to – w rozumieniu Izraela - ostatni dzień tygodnia.
b.      Był to dzień, który odnosił się do czwartego przykazania Prawa.
c.       Był to dla Izraela dzień wypoczynku w pracy materialnej (sprecyzujmy tutaj, że słowo sabbat nie oznacza soboty bądź siódmy dzień, ale odpoczynek; nie  ma innych dni szabatu niż siódmy dzień (Kapłańska 23.30-32).
Można ustalić pewne paralele pomiędzy tymi trzema elementami i charakterystycznymi znakami Czasu Prawa.
a.       W systemie legalnym błogosławieństwo jest zawsze widziane na końcu okresu wysiłku, jak odpoczynek jest na końcu tygodnia pracy.
b.      Była to epoka, gdzie relacje Boga z ludźmi były regulowane przez autorytatywne przykazania, dla wypełnienia których człowiek nie znajdował żadnego źródła w sobie samym.
c.       Była to epoka wreszcie, gdzie błogosławieństwo było przed wszystkim związane z rozwojem materialnym. Życie było obiecane temu, kto wypełniał Prawo (Kapłańska 18,5 np.), ale kiedy mówiło się o życiu, chodziło o szczęśliwe relacje z Bogiem w wymiarze spraw ziemskich. Była to zatem społeczność z Bogiem stworzycielem; Izrael miał i będzie miał zawsze powołanie ziemskie. Zauważmy, że wkrótce Bóg będzie mówił powtórnie o błogosławieństwach ziemskich, kiedy relacje z Izraelem będą ustalone na nowo, w oparciu o krew Chrystusa: szabat znajdzie wtedy swoje naturalne miejsce (Izajasza 66,23 i Ezechiela 46,3).

Niedziela i Czas Łaski.
Niedziela ma także swoje charakterystyki szczególne:
a.       Jest to punkt wyjścia, pierwszy dzień tygodnia.
b.      Jest to dzień zmartwychwstania Pana Jezusa.
c.       Jest to wreszcie „ósmy dzień”, to znaczy dzień odnowienia; dzień, który umyka cyklowi pierwszego stworzenia; dzień, w którym duch Boga jest wylany. W Prawie to pojęcie ósmego dnia widzi się w „nazajutrz szabatu” (Kapłańska 23,11-16 oraz 9,1.23-24).
Związek z Czasem Łaski jest bardzo znaczący:
a.       W tym okresie życie jest dane jako punkt wyjścia dla bycia chrześcijaninem:  …jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego (Jana 3,3).
b.      Kiedy mówi się o życiu, chodzi o życie zmartwychwstania, coś całkowicie odmiennego od natury: Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe (2 Koryntian 5,17).
c.       Epoka łaski jest charakteryzowana przez przyjście Ducha Świętego, w niedzielę, dzień Pięćdziesiątnicy (Dzieje 2,1). Z jednej strony wierzący byli „ochrzczeni w jednym Duchu, aby być jednym ciałem” (1 Koryntian 12,13), ludem niebieskim Boga, a z drugiej strony „cuda wieku przyszłego” (Hebrajczyków 6,5), które miały miejsce, zapowiadały wielki ósmy dzień na ziemi, dzień spełnienia.

Ponieważ pierwszy dzień tygodnia charakteryzuje zatem Czas Łaski, można być zaskoczonym, że nie ma precyzyjnego nauczania o poszanowaniu tego dnia. W istocie, podkreśla to opozycję pomiędzy pierwszym i ostatnim dniem tygodnia: niedziela nie jest w żadnym przypadku „szabatem chrześcijańskim”, ponieważ chrześcijanin nie zachowuje dni, miesięcy, pór roku i lat (Galacjan 4,10-11).
Pan nie narzuca się swoim wybranym, nie powtarza im wielokrotnie swoich pragnień. On chce, aby nasze serca były uważne na najlżejsze wyrazy Jego woli: jest to prawdą tak dla sposobu oddawania chwały Ojcu, jak i dla dnia, kiedy jest pożądanym być w zgromadzeniu wierzących.
Uważajmy zatem jako przywilej, a nie jak przykazanie, móc jednoczyć się w zgromadzenie każdej niedzieli, aby uwielbiać Pana i celebrować Wieczerzę Pańską.

