niedziela, 25 czerwca 2017

Rozważanie Ewangelii wg Mateusza 22,1-14



Mateusza 22,1-14

Przypowieść o przyjęciu weselnym stanowi trzecią i ostatnią z serii przypowieści o osądzie Boga postaw ludzkich; przypowieści adresowanych do przełożonych religijnych i podkreślających niedowiarstwo Żydów - Narodu Wybranego.
Następuje ona po przypowieściach o dwóch synach (Mt 21,28-32) i o złych winogrodnikach (Mt 21,33-46).
Przypowieść zawiera darmową propozycję Ewangelii, która rozciąga się na wszystkie istoty ludzkie. Ale jak zobaczymy dalej, przypomina nam ona także, że akceptacja tej propozycji nie pozostaje bez konsekwencji. Idzie ona w parze z odpowiedzialnościami, które trzeba przyjąć.

Wydarzenia
W bieżącej przypowieści Pan Jezus porównuje Królestwo Niebieskie do wielkiego święta, które przygotowuje król w związku ze ślubem swojego syna. Wysyła on swoje sługi, aby zanieśli oni osobiste zaproszenie tym, z którymi pragnie on dzielić się radością rodziny królewskiej.
Ale, zaproszenie napotyka obojętność. Zaproszeni nie chcą przyjść. Pomimo tej odmowy, król kontynuuje przygotowania. Następnie inne zaproszenie jest wysłane, aby obwieścić, że festyn jest gotowy. Tym razem potencjalni goście traktują zaproszenie z lekceważeniem. Wolą oddawać się sprawom ich dnia codziennego, niż uczestniczyć w uczcie ich króla. Więcej nawet: niektórzy z nich pobili i zabili sługi królewskie. Można łatwo sobie wyobrazić ogromną irytację króla, który posyła swoje wojska, aby te wyniszczyły zabójców i spaliły ich miasto.

Niezależnie od tych smutnych wydarzeń, król nie odrzuca pomysłu celebrowania ślubu swojego syna. Decyduje szeroko otworzyć swoje bramy. Nakazuje swoim sługom udać się na główne ulice miasta i zaprosić na ucztę weselną tych, których napotkają. Reakcja była nadzwyczajna: wielu ludzi zaakceptowało zaproszenie. I uczta rozpoczęła się.
Niemniej, wchodząc na salę, król zauważył obecność człowieka, który nie miał na sobie ubrania świątecznego. Zaskoczony pyta go dlaczego jest tak ubrany: jak wszedłeś tutaj, nie mając szaty weselnej? Pytanie to nie znajduje odpowiedzi, a zatem król nakazał sługom związać tego człowieka i wyrzucić go na zewnątrz, daleko od uczty.

Kilka pytań
Nie można czytać tej przypowieść bez zadania sobie kilku pytań. Weźmy dla przykładu koniec opowiadania. Zaproszenie będąc skierowane do wszystkich ludzi z ulicy pozwala nam myśleć, że było wielu gości na uczcie. Kiedy król pojawia się, pozdrawia ich i mówi kilka słów grzecznościowych… Wtedy to zauważony zostaje gość nieodpowiednio na ucztę ubrany. Jest odpytany dlaczego pojawił się na weselu bez odpowiedniego ubrania weselnego. Pytany nie potrafi na takie pytanie-osąd nic odpowiedzieć. Wobec jego milczenia król nakazał wyrzucenie go.
Zauważmy: człowiek ów nie odrzucił zaproszenia. Przyjął zaproszenie do uczestnictwa w uczcie króla i dlatego też pojawił się na niej. Wygnano go, ponieważ nie był odpowiednio na wesele ubrany.
Punkt istotny tej przypowieści dotyczy zatem owego ubrania. Co oznacza ono ? Dlaczego jest tak ważne ? Czy jest naprawdę obowiązkowe? Jakie było duchowe znaczenie tej obowiązkowości?
Spróbujemy w dalszej części naszego rozważania przyjrzeć się tym kwestiom.

Jest także inny punkt niepokojący, który wymaga naszej uwagi. Popatrzmy na ostatni werset, w.14: Albowiem wielu jest wezwanych, ale mało wybranych. Na pierwszy rzut oka konkluzja ta źle współgra z opowiedzianą historią, ponieważ zgodnie z opowiadaniem wielu zostało wezwanych i wielu ucztowało. Pamiętamy, że sala weselna była pełna ludzi. Jedna tylko osoba została wyrzucona – ten, który nie miał stosownego ubrania. Można byłoby oczekiwać ze strony Jezusa innego zakończenia. Mógłby np. powiedzieć: „Wielu jest wezwanych, jeden tylko został wyrzucony. Większość miała przyjemność uczestniczenia w uczcie.”  Nie musiał mówić, że niewielu jest wybranych….

