sobota, 12 listopada 2016

Zło, człowiek, grzech...



Problem pochodzenia zła
Zanim poddamy rozważaniu problem upadku człowieka w grzech, musimy poświęcić kilka istotnych chwil rozważeniu problematyki ogólnej zła i jego obecności na tym świecie.
Pochodzenie zła jest dla nas problemem nierozwiązywalnym. Zauważamy, że grzech jest jednocześnie uniwersalny i że jest czymś anormalnym. Nie ma nikogo, kto nie byłby winnym, ale przy tym nie jesteśmy jakby częścią sprawczą tego mechanizmu początkowego. Kiedy mówimy, że człowiek ma dwoje oczu i dwoje uszu i kiedy mówimy, że człowiek jest grzesznikiem, wypowiadamy stwierdzenia prawdziwe jedno i drugie, ale nie sytuują się one na tym samym planie, ponieważ nawet nie wyobrażamy sobie, aby było pożądanym, by człowiek miał mieć więcej niż dwoje oczu, czy uszu, ale uważamy, że nie powinien być grzesznikiem. Pomimo, że bylibyśmy nawet gotowi prosić o wybaczenia za zło, które popełniliśmy my sami, uważamy za nieusprawiedliwione coś, czego nie byliśmy nawet świadkami, a jesteśmy przede wszystkim ofiarami.
Jest zresztą rzeczą normalną, że nie znajdujemy żadnego wytłumaczenia dla grzechu. Grzech nie powinien istnieć, sam fakt istnienia grzechu czyni go pełnym winy.
Jednocześnie, w przypadku rozważań o grzechu trzeba mieć poważna świadomość, że wszelkie poszukiwanie pozorów akceptacji grzechu powinno od razu być odrzucone, jako rozważanie z gruntu fałszywe.
Jedyne miejsce, gdzie grzech winien być na swoim miejscu, jedyna odpowiedź, która daje odpowiedź tak Bogu, jak i ludziom, to krzyż na Kalwarii.
W Biblii nie znajdujemy żadnego wytłumaczenia o początkach zła, ale mamy wskazówki co do następstwa wydarzeń i przede wszystkim co do rzeczywistości z jaką jesteśmy konfrontowani.
Jesteśmy zatem uprzedzani przez Słowo Boże przeciw fałszywym koncepcjom, które ludzi wymyślili lub chcieliby wymyślić w tym, co tłumaczyłoby zło, a jednocześnie zdejmowało z człowieka odpowiedzialność za jego istnienia i skutki.
„Optymiści” chcieliby widzieć w grzechu iluzję, radykalni pesymiści uważają go, podobnie jak cierpienia, jako rzeczywistość tak potworną, że winna ona negować istnienie jakiegoś Boga dobrego i wszechmocnego. Ewolucjoniści czynią z niego jakiś etap na ścieżce wiodącej do pełnego ostatecznego rozwoju, a inni chcą jeszcze w nim widzieć jakiś rodzaj plamy, która dotykałaby sam obraz Boga czystego. Inni chcą minimalizować jego znaczenie i rozmiar, uważając, że nie jest on niczym innym, jak tylko brakiem dobra…

Nie mamy czasu, aby podjąć dyskusję w celu odrzucenia wszystkich tych błędów. Lepiej przylgnąć do tego, co Biblia nam objawia.
Słowa najczęściej używane jak hattah po hebrajsku, czy hamartia po grecku, oznaczają uchybienie, błąd, w wyniku którego nie trafiło się do celu. Różne synonimy orientują nas do pojęć takich jak: dewiacja, bunt, perwersja, przekroczenie, niesprawiedliwość, przewina, próżność…
Wszystkie te pojęcia zawierają zachowanie moralnie godne potępienia wobec najwyższej woli Boga. Grzech jest przede wszystkim odrzuceniem prawa Bożego. Aby w pełni pochwycić ciężar tego stwierdzenia, jest niezbędnym zrozumienie nieskończonej wartości środka, który był niezbędny do użycia, aby naprawić wyrządzoną szkodę. Poza objawieniem Bożym ludzie muszą borykać się z ich poczuciem winy, ale to wobec krzyża Chrystusowego stajemy w całej pełni potworności znaczenia grzechu.
Ofiara naszego Zbawiciela ukazuje nam jak bluźnierczym są wszelkie próby czynienia Boga odpowiedzialnym za zaistnienie grzechu. Aby znaleźć pochodzenie grzechu, musimy szukać tego gdzie indziej.