Abyśmy dobrze zrozumieli Jego myśl w tej kwestii, Pan znalazł się z uczniami podczas dwóch pierwszych niedziel po swoim zmartwychwstaniu (Jana 20,19-26). Ponadto, to w niedzielę pierwsi chrześcijanie gromadzili się na łamanie chleba (Dzieje 20,6-7 i 1 Koryntian 10,16; 11,23 i nast.), na pamiątkę dzieła Jezusa Chrystusa.
Wreszcie zasygnalizujmy, że kolekty - dla chrześcijan w potrzebie - dokonywano podobnie pierwszego dnia tygodnia, i że Pan wybrał ten sam dzień, aby powierzyć ostatnie objawienia Pisma apostołowi Janowi (Objawienia 1,10).

Pierwszy dzień tygodnia, niedziela, jest zatem rzeczywiście „dniem Pańskim”. Po łacinie niedzielę nazywa się „dies dominica” (dzień pański) – por. także Objawienia 1,10. Jest on jak uświęcony dla chrześcijanina, który przypomina sobie, że po spędzeniu szabatu w grobie, Pan zmartwychwstał zwycięski pierwszego dnia tygodnia.
Ten fakt dotyka w sposób głęboki serce wierzącego i wiele z naszych pieśni, śpiewanych tego dnia jest tego faktu echem. 


Odkupienie

Kiedy Izajasz podnosi swój pełen rozpaczy krzyk do Boga: Biada mi! Zginąłem, bo jestem człowiekiem nieczystych warg i mieszkam pośród ludu nieczystych warg, gdyż moje oczy widziały Króla, Pana Zastępów (Izajasza 6,5), jeden z serafinów dotyka ust proroka rozżarzonym węglem, i oświadcza: Oto dotknęło to twoich warg i usunięta jest twoja wina, a twój grzech odpuszczony (Izajasza 6,7).
Kiedy Piotr pada na kolana przed Jezusem i mówi: Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny (Łukasza 5,8), Jezus mu odpowiada: Nie bój się, od tej pory ludzi łowić będziesz (Ew. Łukasza 5,10).

Wybaczenie, to łaska Boga, którą On kładzie na nasz grzech, aby nas uzdrowić i wymazać go.
Psalm 32 opisuje wyzwolenie człowieka, gdy ten otrzymuje wybaczenie Boże, w odpowiedzi na własne wyznanie: Gdy milczałem, schły kości moje Od błagalnego wołania przez cały dzień. Bo we dnie i w nocy ciążyła na mnie ręka twoja, Siła moja zanikła jak podczas upałów letnich. Grzech mój wyznałem tobie I winy mojej nie ukryłem. Rzekłem: Wyznam występki moje Panu; Wtedy Ty odpuściłeś winę grzechu mego (Psalm 32,3-5).

W Nowym Testamencie księgą, która mówi szczególnie dużo o grzechu, jest List Apostoła Pawła do Rzymian. Termin grzech jest w piśmie tym używany prawie zawsze w liczbie pojedynczej. Paweł używa tego określenia w tej formie, aby podkreślić, że nie tylko myśli tu o grzechach popełnionych przez człowieka, ale przede wszystkim o stanie, w jakim człowiek się znajduje…

W opozycji do tak rozumianego stanu grzechu (stanu człowieka w grzechu) Paweł nie używa dla odmiany słowa wybaczenie, ale raczej słów takich jak uwolnienie, wyzwolenie. A termin, który zawiera w sobie wszystkie te określenia to odkupienie (trzeba też oczywiście dobrze go rozumieć…).

Słowo odkupienie znajduje swoje źródło w Starym Testamencie i w prawie rzymskim.
1.       W pierwszych księgach Biblii odkupienie dotyczy uwolnienia z niewolnictwa, wyzwolenia z niewoli. Słowo to odnosi się do obowiązku, który istniał w Izraelu, dotyczącego wykupienia dóbr i osób, które stały się własnością obcych/nie-Izraelitów. Bóg zaś pokazuje się w Piśmie jako odkupiciel Izraela; jest jak członek rodziny, który odkupia, by zwrócić wolność swoim bliskim.
2.       W Rzymie (rzymskim prawie cesarstwa) istniała podobna sytuacja. W epoce redakcji Nowego Testamentu obywatel rzymski, który był schwytany przez nieprzyjaciela, stawał się niewolnikiem. Mógł być wykupiony, ale stawał się wtedy niewolnikiem tego, który go wykupił. Aby stać się na powrót obywatelem, więzień musiał zapłacić sumę swojego wykupu swojemu odkupicielowi, chyba że ten ostatni uczyniłby więźniowi z niej prezent. W odróżnieniu od wyzwolonego niewolnika, który pozostawał całe swoje życie wyzwoleńcem, ten, który był beneficjentem odkupienia stawał się na nowo obywatelem rzymskim, ze wszystkimi przywilejami związanymi z tym stanem.