Niewielu jest wybranych.
Idea, zgodnie z którą „wielu jest wezwanych, ale mało wybranych” jest użyta Pana Jezusa, aby nauczać, że nawet jeśli liczni akceptują zaproszenie Boże, ci, którzy będą definitywnie włączeni do Jego Królestwa są nieliczni.
Obserwujemy ten typ kontrastu u Mateusza 7,13-14, kiedy Pan mówił o ciasnej bramie i wąskiej ścieżce: (13) Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. (14) A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują.
Wielu wchodzi przez szeroką bramę; niewielu znajduje życie. Temat „wielu i niewielu” ukazuje się podobnie u Mateusza w przypowieści o siewcy. Liczni słyszą i akceptują przesłanie Ewangelii, ale nieliczni przynoszą owoce.
Przesłanie Boże jest skuteczne tylko na gruncie serca przetworzonego i gotowego je przyjąć. „Wielu i niewielu” znajduje się ponownie w mowie Jezusa o końcu czasów (Mateusza 24,4-14), gdzie słowo „wielu” oznacza tych, którzy oddalą się od wiary, utracą wiarę.
Ale co oznacza to stwierdzenie w opowieści o uczcie weselnej? Opowiada się, że wielu było wezwanych, ale że jeden niejako „odpadł“... Wydaje się, że jesteśmy zmuszeni przyjąć, że człowiek bez ubrania weselnego nie był jedynym nieubranym właściwie. Było wielu innych w podobnej sytuacji. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że człowiek ten był reprezentantem całej grupy osób, biorących udział w festynie, którzy nie mieli właściwych ubrań.
Pojęcie indywiduum reprezentującego grupę osób nie ogranicza się do przypowieści o uczcie weselnej. Myślimy tu np. o przypowieści o talentach u Mateusza 25,14-30. Królestwo Niebieskie jest porównywane do króla, który powierza pieniądze swoim sługom przed udaniem się w podróż. Są wspomniani trzej słudzy. Wysokość sumy pieniędzy powierzonych każdemu zależy od ich indywidualnych zdolności (Mt 25,15). Ta różnica ukazuje, że Bóg każdego ocenia indywidualnie, z jego osobowością i okolicznościami, w jakich ten ktoś się znajduje.

W przypowieści o uczcie weselnej, człowiek bez ubrania weselnego reprezentuje wszystkie osoby, które – jak on – nie były odpowiednio ubrane na wesele. Pan Jezus nie zwraca się do niego w sposób kolektywny, ponieważ stawia pytanie, na które każdy człowiek musi odpowiedzieć za siebie samego. …jak wszedłeś tutaj, nie mając szaty weselnej – odpowiedź na to pytanie może różnić się między jedną osobą, a drugą.

Zobaczmy – uczta Baranka spowoduje, że zadźwięczy godzina sądu ostatecznego, kiedy każdy człowiek będzie musiał odpowiedzieć za siebie samego. Bóg zwróci się do każdego z nas indywidualnie. Nie uczyni tego w sposób kolektywny. Biblia naucza, że ostatniego dnia, w chwili sądu, wszystkie księgi będą otwarte i każdy będzie sądzony zgodnie ze swoimi czynami – dobrymi lub złymi.
Wezwie się nas imiennie, staniemy przed wieloma i trzeba będzie wytłumaczyć Bogu dlaczego działaliśmy w ten, czy w inny sposób, bądź też dlaczego nie zrobiliśmy tego lub owego…
Nie będzie możliwym ukryć się za plecami tłumu. Każdy pojedynczo, każda istota ludzka, będzie musiała zdać sprawę ze swego życia przed Bogiem.

Fragment Mateusza 8,11-12 także wykazuje wiele podobieństw z naszą przypowieścią. Jest to obraz stołu Abrahama, obraz bankietu na końcu czasów. Królestwo Niebios porównane jest do festynu, w którym uczestniczyć będą trzej patriarchowie żydowscy: Abraham, Izaak i Jakub. Jest tam również kwestia tych, którzy są wyrzuceni w ciemności, na zewnątrz, wraz w płaczem i zgrzytaniem zębów: (11) A powiadam wam, że wielu przybędzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą do stołu z Abrahamem i z Izaakiem, i z Jakubem w Królestwie Niebios. (12) Synowie Królestwa zaś będą wyrzuceni do ciemności na zewnątrz; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. 
Tymi, którzy mają być wyrzuceni na zewnątrz są ku naszemu zaskoczeniu ci, którzy mieliby odziedziczyć Królestwo. Są oni synami Królestwa. Ci, dla których Królestwo było przeznaczone, utracili ich dziedzictwo. Dlaczego? Z tego samego powodu: uczestniczyli oni w uczcie bez ubrania świątecznego. Sama cecha „synów Królestwa” nie wystarczyła im…