Stworzenie i upadek szatana.
Zanim Adam i Ewa stali się winnymi ich występku, wąż już istniał. Oczywiście, nie można poddawać się rodzaju naiwności, by uważać, że autor pierwszej księgi biblijnej uważał zwykłego węża, jako autora pokus. Pod forma węża w działaniu był przeciwnik o zupełnie innej mocy. Skądinąd Księga Objawienia potwierdza nam to: „Wąż starodawny nazywany jest diabłem i szatanem” (Objawienia 12,9). Pamiętajmy jednocześnie, że słowo Szatan po hebrajsku oznacza przeciwnika. Termin ten został przetłumaczony po grecku przez Diabolos – oskarżyciel, oszczerca.
Żaden tekst biblijny nie opisuje nam szczegółowo upadku przeciwnika, ale łącząc różne dane biblijne dochodzimy do następujących konkluzji:
1.       Szatan jest stworzeniem Bożym - Ponieważ w nim (w Chrystusie) zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone (Kolosan 1,16).
Istoty demoniczne zawierają się z pewnością na tej liście, ponieważ w tym samym liście Apostoł oświadcza, że Chrystus pozbawił moce ich władzy i zatriumfował nad nimi na Krzyżu (Kolosan 2,15), co może tylko odnosić się do duchów złych.
Z drugiej strony, opowiadanie z 1 Księgi Mojżeszowej/Rodzaju ukazuje nam węża, jako jednego ze zwierząt, które stworzył Przedwieczny (1 Mojżeszowa/Rodzaju 3,1).
2.       Ten, który jest dzisiaj szatanem nie został stworzony jako zły. Wszystko, co Bóg stworzył było dobre (1 Mojżeszowa/Rodzaju 1,31).
Jak zatem zło mogło wzrosnąć w sercu tego ducha niebieskiego? Jest to głęboka tajemnica, jeszcze bardziej nie do pojęcia niż upadek Adam, który przynajmniej był efektem działania z zewnątrz.
Wielu interpretatorów Pisma Świętego dostrzega w sentencji Izajasza przeciw królowi Babilonu i w mowie Ezechiela, pełnej żalu nad królem Tyru, aluzje do upadku szatana. Oczywiście nie jesteśmy zobowiązani do koniecznego interpretowania tych tekstów w ten sposób, niemniej ich rozumienie w tym wymiarze wydaje się dość godne zauważenia.
Król Babilonu jest porównany do gwiazdy świecącej (Izajasza 14,14), która upadłszy z nieba chciała być podobną Najwyższemu. Król Tyru jest ukazany jako cherubin obrońca, z rozpostartymi skrzydłami, umieszczony na świętej górze Boga, włączony w jego drogi od dnia, gdy był stworzony, aż do tego dnia, kiedy zło w nim zaistniało i stał się arogancki z powodu swego piękna (Ezechiela 28,14.12, 15,17).
Niezależnie od form interpretacji musimy stwierdzić osobiste istnienie diabła. Nie chodzi tutaj w najmniejszym stopniu o rodzaj mitu zapożyczonego z religii persów, czy też innych przesądów dobrych dla Średniowiecza.
Diabeł w Biblii jest opisany jako pełen podstępów i chytrości, zdolny do działań bardzo dobrze zaplanowanych (2 Koryntian 11,3; Efezjan 6,11; 2 Koryntian 2,11).
Szczytem podstępu diabła jest doprowadzenie do upowszechnienia przekonania, że on nie istnieje. Miejmy zatem w powadze Słowa Pańskie i starajmy się oprzeć szatanowi będąc stali w wierze (1 Piotra 5,8-9).
 