Opisane wyżej pojęcie odkupienia, które stanowi część języka świeckiego epoki, jest dobrym sposobem, by lepiej zdać sobie sprawę z dzieła Chrystusa dla człowieka.
Zawiera ono w sobie prawdę, że człowiek jest w sposób naturalny niewolnikiem swojej natury, swojego pożądania i swojej pychy, ale że jest on wykupiony przez kogoś innego – Chrystusa - który zapłacił za niego cenę swojego życia i swojej wolności.
Człowiek byłby dłużny tę cenę swojemu odkupicielowi, ale Chrystus daje człowiekowi darmo to, co powinno być Mu zwrócone. Na podstawie tego faktu staje się człowiek nie tylko całkowicie wolny, ale otrzymuje nowe obywatelstwo.

Odkupienie jest wyzwoleniem z niewoli, które Chrystus daje przez wiarę. Nie musimy kupować tej wolności (co zresztą w sytuacji naszego stanu byłoby samo z siebie niemożliwe), jest ona nam ofiarowana. Wybaczenie grzechów nie jest zatem jakimś wytłumaczeniem naszych głupstw, ale jest anulowaniem naszych więzów i przeszkód, które nie pozwalają nam żyć Ewangelią. Zawiera ono w sobie jednak nie tylko wybaczenie naszych grzechów, ale idzie dużo dalej, aż do uwolnienia z naszych zniewoleń wewnętrznych.

Twierdzenie, że odkupienie jest w sercu sprawiedliwości Bożej w Nowym Testamencie, stało się powtórnym odkryciem teologicznym Lutra i stanowi ono podstawę Reformacji.
Jeszcze jako mnich augustiański, Reformator narzucał sobie surową ascezę, usiłując żyć w sposób możliwie najbardziej sprawiedliwy. Ale wydawało mu się, że wymaganie Ewangelii było znaczenie powyżej jego własnej nędzy. Czuł się też, z tego powodu, wykluczony z dobrotliwości Bożej.

Przez szereg lat Luter rozważał ten werset listu do Rzymian, który mówi: bo usprawiedliwienie Boże w niej bywa objawione, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie (Rzymian 1,17). Wydawało mu się, że istnieje rodzaj sprzeczności pomiędzy słowem sprawiedliwość i słowem Ewangelia. Luter nie widział w jaki sposób sprawiedliwość Boża mogłaby być Dobrą Nowiną dla ludzi. Wydawała mu się ona raczej przerażającą perspektywą. Aż do dnia, kiedy zrozumiał, że sprawiedliwość Boża nie oznacza Boga, który sądzi ludzi zgodnie z ich uczynkami, ale Boga, który czyni ludzi sprawiedliwymi, w swoim miłosierdziu, za pośrednictwem wiary. Sprawiedliwość Boża, to Bóg odkupiciel, który wykupuje ludzi z ich niewoli, pomimo, ze oni sami na to całkowicie nie zasługują, ani też nie zrobili nic, aby na to zasłużyć.

Po hebrajsku słowo sprawiedliwość i miłosierdzie mają ten sam rdzeń (tsedek dla sprawiedliwości i tsedeka dla miłosierdzia), a rabini precyzowali, że atrybuty (cechy szczególne) boskie, takie jak hemet (prawda) i hesed (miłość) są ze sobą ściśle związane.
Luter poświęcił lata, aby usłyszeć tę centralną prawdę Ewangelii, ale kiedy już ją zrozumiał, było to dla niego tak wielkim odkryciem, że nie mógł już znieść, by przesłanie to było zaciemnione przez nauczanie bądź praktyki religijne Kościoła jego czasów.