Wezwanie Boże
Zwróćmy uwagę: przypowieść rozpoczyna się wezwaniem: Bóg wzywa zaproszonych na ucztę weselną. Słowo „wzywać” (gr. kaleo) ukazuje się pięć razy w pierwszych dziewięciu wersetach opowiadania (ww. 3a, 3b, 4, 8, 9). Jest przetłumaczone w niektórych wersjach biblijnych przez słowo „zapraszać”. Kiedy zapraszacie jakąś osobę na przyjęcie, wzywacie ją do uczestniczenia w wydarzeniu specjalnym.
To samo słowo jest używane w Starym Testamencie, jako wezwanie Boga do Izraelitów. Czytamy u Ozeasza 11,1: Gdy Izrael był młody, pokochałem go i z Egiptu powołałem mojego syna.
Ten werset jest cytowany u Mateusza 2,15 i to słowo greckie kaleo jest tutaj użyte.
To samo słowo odnosi się także do chrześcijan. W Rzymian 8,30 Paweł pisze: a których przeznaczył, tych i powołał, a których powołał, tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych i uwielbił. Ktokolwiek jest predestynowany, jest także wezwany w stosownym momencie, wezwany przez Boga, aby do Niego należeć.
W przypowieści o uczcie weselnej, wezwani na ucztę otrzymali wcześniej zaproszenie do uczestnictwa w weselu.
W tamtej kulturze, było w zwyczaju zapraszać na ucztę weselną po raz pierwszy na tyle wcześnie, aby pozwolić zaproszonym przygotować się, a następnie po raz drugi, aby oznajmić, że świętowanie niedługo się rozpocznie.
To drugie zaproszenie znajdujemy w w.3 i jest ono powtórzone w w.4. Podwójna odmowa zaproszonych jest w kontraście z ich początkową odpowiedzią. Musieli początkowo odpowiedzieć „tak” (skoro są określani jako „zaproszeni”), a potem powiedzieli „nie”. Ich zachowanie przypomina nieposłusznego syna w przypowieści o dwóch synach (Mateusza 21,30). Jeden z nich początkowo zaakceptował pójście do pracy w winnicy ojca, a potem tego nie zrobił.
Przypowieść o złych winogrodnikach (Mateusza 21,35-36) ukazuje to samo zachowanie ze strony winogrodników/dzierżawców. Zaangażowali się oni w obowiązek płacenia właścicielowi za używanie jego ziemi. Później, zdecydowali by nie respektować tej umowy.

Podobnie, przypowieść o uczcie weselnej mówi o tych, którzy są już zaangażowani w religii, a nie o tych, którzy nigdy nie zaakceptowali Słowa Bożego.
Jest zatem możliwym być wezwanym/powołanym, odpowiedzieć pozytywnie (początkowo i płytko) na to wezwanie, a później powiedzieć „nie” i odwrócić się tyłem do tego wezwania.
W Galacjan 1,6, Paweł wyraża swoja konsternację wobec Galatów mówiąc: Dziwię się, że tak prędko dajecie się odwieść od tego, który was powołał w łasce Chrystusowej do innej ewangelii.
Zostaliście powołani/wezwani do Ewangelii łaski i odpowiedzieliście z entuzjazmem. A oto mówicie „nie”. Chcecie teraz odwrócić się od Boga.

Jak już zostało wspomniane, jeżeli jest się chrześcijaninem, to znaczy że zostało się powołanym/wezwanym przez Boga i odpowiedziało się na Jego wezwanie. Pod jaką postacią ten apel ukazuje się nam? Jest to zaproszenie. Na przykład u Mateusza 11,28 Jezus mówi:  Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni… Kiedy Jezus mówi: Pójdźcie do mnie, jest to zaproszenie, które do nas kieruje. Jest to także wezwanie/powołanie. A kiedy przystajemy na to wezwanie, wtedy stajemy się Jego uczniem.
Podobny apel/wezwanie ukazuje się u Jana 7,37: w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. 

Jezus zaprasza nas do picia Jego wody: „przyjdźcie do mnie, kto ma pragnienie. Dam wam wody żywej do picia”. Ci, którzy wierzą, odpowiadają na to wezwanie.


Wspólnota mieszana
Powróćmy do ostatniego wersetu naszej przypowieści. Jezus mówi: wielu jest wezwanych, ale mało wybranych. Rozważmy teraz tę kwestię. Jaka różnica istnieje pomiędzy „być wezwanym”, a „być wybranym”? W wezwaniu jest pewna forma wyboru. Jeżeli zapraszacie kogoś do spędzenia z wami wieczoru, w jakiś sposób wybraliście te osoby. Wezwanie stanowi w pewnym stopniu wybór, pomimo, że oba terminy nie są identyczne.
Weźmy przykład Judasza u Jana 6,70. Mamy słowo „wybrany”, które jest odnoszone do uczniów, nawet do Judasza. Czy nie dwunastu was wybrałem? Ale jeden z was jest diabłem. Zostali oni wezwani/powołani. Zostali oni zaproszeni. Zostali wybrani przez Jezusa. Wszystkie te słowa wzywają tę samą ideę. „Wybrałem także Judasza, jednego z dwunastu. Jednakże, ów jest diabłem”, to znaczy nieprzyjacielem Boga.

Izrael jest także przykładem takiego odwrócenia sytuacji. Jest ludem, który Bóg wybrał, aby stał się Jego osobistą własnością. Gdyż ty jesteś świętym ludem Pana, Boga twego. Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, spośród wszystkich ludów na ziemi, abyś był jego wyłączną własnością – czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa/5 Mojżeszowej 7,6.
Dzięki przymierzu zawartemu z ich ojcami, synowie Izraela byli zaproszeni na ucztę od dawna. Powiedzieli oni „tak” na zaproszenie. Później zmienili swoją decyzję i ukazali to prześladując z zajadłością posłańców Bożych. W konsekwencji, Izrael został odsunięty na bok – Królestwo zostało powierzone innemu ludowi: uczniom Chrystusa. Widzimy to w przypowieści o złych winogrodnikach.

