sobota, 23 lipca 2016

Rozważanie Listu św. Pawła do Rzymian 12,1-8



Rozważanie Listu św. Pawła do Rzymian 12,1-8:
(1) Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza. (2) A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe. (3) Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. (4) Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, (5) tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. (6) A mamy różne dary według udzielonej nam łaski; jeśli dar prorokowania, to niech będzie używany stosownie do wiary; (7) jeśli posługiwanie, to w usługiwaniu; jeśli kto naucza, to w nauczaniu; (8) jeśli kto napomina, to w napominaniu; jeśli kto obdarowuje, to w szczerości; kto jest przełożony, niech okaże gorliwość; kto okazuje miłosierdzie, niech to czyni z radością. 

Zmarły w 1972, żydowski rabin, teolog i filozof,  Abrahama J. Heschel napisał kiedyś słowa, które wydały mi się szczególnie interesujące: „Nie ma żadnych dowodów na istnienie Boga Abrahama. Są jedynie świadkowie. Wielkość proroka nie zawiera się tylko w tym, co głosi, ale także w tym, czego doświadczył. Prorok jest świadkiem, a jego słowa to świadectwo”.

Dlaczego ta myśl Heschela wydała mi się inspirującą?
Ponieważ w przeczytanym przed momentem fragmencie 12 rozdziału Listu do Rzymian Apostoł Paweł skupia się, z dużym naciskiem i energią, na praktyce życia w Kościele Chrystusowym. 
A praktyka życia jest najlepszym świadectwem wiary osobistej, istotnym dowodem na powagę istnienia źródła tej wiary…

Przyjrzyjmy się teraz tekstowi Apostoła.
Rozpoczyna on swoją refleksję czymś, co mogłoby nam się wydać dalekie od naszego rozumienia „praktyki” - rozpoczyna przez bardzo silne położenie akcentu na naszą duchową służbę Bogu. 
Zauważcie, że Paweł pisze:
Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza (12,1).
Z autorytetem danym przez Ducha Świętego mówi: Wzywam was tedy, bracia.
Tu być może należałoby przetłumaczyć greckie słowo parakalo, użyte w tym wezwaniu, przez: zaklinam was!
Mówi: „ponieważ jesteście włączeni w krąg działania Bożego, powinniście, z miłości do Boga, oddać Mu chwałę”.

Zastanówmy się przez moment nad znaczeniem pojęcia „duchowa służba Bogu”…
Duchowa służba Bogu nie oznacza, że człowiek ma być uczciwie i właściwie religijny, ponieważ jest wielu uczciwie religijnych, bez bycia przy tym chrześcijanami.
Nie, duchowa ale i rozsądna służba duchowa Bogu, do której wzywa Paweł jest bazą, na której nasze życie, wszystkie nasze projekty życiowe, winne spoczywać. 
Całe nasze życie ma być zatem oddane chwale Bożej; wszystkie aspekty naszego życia codziennego, wszystkie nasze działania i nasze myśli, mają być na chwałę Bożą. 
Całe nasze życie ma być rodzajem ciągłej służby Bogu przenikniętej rozsądkiem, postawą stałej analizy - rozróżniania tego, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe. 
Paweł podkreśla potrzebę konieczności posiadania zdolności do oceny i rozsądzania tego co dobre, miłe i doskonałe…

Wasze ciało – mówi Paweł - to znaczy wasza ziemska egzystencja w całości, wasze dobra i wasze działania, mają być ofiarą złożoną Bogu.
W Starym Przymierzu, ofiarą było zwierzę bez wad, które kapłani składali Bogu na ołtarzu, w Świątyni.
Ofiarę pochłaniał ogień (por. Psalm 66,15).
Dzisiaj nie ma już Świątyni, nie ma już ofiar ze zwierząt, nie ma kapłanów... (por. 1 Piotra 2,5).
To całe nasze życie codzienne ma być ofiarą miłą Bogu.
Mamy czynić tak, aby nasza duchowa służba Bogu, nasze życie codzienne - były żywe, a nasze oddanie pełne.
- o -

Dla Pawła jest rzeczą oczywistą: nie ma chwały Boga „po cichutku”, w ukryciu.
Czym jest życie chrześcijańskie?
To życie chrześcijańskie praktyczne, życie pełne codziennych projektów, które staje się rzeczywiście i prawdziwie życiem, ukazującym prawdziwą twarz miłości, w łonie Kościoła i w świecie.