Jeżeli sprawiedliwość Boża jest miłosierdziem i jeżeli Jego wybaczenie jest uwolnieniem, wyzwoleniem, to my – ludzie - jesteśmy zaproszeni, by żyć w tym miłosierdziu i tej wolności, które są nam dane.
W Nowym Testamencie ludzie nie są przedstawieni, jako mający cieszyć się w sposób banalny lub wręcz  lekceważyć ten stan, ale aby stać się świadkami – w naszym życiu i przez nasze słowa, tej miłości, którą Bóg nam ukazał, i tej łaski, która jest ludziom zaproponowana.

Kiedy zatem człowiek wyznaje przed Bogiem swoje bycie grzesznikiem, nabywa on nowej tożsamości. Nie musi już więcej walczyć o nadanie sensu swojemu życiu, bo sens życia jest mu dany. Nie potrzebuje więcej wyczerpywać się usprawiedliwianiem swojego życia na ziemi, ponieważ jest on usprawiedliwiony przez Boga.
Nie musi już biec szalonym biegiem za karierą, sukcesem, bogactwem lub próżną chwałą, aby okazać i dowieść tym samym swojej ważności, ponieważ jest kochany taki, jakim jest.

Kiedy Chrystus wzywa człowieka, mówi mu: chodź i umrzyj! napisał kiedyś słynny teolog i męczennik - pastor Dietrich Bonhoeffer.
W tym cytacie wezwanie Ewangelii jest radykalne  bez kompromisu.
Nie każdy chrześcijanin oczywiście jest wezwany, by umrzeć jako męczennik za przykładem Bonhoeffera, który to został zabity w hitlerowskim obozie koncentracyjnym.
Ale każdy chrześcijanin jest zaproszony do pewnego rodzaju śmierci w sobie samym. Przykazaniem Ewangelii jest miłość i Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich (Jana 15,13).

Jezus wzywa nas w odkupieniu do stania się uczniami.
Słowo uczeń po grecku (języku Nowego Testamentu) określa uczącym się jakiegoś zawodu, ucznia lub studenta jakiegoś mistrza.
Jesteśmy zaproszeni do szkoły łaski i – z tego względu – jesteśmy wezwani do powstania i do ruszenia w drogę.
Kiedy Jezus wzywa jakiegoś ucznia, kieruje do niego słowo radykalne: Idź za mną!

Jezus nigdy nie paktował, nie szedł na kompromis z wymaganiami Ewangelii wobec swoich uczniów. Kiedy ci znajdowali Jego naukę zbyt trudną do wdrożenia w praktykę i kiedy prosili o wzmocnienie, powiększenie ich wiary, On odpowiedział im przypowieścią o słudze nieużytecznym, która zachęcała uczniów do złożenia ich całego życia w perspektywie Ewangelii (Ew. Łukasza 17,7-10).

Nowy Testament używa określeń typu oderwanie/zerwanie oddzielające śmierć od życia, pychę od chwały, pożądanie od miłości, egocentryzm od chwały Bożej, bunt od posłuszeństwa.
Dokonawszy raz zerwania, oderwawszy się od dawnego życia, dzień po dniu uczymy się zakorzenienia nas w życiu Ewangelii.

Możemy wtedy odkryć uzdrowienie wewnętrzne, pokój i siłę, konieczne (wszystkie te dary Boże dla człowieka odkupionego) aby łaska w pełni wpisała się w nasze życie każdego dnia. 

Trzecie przykazanie

Nie nadużywaj imienia Pana, Boga twojego, gdyż Pan nie zostawi bez kary tego, który nadużywa imienia jego (2 Mojżeszowa/Wyjścia 20,7).