Upadek człowieka
1 Księga Mojżeszowa/Rodzaju opowiada nam jak człowiek upadł w grzech. Nie chcąc wchodzić w każdy detal tego opowiadania ograniczmy się do podkreślenia konkluzji doktrynalnych, jakie można wynieść z tekstu świętego.
1.       Ponieważ człowiek został stworzony jako dobry (1 Mojżeszowa/Rodzaju 1,27.31), grzech nie stanowił elementu konstytuującego naturę ludzką. Jest on wypadkiem, rezultatem uwiedzenia pochodzącego z zewnątrz. Mógł zatem, a przede wszystkim nie powinien był się pojawić. Jest tym samym nie usprawiedliwiony, na ile jest niewytłumaczalny.
2.       Przypomnijmy także, zgodnie z tekstem biblijnym, że Bóg nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialnym za grzech. Pan dał naszym pierwszym rodzicom wszystko co konieczne, aby mogli oprzeć się grzechowi. Dał im konieczne przestrogi, okrył ich tyloma dobrami.
Zakaz dotykania drzewa poznania dobrego i złego nie stanowił w żadnym przypadku zachęty do złego działania. Było rzeczą w pełni naturalną, że Adam i Ewa winni byli znaleźć się w sytuacji pewnych nakazów i zakazów Bożych, z możliwością bycia im posłusznymi bądź nieposłusznymi, wykazując tym samym wolne podporządkowanie temu, co Pan ustanowił.
Posłuszeństwo i miłość nie mogą rozwijać się, jak tylko w klimacie spontaniczności. Przedwieczny nie ma radości w posiadaniu robotów…
Dodajmy jeszcze, że plany Boże są nieprzeniknione i że nie możemy ich przeniknąć. Kim jesteśmy, aby żądać od Boga, by zdał przed nami rachunki, będąc Stworzycielem, bądź też by kontestować Jego zamierzenia? (Rzymian 9,20).
3.       Autorem uwiedzenia jest wąż. Już określiliśmy wyżej, że należy go identyfikować z diabłem. Można zapytać się, czy gad instrumentem przeciwnika, czy też był jego swoistym wcieleniem. Nie ma odpowiedzi jasnej. W każdym przypadku efekt jest następujący: z jego działania wynika przekleństwo, także dla samego zwierzęcia (1 Mojżeszowa/Rodzaju 3,14). Nie może to być przypisane do szatana, ale dalszy ciąg dotyka już samego diabła: I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę.

Byłoby rzeczą nieracjonalną sugerowanie, że przed zjedzeniem zakazanego owocu Adam i Ewa byli w stanie niewinności nieświadomej, która powodowała, że nie rozumieli różnicy między dobrem i złem. Wiedzieli, że posłuszeństwo Bogu było dobre i że przekroczenie Jego nakazów było zakazane (1 Mojżeszowa/Rodzaju 2,16-17).
Słowo poznać po hebrajsku ma często sens doświadczyć. Niektórzy na tej podstawie uważają, że nasi pierwsi rodzice przed upadkiem chcieli, podążając za radą węża, nabyć doświadczalnego poznania zła. Ta jednak interpretacja nie zgadza się z oświadczeniem Bożym: … Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło. Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia, i nie zjadł, a potem żył na wieki! (1 Mojżeszowa/Rodzaju 3,22)
Trzeba przy tym pamiętać, że Bóg, który jest doskonale święty, nie ma żadnego wewnętrznego doświadczenia grzechu.
Należy zatem widzieć w tym poznaniu dobra i zła, obiecanej przez diabła Adamowi i Ewie i pożądanej przez nich, zdolności do ustalania przez nich samych tego, co jest dobre, a co złe, w sposób autonomiczny, bez odnoszenia się do woli Bożej.
W istocie, Pan sam jest tylko kompetentny do ustalenia reguł w tej dziedzinie. Szatan chciał odłączyć człowieka i kobietę od tej opieki Bożej. Mieli oni ambicję stać się jak Bóg lub bogowie, sami ustanawiając ich etykę, bez zorientowania się, że nie osiągając jakiejkolwiek samodzielności stali się pełnymi nędzy niewolnikami diabła, którego rad posłuchali.
 
4.       Grzech jest zatem buntem, nieposłuszeństwem wobec woli Bożej. Nieposłuszeństwo Bogu ma za źródło brak wiary. Adam i Ewa przykładali więcej wiary do wypowiedzi węża, niż do deklaracji boskich. Bóg powiedział: umrzecie (1 Mojżeszowa/Rodzaju 2,17), a wąż powiada: wcale nie umrzecie (1 Mojżeszowa/Rodzaju 3,4). Owi nieszczęśnicy zaufali bardziej temu, co mówił wąż. Zauważmy, że u początku wszystkich upadków, grzechów, jest zawsze wątpliwość wobec Słowa Bożego.