Pamiętajmy, że oddawanie chwały Bogu w znaczeniu biblijnym jest zawsze konkretnym wyznaniem wiary, a zatem doktryna kościelna (czyli treść nauczania wiary w naszym Kościele) i praktyka życia nie mogą obejść się jedna bez drugiej.
Tak samo jest z Prawem Bożym i etyką.
Bez Prawa Bożego i bez refleksji etycznej nie ma praktycznych projektów na życie chrześcijańskie.
Jeżeli chcecie jeszcze innego określenia: prawdziwość, czyli ortodoksja nauki wiary, prowadzi do tzw. ortopraksji, czyli do praktycznego życia chrześcijańskiego we wdzięczności Bogu za otrzymaną łaskę.

- o -

Paweł pisze jeszcze: nie upodabniajcie się do tego świata (12,2) .
Nie regulujcie waszego życia zgodnie z tym światem.
Co jednak oznacza tutaj słowo „świat”?
„Świat” jest tą rzeczywistością, która Bogu się opiera, która nie poddaje się Jego woli.
W określeniu „świat”, w pierwszym jego znaczeniu, nie ma sądu negatywnego wobec świata „zewnętrznego”, świata wokół nas, pomimo, że niektórzy chrześcijanie mają chęć takiego spostrzegania wszystkiego wokół nich i sądzenia wszystkiego z ogromną łatwością. 
Dla chrześcijanina „świat” jest jego własnym życiem, gdy oddala się ono od Boga.  
Osądzać i korygować mamy nie to co wokół nas, ale właśnie nasze życie, w tych jego aspektach, które nie są zgodne ze służbą Bogu, z oddaniem Bogu.
Paweł dodaje: ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, lub raczej: „niech wasza inteligencja doznaje stałej przemiany”.
Chodzi tu o stałą przemianę naszego wnętrza, która uczyni, że będziemy szli śladami Jezusa...
Będziemy myśleli i działali na chwałę Bożą, a kryterium naszego serca i naszego sumienia będzie Jego miłość.
Takie odrodzenie jest nam ofiarowane przez działanie Ducha Bożego.
To On sam odnawia rzeczywiście i gruntownie nasze życie.

Paweł określa jasno, że nawrócenie (jak zresztą odczytuje to i naucza w czasach Reformacji Marcin Luter) jest zawsze sprawą teraźniejszości, chwili bieżącej.
We wszystkich naszych decyzjach życia codziennego, we wszystkich naszych projektach, nasza inteligencja (czyli od łac. intelligentia - zdolność pojmowania, rozum) ma potrzebę odnawiania się, które nie jest niczym innym, jak „uzgodnieniem” (i to jak najbardziej konkretnym) naszej woli z wolą Bożą, wolą, która jest nam objawiona w Jego Słowie, w Piśmie Świętym.
Ale tu uwaga!
Pamiętajmy, że Biblia nie jest jak kolejowy rozkład jazdy, zawierający informacje precyzyjne o jakiej godzinie i dokąd dany pociąg ma odjechać.
Nie daje nam ona ciągle i zawsze decyzji gotowych do podjęcia.
Biblia w wielu przypadkach jest jak busola, która podaje właściwy kierunek działania.
Musimy w modlitwie, ale i z daną nam przez Boga-Stwórcę inteligencją, cierpliwie i pracowicie odczytywać Jego wolę w Słowie: co jest dobre, co jest Mu miłe i doskonałe.

- o -

Zwróćcie jeszcze raz uwagę – proszę – na mądrość Pawła, kiedy ukazuje on konkretny przykład rozsądnej służby Bogu, gdy koncentruje się na życiu chrześcijan w Kościele. 
Paweł podkreśla, że prawdziwa służba Bogu ma prowadzić do tego szczególnego dostrzeżenia drugiego człowieka obok nas, starając się koncentrować naszą uwagę na jego pozytywnych cechach.
Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił (12,3). 
Czyli: nie starajmy się dominować nad innymi, wywyższając się ponad innych, ale bądźmy świadomi naszych ograniczeń, wszyscy bowiem otrzymaliśmy różne dary, uzupełniajmy się więc wzajemnie.
Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich (4-5).
Paweł, (podobnie, jak w 1 Liście do Koryntian 12) porównuje Kościół do ciała ludzkiego, gdzie wszystkie członki mają funkcjonować dobrze między nimi się zgadzając.
Kościół jest ciałem w Chrystusie, gdzie każdy członek, jak każdy organ ciała, jest związany osobiście z Głową, którą jest Chrystus, a ten związek z Głową, indywidualny dla każdego z członków, jest jednocześnie określający ich stałą współzależność między nimi samymi.