Trzecie przykazanie jest jak bariera ochronna wokół imienia Bożego. Bóg chce w ten sposób byśmy nie zbliżali się do Niego w sposób byle jaki, usiłując jakby posiąść Go. Zakazuje nam tym samym „bycie z Nim na ty” w sposób wulgarny i cielesny.
Aby dobrze zrozumieć ten nakaz Boży, należy najpierw pojąć dobrze ważność imienia Bożego.
W wymiarze ludzkim wiemy z doświadczenia jaki jest autorytet imienia. Kiedy używa się lub kiedy rekomenduje się imię jakiejś osoby, wpływ tej osoby daje się odczuć.
Ten, który jest uprawniony do mówienia w imieniu kogoś drugiego, ma moc tego, który go posyła. Zatem, ambasador wysłany przez swój rząd reprezentuje państwo, w imieniu którego działa.
Odwrotnie – nadużycie czyjegoś imienia jest dokonaniem uzurpacji, przywłaszczeniem sobie czyjejś tożsamości. Jest to fałszerstwo moralne i prawne.
Imię jest zatem, w pewnym sensie, osobą samą.

Trzy przykłady ze Starego Testamentu.
Ważność święta imienia Bożego jest nam ukazana także w trzech opowiadaniach biblijnych.

Jakub, po nocy walki z kimś nieznajomym, pyta go o jego imię. Tenże odpowiada mu z grubsza w ten sposób: Nie chcę ci podać mojego imienia, ale chcę ci błogosławić. I błogosławi go tam. Zatem Jakub pojmuje w tejże chwili, że ten, który go błogosławi bez podania mu swego imienia, to Bóg sam.
Patriarcha poznał Pana przez łaskę, którą od Niego otrzymał/
Jeżeli Bóg powiedziałby Mu swoje imię, Jakub, daleki od bycia błogosławionym, zostałby zmiażdżony samą mocą tego imienia… Dlatego więc, że imię to jest zbyt potężne dla ludzi, Bóg trzykroć święty ukrywa je za błogosławieństwem.

Później, Mojżesz, pyta Pana ukrywającego się w płonącym krzewie, aby podał mu swoje imię. I Bóg odpowiada mu słowem tajemniczym: Jestem, który jestem, to znaczy Ja jestem ja. To ja zawiera rzeczywistość Boga. Ja jest podmiotem. Bóg jest zawsze Ja, to znaczy wyłącznie podmiotem i nigdy przedmiotem, który moglibyśmy posiąść.

Dalej Manoe, poinformowany przez niebiańską istotę o przyszłym narodzeniu swego syna Samsona, prosi odwiedzającego, aby powiedział mu swe imię. Tenże odpowiada: dlaczego pytasz mnie o imię? Ono jest cudowne. Inaczej: moje imię jest cudem z niebios, którego objawienia nie mógłbyś unieść.

A więc, poprzez te trzy przykłady dochodzimy do konkluzji: Bóg nie może objawić nam swego prawdziwego imienia i powiedzieć nam go w twarz, ponieważ jest ono straszliwe mocą i człowiek nie zniósłby go usłyszawszy. Jeżeli człowiek nie może widzieć Boga swoimi oczyma i żyć, nie może tym bardziej usłyszeć imienia Bożego na własne uszy nie poniósłszy śmierci.

W tych trzech opowiadaniach Starego Testamentu ani Jakub, ani Mojżesz, ani Manoe nie widzieli Boga i nie usłyszeli jego imienia. Imię własne Boga jest imieniem niewypowiedzialnym i niewyrażalnym: Bóg skrywa je, jak skrywa swoją chwałę i osobę.

Ukryte imię Boga.
W Biblii hebrajskiej imię Boga nie jest nigdy objawione. Słowo hebrajskie oznaczające Boga to np. Elohim, ale jest to termin ogólny, który oznacza pewną funkcję. Jest używane zarówno dla oznaczenia Boga Izraela (Elohim Izraela), jak i fałszywe bóstwa (fałszywi Elohim), bądź bóstwa obce.

Natomiast, w Biblii hebrajskiej, istnieje inne słowo, które w zasadzie oznacza Jego imię własne, ale w rzeczywistości nikt nie może wypowiedzieć tego imienia Bożego. Jest to słynny tetragram święty, złożony ze spółgłosek: YHWH. Słowa hebrajskie czytane są dzięki zapisanym spółgłoskom, do których czytający dokładają spontanicznie samogłoski konieczne do ich wymówienia.
Jeśli chodzi o imię Boże, pobożni czytelnicy Biblii hebrajskiej czytali spółgłoski, ale nie wymawiali ich nigdy. To dużo później uczeni w pismach, nazywania Masoretami, utworzyli z tych czterech spółgłosek słowo Jahweh lub Jehowah, zależnie od samogłosek, które dodali do spółgłosek.