Konsekwencje upadku człowieka.
1.       Natychmiastowa zmiana miała miejsce w osobie i w sytuacji Adama i Ewy, od chwili ich przekroczenia nakazów Bożych.
Najpierw Bóg obwieścił im, że czeka ich śmierć. Ich śmierć fizyczna nastąpiła znaczący czas później, ale ich śmierć duchowa została zadeklarowana natychmiast. Znaleźli się w sytuacji odseparowania od Boga, gotowi do ucieczki przed Jego obecnością, pragnąć ukryć się przed Jego wzrokiem (1 Mojżeszowa/Rodzaju 3,8). Pamiętajmy, że bez kontaktu z Tym, który jest źródłem życia, człowiek może wprawdzie nadal chodzić, jeść i pić, pracować i spać, ale nie żyć naprawdę. W tym znaczeniu, od dnia, w którym Adam i Ewa skosztowali owocu zakazanego byli już martwi.
Po zerwaniu z Bogiem mężczyzna i kobieta znaleźli się w konflikcie jedno z drugim. Zapomniawszy o swoim zachwycie, kiedy Bóg po raz pierwszy przyprowadził do niego Ewę, Adam po upadku oskarżył ja natychmiast o odpowiedzialność za to, czego sam dokonał.

Dalszą konsekwencję działania Adama i Ewy ponosi ziemia cała, przeklęta z powodu ich czynu. Także praca ludzka, przewidziana już przed upadkiem pierwszych rodziców, stała się trudna i czasami nie przynosząca owoców (1 Mojżeszowa/Rodzaju 3,17-18).
Kobieta ma oczekiwać bólu, tak w porodzie, jak i w całym pożyciu małżeńskim (1 Mojżeszowa/Rodzaju 3,16).
Krótko: grzech wszystko zniszczył. A jednak w całym tym dramacie Bóg ukazuje się jako Ojciec miłosierny. Daje ubranie swojemu stworzeniu i zapowiada nadejście wyzwoliciela, który zmiażdży łeb wężowi (1 Mojżeszowa/Rodzaju 2,21).
2.       Dziedziczność.
Stawszy się grzesznikami, mężczyzna i kobieta przekazali ich naturę zniszczoną swojemu potomstwu: … przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami (Rzymian 5,19).
Dziedziczymy po naszych rodzicach naturę, która zawiera w sobie niezdolność do bycia w Królestwie Niebios. Jesteśmy, przez ten fakt zerwania z Bogiem przez pra-rodziców, dziećmi gniewu (Efezjan 2,3).

To zniszczenie na skutek grzechu pierwszych rodziców dotyka całej naszej osoby.
Ciało nie poddaje się Prawu Bożemu, a nasze członki są poddane niewoli nieczystości i grzechu (Rzymian 6,19).
Nasza dusza nie jest prawa i nasz duch nie jest wierny Bogu (Psalm 78,8).
Serce, które stanowi głębię naszej osobowości, jest dotknięte zmianą i to nieuleczalną (Jeremiasza 17,9).

Nie oznacza to jednak, że każda istota ludzka ma wszystkie te wady. Nie jesteśmy przecież demonami. Człowiek naturalny jest jednak zdolny do dobrych uczuć, do lojalności, do szczodrości, do oddania.
Ale wszystko to pozostaje niewystarczającym, aby uzdrowić relację ludzka z Bogiem.
Człowiek znajduje się – także dzisiaj – w sytuacji, że nie potrafi powstrzymać się od grzechu. Nie ujmuje to oczywiście nić jego odpowiedzialności, ponieważ działa on dobrowolnie, a nie w przymusie.