Nie można przy tym nie zauważyć, że Paweł nie głosi ujednolicenia wszystkich członków Kościoła, by stał się wspólnotą o jednej tylko twarzy...
Paweł wie i głosi, i wzmacnia świadomość tego faktu, że każdy jest inny od drugiego, że dar jednego nie jest tym samym darem posiadanym przez drugiego, ale że wszystkie dary mają sobie wzajemnie służyć, wzajemnie się uzupełniać.
Np., mówi Paweł: niektórzy otrzymali dar proroctwa.
Czyli, że rozumieją oni czas życia, pomagają zrozumieć jego wyzwania, ale i niebezpieczeństwa, i pokazują ścieżkę pozytywnego działania innym chrześcijanom.
Ale wszystko ma dziać się w zgodzie z wiarą, to znaczy by owi prorocy nie głosili czegoś więcej, inaczej, niż naucza tego Pismo Święte.
I – co jest szczególnie ważne – że ich akcja prorocka ma być regulowana przez wiarę i decyzję zgromadzenia!
Jest tak wiele darów Ducha…
Paweł zaprasza Kościół, aby dokonał rozpoznania – w prawdzie – wszystkich darów jego członków, i by je wprowadzał w praktykę w klimacie braterstwa.

- o -

Powrócę na zakończenie do kwestii świadectwa osobistego chrześcijan, które winno być inspirującym dla innych.
Na początku naszego rozważania wspomniałem i rabinie Heschelu.
Żył on i nauczał w czasach szalenie trudnych XX-go wieku: nazizmu, rekonstrukcji powojennej i destruktywnych przemian społecznych lat 60-tych.
Pomimo tego był i pozostał konsekwentnym świadkiem Boga najwyższego, także w najtrudniejszych chwilach swojego życia.
To inspirujące do naśladowania.
Ale myślę tutaj także o Ojcach Reformacji.
Czy miałaby ona w ogóle miejsce, gdyby nie byli oni gotowi oddać w pełni ich życia Panu Bogu?

I przypomina mi się tutaj także to, co mówiono o teologu z IV w i pasterzu Kościoła w Mediolanie, Ambrożym z Mediolanu, że „jego nauczanie było jak grzmot burzy, jego życie jak błyskawica”.
Parafrazując te słowa, miejmy odwagę zachęcać się wzajemnie, aby nasze kościelne nauczanie było jak grzmot, a nasze życie jak błyskawica. 
A zatem, oddajmy po raz kolejny nasze życie Bogu, nasze życie indywidualne, jak i życie wspólnotowe naszego Kościoła, naszego zboru.
Bądźmy wobec siebie wzajemnie świadkami tego faktu, ale także świadkami poza naszą wspólnotą kościelną.
I dbajmy o tę wspólnotę, by była ona stałym miejscem naszego wzrostu. Amen

poniedziałek, 11 lipca 2016

Modlitwa, a życie?...



Jesteśmy domownikami Boga, czyli mamy z Nim uprzywilejowaną relację. Dzisiaj chcemy powiedzieć kilka słów o „praktykowaniu” tego stanu uprzywilejowania, który rodzi się, konstruuje i trwa w modlitwie. Poddamy rozważaniu kwestię modlitwy zwłaszcza wtedy, kiedy odbywa się ona w trudnych sytuacjach życia, kiedy relacja z Panem nie przebiega w sposób łatwy i oczywisty…

-o-

Modlitwa, jakiej uczy nas Słowo Boże, nie jest czymś oderwanym od rzeczywistości, w jakiej przeżywamy czasem bardzo dramatyczne wydarzenia naszego życia. Jest ona osadzona w ludzkiej historii i pozwala to, co nas przerasta, znosić i budować, pomimo czasem wielkich upadków i niepowodzeń.

Istotną w tej kwestii naukę zawiera modlitwa Jezusa w Gestemane, co opisuje Ewangelia Łukasza 22,39-46.
Kiedy funkcjonariusze religijni szukają Jezusa, aby Go aresztować i kiedy krzyż staje się widzialny coraz bardziej, Jezus doznaje niepokoju i trwogi. Ale gdy zazwyczaj takie uczucia oddalają nas od Boga, Jezus staje wobec nich twarzą w twarz i walczy z nimi w modlitwie.
Modli się, aby otrzymać pokój, aby przezwyciężyć swój strach i aby znaleźć siłę pójścia aż do końca swojej drogi.

W swojej modlitwie Jezus przebiega ścieżkę podporządkowania się woli Ojca.
Wie On, że ma umrzeć i chce uczynić ze swojej śmierci ofiarę życia. Powiedział zresztą o tym swoim uczniom podczas ostatniego ich wspólnego posiłku. Ale kiedy kielich, który podczas wieczerzy im dał, staje się Jego kielichem cierpienia, On sam odczuwa wielką trwogę, aż do słów wyrażających chęć uczynienia kroku w tył: Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie
Jeżeli modlitwa jest byciem – takimi, jacy naprawdę jesteśmy – przed Bogiem, to w tamtej chwili prawdą o Jezusie była Jego trwoga w momencie próby.