Liczne współczesne tłumaczenia Biblii wolały użyć słów całkowicie odmiennych, aby w sposób przybliżony wyrazić święte imię Boga, jak np. Pan lub Przedwieczny.
Żadne z nich nie jest jednak imieniem własnym Boga.
Czy nie powinniśmy przyjąć zachowania Izraelitów, którzy zamiast ukuć imię Boga, nie wypowiadali go nigdy? Zrozumieli oni, że nie tylko jest to imię ukryte i niewyrażalne, ale także że jest groźnym bezkarne wypowiadanie prawdziwego imienia Boga żywego.

Także dzisiaj, pobożny Żyd będzie zawsze unikał wypowiedzenia imienia Bożego. Czy nie jest to przesadne? Jakkolwiek by było, należy zwracać na to uwagę, gdyż takie jest przykazanie Boże.

Imię groźne
Pomimo, że chrześcijanie żyją dzięki łasce danej w Jezusie, powinni wiedzieć, że trzecie przykazanie jest nadal ogromnie poważne i uroczyste. Łaska wcale nie pozwala nam wymawiać imię Boże na próżno, to znaczy nieważne kiedy i nieważne jak. Pan nie może zaakceptować, że Jego imię, to znaczy Jego osoba, byłaby wmieszana w nasze często banalne rozmowy, wypowiedzi czy cielesne przedsięwzięcia ludzkie. Dlatego także prawdziwe imię Boże pozostaje ukryte.
Człowiek nie może go posiąść; jest to imię niewypowiedziane, którego nikt nie zna tutaj, na tym świecie; nie poznamy go, ani nie wymówimy jak dopiero w niebie.

A zatem nie zobaczymy Pana naszymi oczami i nie będziemy mogli usłyszeć Jego imienia bez ryzyka śmierci. Ponieważ prawdziwe imię Boże nam umyka, nie mówimy o Bogu inaczej, jak tylko używając terminów przybliżonych i słów zapożyczonych do tego celu, których jednak nie wolno nam używać na lewo i na prawo, lekkomyślnie.

Dlatego też Bóg zakazuje nam angażować imię, które Mu dajemy, w przysięganiu. Ktokolwiek przysięga, pretenduje do dania jego twierdzeniu więcej wagi dodając imię Boże w przysiędze, chcąc tym samym przeważyć ciężar słowa na swoją stronę. Pan jednak odrzuca, abyśmy używali Go, jak przedmiotu, jak kogoś lub coś do naszej dyspozycji.
Bóg nie jest na służbę człowieka, nawet gdyby był on chrześcijaninem.
Nie wolno nam używać Jego imienia, aby przysięgać, bądź posługiwać się Nim do naszych ludzkich interesów (tak cielesnych, jak duchowych).
Imię Boga może być wyłącznie podmiotem naszej adoracji.

Imię objawione.
Jednakże, Bóg nie pozostał Bogiem, który się ukrywa i który zawsze otacza się tajemnicą. Pewnego dnia, dał sobie On imię szczególne, aby zbliżyć się do nas; imię, które nie jest budzącym strach, groźnym, które może spowodować naszą śmierć, ale wręcz przeciwnie – które daje nam życie.
Aby dobrze zachowywać trzecie przykazanie, należy nauczyć się poznawać to właśnie imię, jedyne, poprzez które Bóg daje się ludziom, aby ich zbawić i im służyć: Jezus, jedyny Syn, nasz Zbawiciel.
Możemy wymówić to imię bez obaw, jak imię tego, który jest naszym ukochanym bratem. Ponieważ Jezus uniżył się w swojej chwale. Jezus jest zatem imieniem Tego, który się uniżył, imieniem Jego miłości.
Jednakże, pomimo upokorzenia, którego doznał, Jego imię ma władzę w niebiosach i autorytet na ziemi, przeciw grzechowi, diabłu i śmierci.
To przez imię Jezus miłość i sprawiedliwość Boża zostały wypełnione na krzyżu. Także, po zniżeniu aż do nas, Bóg wyniósł go na najwyższe miejsce i dał mu imię, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się każde kolano………..