Możemy powiedzieć, że chrześcijanie stanowią dzisiaj wybrany lud Boży, nowy Izrael. Jesteśmy nowym narodem, o którym mówi Jezus u Mateusza 21,43 i któremu Królestwo zostało dane.
Ten nowy naród jest reprezentowany w naszej przypowieści przez wszystkich tych, których słudzy napotkali na ulicach, zarówno złych jak i dobrych, którzy zaakceptowali uczestnictwo w uczcie weselnej syna królewskiego. Należy to dobrze podkreślić.
Źli, tak jak dobrzy, także mogli ukazać ich intencję przyjścia. I jeżeli uważnie czytamy tę przypowieść, zauważamy, że reszta historii koncentruje się na jednym z tych, którzy byli „źli”. Ten „zły” osobnik zostanie wyrzucony w ciemności, gdzie będzie płakał i zgrzytał zębami.
Żydzi liczyli na ich naturalne synostwo, by móc skorzystać ze zbawienia i błogosławieństwa Bożego. W Mateusza 8,11-12 Pan Jezus skorygował to wierzenie. Bycie potomkiem Abrahama nie gwarantuje w żaden sposób paszportu do Królestwa Bożego. W ten sam sposób fakt przynależenia do nowego narodu (chrześcijan) nie gwarantuje automatycznie zbawienia.
Przypowieść podkreśla zobowiązanie do noszenia szat weselnych. Ten, kto zostanie przyłapany na złych szatach utraci swoje miejsce na uczcie.

Pojęcie chrześcijańskiej wspólnoty mieszanej, w której niektórzy dostąpią zbawienia wiecznego, podczas gdy inni nie, ukazuje się kilkakrotnie w mowach Jezusa. Można myśleć o Mateusza 7,21, gdzie Jezus oświadcza: Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie.
W przypowieści o kąkolu i pszenicy (Mateusza 13,24-30), pszenica i kąkol rosły razem, na tym samym terenie i nie zostaną oddzielone jak tylko w dniu sądu.
W przypowieści o sieci (Mateusza 13,47-50) Królestwo Niebios jest porównane do sieci, która zawiera ryby różnych rodzajów, dobre i złe. Będą one oddzielone przez anioły na końcu świata.
Wszystkie te przykłady ilustrują zasadę pomieszania we wspólnocie Kościoła tu i teraz, żyjącej w tym świecie konkretnym. Będzie ona poddana selekcji u końca świata.
W naszej przypowieści zasada „mieszanej wspólnoty” Kościoła odnosi się do „nowego narodu”, to znaczy to wspólnoty tych, którzy wyznają ich wiarę w Chrystusa.

Krótka uwaga na koniec
Ubranie weselne jest warunkiem przynależności do wspólnoty tych, którzy będą przynależeli do wspólnoty wybranych. A tym strojem weselnym jest nowe serce, a nie tylko płytka deklaracja… nowe serce będące dowodem prawdziwego pójścia za tym, który jedyny jest Panem i Jego prawdziwego działania w nas.  I owo nowe serce mam przynieść konkretne owoce – nawrócenie życia.   

sobota, 11 marca 2017

Rozważanie tekstu z Ewangelii według św. Mateusza 12,38-42





(38) Wtedy odpowiedzieli mu niektórzy z uczonych w Piśmie faryzeuszów, mówiąc: Nauczycielu, chcemy widzieć od ciebie znak. (39) A On odpowiadając, rzekł im: Pokolenie złe i cudzołożne znaku żąda, ale nie otrzyma innego znaku jak tylko znak Jonasza proroka. (40) Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce. (41) Mężowie z Niniwy staną na sądzie wraz z tym pokoleniem i spowodują jego potępienie, gdyż na skutek zwiastowania Jonasza upamiętali się, a oto tutaj więcej niż Jonasz. (42) Królowa z Południa stanie na sądzie wraz z tym pokoleniem i potępi je; bo przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tutaj więcej niż Salomon.

Nasz fragment i jego bezpośredni kontekst

Przyjrzyjmy się kontekstowi naszego tekstu kazalnego.
Całość rozdziału 12 naznaczona jest polemiką: działania Jezusa budzą potępienie i niechęć.
Najpierw, na wolnym powietrzu, odnośnie odpoczynku w szabat, Jezus nakreśla swój dystans do faryzejskiego legalizmu, stając po stronie swoich uczniów, którzy zbierają pozostawione, po zbiorach, na polach resztki kłosów (12,1-8). Następnie, w synagodze, w ten sam dzień szabatu, Jezus uzdrawia mężczyznę (12,9-13) i usprawiedliwia energicznie ten czyn.
Następuje po tym spisek: faryzeusze decydują o wyeliminowaniu Jezusa (w. 14).