Podsumowanie
A zatem - musimy przyjąć prawdę, że wszyscy zgrzeszyli i wszyscy są pozbawieni chwały Bożej (Rzymian 3,23). Ci, którzy ufają wyłącznie zdolnościom ludzkim nie mogą nic osiągnąć, jak tylko się rozczarować.
Nie mamy nic, czym moglibyśmy się szczycić (Rzymian 3,27).
Naszym jedynym punktem odniesienia i jedyną nadzieją, pomocą, jest niezasłużona łaska Boża w Jezusie Chrystusie.
Nawet w upadku zależymy od darmowego przywileju Boga, który nie jest nam nic winny. W naszym stanie zniszczenia nie chce nam poczytywać naszych grzechów, a następnie chce nas okryć swoim błogosławieństwem.
Dobroć Pańska, która chce od początku zbawić człowieka, ukazuje się od samego progu opuszczonego ogrodu Eden.
Ta dobroć Boża jest głównym tematem całego Pisma Świętego i na niej powinno skupić się nasze całe zainteresowanie. 

Rozważanie Listu świętego Pawła do Rzymian 8,18-27



(18) Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić. (19) Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych, (20) gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei, (21) że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych. (22) Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. (23) A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego. (24) W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy; a nadzieja, którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać się tego, co widzi? (25) A jeśli spodziewamy się tego, czego nie widzimy, oczekujemy żarliwie, z cierpliwością. (26) Podobnie i Duch wspiera nas w niemocy naszej; nie wiemy bowiem, o co się modlić, jak należy, ale sam Duch wstawia się za nami w niewysłowionych westchnieniach. (27) A Ten, który bada serca, wie, jaki jest zamysł Ducha, bo zgodnie z myślą Bożą wstawia się za świętymi. 


Paweł pisze swój list z Koryntu, najprawdopodobniej w latach 57-58 (początek panowania Nerona).
W Rzymie jest szereg Kościołów domowych, w których jest wielu nawróconych pogan, ale i Żydów…

„Doktryna chrześcijańska jest tym, w co Kościół Chrystusowy wierzy, czego naucza, opierając się na Słowie Bożym. Doktryna nie jest jedynym, nie jest nawet najważniejszym polem działania Kościoła. Kościół czci Boga i służy ludzkości, pracuje dla transformacji tego świata i oczekuje spełnienia jego oczekiwań i nadziei w przyszłości” (Jaroslav Pelikan).

Wprowadzenie.
Cierpienia nieodłącznie związane ze statutem synów, wspominanym w wersecie 17 tego samego rozdziału mogłyby zaprowadzić czytelnika do zwątpienia w przyszłość. Niemniej cel Pawła jest zupełnie inny. Chce on nas przede wszystkim wypełnić nadzieją.

Bliższa analiza.
v.18: Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić.
Przeciwstawia on czas obecny i chwałę w przyszłości. Domena Ducha, o której możemy mówić od początku rozdziału, ma wymiar wieczny. Jego obecność jest pomocą aktualną, ponieważ przypomina nam ona stale o chwale, która ma nadejść.
Chrześcijanin, daleki od bycia „pozbawionym chwały” (3,23), raduje się nią z góry i znajduje w tym siłę. Paweł dokonuje rachunku, taki jest sens literalny słowa greckiego, przetłumaczonego przez „sądzę”. Świetlana przyszłość i nieograniczona, którą Bóg nam przygotowuje, waży dużo więcej na wadze, niż trudności aktualne, które któregoś dnia się skończą.
Wiersze, które następują (19 do 22), uczą wizji stworzenia, którą chrześcijanin musi rozumieć i przyjąć.
Istnieje więź, pewna solidarność pomiędzy człowiekiem i stworzeniem.
To przez człowieka, Adama, stworzenie zostało zepsute (por 1M/Rdz 3,17; Rz 5,12). Zostało poddane marności, jak mówi Paweł (8,20). To jedyne wytłumaczenie biblijne, które chrześcijanin ma, aby pojąć katastrofy naturalne i choroby genetyczne, które świadczą o świecie niedoskonałym, który męczy się i „wzdycha” (8,22). Środowisko, stworzone przez Boga i mieszkańcy, których w nim umieścił, komunikują się razem w tym cierpieniu.