Jezus: takie jest imię, które Bóg dał ludziom, aby dać się im poznać.
Nie ma pod niebem żadnego innego imienia….. przez które bylibyśmy zbawieni….
Pan będzie miał już teraz właśnie to imię: Jezus. Przez nie mamy wolny dostęp do Boga samego. Jego imię jest jedynym, które prowadzi do Ojca niebieskiego.

Imię Syna.
Szanować i święcić imię Boże, jest zatem posiadaniem wiedzy, że nie możemy wejść z Nim w kontakt, jak tylko przez imię Jego Syna.
To dlatego wzywanie Boga, bez przejścia przez Jezusa Chrystusa, jest także naruszeniem trzeciego przykazania. To jakbym chciał zbliżyć się do jakiejś niezwykle ważnej osoby, bez umówienia się z nim i nie będąc na to spotkanie wprowadzonym.
To właśnie Jezus Chrystus jest naszym spotkaniem z Bogiem, jest tym, który doprowadza nas do Ojca, to z Jego powodu Bóg nas przyjmuje.

Nie nadużywanie imienia Pana Boga oznacza więc nie tylko: nie będziesz przysięgał i nie będziesz bluźnił w imię Boga niewysłowionego, ale także: nie będziesz zbliżał się do Boga żywego i nie będziesz wzywał Go jak tylko w imię Jezusa. Ponieważ Jezus jest jedynym pośrednikiem między Bogiem, a ludźmi.

Mówienie o Bogu poza Jezusem, jest zatem mówieniem o Nim na próżno. Modlić się do Boga poza Jezusem, jest modleniem się na próżno. Wzywanie Boga poza Jezusem jest wzywaniem Go na próżno. Jednym słowem: branie imienia Bożego poza Jezusem jest braniem go na próżno.

Jeżeli apostołowie mogli głosić Słowo z mocą, otrzymywać wysłuchanie ich modlitw, widzieć towarzyszące głoszeniu znaki Boże, uzdrowienia i różne cuda, to miało to miejsce dlatego, że angażowali autorytet Boży przez imię Jego Syna Jezusa. Ponieważ Pan nie angażuje się, jak tylko wtedy, kiedy imię Jego Syna jest wypowiedziane.

Posługa Ducha Świętego.
Znaczenie trzeciego przykazania idzie jeszcze dalej. Imię Jezusa, przez które Bóg angażuje się, nie może być używane w sposób banalny i zły. Duch Święty chce nam pomóc wypowiedzieć je bez sprofanowania go i by użyć je z całym jego autorytetem i mocą.
Zatem, musimy nauczyć się mówienia Jezus przez Ducha Świętego, aby to imię nie stawało na próżno na naszych wargach. Istotnie, nikt nie może powiedzieć Jezus jest Panem, jeżeli nie przez Ducha……

Wzywanie Ojca w imię Syna, jest okazaniem posłuszeństwa przykazaniu. Ale nie wystarczy nie wypowiadanie pewnych słów, trzeba abyśmy byli ożywieni Duchem Świętym, kiedy je mówimy.
Ileż modlitw, w istocie, kończy się przez wyrażenie w imię Jezusa, bez bycia wysłuchanymi… I ileż wezwań w imię Jezusa nie miało żadnego rezultatu, ponieważ wspomnieliśmy to imię machinalnie, bądź jako rodzaj formuły magicznej, bez pomocy Ducha Świętego…

Nie postępujmy zatem jak bezbożnicy lub zeświecczeni. Pierwsi wypowiadają imię Boże w sposób próżny, bez wezwania Jezusa Chrystusa, a drudzy robią to bez bycia ożywionymi przez Ducha Świętego.
Także chrześcijanie zapominają o wypowiadaniu imienia Jezusa bez opierania się o posługę Ducha Świętego.
Każdy człowiek, który wypowiada imię Pańskie, niech się odwróci od złego, mówił apostoł Paweł. To tylko dzięki śmierci Jezusa i w Duchu Świętym, który nas zamieszkuje, możemy uświęcić imię Boga, brać je pożytecznie i w ten sposób być posłusznym trzeciemu przykazaniu.
Dzięki krwi Jezusa Chrystusa i dzięki wylaniu Ducha Świętego możemy wypowiedzieć jedyne imię, które Bóg nam przyzwala, jedyne przez które nas wysłuchuje: Jezus Chrystus.