Mateusz relacjonuje następnie okres spokojniejszy: dyskretnie, Jezus opuszcza miejsca napięć, „uzdrawia wszystkich chorych”, realizując proroctwo Izajasza (12,15-21).
Uzdrowienie bardziej spektakularne (12,22-23) prowadzi do powrotu faryzeuszy (24), którzy poddają w wątpliwość boskie pochodzenie uzdrowienia.
Następuje długa przemowa Jezusa (25-37): odrzucając najpierw argumenty oskarżających Go, prezentuje kryteria surowego sądu, bezpośrednio odnosząc się do tych, którzy rzucają oskarżenia bez zweryfikowania ich rzetelnej podstawy.

Nasz fragment jest zatem następstwem całej serii epizodów naznaczonych konfliktem pomiędzy Jezusem i faryzeuszami.
Jeżeli pytają oni Jezusa o znak, jest jasnym dla czytelnika, że nie chodzi o szczerą prośbę o „zobaczenie dla uwierzenia”, ale o pytanie mające służyć stworzeniu wrażenia negatywnego o Jezusie, wręcz mającego popchnąć Jezusa (który dokonał przecież wielu znaków) do zbłądzenia poprzez pójście w „spektakularyzm”.

Na końcu rozdziału Jezus daje jeszcze kilka nauk o byciu w posiadaniu przez złe duchy (12,43-45), a następnie nabiera dystansu od swojej rodziny biologicznej, podkreślając swoje preferencje, w języku prawie brutalnym, wobec tłumu tych, którzy idą za Nim (47-50).

Całość rozdziału jest zatem naznaczona napięciami i konfliktami związanymi z działaniem Chrystusa.
Dobra Nowina w działaniu, ukazując się przez konkretne akty uzdrowienia i mocne słowa, budzi opory, a wręcz wrogość! I to nie tyle szczególnie wśród Żydów! Po prostu w takim właśnie kontekście Jezus działał. I taki jest jej kontekst dzisiaj. Paradoksalnie człowiek nie chce się poddać Dobrej Nowinie. I potrafi przy tym (jak faryzeusze to robili) zasłaniać się pozorną religijnością lub innymi elementami, które akurat uzna za pożyteczne…

Analiza tekstu

Skupmy się teraz przez moment na samym tekście, werset po wersecie…
w. 38: Pytanie, które stawiają rozmówcy Jezusa, uczeni w Piśmie i faryzeusze, jest pytaniem-pułapką – oni już zdecydowali aby skończyć z Jezusem i zaatakowali Go za „znaki”, czyli za uzdrowienia, których dokonał. Czy zatem Jezus będzie potrafił dokonać znaku na życzenie, na komendę?
Jeżeli akceptował wejście w taką logikę, chciał tym samym zaakcentować, że dany znak może tylko coś wskazywać.

w. 39: Widoczna prowokacja tłumaczy gwałtowność tonu Jezusa. Zaznaczmy, że wyrażenie pokolenie cudzołożne oznacza tych, którzy zerwali przymierze z Bogiem.

w. 40-41: Następuje teraz tajemnicza wzmianka o znaku Jonasza. W judaizmie historia ta świadczyła tradycjnie o przekonaniu, że Bóg nie zostawia sprawiedliwego dłużej niż trzy dni samemu sobie, w dramacie. Podobnie historia ofiary z Izaaka składanego przez jego ojca Abrahama (1 Mojżeszowa/Rodzaju 22,1-4): trzeciego dnia podróży ma miejsce rozwiązanie uwalniające.

Wczesne chrześcijaństwo odnosi te historie i tradycje z nimi związane  do ukrzyżowania Jezusa i do zmartwychwstania trzeciego dnia. Oto znak, który zostanie dany światu i trzeba będzie się nim zadowolić.
Ale jakiż to znak!
Aluzja, pod piórem Mateusza wskazuje jasno, że czasy pogańskie nadejdą, ponieważ Izrael nie rozpoznał godziny, gdy lud został odwiedzony.
Porównanie z mieszkańcami Niniwy, którzy posłuchali i nawrócili się, zwraca się na niekorzyść tych, którzy czują się posiadaczami roli strażników wiary.

w. 42: I podobnie królowa Saby, w dniu sądu ostatecznego, będzie miała lepsze miejsce! Drugi przykład cytowany przez Jezusa wzmacnia pierwszy. Jezus używa pewnej tradycji rabinistycznej, zgodnie z którą prozelici mogą służyć za przykład Izraelowi, a nawet wyrazić osąd nad ludem wybranym, poprzez fakt ich zaangażowania w wierze i stałości.
Tutaj zwraca się zatem uwagę przede wszystkim na zachowanie budowane na wysiłkach, na ciekawości i wreszcie na nawróceniu, które jest cytowane jako przykład do naśladowania.