Jezus, w swojej walce, w modlitwie znajduje siłę do przyjęcia swojego powołania. Pod koniec swojej modlitwy otrzymuje odwagę akceptacji: wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie. To wtedy anioł ukazuje Mu się z nieba, umacniając Go.

W Ewangeliach Mateusza i Marka, Jezus - będąc na krzyżu - krzyczy pierwsze słowa Psalmu 22: Boże mój, Boże mój, dlaczego mnie opuściłeś?
Przez ten pierwszy werset przywołana zostaje całość tego psalmu. Psalm mówi o tym, który przechodzi tę samą ścieżkę co Jezus w Getsemane; ścieżkę, która zaczyna się ogłoszeniem cierpienia, buntu i opuszczenia… aby doprowadzić do akceptacji, zaufania, a wręcz do wdzięczności.

Nam, którzy zbyt często pojmujemy modlitwę, jako środek do wywarcia nacisku na Boga (aby doprowadzić Go do uznania sprawiedliwości naszej sprawy), przykłady Jezusa i psalmisty ukazują, że modlitwa jest także walką, pomagającą wpisaniu naszego życia w wolę Ojca.

Jezus wychodzi z modlitwy gotów. Od tego momentu wydarzenia zaczną nabierać tempa: pocałunek Judasza, wyparcie się Piotra, stanięcie przed Sanhedrynem i Piłatem, ukoronowanie cierniem, ubiczowanie, ukrzyżowanie. Jezus zachowuje ciszę – walka jest prowadzona w ciszy. Jezus już jest w woli Ojca!

W Getsemane Jezus modli się, ale także naucza uczniów: Wstańcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie.
W Ewangeliach pokusą Jezusa jest odrzucenie Jego pozycji tylko ludzkiej. Na pustyni szatan proponuje Mu cieszenie się Jego boskością. Mówi Mu: Ty jesteś Synem Bożym, a zatem korzystaj z twojego przywileju. Zmień te kamienie w chleb, weź władzę i ciesz się pomocą Bożą! Ale Jezus wie bardzo dobrze, że nie w ten sposób jest się Synem Ojca. Jest się nim będąc sługą. Podejmuje więc walkę z pokusą i walczy przeciw Nieprzyjacielowi.
W przeddzień ukrzyżowania pokusa będzie nieco podobna: mógłby odrzucić swoje powołanie i już nie być sługą. Aby tego dokonać winien zaprzestać walki, „wrócić do szeregu” i nie nauczać; wrócić do Nazaretu, by pracować jako cieśla i żyć jak wszyscy. Gdyby Jezus poddał się takim myślom, miałby życie zasługujące na szacunek społeczny; życie zawodowo czynne, najprawdopodobniej z sukcesem finansowym…. ale nie byłoby Ewangelii!
A jednak, wobec pokusy, Jezus wie, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć i musi być odrzucony przez starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie, i musi być zabity, a dnia trzeciego wskrzeszony (Łukasza 9,22), ale potrzebuje modlitwy, aby żyć.

Aby lepiej zrozumieć drogę jaką przeszedł Jezus w swojej modlitwie, warto zwrócić uwagę na te wersety Ewangelii, które jakby ujmują w ramy opowiadanie o walce Jezusa w modlitwie. Przed Getsemane, można znaleźć fragment, gdzie Jezus nakazuje swoim uczniom uzbroić się w miecze (Łukasza 22,36). Po Getsemane, w chwili aresztowania, jeden z uczniów wyjmuje miecz i zaczyna bronić Jezusa. Ale wtedy Jezus nakazuje mu schować broń. Czy Jezus wcześniej miał intencję bronić się przy użyciu miecza? Kto wie… To natomiast, co jest pewnym, to fakt, że po modlitwie Jezus wie, że to nie siłą i nie przemocą broni się Królestwa Bożego. Nie tylko zresztą to wie, ale też tym żyje.

Uczniowie nie modlili się. Nie prowadzili walki dla przyjęcia i akceptacji woli Ojca. Upadną w pułapce pokusy. Podczas aresztowania któryś uczyni śmieszny gest wydobycia broni. W chwili procesu natomiast- i podczas ukrzyżowania - opuszczą Tego, za którym podążali w czasie Jego posługiwania.
W godzinie, w której świadectwo miałoby go kosztować, Piotr wypiera się Mistrza.
Innych tam nawet nie ma, ponieważ najprawdopodobniej ukrywają się gdzieś w Jerozolimie, ze strachu przed strażą świątynną.