Sytuacja stworzenia.
Stworzenie cierpi z powodu grzechu człowieka i człowiek cierpi z powodu dysfunkcji stworzenia. Chrześcijanin, jako potomek Adama i mieszkaniec tej ziemi, nie jest dotknięty tym cierpieniem w mniejszym stopniu.
Jeżeli sprawy miałyby w ten sposób ciągnąć się stale, bylibyśmy zrozpaczeni. Ale stworzenie na coś  oczekuje. Na co? Na „objawienie synów Bożych” (8,19). Solidarność pomiędzy człowiekiem i stworzeniem we wspomnianym cierpieniu trwa w sposób logiczny w wieczności i w chwale odnowienia synów Bożych i ich środowiska. Kiedy potomkowie nowego Adama (zob. 5,12 do 21) będą obdarzeni chwałą, także ziemia zostanie odnowiona, „uwolniona” (8,21). Istotnie, obecne cierpienia tego stworzenia są identyfikowalne, jako bardzo szczególne i specyficzne. Są to „bóle rodzenia” (8,22).

Kontemplujemy to, co możemy nazwać kosmicznym wymiarem odkupienia w Chrystusie. Adam: przekleństwo i śmierć dla człowieka i ziemi. Chrystus: błogosławieństwo i życie, dla nowych ludzi i dla ziemi. Takie postrzeganie stworzenia i odkupienia powinno obudzić także ekologiczną troskę u chrześcijanina. Ale poza tym wszystkim powinno nas wypełnić nadzieją w każdej próbie, jaką przynosi życie.

Niewysłowione westchnięcia…
Podobnie jak stworzenie, my także „wzdychamy” (8,23). Życie jest ciężkie. Chrześcijanin nie jest istotą pozbawioną ciała (i wszelkich wynikających z tego konsekwencji). Jest czasami chory, smutny, zdeprymowany, zatroskany. Paweł sam doświadcza wszystkich tych emocji (2 Kor 4).
Nie jesteśmy jeszcze w chwale. Oczekujemy jej. Jesteśmy pomiędzy „już” i „jeszcze nie”.
Już, jesteśmy zbawieni, a jednak nie jesteśmy jeszcze zbawieni (5,10).
Już, mamy przybranie synowskie, a jednak nie jesteśmy jeszcze w pełni synostwa (8,15 i 23).
Już, mamy odkupienie, a jednak jeszcze oczekujemy go (3,24 i 8,23).
Królestwo nadeszło, a jednak modlimy się, aby przyszło.
Jesteśmy już oblubienicą, a jednak podążamy na zaślubiny Baranka.
Podczas tego okresu pośredniego ma miejsce zarazem cierpienie i nadzieja.

Ale uwaga!
Bądźmy ostrożni z zachowaniem zbyt triumfalistycznym, które prowadziłoby nas do pogardzania naszymi cierpieniami lub cierpieniami innych.
Bądźmy także ostrożni z zachowaniami defetystycznymi, które powodowałyby, że zapomnimy o unoszeniu głowy, w tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy (8,24).

Nadzieja rzeczy przyszłych.
Ta nadzieja nie jest krucha. Nie chodzi o nadzieję w rodzaju: „mam nadzieję, że któregoś dnia pojadę w podróż dookoła świata, bądź wygram na loterii”.
Nie, łączy ona i gromadzi radość i motywację, które inspirują przyszłe wydarzenie o charakterze szczęśliwym i pewnym.
Jest to podobne do emocji, które powodują, że cała rodzina drży, kiedy oczekuje na peronie dworcowym pociągu, mającego przywieźć jakąś kochaną osobę, członka rodziny, którego od dawna oczekiwano i nie widziano całe lata.
Ale jak pozostawać niewzruszonym w czasie próby życia, kiedy ten przyjazd pociągu z naszego przykładu wydaje się jeszcze bardzo odległym?
Dzięki „zaczątkom Ducha” (8,23). Termin ten bierze swój początek ze Starego Testamentu (2 Mj/Wj 34,26). Oznaczał on w tamtej epoce pierwsze kłosy zboża, które były obcinane i ofiarowane Bogu w geście wdzięczności wyprzedzając żniwa, które miały nastąpić.
Jedną z funkcji Ducha jest służenie za gwaranta ze strony Bożej, jako rodzaj „zaliczki” (por. 5,5).
Jego obecność mówi nam nieustannie: „Nie trać odwagi. Są to tylko cierpienia rodzenia. Wkrótce dadzą miejsce życiu nowemu i wiecznemu, w obecności Bożej; jego ludowi i stworzeniu doskonale odnowionym”.