Wymiar praktyczny tekstu

Zobaczyć, aby uwierzyć

Zobaczyć, aby uwierzyć: wypowiadając te słowa myśli się przede wszystkim o Tomaszu (Jana 20,24-29), który wyraził podobne pragnienie. Liczne kościoły w historii nosiły imię św. Tomasza, chcąc podkreślić tę postawę Apostoła, która została przezwyciężona świadectwem Pańskim, ale w czytanym przez nas fragmencie nie ma mowy o jakiejś ciekawości, o jakimś pragnieniu duchowym: ci, którzy proszą o znak są w trakcie organizowania spisku przeciw Jezusowi, który skończy się dla Niego śmiercią.
Jezus pomimo tego odpowiada: będzie dany znak, znak Jonasza. Ta tajemnicza aluzja oczywiście nie usatysfakcjonuje Jego rozmówców. Ale Jezus tłumaczy podwójny sens tej aluzji. Z jednej strony Bóg nie opuszcza swoich, nawet Jonasza, pomimo jego zbuntowania się przeciw Bogu. Aż do samej głębi Bóg podąża za Jonaszem, jego śladami i wyciąga go ze śmierci.
Znak ma inny sens: kiedy prorok Jonasz ma – wbrew samemu sobie – sukces w Niniwie, ukazuje to do jakiego stopnia tradycyjni przyjaciele Boga mogą brać przykład z Jego tradycyjnych nieprzyjaciół… Kiedy należący do Niego już Go nie słuchają, Bóg znajduje zawsze ścieżkę, aby dać się usłyszeć. Jest to przesłanie ważne także dzisiaj, dla każdego chrześcijanina.
Nikt nie jest w tej kwestii wolny od zarzutów…

Dla chrześcijan, znak Jonasza, „zmarłego”, który powrócił do życia, jest wyraźną aluzją do śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Tajemniczy znak - ale tak wiele mówiący – krzyża, pozostanie zawsze nowym, pocieszającym, niezależnie od okoliczności życia; wydarzenie krzyż/zmartwychwstanie jest w centrum przesłania Chrystusa i wiary wierzącego.
Chrześcijanie nie mają za zadanie ukazywać się jako właściciele tego znaku, ale jako jego świadkowie…

- o -

Dzisiaj, Jezus także pozwala zobaczyć… znaki. Nie ma wyobrażeń, reprezentacji, pseudo-dowodów (z samego faktu wątpliwych), ale wskazówki do odczytania, do odszyfrowania przez wierzącego.

Jednak znaki nie pojawiają się na rozkaz, ponieważ nie jest to możliwym: nie można zamawiać życia! Można je zauważyć, wychwycić, przyjąć, otrzymać…
I żaden naród wybrany, żadne wyznanie chrześcijańskie, żaden Kościół nie może ubiegać się o tytuł własności (jedynej) znaku; do posiadania jego jedynej, oficjalnej, interpretacji definitywnej. Znakiem wiary chrześcijańskiej, w pełnym znaczeniu tego słowa, jest znak krzyża. Często ukazywany bez ciała Jezusa w kościołach reformowanych i ewangelicznych, krzyż sam w sobie przypomina jednocześnie straszliwą śmierć i zmartwychwstanie chwalebne Chrystusa, źródło głębokiej nadziei, która zamieszkuje osobę świadoma swojego chrztu.

Jest to znak szczególny i to jest wspaniałe, i pełne życia.
Może nieść pokój tym, którzy byli skonfliktowani i mogą się pogodzić (z innymi, ze sobą samymi), odnaleźć pokój. Cierpienia znajdują ich ukojenie. Osoby w strapieniu otrzymują głęboką pomoc.
Bóg nie podaje w sferze znaków nic - wydawałoby się - spektakularnego. Nie byłoby to zgodne z Jego przesłaniem o Jego głębokiej miłości do człowieka, a jednocześnie z zachętą do refleksji, do podejmowania przez człowieka świadomych wyborów.
Ale On jest pośród nas, w nas, z nami. Czy potrafimy dostrzec, wyłowić, zanalizować, znaki Jego obecności?
Czy nasze społeczności chrześcijańskie chcą pójść za Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym i żyć, czy jak faryzeusze udawać życie wiary…

piątek, 3 marca 2017

Wcielenie Syna Bożego



 
Chrześcijanie wierzą w Boga wcielonego. Ale co to oznacza? Jakie znaczenie ma to nauczanie? Jak doszło do jego sformułowania? I przede wszystkim: co dla nas zmienia wiara w Boga wcielonego?

Co rozumie się przez termin „wcielenie”?

Wcielenie jest procesem, przez który istota duchowa przybiera formę cielesną. W sposób szczególny termin ten jest stosowany do Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który dobrowolnie przybrał ciało ludzkie i ludzką naturę.

Nie chodzi o jakiś rodzaj dywinizacji/ubóstwienia (czyli, że nie jest to człowiek podniesiony aż do Boga), ani do teofanii (czyli czasowego przybrania przez Boga formy ludzkiej), ale jest to fenomen jedyny w historii: Jezus Chrystus łączy naturę ojcowską, ponieważ jest Bogiem i naturę matczyną, ponieważ jest człowiekiem. Dwie natury nie nakładają się na siebie, ani nie są pomniejszone, ale intymnie zjednoczone w jednej osobowości.

Terminy „wcielenie” lub „wcielony” („inkarnacja”) nie ukazują się w Biblii, ale opierają się o sformułowania biblijne, ponieważ pochodzą od słów łacińskich oznaczających „w ciele” (in i car, carnis): zob. Jana 1,14; 1 Tymoteusza 3,16. 