Podsumowując, możemy zauważyć dwie płaszczyzny modlitwy.
1.   Modlitwa jest słowem. Mówi ona prawdę o naszym życiu przed Bogiem, jest Ona prośbą. Jezus nie tylko nie odrzuca tego wymiaru modlitwy, ale ubogaca go obietnicą wysłuchania.
2.   Modlitwa jest słuchaniem. Jest słuchaniem prawdy Bożej o naszym życiu. Jezus uczy nas, że Ewangelia nie jest lakierem, który dawałby dodatkowy połysk naszej duchowości. Modlitwa jest nawróceniem, zmianą całego naszego życia. Ewangelia nie może być przyjęta, jak tylko w ciszy i słuchaniu Słowa, a w godzinie wyboru Ewangelii, to modlitwa jest miejscem, gdzie toczy się najistotniejsza walka związana z wyborem i jego następstwami.

-o-

Na zakończenie krótka historia, będąca jednocześnie świadectwem wiary.
Jedna z książek podaje tekst, który miał napisać kiedyś Martin Luther King, znany amerykański pastor baptystyczny, człowiek który walczył o równouprawnienie rasowe.
Napisać on miał, co cytuję w dość wolnym własnym tłumaczeniu:
Po dniu szczególnie pełnym zajęć, położyłem się późno spać. Moja żona już spała i ja sam już zasypiałem, kiedy zadzwonił telefon. Głos pełen gniewu rzekł: Posłuchaj, czarnuchu, mamy cię już dość. Przed upływem tygodnia pożałujesz, że przyjechałeś do Montgomery. Odłożyłem słuchawkę, ale sen nie wracał. Wstałem z łóżka i rozpocząłem marsz po pokoju. W końcu, poszedłem do kuchni i odgrzałem kawę. Byłem gotów wszystko rzucić. Próbowałem znaleźć sposób, aby zniknąć, nie sprawiwszy wrażenia tchórza. W tym stanie wyczerpania, podczas gdy prawie całkowicie straciłem moją odwagę, zdecydowałem powierzyć mój problem Bogu. Z głową między dłońmi pochyliłem się nad stołem kuchennym i modliłem się na głos. To, co powiedziałem Bogu tamtej nocy, ciągle mam w pamięci.
- (Panie) Stanąłem tutaj za tym, co uważam za sprawiedliwe. Ale teraz boję się. Ludzie zwracają się do mnie, by być kierowanymi, ale jeżeli będę podążał przed nimi bez siły i bez odwagi, oni także zachwieją się. Jestem u końca moich sił. Nic mi już nie zostało. Doszedłem do momentu, w którym sam nie mogę nic zrobić.
W tej samej chwili, poczułem świadomość Boskiej obecności, jak nigdy wcześniej. Było to, jakbym mógł usłyszeć spokojną pewność wewnętrznego głosu:
- Powstań dla sprawiedliwości. Powstań dla prawdy. Bóg będzie zawsze obok ciebie.
Prawie natychmiast moje strachy zaczęły mnie opuszczać. Moja niepewność znikła. Byłem gotów na wszystko.
Sytuacja zewnętrzna nie zmieniła się, ale Bóg dał mi wewnętrzny spokój. Trzy noce później nasz dom wyleciał w powietrze. Może wydać się to dziwnym, ale przyjąłem tę wiadomość ze spokojem. Moje doświadczenie Boga dało mi odwagę i ufność.

Wydało mi się cennym przytoczyć to świadectwo, po rozważaniach o charakterze biblijnym, by podkreślić, że doświadczenie Boga w modlitwie, takie, jakie miał Jezus Chrystus w Getsemane, takie, jakie później stało się także udziałem Jego uczniów, jest możliwym do przeżycia również współcześnie. Także w naszych czasach ma ono znaczenie fundamentalne, a zwłaszcza w najbardziej trudnych sytuacjach życiowych. Te sytuacje mogą być bardzo różne. Mogą to być trudności o charakterze zawodowym, rodzinnym, zdrowotnym, moralnym… Paleta problemów jest bardzo szeroka. Jedno jest pewne, że Pan zawsze działa w tych, którzy zwracają się do Niego z całą szczerą świadomością własnych ograniczeń, wiedząc z całą pewnością (i wyznając to), że ich siły zawodzą tam, gdzie tylko On może działać, tworzyć, budować…

Możemy i my tak modlić się, tak spotykać się z Nim i tak budować nasze życie.