Pomoc Ducha Świętego.
Pomoc Ducha nie jest tylko bierną. Jego obecność nie jest tylko tą, która jako zapowiedź pomaga nam z wytrwałością oczekiwać na realizację pełni. Duch daje także pomoc cenną i aktywną, a szczególnie wspierając nas w modlitwie (por. 8,26-27).

Paweł dzieli się problemem, którego wszyscy doświadczamy. Jesteśmy słabi, nie wiemy bowiem, o co się modlić (8,26).
Bóg wypełnia tę lukę osobiście. To sam Duch, który w takiej sytuacji podejmuje się działania. To prawda naprawdę zaskakująca: Bóg prosi sam siebie! Nie powinno nas to jednak aż tak zaskakiwać. Czyż nie wiemy, że Chrystus wstawia się za nami u Ojca? Taka jest także informacja podana w Rz 8,34.
Syn modli się do Ojca za nas, a tutaj dowiadujemy się, że Duch prosi Ojca za nas i w nas!
Ojciec bada i rozumie nie ujętą w słowa intencję Ducha (8,27). Wierzący staje się włączony w komunię w łonie Trójcy Świętej!

Modlitwa.
Modlitwa jest ćwiczeniem o znaczeniu dużo bardziej głębokim, niż moglibyśmy to podejrzewać.
Mówimy do Ojca, w imię Syna, przez moc Ducha Świętego, i cała Trójca Święta jest tutaj zaangażowana.

Czytając te słowa przychodzą nam być może na myśl sytuacje, za które nawet nie wiemy jak się modlić, czy w których nie wiemy jak się modlić. Nie jest to nic strasznego, zapewnia nas znowu Paweł, który potrafi mówić jak prawdziwy pasterz do swoich owieczek.
Zawierzmy się Panu, nie czując się jednocześnie zobligowani do sugerowania Mu w naszej modlitwie konkretnych rozwiązań. Jest On wystarczająco wielki, aby wiedzieć co powinien robić!

Niektórzy widzą w tych „niewysłowionych westchnieniach” (8,26) odniesienie do mówienia językami, ale liczne wskazówki czynią taką ideę mało prawdopodobną.
Po pierwsze, jest interesującym zauważenie, że Paweł wskazuje trzy jednostki, które „wzdychają”: stworzenie (8,22), nas samych (8,23) i Ducha Świętego (8,26).
Aby zachować spójną lekturę tekstu, należałoby przyjąć ten sam fenomen stojący za każdym z tych trzech „westchnięć”. W tym przypadku dwa pierwsze westchnięcia, o których mówi Paweł, tłumaczą jakieś cierpienie.
Natomiast mówienie językami, kiedy jest ono opisywane w Biblii, wyraża w każdym przypadku uwielbienie (Dz 2,11; 10,46; 1 Kor 14,17).
Po drugie, są to „niewysłowione westchnienia”. To znaczy, że nie są to przypuszczalnie dźwięki, które zbliżałyby się do jakiegoś języka, jak to jest w przypadku mówienia językami. Są to po prostu westchnienia. Jeżeli chciałby mówić o glossolalii, to musiałoby to być dużo bardziej jasno i wyraźniej powiedziane.

Krótka uwaga końcowa.
Pan wie, jak istotną w życiu człowieka jest nadzieja. Tej nadziei szczególnie potrzeba wtedy, kiedy wszystko wokół nas, w naszym życiu, wydaje się poddawać ją w wątpliwość. Zwłaszcza, kiedy zdajemy sobie sprawę, jak głęboka jest więź między nami, a otaczającym nas stworzeniem i jak bardzo jesteśmy za jego bolesny wymiar odpowiedzialni.
Nadzieja, którą daje Bóg, nie jest jednak tylko rodzajem zapewnienia, które może przekonywać lub nie. Bóg sam angażuje się, aby owo „zapewnienie” nie tylko podtrzymać, ale dać mu także szerszy, bo przenikający całe nasze życie wymiar. On sam jest gwarantem tej nadziei i On sam ją w naszym sercu spełnia działaniem Ducha.
Nie jesteśmy sami, On, nasz Bóg jest zawsze z nami i sam z nami i za nami modli się i wzmacnia nas.