Jaka jest ważność doktryny o wcieleniu?

Doktryna o wcieleniu jest kamieniem węgielnym wyznania wiary chrześcijańskiej. Apostoł Jan precyzuje to w swoich listach: 1 Jana 4,2 i 2 Jana 7.
Dlaczego tak duża jest ważność tego nauczania? Jest ona związana z celem wcielenia Jezusa: jeżeli Jezus Chrystus przyszedł jako Bóg-człowiek, to po to, aby wypełnić dzieło naszego zbawienia. Zob. Galacjan 4,3-6; Rzymian 8,1-4; Hebrajczyków 10,1-14.

W 1098 Anselm (znany teolog) streścił tę kwestię na swój sposób, pisząc (Cur Deus homo), że grzech był obrazą czci Boga, obrazą o nieskończonym ciężarze. Cześć Boga wymagała, by nałożył On karę o ciężarze odpowiadającym winie (piekło) lub aby człowiek ofiarował wystarczające zadośćuczynienie za grzechy. Tego jednak człowiek zrobić nie może, nie potrafi. Jedynie Bóg mógł ofiarować takie pełne zadośćuczynienie i dlatego koniecznym było, aby stał się człowiekiem. Tylko człowiek musiał i tylko Bóg mógł tego dokonać.

Jak doszło do takiego sformułowania doktrynalnego?

Szereg tekstów biblijnych ukazuje jednocześnie boskość i ludzkość Jezusa Chrystusa. Ale nie znajdziemy w Biblii formuł teoretycznych, syntetycznych, do jakich przywykliśmy w naszej kulturze naznaczonej duchem grecko-rzymskim (przyzwyczajonej i oczekującej sformułowań bardziej abstrakcyjnych, niż kultura hebrajska).

Nowy Testament stwierdza, że Jezus Chrystus został poczęty przez Ducha Świętego, ale także z kobiety, ze wszystkim, co ludzkiego fakt ten w sobie zawiera: Mateusza 1,18-23; Rzymian 9,3-5.

Nowy Testament stwierdza także, ze Jezus poznał rozwój fizyczny, intelektualny i duchowy istoty ludzkiej, od poczęcia do narodzenia, przechodząc przez dorastanie, aż do wieku dorosłego. Jezus musiał uczyć się, by posiadać wiedzę, choć bez popadania w błąd, czy niedoskonałości.
Był jednak świadomy swojej boskości już od młodości: Łukasza 2,47-52.

By przyjść na ziemię, wyrzekł się chwały niebieskiej, którą miał przed założeniem świata, świata, którego jest twórcą: Jana 17,5; Kolosan 1,15-17.

Poznał ograniczenia ludzkie, a szczególnie głód, pragnienie, zmęczenie: Mateusza 4,2; Jana 19,28; Jana 4,6. 



Poznał świat emocji: Jana 12,27; Łukasza 19,41; Mateusza 26,37.

W rzeczywistości swojej ludzkości nie mógł używać swojej wszechwiedzy: Marka 13,32.

Jezus poznał śmierć. A zmartwychwstały, nie utracił swojej natury ludzkiej. Zachował swoje ciało i kości: Łukasza 24,39.
I właśnie jako Syn Człowieczy powróci na chmurach niebieskich i dokona ostatecznego sądu. Jego ludzkość uczestniczy od tego momentu w chwale Jego boskości.

To jako człowiek ofiarowany jest On adorowany w niebiosach: Mateusza 24,30; 25,31; Dzieje 17,30-31; Objawienia 5,6-8.

Sformułowania bardziej teoretyczne pojawiają się w historii Kościoła wieków IV i V, podczas tzw. Soborów Powszechnych, zwoływanych przez cesarzy, ze względu na potrzebę pokoju w imperium wstrząsanym dysputami doktrynalnymi.

Nauczanie nie-ortodoksyjne w pierwszych wiekach:
1.       Uczniowie Ebiona i pochodzący z judeo-chrześcijaństwa, ebionici, widzieli w Jezusie tylko zwykłego człowieka, urodzonego bez żadnego cudu, ale któremu moc została dana z góry, Duch Święty. W następstwie Jego posłuszeństwa Prawu i woli Bożej wobec siebie, Jezus został wywyższony przez Boga, uwielbiony jak Bóg.
2.       Około 190 r. Teodot z Bizancjum nauczał w Rzymie usystematyzowaną wersję chrystologii, którą określa się adopcjanizmem. Przyjmuje ona dziewicze narodzenie Jezusa, ale On sam jest tylko człowiekiem, który został „zaadoptowany” przez Boga podczas Chrztu w Jordanie.
3.       Gnostycy (czyli przekonani o możliwości i potrzebie zyskania szczególnej wiedzy w sprawach nadprzyrodzonych), w większości zwolennicy tzw. Doketyzmu, zwalczanego przez apostoła Jana, redukowali ludzkość Chrystusa tylko do postaci, do zewnętrznych elementów. Odrzucali prawdziwą jedność pomiędzy Objawicielem/Zbawicielem niebieskim, a ciałem i światem materialnym.
4.       Ariusz, ksiądz z Aleksandrii, chciał w 318 r. utrzymać ścisły monoteizm i twierdził że Syn jest tylko rodzajem „superstworzenia” Bożego, a co za tym idzie był taki czas, kiedy Go nie było.

Debaty podczas Soboru Nicejskiego, w 325 r., doprowadziły do potępienia arianizmu i do wypracowania następującego sformułowania: „Wierzymy… w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, jednorodzonego, zrodzonego przez Ojca, to znaczy substancję (usia) - istotę Ojca, Boga z Boga, Światłość ze Światłości, prawdziwego Boga z prawdziwego Boga, zrodzonego a nie stworzonego, współistotnego (homousios, tej samej substancji, istoty) Ojcu, przez którego wszystko zaistniało, tak w niebie jak i na ziemi; który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i stał się ciałem, stał się człowiekiem, cierpiał, zmartwychwstał trzeciego dnia, wstąpił na niebiosa i przyjdzie sądzić żywych i umarłych”…

W V w., człowiek o imieniu Nestoriusz głosił kazania przeciw tytułowi teotokos, „matki Boga”, i ukazywał Chrystusa w taki sposób, że ten bardziej przypominał świątynię i narzędzie boskości. Podczas Soboru w Efezie, w 431 r., nestorianizm został potępiony.
Monofizytyzm, broniony głównie przez mnicha Eutychesa, widział tylko jedną naturę w Chrystusie, naturę ludzką, pochłoniętą niejako przez naturę boską.

Kolejny Sobór, w Chalcedonie (451 r.) doprecyzował kolejne kwestie w wyznaniu wiary: „jeden i ten sam Syn, nasz Pan Jezus Chrystus, doskonały w boskości i doskonały w człowieczeństwie, prawdziwie Bóg i prawdziwie człowiek (o duszy rozumnej i ciele), współistotny Ojcu według boskości, współistotny nam, zgodnie z człowieczeństwem, podobny do nas we wszystkim poza grzechem, zrodzony z Ojca przed wszystkimi wiekami zgodnie z boskością, i tak samo - z dziewicy Marii, matki Boga, w dniach ostatnich i dla naszego zbawienia, zgodnie z człowieczeństwem, jeden i ten sam Chrystus, Syn, Pan, Jedyny, objawiony w dwóch naturach bez przemieszania, bez zmiany, bez podziału, bez rozdzielenia, ponieważ różnica natur nie jest w żaden sposób wykluczona przez jedność, a raczej – własności każdej z natur są zachowane i dążą do utworzenia jednej osoby (prosopon) i jednej hipostazy (podmiotu, którzy niesie natury)”.

Co oznacza dla nas wierzenie w Boga wcielonego?

W buddyzmie zakłada się bardziej wyniesienie człowieka do Boga, aniżeli odwrotnie. W islamie i judaizmie odrzuca się ideę wcielenia Boga. Faryzeusze byli zgorszeni, że Jezus pretendował do bycia równym Bogu: Jana 5,18.

- Fakt, że Bóg przyjął ciało ludzkie i przyjął na siebie fizyczność ludzką zawiera w sobie myśl, że (odwrotnie do gnostyków i filozofii greckiej) nie lekceważy się świata materialnego. Nie powinniśmy zatem usiłować umknąć ze świata materialnego, bądź go lekceważyć, ale szanować go, jako dobry  i stworzony przez Boga (1 Mojżeszowa/Rodzaju 1).

- Wcielenie zawiera stopień dodatkowego objawienia w stosunku do Boga. Ludzie mogli widzieć Boga działającego i mówiącego „bezpośrednio”: Jana 1,14.18.

- Bóg nie tylko mówił językiem ludzi, ale żył życiem ludzkim. Jest On Bogiem, który rozumie to, co oznacza bycie istotą ludzką. Możemy zatem Mu powierzyć wszystko, co odczuwamy, wiedząc, że On nas rozumie i że jest zdolny nam pomóc dzięki znajomości przyczyn.
·         On poznał głębokie zasmucenie, a nawet trudność w byciu posłusznym woli Bożej: Mateusza 26,37-42,
·         On poznał trudność życia w byciu niezrozumianym i lekceważonym, nawet przez bliskich. Ponadto, wie On także, co oznacza być ofiarą niesprawiedliwości, a w Jego przypadku chodziło o niesprawiedliwości skrajne, które kosztowały Go życie: Jana 7,3-5; Izajasza 53, 1-3.7-9.
·         Poznał pokusę: pokusę władzy, pokusę łatwych rozwiązań, pokusę podporządkowania Boga własnym pragnieniom. Ale nie poddał się jej. I może nam przynieść konieczną pomoc: Mateusza 4,3-10; Hebrajczyków 2,9-18; 4,11-16.

Jezus nie przyszedł jako król, ale jako sługa.
Dla Niego było oczywistym, że był to przykład, który Jego uczniowie winni naśladować: Fillipian 2,3-11; Jana 13,1-5.12-17; Marka 10,42-45.